PRL łamane przez aktualności ascolańskie

Inspiracją był początek roku szkolnego w kraju i nadchodzący tuż tuż w Italii. A właściwie uśmiechnęłam się do stojaków z włoskimi obowiązkowymi fartuszkami szkolnymi. Dla szkół podstawowych.

Nawet przedszkolaki maja obowiązkowe fartuszki. Różowe dla dziewczynek, niebieskie dla chłopców.IMG_2619A tak W ogóle to oto ja i moje koleżanki w takich samych prawie fartuszkach lat temu… no w ubiegłym stuleciu i to w jego prawie połowie. 😀Screenshot_133I patrząc na dzisiejsze cudeńka w sklepach z przyborami szkolnymi postanowiłam przypomnieć fragment ” Życiorysu PRL em malowanego”.

„Sklep papierniczy w PRL

Kiedy człowiek w nocy nie śpi i nie dlatego, że cierpi na bezsenność ale dlatego, że budzi go boląca głowa, to przychodzą do niego jakieś majaki senne. Całe życie nie przesunęło mi się przed oczami, więc myślę, że to nie było jeszcze przed śmiercią, ale kawałeczek mignął mi w pamięci. Ten kawałeczek to był sklep papierniczy. Naturalnie za PRL- u i naturalnie nie był tak cudowny, jak dziś ( sama lubię po takich współczesnych sklepach pochodzić i zawsze jakieś cudeńko na kiju kupię).

Był i tak dla mnie dziecka sklepem z bajki. Były w nim zeszyty. Miały 16 kartek i nazywało się je ” szesnastokartkowe „, szaroniebieskie. Były w dwie linie i tam powstawały pierwsze szlaczki i literki i były w kratkę do matematyki. Te miały na ostatniej stronie tabliczkę mnożenia. Żadnych komputerków nie było ( poza liczydłem) i trzeba było tę tabliczkę mnożenia wykuć ” na blachę „. W nauce tego była doskonała moja babcia.

– Lucia 7 x 8? Padało podczas najlepszej zabawy.

– Lucia 6 x 9? Podczas spaceru.

Ale wyniki były. Później dostępowało się zaszczytu pisania w zeszycie w jedna linię tzw. 32- kartkowym. Grube 100 kartkowe zeszyty były zastrzeżone dla klas starszych. Ale ten 32- kartkowy zeszyt miał jedna fajną rzecz. Czerwony margines, który dla nas uczniów służył wyłącznie do pisania daty a korzystali z niego nauczyciele. Dlaczego nam się tak podobał? Może, dlatego, że nie trzeba było samemu rysować czerwonym atramentem marginesu. Bo margines musiał być czerwony i już.

W sklepie papierniczym były kredki ( najlepiej chińskie), kredki świecowe, pisaków i mazaków nie było. Zeszyty z papierem kolorowym do wycinanek na pracach ręcznych, zeszyty nutowe do muzyki, w których z mozołem zaczynaliśmy pisać nuty od skomplikowanego klucza wiolinowego a dopiero potem: do, re, mi, fa, sol, la, si, do.

Co jeszcze uczeń musiał mieć? Blok rysunkowy. Był mały i duży w kartonowych teczkach z tasiemkową rączką. Szło się wywijając takim blokiem rysunkowym, kiedy były ” rysunki. Acha, ołówki o tajemniczych symbolach HB i czarny tusz i przybornik a w nim, ( ale w starszych klasach) jakiś cyrkiel i zupełnie niepotrzebne przybory kreślarskie – to był wtedy taki szpan. Wystarczał kątomierz i ekierka no i linijka naturalnie. Zwykła albo szpanerska ( dwustronna z wypukłym środkiem). W sklepie papierniczym były piórniki. Nie takie piętrowe cudeńka, jak teraz. Solidne drewniane piórniki, w jakim mieszkał Plastuś z „Plastusiowego Pamiętnika „. Piórnik miał kilka przegródek różnej wielkości w tym jedną malutką na gumkę zwana Myszką. Na wieczku piórnika był wypalony często motyw kwiatowy lub o ile kupiło się go od Górali w Sukiennicach motyw z górami i szarotką.

