Potem mogę umrzeć i jak to wiara czyni cuda

Ostatnie dni marca spędzimy w Neapolu i okolicy. Nie pisałam o tych planach wcześniej, żeby nie zapeszyć. Ale skoro już pieniądze wpłacone, to raczej nic się nie zmieni.

Wycieczkę traktujemy jaki antystress.

Jutro dotrze do nas program wycieczki, to naturalnie się pochwalę.

Jak to mówią ” zobaczyć Neapol i umrzeć”. Trudno zaryzykuję, bo po Monte Cassino to kolejne moje pragnienie. I nie żeby był ich koniec… o nie. Jeszcze kilka miejsc mam na liście ” do zobaczenia”. Naturalnie przed śmiercią. 😀

A teraz co z tą wiarą? Otóż wczoraj dzień był nad wyraz nerwowym. Z racji naturalnie osobistego, który odwalił niezły numer. Mianowicie zgubił, wytrząsając z chusteczką przedmiot, za który nie tak dawno zapłacił 600 euro. Nie napiszę jaki, żeby go całkowicie nie pogrążyć. Ten przedmiot nie powinien znaleźć się w jego kieszeni.

Kiedy się zorientował rozpoczęła się akcja szukania. Wszystkie chustki na trasie gdzie byliśmy przed południem plus kosze na śmieci były nasze. Pytania… nic.

Postanowiłam westchnąć jak zwykle do świętego Antoniego, który nigdy mnie zawiódł. Ale kiedy kolejny raz przeszukałam samochód, bo cały czas miałam wrażenie, że to tam rozbierając co chwilę kurtkę i wrzucając na tył mogło to ” coś” wypaść straciłam nadzieję. Jeszcze pomyślałam o mojej babci, która ze świętym miała specjalne układy.

Dzień zakończył się nieciekawie. Rano pamiętałam, że przyśniła mi się babcia.  Pojechaliśmy na spacer znowu trasą wczorajszą. Pod sklepem na parkingu wymyśliliśmy przeszukanie jeszcze bagażnika, bo fotele tylne są złożone i jak V. wrzucał kurtkę to może tam gdzieś TO wpadło. Niestety nic nie wpadło. Ale podniosłam oparcie i jeszcze raz zerknęłam pod fotel kierowcy. Trzeci albo i czwarty raz z rzędu. I nagle zobaczyłam. TO leżało zahaczone o torbę na zakupy, którą wywlekłam na zewnątrz. We dwójkę ją oglądaliśmy i nic.

I naraz zrozumiałam dlaczego przyśniła mi się babcia. Użyła swoich wpływów i namówiła świętego Antoniego na pomoc.

Skasowałam V. na kwotę obiecaną na biednych świętemu Antoniemu. Nawet pojechaliśmy do kościoła pod jego wezwaniem wrzucić datek.

I tu… ja wrzuciłam. V podał mi świecę. Włożyłam i oczywiście świeca się zapaliła. Równocześnie V. włożył swoją, ale ta ani drgnęła. Być może po jednym wrzuceniu zapala się jedna świeca. Albo święty zasugerował, że to tylko dla mnie pomógł w tejże sprawie. 🙂

W każdym razie ciężar mi spadł z serca. Bo nawet już nie chodzi o bądź co bądź poważną kwotę, ale o moje nerwy, bo naturalnie kto winien? Ja, bo go denerwuję i on jest wiecznie zdenerwowany i przez to stało się jak się stało.

A ponieważ już się przyzwyczaiłam, że za wszystko na tym świecie odpowiedzialność ponoszę ja… to trochę nerwów mam z głowy.

A teraz taki mam pomysł. W związku z przenosinami skopiowałam wpisy bloxa ale to takie drukowane robaczki. Można odczytać ale szukanie to już wyższa szkoła jazdy . Jak będą mi potrzebne to trudno… popracuję nad nimi. Najważniejsze, że są.

A są wpisy zwłaszcza wspomnieniowe, które lubię i dlatego postanowiłam je teraz skopiować w wersji aktualnej. I niektóre będę przypominała.

Zaczynam od opowieści o świętym Antonim, bo najbardziej jest w temacie.

W rodzinnym pakiecie tradycji

 2lucia 

Chciałam dziś pokazać chorzowski kościół świętego Antoniego, ale oczywiście, jak to u mnie otworzyła się klapka odpowiedzialna za wspomnienia i zanim pokażę sam obiekt opowiem coś innego. Dlaczego tradycja rodzinna i dlaczego święty Antoni, jest tym Świętym specjalnej rangi.

I tu oczywiście pojawia się moja babcia. To ona jest odpowiedzialna za tę specjalną więź, jaka  łączy mnie z owym nomen omen Włochem.

Babcia jak mówiła, miała „specjalne nabożeństwo ” do świętego Antoniego,  który ją nigdy nie zawiódł, kiedy zwracała się do niego o pomoc.

I co ciekawe, nigdy nie modliła się słynną modlitwą :

” Święty Antoni Padewski, obywatelu niebieski,

niech się świeci chwała twoja,

niech się znajdzie zguba moja”.

Ja tę modlitwę poznałam wiele wiele lat później. Bo babcia miała swoje „układy” ze Świętym ” nie tylko w sprawach zagubionych przedmiotów.

I tak, ja, jako jej nieodrodna wnuczka przejęłam ów specjalny układ ze świętym Antonim, mimo, że jestem, jak to babcia mówiła ” zwykły bezbożnik”.

