Próba generalna

W sobotę w Ascoli Quintana dla turystów. Bo ta prawdziwa dla ascolańczyków jest w niedzielę w pobliżu święta Patrona S’Emidnio w sierpniu. W tym roku przypada 4 sierpnia. I to jest najważniejsza parada.

Tak się złożyło, ze ja tej lipcowej sobotniej nigdy nie oglądałam. Czy w tym roku pójdę? No nie wiem. Też traktuję ją jako próbę generalną przed widowiskiem sierpniowym.

Bo to jest cudowne widowisko. Pełne dźwięków, kolorów, rywalizacji.554959_550585634978274_1757511711_n

Jeżeli nic mi nie stanie na przeszkodzie jak zwykle w sierpniu zajmę punkt fotograficzny przy kościele świętego Franciszka w tak zwanym ciągu powietrznym, żeby nie napisać przeciągu. Już kiedyś pisałam, że w Ascoli i nie tylko są takie korytarze chłodnego powietrza. Idziesz ulicą umierając z gorąca i nagle wchodzisz w taki punkt gdzie przyjemnie chłodzi wiatr. I własnie pod kościołem świętego Franciszka jest takie miejsce. Normalnie na kamiennym występie zastępującym ławki siedzią od rana włoscy emeryci i plotkują zawzięcie. Obok jest warzywniak więc mnóstwo ludzi się przewija. Jest kogo obgadywać i wymieniać się informacjami.

Taki ascolański koloryt. I jeszcze uwaga. Tam siedzą emeryci nie emerytki. Te jakoś wolą spotkania w kawiarnianych ogródkach lub na zakupach.

Kocham Quintanę od pierwszego razu. Mam mnóstwo zdjęć i wciąż robię nową dokumentację.

Myślę, że mogę przypomnieć to co napisałam, kiedy ją pierwszy raz zobaczyłam.  Nic nie straciło na zauroczeniu.

QUINTANA
Z ROLKI WSPOMNIEŃ

Spacerowałam wczoraj po Ascoli, myśląc o niebieskich migdałach i nagle dotarło do mnie, że stoję przed witryną zakładu fotograficznego, patrząc na portret damy z ubiegłorocznej Quintany.
Co to jest ta Quintana w Ascoli? W skrócie można ją nazwać konkursem w konwencji renesansowej parady. Biorą w niej udział bramy (takie jak nasza Floriańska w Krakowie).
W pierwszą niedzielę sierpnia przypada święto patrona Ascoli i zarazem pierwszego biskupa Sant Emidio. I na tę pamiątkę w roku 1955 przywrócono obchody Quintany.
Pierwszy raz zobaczyłam ją w całości w roku ubiegłym. Specjalnie wróciłam z Polski trzy dni wcześniej, żeby się na nią załapać.
Był przepiękny sierpniowy dzień. Od rana czuło się w mieście podniecenie. Policja miejska zamknęła wjazd na starówkę. P. musiał przestawić samochód, bo w jego miejscu parkowania zbierali się uczestnicy parady. Czy możecie sobie wyobrazić, że uczestniczy w niej blisko 2000 ludzi?
Około godziny piętnastej zajęliśmy stanowisko na placu. Jest to punkt, w którym łączą się poszczególne pochody i można z niego obejrzeć cała paradę.
W pobliżu najstarszej kawiarni w Ascoli jest słupek wysoki na 1,5 metra z kamienną donicą z kwiatami. P. posadził mnie na tym słupku i tkwiłam na nim cztery bite godziny, jak ten Szymon Słupnik.
I już, zaczyna się. Słychać trąbki hejnalistów i bicie w bębny. Wkracza drużyna pierwszej bramy… Idzie poczet sztandarowy. Każda brama ma swoją banderę. Idą młodzieńcy trzymający w rękach zwinięte chorągwie. W centralnym punkcie, na placach, zatrzymują się i wyrzucają je do góry. Bandery rozwijają się i kiedy młodzieniec złapie ją do rąk, następuje burza oklasków.
Kosztuję lodów przyniesionych przez P. Do moich uszu dobiega stukot kopyt. Wjeżdżają pięknie przystrojone konie, na nich strojni młodzieńcy i damy – amazonki. Obok szpaler paziów króla Zygmunta.
Nikną konie, a na placu pojawiają się paziowie niosący ozdobne poduszki, na których znajdują się poprzednie nagrody.
I główny punkt. Kroczą (właśnie kroczą, a nie idą) brzuchaci rajcowie z pięknymi damami u boku. Damy trzymają wiązanki kwiatów, specjalnie zrobione na okazję parady. Pozdrawiają kłębiący się tłum i wdzięcznie ślą uśmiechy i pocałunki.
Nieoficjalnie prowadzony jest konkurs na najpiękniejszą damę parady.
Oficjalne jury przyznaje punkty za stroje, barwność i inne atrakcje.
Pojawiają się też maleńkie damy (również z bukiecikami, tylko ich sukienki nie mają trenów) w towarzystwie małych kawalerów.
W wielu rodzinach jest tradycja brania udziału w paradzie. Widziałam u kilku rodzin portrety panów domu w strojach z renesansu. Jako młodych, pięknych kawalerów.
I tak – brama za bramą – korowód przesuwa sie przed moimi zachwyconymi oczami.
Kończy się na stadionie, na który wstęp jest już płatny i można tam zobaczyć turniej rycerski.
Kiedy w czasie wakacji będziecie w okolicy Ascoli, nie zapomnijcie zobaczyć parady w dniu patrona Ascoli. Warto.
Ja spędziłam na słupku cztery godziny i kiedy zamknę oczy, widzę barwną defiladę z renesansu.

