Jak to w domu

Wczoraj popołudniu nadeszło wyczekiwane ochłodzenie i deszcz.  Temperatura spadła do 27 stopni. Od razu jest lżej oddychać.

Według proroctwa najstarszych Włochów lato się skończyło. Deszcze po Ferragosto są początkiem jesieni. I coś w tym musi być, bo ja wczoraj na górne prześcieradło nałożyłam letnią kołderkę. Taka pikowaną narzutę na łóżko. I sama nią się przykryłam nad ranem. I w domu jak to w domu. Ciągle coś jest do zrobienia. Jak nie pranie, to ogarnięcie mieszkania i dziś rozmroziłam zamrażalnik w lodówce. Kiedyś trzeba.

Pogoda z lekka deszczowa więc siedzimy w domu.  Kupiłam dwie nowe książki. Zapowiadają się dwie nowe serie. Jedna jest debiutem Diany Brzezińskiej. 745135-352x500O terminie dalszej części nic nie wiadomo. Druga e-książka ( jak ładnie po polsku nazwano ebooka) to seria nazwana ” Ukryta sieć”186164-ukryta-siec-tom-1-jakub-szamalek-1Premiera drugiego tomu zapowiedziana na 30 pazdziernika.

Zmęczyłam kilka dni temu te 5 tomów ” Perskiej miłości”. Ostatnie trzy tomy to już była męczarnia. Tylko losy bohaterek śledziłam omijając niesamowite ilości prawie naukowego opracowania o zwyczajach głównie seksualnych ludu arabskiego czytaj rodzaju męskiego. Plus przewodnik turystyczny. Gdyby to wszystko odrzucić losy bohaterek stanowiłyby może ze dwa tomy i były znacznie ciekawsze w czytaniu. Tak, że jednak nie polecam.

Żeby odreagować przeczytałam nową Camille Lackberg  czyli ” Złotą klatkę”. Na początku też miałam mieszane uczucia ale potem fabuła mnie wciągnęła. 721461-352x500

Tak, że dziś zrobiłam zakupy na tzw. ” czuja. Mam co czytać, ale nowości zwłaszcza polskich nigdy dość.

I to chyba tyle dzisiaj.

Poza naturalnie:

” LETNIM DODATKIEM KULINARNYM CZYLI MOIMI PRZEPISAMI”

Oliwka z Ascoli Piceno czyli słynna w całej Italii „ascolana „
Poniedziałek, 8 października 2012 r.

Jak Italia to i oliwki oprócz wina i serów, pizzy i innych potraw, które przedstawiam, jak tam mogę w miarę dokładnie.
Czas na największy przysmak świata oliwkę faszerowaną mięsem. Ja, jak to już nieraz pisałam jestem uzależniona. Ale, mimo, że P. pokazywał mi, jak to się robi i opowiadał jadłam wyłącznie w restauracjach i kupione w sklepie. A dziś miałam okazję zobaczyć, jak dokładnie wygląda przygotowanie tego przysmaku. Oliwki kojarzyły mi się ze zbiorem na początku listopada – oliwki na oliwę. Oliwki lubię ale nie zastanawiałam się kiedy one wędrują do słoików.
Otóż te oliwki nie na oliwę wkłada się do słojów w sierpniu i październiku. Zbiera się je wcześniej i jest to inny gatunek oliwek.
To zrobiłam piękny wstęp a teraz przechodzę dalej. Właściwie cofam się o jakieś 3 tygodnie, kiedy brat Giulii przywiózł jej z rodzinnego gaju oliwkowego 10 kg oliwek. Było ciepło. Giulia usiadła na schodach i przebierała oliwki. Duże, na lewo, średnie i małe osobno.
Te duże to właśnie na „ascolana „.
Umyte oliwki zalewa się roztworem sody w odpowiednich proporcjach.
Zostawia się na kilka godzin. Woda zmienia barwę na burą a Giuliana od czasu do czasu nacina oliwkę, żeby sprawdzić proces, chyba macerowania. W tej wodzie z sodą oliwki leżą około 7 godzin. Później następuje proces wypłukiwania jej przez 5, 6 dni. Zmienia się wodę aż będzie absolutnie przezroczysta. Przygotowuje się solankę i tą solanką zalewa oliwki ( jak nasze ogórki) w słojach dodając łodygi kopru włoskiego, czyli „finocchio”. Słoiki się zakręca i oliwki gotowe.
A „ascolana „?
Czas na nią. Dziś właśnie zrobiłyśmy, bo i ja miałam swój udział, 450 oliwek. Oliwki faszeruje się mięsem.
Giuliana nastawiła wielki gar wieprzowiny z jarzynami i to mięso ugotowała dodając pod koniec plastry mortadeli włoskiej. Wszystko zostało zmielone. Do zmielonego mięsa dodaje się sery: „pecorino” i parmezan + jajka. Masę dobrze się wyrabia i przyprawia oprócz soli gałką muszkatołową. No i czas na najgorszą robotę. Oliwki trzeba w specjalny sposób wypestkować. Ja się poddałam, ale już faszerować nauczyłam się błyskawicznie.
Kiedy 450 nafaszerowanych oliwek leżało w michach nastąpiła ostatnia cześć pracy. Trzeba je było obtoczyć w mące potem w jajkach a następnie w bułce tartej. A potem jeszcze raz w jajku i bułce, żeby były większe i lepiej się smażyły w głębokim tłuszczu. Oliwki się zamraża i wyciąga w miarę potrzeby na elegancką przystawkę.
A dziś będą na kolację i zielona sałata z ogórkiem i pomidorem.
Oliwki faszerowane to przysmak z Marche, które ma jedno z najpiękniejszych miejsc w Italii. Tym miejscem, jest naturalnie Ascoli Piceno.