Były naklejki na zeszyty i książki. Były z klejem, wystarczyło polizać ( jak znaczki pocztowe) i przykleić na obłożone w papier zeszyty i książki. Papier był różny. Szary, w kwiatki i najdroższy i elegancki taki w mniejszych arkuszach, w kolorach granatowym i brązowym w wypukłe groszki. Na tak obłożony zeszyt przyklejało się naklejkę i pisało staranie:

Zeszyt do j. polskiego

Lucyna D.

Klasa II B

rok 195…/ 195…

W sklepach papierniczych był też biały błyszczący karton zwany brystolem. Ten kupowało się na gazetki ścienne.

I najpiękniejsze dwie zabawki mojego dzieciństwa. Naklejanki. Ale jakie. Taki arkusz to była cała zabawa. Trzeba było motywy do naklejania pociąć i zanurzyć w miseczce z wodą. Po jakimś czasie ( trzeba było precyzyjnie trafić,) stronę z motywem przykładało się do papieru i palcami powolutku ściągało górny papier. Trzeba było uważać, żeby naklejka się nie pomarszczyła i ładnie przykleiła. Jakie doskonałe ćwiczenie manualne. Tymi naklejkami chwaliłyśmy się z koleżankami. Miałyśmy specjalny zeszyt ( o zeszyt gładki, bez linii – do przyrody, bo były tam rysunki i pisało się w nim przy pomocy liniuszka), gdzie te naklejki wklejałyśmy. Co to był „ liniuszek „? Kartka sztywna w linie pogrubione i z drugiej strony w pogrubioną kratkę. Podkładało się taki „ liniuszek „ pod stronę zeszytu bez linii, żeby pisać równo.

Drugą cudowną zabawką były kartony z lalką i jej strojami. Lalka była w bieliźnie ( zawsze) i miała różne stroje. Były nawet serie z lalkami w strojach regionalnych. Trzeba było to wszystko staranie powycinać ( a nie było to proste) razem z takimi haczykami do zahaczania na lalce ubrań i można się było bawić w nieskończoność samej albo z koleżankami. Na ladzie w sklepie papierniczym leżał zawsze stos takich kartonów z lalkami. Gdzie to przepadło i komu to przeszkadzało? Myślę, że i dziś dziewczynki chętnie by się pobawiły takimi papierowymi lalkami. I jak pięknie to uczyło posługiwania się nożyczkami.

Czy mój sklep papierniczy nie był sympatyczny? A ile było w nim innych wspaniałych rzeczy… Zupełnie jak dziś. A na górze, na ostatniej półce leżały rolki kolorowej bibuły tzw. gufrowanej, zawsze na ostatniej półce. Kolorowa tęcza z papieru.”

To tyle co do wypomnień.

W teraźniejszości w Ascoli wczoraj po ulewie przeszliśmy się po piazza Arringo. A tam zlot przepięknych samochodów.

Z takim jednym nadzwyczajnym, który wyglądał jak z kosmosu…

Dziś z racji przepięknej pogody też zrobiliśmy spacer. Na placach się działo, ale jakoś nie miałam weny do zdjęć. Czas wymienić aparat, bo są z nim kłopoty. Dopiero kiedy przespacerowaliśmy się po uliczkach, w których być może uda nam się zamieszkać zrobiłam okolicę.

Prawda, że mam do czego wzdychać.

Jeżeli tylko się uda to koniecznie chce tu mieszkać.

Przy okazji zajrzeliśmy do Kościoła świętego Grzegorza, który jest najstarszym w Ascoli. Z XIII wieku. Był otwarty a w nim zgromadzono zabytki sakralne  ocalone z trzęsienia ziemi i tu przechowywane i czekające na powrót do swojego miejsca.

Spory dzisiaj galimatias, ale tak wyszło.

Jutro nowy tydzień i mam nadzieje, że przyniesie rozwiązanie tematu mieszkaniowego.

