Wędrówki ludu polsko- włoskiego

Tym razem ” białą” noc zaliczył osobisty. Ja przy tym teŻ nie pospałam dobrze, bo wiadomo. O ile ja staram się zachowywać cicho, to V. łaził po domu, otwierał żaluzje, zamykał żaluzje a ja sen mam lekki.

Trudno świetnie.

Poprzedniego dnia późnym popołudniem objechaliśmy via Loreto. Kto pamięta to wie, Że tam mieszkaliśmy daleko od centrum tuż po trzęsieniu ziemi. Tą drogą jeździliśmy kilka razy dziennie, bo jedzenie, najpierw dawano w jadłodajni a po kolejnych trzęsieniach ziemi w formie suchego prowiantu. Mieszkaliśmy w B&B bez kuchni.

Wstałam o siódmej i usłyszałam, że jak tak to jedziemy na targ do San Benedetto.

Niech będzie. Po drodze V. zatankował do oporu i kiedy o dziwo na pobliskim parkingu w okolicach targu było miejsce zdążyłam sobie zrobić fotkę palmy i przekwitającą bugenwille.

W tym roku szybko przekwitają. Jeszcze moja ulubiona brama.

I na targu dosłownie w biegu na ” pchlim stoisku złapałam chiński wazonik

I kieliszek do kolekcji.

Wypiliśmy kawę. Zrobiliśmy objazd Martinsicuro w którym żyliśmy rok i w sumie mam sentyment do tego miejsca .

A potem powrót do Ascoli. V. spotkał się po drodze z blacharzem celem umówienia terminu wyklepania tego co wgniótł kilka razy. I stwierdził, że do domu nie wracamy a jedziemy do Acquasanta.

No to pojechaliśmy. I tak powstał album podróżny…

Z kościołem w Santa Maria

i widoczkami przydrożnymi

Nawet z takimi ciekawymi kamieniami. Niestety bez objaśnienia, gdzie i kiedy je umiejscowić.

Tak, że dziś na blogu w kolorze zielonym i upalnie.

Czas poszukać kolejnego przepisu.

” LETNI DODATEK KULINARNY CZYLI MOJE PRZEPISY”

Lubicie suszone włoskie pomidory? Bo ja bardzo. Ale zanim o nich opowiem przyznam się do chwili grozy, jaką przeżyłam.
Suszone pomidory to po włosku „pomodori secchi”. Czyli suszone pomidory a mnie za Boga Ojca te suszone do głowy nie przychodziły. „Suche pomidory” i już. Niby tak ale mi to nie brzmiało. Zaczęłam szukać w pamięci odpowiedniego słowa i pomogły mi grzyby. Grzyby suszone i pomidory suszone. Uff. Brakuje mi słów czy co?.
Ale wracam do pomidorów SUSZONYCH. W Ascoli kupuje się je na piazza Roma, kiedy jest targ produktów spożywczych. Nigdy nie udało nam się donieść z P. całej torebki do domu. Połowę zżarliśmy spacerując.
Giulia nie robiła ich nigdy aż w tym roku będąc z wizytą u siostry mamy Lorenzo została poczęstowana na przystawkę domowymi suszonymi pomidorami w oliwie.
I dziś postanowiła zrobić sama. Pod dozorem mamy Lorenzo, która te pomidory też przygotowuje. Ja też załapałam się na instruktaż. Proste, tylko z jednym ważnym składnikiem będą problemy, chociaż wymyśliłam zamiennik.
Powinny być pomidory podłużne tak zwane „romanelli”, bo to właśnie pomidory na przetwory. Są bardziej mięsiste.
Pomidory zostały przekrojone na pół i ułożone na długiej desce. Później mama Lorenzo, który dzielnie pomagał, posypała je grubo solą.
I to wszystko. Pomidory zostały wystawione na słońce i tak mają schnąc przez około tygodnia. Kiedy, już wyschną zanurza się je w „vino cotto” ( specjalność Marche i Abruzzo) żeby namokły i znów suszy na słońcu. To wszystko. Tu właśnie pojawił się problem. Bo w Polsce pomidory są, „romanelli” zresztą. Sól jest, słońce bywa ale „vino cotto” nie spotkałam i piłam pierwszy raz w Italii.
Myślenie ma kolosalną przyszłość, więc wymyśliłam. Można zastąpić miodem pitnym, który ma zbliżony smak do „vino cotto”. Bo „vino cotto” to gotowany w wysokiej temperaturze moszcz winogronowy. Musi zmniejszyć objętość od 1/3 do połowy. Później sok zlewa się do beczułek dębowych i tam w tych beczułkach fermentuje. Po fermentacji miesza się ze starym gotowym już „vino cotto”.
Miłośniczkom przetworów na zimę polecam ten włoski przysmak.
Z oliwą z oliwek podaje się je na przystawkę. Ja podjadam same. P. używa do sosów i innych smakołyków. O pomidorach chyba więcej nie będzie, przynajmniej z mojej strony.

I teraz już do zobaczenia. Mam nadzieję, że jutro. 🙂

4 myśli na temat “Wędrówki ludu polsko- włoskiego

  1. Drobiazgi urocze, ten niebiesko zdobiony kieliszek- jakiś czas temu chyba pokazywałaś jakiś podobny o ile pamiętam i fajna wędrówka tak bez planu

    Polubienie

  2. Kieliszków komplet mam, na nóżkach, chińskich, dostanych i przywiezionych stamtąd. Nie używam, bo takich jajek właściwie się nie jada, takich na miękko z kieliszków. Jeśli już, to „jajka w szklance”, czyli na miękko, wyjęte ze skorupek i wymieszane w szklance. Ja uwielbiam z dodatkiem magi, od dziecka i nic tego nie zmieni 🙂

    Polubienie

    1. Też lubię jajka po wiedeńsku czyli w szklance z maselkiem i pieprzem.( bez magii).😄😄jednak na miękko w kieliszkach też lubię. A te kieliszek chinskie to moja kolekcja porcelanowa z pchlego targu. :*

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s