Zaczęło się od tego, że kiedy babcia nie umiała znależć remedium na moje kłopoty, mówiła:

– Weż dziecko westchnij do świętego Antoniego i ofiaruj mu jakiś grosz. I dodawała:

– On nie zbiera dla siebie, tylko dla biednych, na chleb.

I rzeczywiście święty Antoni pomagał.

Po latach, ja doszłam do wniosku, że cieszę się podobną sympatią u Włocha z Padwy co moja babcia.

Mało tego doszłam do wniosku, że jako osoba nigdy specjalnie groszem nie zasobna, mogę u niego uzyskać kredyt na pomoc. I tak, nawet kiedy tego „grosza” nie miałam, obiecywałam a w miarę możliwości oddawałam.

Co mi właśnie przypomniało, że jestem dłużna świętemu Antoniemu 20,- złotych ( 5 euro), które obiecałam w Italii, już nie pamiętam za co.

Zauważyłam, też, że mogę się ze świętym targować.

Dawno dawno temu, mój mąż po raz pierwszy, kupił sobie samochód marki IFA. Ach co to było za cudo ( teraz to widzę ). Miało tylko jedną wadę, psuło się w najmniej dogodnych warunkach, a mój mąż nie miał żadnej smykałki technicznej.

Ja w czasach kiedy z nim jechałam nie ruszałam się z domu bez opasłej książki. Kiedy samochód stawał w jakimś dziwnym miejscu: na przykład na rondzie katowickim… mąż zaglądał pod maskę i dumał, ja spokojnie zaczynałam czytać. Czasem ruszał, czasem nie.

Kiedy, już książka mi się kończyła zaczynałam pertraktować ze świętym Antonim:

– Święty Antoni, dam ci 2 złote, jak ruszymy ( przypominam, że wartość pieniądza była inna).

IFA nic…

– Święty Antoni dam ci 3 złote…

IFA nic…

Kiedy stawka podnosiła się do 5,- złotych samochód ruszał i mogliśmy przynajmniej wrócić do domu.

Jest to fakt a nie moje konfabulacje.

I jak tu nie darzyć uczuciem takiego cudownego Świętego.

O zagubionych przedmiotach nie mowie. Teraz mój prywatny święty ma ze mną masę roboty, bo w ogródku co chwile wzdycham:

– O święty Antoni, znajdź mi mój sekator, grabie czy inne narzędzia, które beztrosko porzucam wśród chaszczy, liści i innych zielenin zaaferowana czymś w danym momencie. Oczywiście to są , już działalności ” po znajomości” i o żadnych finansowym wsparciu nie ma mowy.

I nawet V. w te moje konszachty uwierzył,kiedy kilka razy udało mi się za sprawą świętego Antoniego znaleźć coś dla niego bardzo ważnego.

To teraz już wiecie, że o kościele w Chorzowie nie mogę napisać inaczej, niż po obszernym wprowadzeniu… może jutro a może nieco później. 

 

12 myśli na temat “Potem mogę umrzeć i jak to wiara czyni cuda

  1. Luciu, cudownie, ze jedziecie, ja widziałam Neapol w 2008 roku i ciagle tu jestem, tak ze spoko. We Włoszech jest tyle pięknych miejsc. A co do zguby V. nie wiem dlaczego pomyślałam, ze to sztuczna szczeka 😀

    Polubienie

  2. Chciałam coś poważnie napisać, ale nie mogę, tak mnie ubawiła Szmy. Cudne skojarzenie 🙂 ha, ha, ha
    Luciu żyj długo i spełniaj swoje marzenia . Wycieczka wspaniała – Neapol .

    Myślę , że i ja mam chody u św. Antoniego. Dostałam przy chrzcie trzy imiona, trzecie – Antonina !

    Polubienie

  3. A kto by tam umierał z powodu miasta , nawet takiego jak Neapol. Pomyślałam o jakiejś biżuterii dla Ciebie jak o tej zgubie napisałaś . Dobrze , że się znalazło. I ja chyba muszę do rzeczonego Świętego westchnąć , bo zgubiłam kolczyk i to po raz drugi , ale chodów nie mam więc nie wiem czy zechce łaskawym okiem popatrzeć na mnie

    Polubienie

  4. Jak to dobrze mieć takiego znajomego Świętego:)) Piękne plany wycieczkowe, zamówię Wam dobrą pogodę u jakiegoś innego Świętego:)
    (ma łatwe zadanie, bo gdzie jak gdzie, ale pogoda we Włoszech o tej porze musi być i bez Świętego:))

    Polubienie

    1. Zielonapiranio bardzo proszę zamow tę pogodę. Bo i w Italii bywa różnie ostatnio. Od jutro ma być kilka zimowych dni. Ale pod koniec tygodnia wraca wiosna. 🌞:*

      Polubienie

  5. Moc św. Antoniego jest wielka, ale z tego powodu do bzdurek lepiej jej nie zużywać:) A Bazylika św. Antoniego w Padwie, a zwłaszcza oprawa jego grobu- robi wrażenie. Kojarzę to tez jako jedno z niewielu miejsc we Włoszech, w których jest ścisły zakaz robienia zdjęć, nawet bez flesza i nawet nie o opłatę chodzi (jak np. w Katedrze w Bolonii-płacisz- możesz pstrykać fotki). A zguby- zazwyczaj znajduję szukając innej rzeczy. 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s