Trzy razy ” O”

Czyli ” osiedlanie, ogarnianie i oswajanie”.

Jak to mówią, kobieta potrafi. Wczoraj V. stanowczo przesadził z procentami i dlatego dzisiejszy dzień, to nie tylko powtórka z rozrywki ( czyli procenty w formie klina) ale i łóżko. Ma to swoje dobre strony. Ja mimo, że zaliczyłam ” białą noc” wyszłam sobie o godzinie dziesiątej. Spacerkiem doszłam do domu na Lisa i nie mając V. za plecami zaraz ogarnęłam sprawy internetowy. Tak, że mam Internet w komputerze w ilości 30 G co zdecydowanie mi wystarczy.

Na Lisa wreszcie zdjęłam firanki i załadowałam pełną torbę. Taką zakupową. Nikt mnie nie poganiał to mogłam pozbierać w końcu to co nie należy wywozić do magazynku. Łącznie z wagą łazienkową i rękawiczkami jednorazowymi . W Ascoli pięknie. Trochę mnie urzekł park na skarpie i dlatego ze wzruszeniem zrobiłam mu fotki.

W tym parku zawsze w momentach zmiany życiowej łapałam oddech. Ale potem już szłam sobie normalnie.

Na Lisa wlazłam na drabinę, pościągałam prawie wszystko. Część wrzuciłam do torby. Reszta czeka na samochód. Śmiać mi się chciało jak sobie przypomniałam minę córuni V przerażonej stanem mieszkania i jej szybkim wypadem. I ten jej telefon do ojca, że może lepiej wchodzić tam ze strażakami.

Cały czas tam wchodzę i ja i różne osoby od remontów a kamienica stoi jak stała. 😀

Bez przesady. Nic się nie wali tylko ruina z deczka a nie mieszkanie.

To sobie tam wreszcie pobyłam. Tylko z torbą przesadziłam,. Przystanek autobusowy nieaktualny. Musiałam tę torbę zawlec na inny. I znów strzeliłam głupotę. Wysiadłam o jeden przystanek za wcześnie i musiałam się wlec spory kawał do domu.

Jakoś doszłam. Potem dwa razy schodziłam a właściwie zjeżdżałam windą na dół. Raz do auta po śmietniczkę, bo takiego rarytasu tu nie ma ( a na Lisa wyparowała) a drugi raz po chleb do piekarni. V. spal. Niestety wstał i trochę trwało zanim znowu padł. Zjadł ugotowany przeze mnie makaron powszedni, który o dziwo nie zapomniałam gotować i wreszcie zapanowała cisza. I to jest piękne. On sobie w sypialni dogorywa a ja mam do dyspozycji resztę mieszkania.

I to jest to ” co tygrysy lubią najbardziej „.

Jutro niestety czeka nas pogrzeb. Zmarła żona naszego dobrego znajomego z grupy wycieczkowej. Niestety życie jest krótkie. Nawet w okolicach siedemdziesiątki. Teraz spokojnie mając dojście do sieci będę ogarniać wycieczkowe fotki, bo czas na opowieść z Santa Maria Capua …

Ascoli daje mi szeroki oddech.

 

12 myśli na temat “Trzy razy ” O”

  1. Polak , a zwłaszcza Polka potrafi! Dałaś radę z internetem i torbą wyładowaną dobytkiem , to i inne sprawy ogarniesz.Daj sobie czas. Buziaki raz jeszcze

    Polubienie

    1. Jak trzeba to trzeba. Innej rady nie było. A ponieważ jak wiadomo V. ma fobie internetową, to poszłam zaraz bez ” ogona” i nerwów. I tak mam co trzeba. Całuję też

      Polubienie

  2. Od razu inny ton słychać 🙂 , choć facet ” zaklinowany” . Co u siebie , to u siebie – mam na myśli Ascoli , nie kwaterę. Powolutku do przodu, pi japońsku metodą kaizen . 🙂

    Polubienie

  3. Luciu i proszę jaki dzień „wolny” Ci się trafił! I od razu ile rzeczy ogarniętych. Teraz już w ogóle myślę że będzie Ci lepiej. Miłych kolejnych dni na „prawie swoim”.

    Polubienie

    1. Ania takie wolne dni to jak gwiazdka z nieba. Bez stresów i gadania za uszami. Powoli dojdę do siebie. I zorganizuje sobie życie towarzyskie. Wszak mam tu koleżanki. :)**

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s