 

I tym smakowitym ascolańskim akcentem żegnam sie.

Do jutra. 🙂

11 myśli na temat “Jak to w domu

  1. Luciu, ja dopiero dziś mam chwilkę czasu, napisać do Ciebie o tym trzęsieniu. A jak tylko usłyszałam to myslałam o Tobie. Dobrze, że te wstrząsy miały tylko taką moc i nie spowodowały większych szkód. Co do oliwek to uwielbiam!!! Ileż ja ich zjadłam w Ascoli. I prawdą jest że próbowałam później w innych regionach takoż zrobionych i nigdzie już nie smakowały tak dobrze!

    Polubienie

    1. Bo to specjalność Ascoli i ich gatunku oliwek. Reszta to podróbki. 😄kiedys czytalam jakiegoś naukowca od trzęsień ktory mowil ze trzesienia będą sie przesuwać w stronę Umbrii i Taskanii. Boję się ze miał rację. I na to nic nie poradzimy. :*

      Polubienie

  2. Potwierdzam, ze oliwki te duże, w Ascoli są pyszne, ale żeby drylować i nadziewać 450 szt…trudno to pojąć , taka robota !!
    Buziaki Luciu i uznanie dla Twojej pracowitości )*

    Polubienie

    1. Madzia na Wzgórzu miałam zajęcia kulinarne hurtowe. Prwnie teraz gdybym wiedziała nikt by mnie nie namówił. Nawet za wiele większe pieniądze. Bo tamte to była i tak za tę pracę kwota nie do przyjecia. Cóż takie zycie. Zostala z tamtych czasów książka i przepisy sprawdzone manualnie. :)**

      Polubienie

    1. No tak. Ale jak tu się nie podzielić takimi przepisami. Ja ostatnio zrobilam się odpirna na programy o gotowaniu bo w Italii wszędzie ciągle gotują i jedzą. Można się znudzić taką 😄😄kulinarna telewizją. 😄😄😄

      Polubienie

  3. Złotą Klatkę czytałam i jak wszystkie książki tej autorki wciągnęła mnie na dobre. Pewnie kiedyś do niej wrócę , bo lubię wracać do książek już przeczytanych . Podobno ma być ciąg dalszy ale nie wiem kiedy.

    Polubione przez 1 osoba

  4. A ja oliwek nie lubię, taki cudak jestem. Chociaż – kiedyś dostałam przywiezione z Hiszpanii i nawet mnie nie odrzucało od nich. Widocznie te z Ascoli mają swój specyficzny, niepowtarzalny smak 🙂

    Polubienie

Odpowiedz na AniaM. Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s