Zgodnie z planem

Jak wczoraj pisałam najpierw wiadomości dziennikowe, czyli zapiski codzienne. Tak sobie myślę, że czy ta jedna z wróżek nad moją kołyską, co to powiedziała:

-A ty będziesz wiecznie prać. – Nie doszła do wniosku, że to nic takiego i nie zmieniła mi przyszłości na inną:

-A ty będziesz się wciąż przeprowadzać.

Bo osobisty ćwierka o kolejnej zamianie mieszkania i co a tym idzie rozgląda się za takowym. Wszystko przez ten wielkomiejski hałas za oknem. On przyzwyczajony do cichej odizolowanej od ruchu ulicznego Starówki. I travertino, który izoluje od upału. A na liczniki przeszło 40 stopni.

Szczerze mówiąc ja to znoszę nieźle. Dziś nawet z V. zrobiliśmy spacer do samego centrum i z powrotem. Dziw nad dziwy. ( w stosunku do V.)

Potem V. był umówiony w tzw ” interesach” w miejscu naszego magazynku. Pojechaliśmy mocno okrężną drogą Wreszcie przywiozłam kostiumy kąpielowe i letnie rzeczy z uwzględnieniem krótkich portek V. I komplety letniej pościeli, bo miałam tylko jedną zmianę i ostatnio prałam i suszyłam. Trudno pod flanelową spać przy tej temperaturze.

I wobec tego mam prasowania na co najmniej kilka dni. Musze wcześniej skoczyć na Lisa po wieszaki, bo mam stanowczo za mało.

Zjedliśmy obiad poza domem i osobistemu znów nic nie smakowało. Skrytykował ( do mnie ) później. Wyraźnie ma zaburzenia smakowe. Ja zjadłam bez uwag. Normalnie. Może nie rewelacja ale dla mnie smacznie.

I skoro jestem przy jedzeniu to napiszę, że wczoraj wstrzeliłam się chyba w punkt. Sadząc z komentarzy i tu i na fb.

A teraz coś co przyszło mi na myśl w związku z komentarzem Madgez, który pozwolę sobie zacytować:

„Ach, ja też daleka jestem od owoców morza, mogę je co najwyżej pooglądać. Czy Ty się w Italii ośmieliłaś, czy już w Polsce byłaś odważna?”

Otóż ja zawsze byłam ciekawa nowych smaków. W kraju jadłam co tylko mogłam spróbować ( żabie udka, ślimaki ) i pomyślałam, że być może jest to kwestia wychowania. W moim rodzinnym domu galicyjskim zresztą kuchnią niepodzielnie władała babcia. Gotowała świetnie i niezwykle urozmaicenie. Od dziecka mimo, że byłam jedynaczką nie pozwalała na ” grymasy’ przy stole. Jeżeli coś co pojawiało się dla mnie nieznane i mówiłam:

-Nie lubię. – Słyszałam.

-Najpierw spróbuj a potem powiesz czy nie lubisz.

I nie było odwołania. Musiałam spróbować. Przy stole panował babciny reżim. Jeżeli coś nabrałam z półmiska nie wolno mi było zostawić na talerzu. Żadnego grzebania, wykrawania i ” dekorowania ” talerza. Babcia mówiła:

-Trzeba było wziąć mniej. Świnek nie chowamy.

I to zostało mi zakodowane do dziś. Zjadam nieraz z trudem tyle ile dostanę na talerzu.

Babcia przyrządzała wszystko. Nie lubiane przez wiele osób” podroby” czyli wątróbkę, serca, serca wołowe, nerki, flaczki i jestem do różnorodności smaków przyzwyczajona. Babcia przyrządzała najwspanialej w świecie ” dziczyznę” ( nikt nie był w rodzinie wegetarianinem). Na Nowy Rok był często bażant i zając nie mówiąc o kuropatwach. Jadłam perliczki, króliki i raki rzeczne.

W tym kontekście ” owoce morza” są równie smaczne.

To tak na marginesie.

A teraz obiecałam Azalii przepis na knedle bułczane. Robię wyjątek, bo to przepis, który znajdzie się w nowej książce w części przepisów rodzinnych. Ale co się nie robi dla przyjaciół.

„Wspomnienia kulinarne

Ze zdumieniem przeczytałam gdzieś, że w Polsce w tamtych zgrzebnych czasach kupowało się byle, co i to jeszcze na kartki.
Byłam już wtedy mężatką i matka dwójki dzieci. Pracowałam, prowadziłam dom i chociaż miałam w domu wydany w latach sześćdziesiątych „ Poradnik Pani Domu” ( dostałam w prezencie ślubnym ) to do PPD było mi jeszcze trochę.
Ale nigdy nie kupowałam byle, czego. Tak mnie wychowano. Fakt, często robiło sie zakupy spontanicznie, bo na coś  się „trafiało”, ale jeżeli już coś kupowałam to było to przemyślane. Zawsze kiedy kupowałam mięso ( i na kartki też) starałam się by był w nich boczek wędzony. Bo bardzo lubiane w moim domu były:

