Trochę na skróty

 Chciałam sobie dzisiaj ułatwić wpis blogowy, bo jakoś wena mnie opuściła. Z racji pełni. Jutro nie jedziemy do Ascoli, co mnie zdenerwowało bardzo. I z racji tego bociana na kominie postanowiłam przypomnieć swoje dwa śluby. Pierwszy to przynajmniej zostawił mi dzieci a ten drugi … lepiej nie mówić. Tak, że  o trzecim podejściu nie ma mowy.

I tak jak to ze skrótami bywa zajęło mi to wklejanie mnóstwo czasu. Coś pokombinowałam i ani za Chiny Ludowe nie umiałam się wykaraskać. 

Jednak sobie poradziłam i moje ślubne wspomnienia  zebrałam w jedną całość. 

I jak się człowiek spieszy, to nie powinien klikać na pamięć w nie do końca znajomyn blogu. 🙂

Opowieści z mojego życia czyli…

28.07.2014 2lucia 

Luci ślub po raz pierwszy101_2600

Jakoś tak jesienią postanowiliśmy się pobrać. Mój przyszły mąż kończył studia i wracał z Krakowa gdzie studiował do Chorzowa. Niby nie daleko ale jakoś zakiełkowała w nas myśl o byciu razem a nie osobno.

I się zaczęło. Najpierw moja mama i babcia dostały kwiaty w ramach prośby o ma rękę a ja zaproszenie na dansing z tejże okazji.

Datę wymyśliłam piorunem. 6 stycznia ( 1968 r) w Trzech Króli, które, już świętem nie było. Ale za to była to sobota i to pierwsza sobota karnawału.

Lawina ruszyła. Pojawił się w Krakowie mój przyszły teść w towarzystwie starszego brata mojego narzeczonego z wizyta i poznaniem się rodzin tych co to nie wiedzieli co czynią. Moja mama polubiła się bardzo z moim teściem przyszłym. Kolacja zapoznawcza skończyła się bruderszaftem . Zebraliśmy stosowne dokumenty i termin, który wymyśliłam z trudem udało nam się zamówić. Takich mądrych na pierwszą sobotę karnawału było więcej. Ślub miał być drugim w kolejce czyli o 9.30. Prawie bladym świtem.

Ponieważ mój ulubiony deklarował ateizm o ślubie kościelnym mowy nie było. Jakoś to moja babcia przełknęła bo mamie było to obojętne.

O dziwo mimo romantycznej duszy nie marzyłam ani o białej sukni ani o welonie. Wymyśliłam sobie sukienkę różowa i to z koronki. Moda była na sukienki krótkie 101_2617.jpg I taką też miałam ale raczej w różowej kiecce nikt do ślubu w tym czasie nawet do cywilnego nie leciał. A ja nic tylko różowa i różowa i to jeszcze z koronki różowej bo koronka była modna. Jak tu jedynaczce odmówić a czasy były takie, że w sklepach czegoś takiego nie było… Nawet „ po ladą”. A, że Polak potrafi to moja mama uzyskała wiadomość, że różowa koronka bywa na Węgrzech. Jakimś cudem znalazła kogoś kto na te Węgry jechał i pojawił się kupon ślicznej delikatnej koronki. Fason został po długich dyskusjach wybrany. Miała to być garsonka czyli sukienka z żakiecikiem. Sukienka prościutki trapez na różowej podszewce z racji tej koronki(najmodniejszy) z wysoko odsłoniętymi ramionami co spowodowało wizytę u krakowskiej słynnej gorseciarki na ul. Floriańskiej. Musiałam mieć biustonosz z tak sprytnie ułożonymi ramiączkami, żeby ich nie było widać. Oczywiście w takiej sukience z gołymi ramionami o poranku raczej nie wypadało ślubu brać. Stąd na sukienkę był włożony żakiecik też na podszewce ale za to z długimi rękawami z samej koronki. Zapinany był z tyłu na niesamowitą ilość obciąganych guziczków i to zapinany na ozdobne pętelki. Miał słodki kołnierzyk „bebe” i kokardę z długimi końcami, którą po zdjęciu żakiecika przepinało się do sukienki.

Uff… sukienkę opisałam… zresztą jest na zdjęciu.101_2620  Różowa sukienka rozpętała problem butów. Musiały być różowe o najmodniejszym fasonie prawie na płaskim obcasie z okrągłym noskiem . Różowe buty w styczniu !!! Nawet prywatni szewcy krakowscy nie obiecywali, że pojawią się w tym kolorze zimą. A jednak udało się i stałam się posiadaczką prześlicznych pantofelków w wymarzonym kolorze. Jeszcze kilka lat je nosiłam. Ale co się za nimi nabiegałam to moje. Chodziłam chyba do szewców dzień w dzień. Az wychodziłam w okolicy 1 grudnia przed zabawami barbórkowymi.

