Opowieści neapolitańskie nr. 2

Cóż trochę organizatorzy przecenili nasze siły fundując nam ( a właściwie nie fundując, bo płaciliśmy sami) odwiedziny u Wezuwiusza.

Poranny wyjazd bardzo wcześnie, podróż i zwiedzanie Ercolano sporo osób przyplaciło solidnym zmęczeniem. Ale na początku nikt się tego nie spodziewał. Wprawdzie w programie napisano, że czeka nas podejście, bo na sam szczyt nie można dojechać, ale podano informacje o podejściu 300 m do krateru.

A więc pełni wrażeń wyruszyliśmy na wulkaniczną przygodę. Wezuwiusz ma około 2000 m. Jest więc to kawał góry.  Jechaliśmy  naszym autokarem niesamowitymi zakrętami

 

, które w miarę wspinania się dostarczały niesamowitych widoków i na Capri i na Ischia. Wezuwiusz pojawił się w całej swojej groźnej jakby nie spojrzećIMG_0239.JPG postaci. Ponury w sumie krajobraz pełen wypalonych drzew , które teraz gdzie nie gdzie zaczynają się odradzać.  IMG_0257W połowie wysokości przesiedliśmy się  do mniejszego autobusu, bo droga robiła się tak kręta, że  aż niebezpieczna o czym informował taki oto znak. I dojechaliśmy. Stąd już czekało nas podejście

 

do krateru. Po uiszczeniu opłaty w wysokości 10 euro od głowy przepuszczono nas przez barierkę i rozpoczęliśmy wspinaczkę. Dokładnie tak. Bo te 300 m od szczytu okazało się stromą 1200 m drogą. Wiatr wiał jak w San Marino ale o wiele zimniejszy.  V. zdecydowanie zostawał w tyle. Co jakiś czas sprawdzałam jego pozycję. Nawet udało mi się zrobić panoramę w dole

 

mimo, że  i mnie dało to podejście w kość. Na dodatek nie spodobało się ono mojemu nerwobólowi. Jednak doszłam. I kiedy spojrzałam na ostatnią pozycję  V. nie zobaczyłam charakterystycznej postaci odpoczywającej przy barierce. Zaniepokoiłam się, ale skoro doszłam poszłam obejrzeć tę słynną  dziurę w górze, która tyle zła potrafi wyrządzić. Zobaczyłam. Zrobiłam kilka fotek

 

i nie czekając na to co opowiadał przewodnikIMG_0248.JPG zawróciłam w dół. Miałam serdecznie dość Wezuwiusza. Poczytać o nim mogłam spokojnie w fotelu. 😀

Zeszłam a tam nie tylko V. ale sporo osób, które również zawróciły mając dość tempa narzuconego przez czołówkę. V. odpadł prawie pod sam koniec. Jakieś 100 m dzieliło go od krateru. Mam tę  satysfakcję, że ja doszłam.

Odpoczęliśmy czekając na powrót mocno przerzedzonej grupy. A potem już zrobiłam zdjęcia powrotne.

 

Z autobusu.

 

Słońce zachodziło. Wezuwiusz się oddalał chociaż wciąż miałam go w zasięgu wzroku.

 

I jedyne co mogę napisać, że ” byłam, widziałam i nigdy więcej”. Nie ten wiek jednak. Ale wrażenie  niesamowite.

I jeszcze taki dom pod wulkanem.IMG_0273.JPG

Następna opowieść po przerwie, bo serial ” Przeprowadzka ” ma pierwszeństwo. 😀

17 myśli na temat “Opowieści neapolitańskie nr. 2

  1. Świetne zdjęcia i opisy, Luciu. Krajobraz prawie księżycowy. Jestem pełna uznania dla Ciebie, że wspięłaś się i zaglądnęłaś potworowi do gardzieli. Wspomnienia będziesz mieć na zawsze, mimo wysiłku. :)***

    Polubienie

    1. Widoki Azalia nadzwyczajne. Nawet i Wezuwiusza z bliska. A wysiłek spory. Odpadli i mlodzi ode mnie. Nawet nastolatka ktora byla z babcią na wycieczce. Miło że jesteś chociaż coś mało :*

      Polubienie

      1. No nie mam siły . Sporo zobowiązań , a i wiosna – ja wiosenny alergik jestem – bez mała batem muszę się do wielu rzeczy poganiać.

        Polubienie

  2. Zdjecia wspaniałe, ale ja bym tam się nie doczołgała, żeby nie wiem co. Teraz mogę z czystym sumieniem powiedzieć, ze widziałam to za Twoim pośrednictwem i dziękuje bardzo za osobiste tego rodzaju wyprawy. U nas tez wieje lodowato, jakby się kto powiesił. Pierwszy raz w tym roku wywiesiłam pranie na dworze, przewiało mnie na wskroś, ale za to szybko wyschnie.
    Trochę mnie niepokoi, gdzie jest reszta tego kogoś na zdjeciu, kogo nogi tylko wystają z tego jakby pnia? Troszkę to jakby makabryczne 😀

    Polubienie

    1. Szmy znak faktycznie makabryczny ale tam tak kręto że strach jechać . Doszłabys z pewnością powoli i przy innej pogodzie. Buziaki. Uważaj na siebie. Łatwo się przeziębić .

      Polubienie

  3. Chciałabym przeżyć taką przygodę i wejść na Wezuwiesz. Czuję się coraz bardziej zachęcona do wycieczki w tamte okolice, ale już nie w tym roku, bo tegoroczny urlop będę spędzać na wyspie Kos. Gratuluję wejścia pod krater mimo łączącej trasy, ale być i nie zobaczyć…? Też bym się wdrapala choćby ostatniemu sil:) Dzięki za piękne zdjęcia.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s