KNEDLE BUŁCZANE,

które moja babcia nauczyła się robić, kiedy podczas I Wojny Światowej była jakiś czas na Morawach.
I oczywiście, ja też, kiedy nie miałam pomysłu na obiad albo nie udało mi się kupić tego, co sobie planowałam robiłam te knedle bułczane.
Opowiem o nich i może, któraś z PPD zrobi domownikom taką staroświecką potrawę.
Potrzebne są czerstwe bułki ( u mnie w domu też nigdy nic się nie wyrzucało i nie wyrzuca, bo od tego, jest wyobraźnia kulinarna).
A wiec tak:
– bułki czerstwe kroimy w kostkę ( dość dużą) i ma być tych kostek sporo. Można je jeszcze podsuszyć na grzanki.
Zarabiamy  gęste ciasto naleśnikowe ( bardzo gęste). Do ciasta wsypujemy grzanki i mokrymi rękami formujemy kule wielkości ręki ( ile się w dłoni zmieści ciasta). Stąd ciasto musi gęste, żeby się wszystko kupy trzymało. Obtaczamy kule w mące i wrzucamy te knedle bułczane na wrzącą wodę.
Kiedy wypłyną są gotowe.
Odcedzamy i na talerzu obficie polewamy stopionym boczkiem ze skwarkami.
Ja uwielbiam je na drugi dzień, kiedy pokrojone w grube plastry obsmaża się na patelni na złoto. Tak, jak pierogi.
A w ogóle, co to jest „byle, co „. Jeżeli produkt jest świeży, jak np.: salceson, kaszanka, metka, parówki ( ach polskie parówki) toż to rarytas i niech się schowa szynka z Parmy.
Biały polski ser (specjalnie kupowałam więcej) kiedy się „zestarzał ” przerabiałam na „ser domowy z kminkiem ” bardzo popularny na Śląsku.
Nie ma produktów „byle jakich ” są tylko byle jakie panie domu.”

Teraz kolejny przepis z ” Dziennika badante czyli Italii pod podszewką”.

ASCOLANA”, CZYLI CO ASCOLAŃCZYCY JEDZĄ W PIĄTEK

Przeważnie piątek jest dniem, w którym podaje się tak przyrządzane spaghetti lub można wziąć też pastę krótką (bo i tak się robi). Ponieważ osobisty nie przepada za klasycznym spaghetti, to jemy „ascolane” z bucatini lub linguini… Ale jeśli ktoś lubi inny rodzaj makaronu… nie ma sprawy.

Na patelni na rozgrzanej oliwie z oliwek podduszamy pokrojoną drobno cebulę, doprawiamy ją pieprzem i ostrą papryką. Wcześniej można dodać trochę czosnku, żeby oliwa nabrała czosnkowego zapachu.

Usuwamy pestki z zielonych oliwek. Kroimy oliwki i dodajemy do cebuli. Następnie wszystko zalewamy przecierem pomidorowym o konsystencji śmietany; jeśli jest za gęsty, możemy dodać wody i wszystko razem dusimy, by osiągnęło miękkość oliwek. Ma być pikantne.

Kiedy oliwki są miękkie, wrzucamy do nich tuńczyka z puszki razem z oliwą lub sosem własnym (ja wolę z oliwą). Jeszcze chwilę razem dusimy, żeby sos uzyskał ten smak… I do niego dodajemy ugotowany makaron.

Dobrze mieszamy, wszystkie składniki powinny teraz stworzyć smakową jedność.

I gotowe… Polecam każdemu, kto lubi włoską kuchnię I radzę nie kombinować więcej ze smakiem, bo właśnie tak zrobiona ascolana jest tą prawidłową.

Polecam się z komentarzami.

Jutro kolejny przepis w ” „LETNIM DODATKU KULINARNYM CZYLI W MOICH PRZEPISACH”.

Oczywiście zapraszam.

 

10 myśli na temat “Zgodnie z planem

  1. Och pyszności. Co do przeprowadzki myśle, ze dobrze by V. miał cel i zajęcie. A Ciebie za bliski i długotrwały kontakt z żelazkiem w taki upał bardzo podziwiam. Uściski.

    Polubienie

  2. Nigdy nie jadłam takich knedli, wyglądają z Twojego opisu na bardzo smaczne. Może kiedyś jak zostanie mi bułka, to spróbuję. A makaron zawsze jest dobry !

    Polubienie

  3. O rany , po tylu perypetiach jeszcze jedna przeprowadzka, ale może dobrze, że V sobie jakiś cel wyznaczył, będzie zaabsorbowany i spokojniejszy. Z jedzeniem miałam tak samo, babcia robiła codziennie coś innego , tak żeby każdy zjadł coś co lubi a jak nie lubi to i tak musiał zjeść , bo następnego dnia będzie coś dla niego . I jeszcze pilnowała porządku przy stole. Nawet jak w domu było malowanie albo cięcie drewna na zimę , nie było zmiłuj. Trzeba było siąść do stołu w czystych ciuchach , umyć ręce i twarz , spiąć włosy itd. I dostawało się nawet jej dorosłym synom , jak który przyszedł bez koszuli albo w tej co pracował.

    Polubienie

  4. Ach, dziękuję! A wiesz, że ja dzisiaj też ciągle myślałam o tych smakach i o tym, że trzeba być ciekawym nowości. Inaczej sporo się traci. Więc może i ja, gdybym się przeprowadziła na południe, polubilabym owoce morza. Ascolane robię według Twojego przepisu od lat, uwielbiam!

    Polubienie

  5. Hmmm.. a już miałam napisać, że fajny ten przepis na makaron, tylko, że bez tej puszki z tuńczykiem:))) Ale skoro nie wolno, to nie piszę i zrobię z tuńczykiem, bo lubię makaron i tuńczyka właściwie też. Ale dopiero jak pan majster opuści moja kuchnie:) Z makaronowymi daniami lubię poeksperymentować i sama wymyślam różne proste dodatki.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s