Podobno to lubię

Mowa o prasowaniu. Wczoraj pisałam, że przywiozłam w końcu letnie rzeczy z magazynku. Te, które jesienią wywiozłam z hotelu. Mimo, ze poskładane to jednak wymagają żelazka.

I tak patrząc na stertę pomyślałam, że z racji tropiku rozdzielę tę przyjemność na trzy, cztery dni.

Rano , no może nie tak całkiem rano, bo wedle dziewiątej rano pomyślałam, że trzeba się z tym zmierzyć. I w efekcie wyprasowałam tak ze 3/4.

To co zostało to mały pikuś.

Największym problemem jest brak szafy. Całe szczęście, że przywiozłam z Lisa naszą komodę z sypialni z trzema dużymi szufladami i jakoś to ogarniam. Jednak flanelowa pościel musiała zejść do podziemia czyli walizki a tę wpakowałam pod łóżko.

Innego wyjścia nie było, bo na miejscu ciepłej pościeli zamieszkała letnia bawełniana. W świetle ewentualnej przeprowadzki jedna walizka więcej w domu się przyda.

Wreszcie przywiozłam też ukochane wyjściowe buty na korku, które pilnie potrzebują profesjonalisty z racji klejenia pasków. V. co prawda pokleił ale już miałam wypadek podczas chodzenia. Tak, że uważam, że należy dać szansę szewcowi z klejem do butów.

Gdzieś tu jest podobno szewc wiec może popołudniu się wybiorę, kiedy minie przerwa obiadowa czyli gdzieś okołó siedemnastej.

A jakby Was dopadła nuda to zapraszam na włoską piosenkę o tejże. Bardzo podobała sie na fb.

I oczywiście:

„LETNI DODATEK KULINARNY CZYLI MOJE PRZEPISY”

„Dziennik badante czyli Italia pod podszewką”:

TUŃCZYK A BABKA ZIEMNIACZANA

Wczoraj na naszym włoskim stole na kolację pojawił się świeży tuńczyk panierowany w grysiku kukurydzianym, a później zatopiony w klasycznym sosie z malutkich świeżych pomidorków, zielenina (brokuły na parze z oliwą i cytryną) oraz coś, co można przetłumaczyć jako mieszankę z pól i łąk (cykoria, liście buraczane, kwiatki wyrośniętej kapusty, mlecz…).
To wszystko się gotuje, a potem dusi na oliwie (naturalnie) z czosnkiem.
Dodatkowo świeży chleb razowy pieczony w domu w takim ustrojstwie do pieczenia chleba.
I dla równowagi moja babka ziemniaczana z boczkiem w środku i kiełbaską.
I co?
Dziś na obiad tuńczyk i zielenina (bo od wczoraj zostało mnóstwo), a po kalorycznej babce ni śladu. Cała keksówka poszła. Dla informacji: ja zjadłam mały kawałeczek, żeby była pewność, że nie trucizna. Resztę spożyli z uduchowionymi minami Włosi.”

To do jutra. Tropikalnego jutra.

 

6 myśli na temat “Podobno to lubię

  1. Prawie niczego nie prasuje, oprócz niektórych ubrań. Temat prasowania jest mi obcy:) A najlepszą kiszkę ziemniaczana jadłam w Ciechocinku. To chyba potrawa z Podlasia? Rozprzestrzeniła się na inne regiony, jak widać ma amatorów:)

    Polubienie

    1. O prasowaniu napisalam kilka rozpraw naukowych „D. Babka ziemniaczana, którą nazwałaś kiszką pochodzi ze wschodu. A ponieważ moja domowa rodzinna kuchnia ma tam trochę korzeni, to i u mnie była potrawą lubiana w różnych wersjach. 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s