Poplątanie z pomieszaniem czyli cyrk na kółkach

Podczas wczorajszego wpisu z cyklu ” co kraj to obyczaj” nie opowiedziałam o „tragedii” jaka nas dotknęła. Otóż jako, że pogoda jest słoneczna a nasza kuchnia i „salon” wychodzą na wschód to V. naturalnie rozdarł japę żeby zapuścić te cholerne żaluzje, bo umrze z gorąca.

Żaden argument nie trafiał.  Tak mnie wkurzył, że chcąc trochę zasłonić słońce za mocno pociągnęłam taśmą od żaluzji i zepsułam nieszczęsną. Tu wszystko stare i psujące się na każdym kroku. Żaluzja z hukiem opadła i zablokowała wyjście na balkon. Na dodatek zerwała się na kawałku górnym. Podejrzałam, że trzyma się na trzech hakach. Dwa wyrwałam. Mowy nie było żeby to ustrojstwo podnieść . Ciemno i dobrze, że  choć góra jest z dziurą tam gdzie opadła z uchwytów .  A żeby było ciekawiej to na balkonie mamy zapas wody ( mineralnej) warzywa i owoce i plastikowe wiaderka na segregowanie odpadów. Lodówka za mała.

I nic co potrzebne nie można wziąć . Stolarz miał przyjść wieczorem. Niestety dopiero dziś popołudniu przyjdzie.

A ja się śmieję pod nosem, bo nagle V. zrobiło się duszno i podniósł inne zapadki okienne. Ba nawet kolacje jedliśmy w ” salonie”, bo taka ciemność go denerwuje.

To teraz wie jak ja się w takiej ciemnicy czuję. On uwielbia siedzieć w kuchni ( jak to Włoch) w odróżnieniu ode mnie.

Obiad dzisiaj też jedliśmy salonowo.

Właśnie nadszedł stolarz więc wszystko wróci do normy.

Za to od rana trwało na targu oczekiwanie na wizytę Salviniego, który przyleciał do Ascoli. I jak to on w ramach bratania się z ludem miał przejść się po targu.  Policja, antyterroryści, zablokowane miejsca parkingowe i cichociemni snujący się po placu targowym i okolicy.

My też kilka razy przeszliśmy się wokół straganów, ale w końcu pojechaliśmy na zakupy do sklepu.

Chyba jednak nie miał czasu pospacerować, bo kolo dwunastej odgwizdano fajerant dla służb bezpieczeństwa.

Ale drobne zamieszanie było.

A  ponieważ żaluzja wróciła na miejsce idę doprowadzić życie do normalności. To do jutra.

7 myśli na temat “Poplątanie z pomieszaniem czyli cyrk na kółkach

  1. Luciu, jesteś boska. Tylko dystans i poczucie humoru może nas uratować. Co do siedzenia w kuchni, mam tam stół taki z Ikea z krzesłami, ale służy mi tylko jako blat do szykowania roznosci, bo Z. oświadczył, ze jego babcia szlachcianka, absolutnie niepodważalny autorytet, mawiała ze w kuchni jada służba ;):D

    Polubienie

  2. A ja lubię kuchnie. Wychowałam się na wsi , a tam życie toczyło się w kuchni. U siebie mam kącik jadalny ze stołem i krzesłami , ale i tak zwykle rezydujemy w saloniku , z przyzwyczajenia chyba ,z poprzedniego miejsca zamieszkania.

    Polubienie

    1. Włoskie życie też toczy się w kuchni. Bo w kuchni było ciepło od kominka a w zimie w reszcie mieszkania lodownia. Teraz mają kaloryfery ale oszczędzają i dalej ten kuchenny kominek źródłem ciepła. A przyzwyczajenie drugą naturą. 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s