A następnego dnia w oknie zakładu fotograficznego ukażą się portrety pięknych dam.

Może uda się otworzyć archiwalne albumy z facebooka.

https://www.facebook.com/pg/Dziennik-Badante-czyli-Italia-pod-podszewką-i-inne-493647250672113/photos/?tab=album&album_id=548829101820594

A najbardziej kocham fotografować Damy Quintany.

https://www.facebook.com/pg/Dziennik-Badante-czyli-Italia-pod-podszewką-i-inne-493647250672113/photos/?tab=album&album_id=549293508440820

I na zakończenie album jeszcze jeden.

https://www.facebook.com/pg/Dziennik-Badante-czyli-Italia-pod-podszewką-i-inne-493647250672113/photos/?tab=album&album_id=550585384978299

I oczywiście :

” LETNI DODATEK KULINARNY CZYLI MOJE PRZEPISY”

Zaczynamy przepisy, które zamieściłam w”

” Opowieściach ascolańskich i innej wloszczyźnie:

„Kto się boi cholesterolu?     

Wtorek, 5 października 2010 r.

Żeby nie było, że ja tylko ostatnio kulturalne wpisy robię to oto przepis na szarlotkę jesienna albo na fantastyczna włoską „crostata”.

A wzięło się to z tego, że moj Osobisty Włoch zwany przeze mnie P. panicznie boi się cholesterolu, który ponoć ma wysoki ( od lat go nie badał, ale wie) i kiedy piekę ciasto… Jęczy:

  – Luci, ile jajek?

  – Trzy. ( Guzik prawda dałam cztery).

  – Ooo Dio… Troppo ( za dużo)… Mój cholesterol…

No to postanowiłam się podlizać ( względem tego Monte Cassino, co mi obiecał) i przekopałam się przez moje przepisy.

Znalazłam… Mowie:

  -Jedno jajko może być?

  – Ooo va bene… ( Dobrze).

Teraz przepis:

1 jajko ( słownie; jedno)

250 dag maki

12,5 dag masła albo margaryny ( ja margarynę… bo cholesterol )

6, 5 dag cukru

szczypta soli

szczypta proszku do pieczenia

Wszystko razem zagnieść. Zrobić kule i do lodówki na trochę.

W tym czasie udusiłam z białym winem jabłka + cynamon i rodzynki+ cukier.

Ciasto podzieliłam na polowe.

Polowa wyłożyłam formę tak trochę z brzegiem i nakłułam widelcem i na to jabłka.

Przykryłam druga częścią ciasta skubiąc kawałeczkami.

Piekłam w tem. 180- 200 ° około 40 minut… Posypałam cukrem pudrem.

 To było wczoraj… O północy ślad zaginął po szarlotce.

I ten przepis, jest idealny na włoska crostate.

Na ciasto zamiast jabłek wkładamy marmoladę lub dżem… Jaki bądź ( najlepiej lubię morelowy). Na górę krateczka z ruloników ciasta. I do pieca.

Jutro zrobię… Przecież to tylko 1 jajko..”

Doskonale się uzupełniają z Quintaną. 😀

 

11 myśli na temat “Próba generalna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s