Oczywiście to nie koniec perturbacji panny młodej w PRL/ u a więc będzie część dalsza.

„Porządków końca jeszcze nie widać”

05.12.2013 2lucia 

Nie widać końca porządków choć właściwie nie jest złe, bo skończyłam tzw ” mały pokój” w którym za to jest sporo książek. Dookoła. Najdłużej zeszło mi przy tym regale. 101_7946 bo każdą miałam w ręce, żeby wytrzeć z kurzu. Pod koniec, to już była taśma i mniej patrzyłam na tytuły.

Wcześniej powycierałam takie polki zawieszone na metalowych łapach na których oprócz książek leżą różne dziwne papierzyska też, pod właściwymi półkami zagospodarowując wolną przestrzeń. To są takie różne dziwne dziwności np: teczki z wzorami do haftu i wykrojami z dawnych modowych magazynów. Są tam stare mapy, przewodniki turystyczne, śpiewniki, pamiątkowe książeczki do nabożeństwa z obrazkami jednym słowem  „dziwności rozmaite”.

I tam właśnie znalazłam albumik z moimi zdjęciami ślubnymi ze ślubu po raz drugi. Czemu tam a nie ze wszystkimi zdjęciami? Nie mam pojęcia. Zdjęcia 101_7936, jak zdjęcia. 101_7945 Jak zwykle coś tam musiałam udziwnić czyli dziwna sukienka, koszyczek zamiast bukietu i włosy uczesane na telefonistkę. 101_7954 Nie skanuje bo mi się nie chce sprawdzać czy drukarka działa ( bo podobno coś z nią nie tak ) i zrobiłam zwykle zdjęcia zdjęciom. W tym albumiku znalazłam coś takiego.101_7938

Jak widać pod naszym herbem z tamtych lat dostaliśmy ” Uroczysty Akt Zaślubin” z tekstem przysięgi małżeńskiej zaczynającej się od słów ” Świadomi praw i obowiązków…. 101_7940.jpg

i życzenia na ” nową drogę życia”.101_7942.jpg

Jak już pokazałam młodzieży, jak wyglądał nasz orzeł bez korony, który towarzyszył mi całe lata, to czas na pokazanie okładki albumu mojej mamy. To album ze zdjęciami z jej dzieciństwa ( urodziła się w 1921 r.), młodości i okresu wojny ( zdjęcia ze Lwowa z Cmentarza Orląt, którego już w takiej wersji nie ma).

Ten album mimo perturbacji rodzinnych mama zabierała zawsze. I jak byłam mała pokazywano mi jak wyglądał polski orzeł kiedyś … taka lekcja patriotyzmu.

Fascynowała mnie ta okładka albumu rzeźbiona w drzewie i bajecznie kolorowa.101_7947 …I

Reszta dotyczy porzadków więc kopiowanie sobie darowałam.

Ale to nie wszystko z archiwum bloga. 🙂

14 myśli na temat “Trochę na skróty

  1. Ależ młodziutką dziewczynką byłaś podczas pierwszego ślubu… Przypomniałaś mi zdjęcia ślubne moich rodziców. Piękne lata.
    My się śmiejemy, że ślub już braliśmy dwa razy i to z tą samą osoba. Jeden cywilny- we Włoszech, drugi- kościelny w Polsce. Także mam nadzieję trzeciego nie brać.
    Ale u Ciebie, kto wie?

    Polubienie

  2. Brałam tylko jeden ślub… i nigdy więcej:) Jeszcze mi trauma została:) Aczkolwiek nic do płci męskiej nie mam i na ślubnym małżonku się nie skończyło:) Niemniej ani mi w głowie wspominanie ślubu, więc tym bardziej podziwiam, że jesteś do tych nieudanych w końcu małżeństw tak zdystansowana. Na pierwszym ślubie wyglądasz jak Audrey Hepburn! 🙂

    Polubienie

    1. A wiesz ze o tym podobieństwie słyszałam od wielu osob. Dziękuję. Małżeństwa jak małżeństwa. Pierwszy mąż nie żyje a drugi ledwie żyje. A tamte lata to młodość i ciekawe wspomnienia. 😄

      Polubienie

  3. Jakie piękne kreacje, No z różowymi butkami w tamtych czasach, i to zima to chyba cudem się udało. Szkoda, ze nie widać dobrze koronki, ale z opisu sukienka musiała być cudowna. Ta druga zreszta tez, tyle ze już w całkiem innym stylu. Na obu wyglądasz jak zawsze przepięknie 🙂

    Polubienie

  4. Ten fason sukienki był chyba bardzo popularny w tamtym czasie. Taki sam miała na swoim ślubie najmłodsza siostra mamy , ale kremowy, a moja matka na moją I Komunię kazała sobie uszyć z niebieskiej koronki. Ładna panna młoda z Ciebie była , w obu przypadkach

    Polubienie

Odpowiedz na Nicka Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s