15 myśli na temat “PRL łamane przez aktualności ascolańskie

  1. Pozwól Luciu, że uzupełnię Twoje szkolne wspomnienia . Na zdjęciu, w pierwszej ławce siedzi Lucia !
    Wiadomo, byłaś dobrą uczennicą i nie masz takich wspomnień, jak mnie się zdarzało dostać zasuwką z drewnianego piórnika, po łapach. Mimo to fajnie wspomina się tamte czasy. Buziaki :*

    Polubienie

    1. Tak chcę wrócić na Starówkę. Bo tu w nowe części klimat Ascoli jedt taki z lekka połowiczny. W Ascoli często organizowane są zloty starych aut.Można się napatrzyć. Jak lubisz następny zlot zadedykuję Tobie. :)*

      Polubione przez 1 osoba

  2. Luciu, czytając dzisiaj Twój tekst miałam banana na twarzy od ucha do ucha. Co prawda ja zaczęłam swoją przygodę ze szkołą końcem lat siedemdziesiątych , ale…, pamiętam , jak wielokrotnie stałam wiele godzin pod papierniczym po pachnącą gumkę do mazania i inne cuda made in china. Jaki to wtedy był rarytas. I poszukiwanie liniuszka, który obowiązkowo musiałam mieć w zeszycie do geometrii ( od 4 klasy).I obowiązkowe pisanie piórem na atrament, aby wyrobić sobie pismo, chyba już od pierwszej klasy. A fartuszek poszukiwałyśmy z mamą już od czerwca, gdyż był problem go kupić, bo byłam dłuuuuga i chuda, a wszędzie w naszych sklepach były na małe i okrągłe dziewuszki (cha, cha).A ciocia i babcia robiły mi do niego biały koronkowy kołnierzyk, jaka ja byłam z nich dumna.UFF powspominałam. Zdjęcia piękne, trzymam kciuki za nowe mieszkanie. Pozdrawiam już z jesiennej Anglii. Edyta

    Polubienie

  3. Pamięta, też miałam taki fartuszek z białym kołnierzem, Pamiętam też piórniki drewniane , szesnastokartkowe zeszyty z tabliczką mnożenia i aaaahhh ! Wspomina się , wspomina …

    Polubienie

  4. Jakos nie mam sentymentu do czasów PRL-u i lat szkolnych. W szkole byłam dobrą piątkową uczennicą, ale zbuntowaną. Wygrywałam olimpiady, ale nauczycieli nie darzyłam szacunkiem. Może jednego. Chodziłam swoimi drogami i kiedy słyszę, że ludzie robią jakieś spotkania klasowe i szkolne zloty, to dziwię się po co. Cudze wspomnienia np. Twoje, czytam z przyjemnością, ale także że zdumieniem, jak można pamiętać takie szczegóły:) Osobiście bardziej żyje tu i teraz:)
    Takie samochodowe złoty są i u nas w mieście, byłam kilka razy i bardzo udzielał mi się panujący tam ekscytujący nastrój.
    Natomiast Twoje miasto i jego okolice niezmiennie podziwiam…:)

    Polubienie

    1. Zielonapiranio to co napisałaś to tylko potwierdza jak bardzo się różnimy nie my ale ogólnie ludzie. I bardzo dobrze bo inaczej byłaby straszliwa monotonia. A ja mam pamięć do szczegółów i różnych momentów. Kiedy wspominam otwiera mi się taki film z tamtego momentu. Tylko zapisać. A Ascoli to jest właśnie Ascoli. Nic wiecej nie napiszę. :)*

      Polubienie

  5. samochodów starych nie lubię…ale u mnie jeżdżą amerykańskie cadillaki z lat 50tych. Często to stare obskurne śmierdzące graty…Całe lato, mniej więcej co tydzień z wielkim zlotem na kilka czy kilkanaście tysięcy. I potem to wszystko jeździ i wywala tony co2. Nie lubię. Niech se kto ma upodobanie i kogo stać kupuje, restauruje jeździ ale normy emisji spalin mają być pod kontrolą.
    Czasów PRLu nie wspominam miło, ale uwielbiam sklepy papiernicze do dziś. I jak tylko do takiego trafię to wszystko, wszystko bym chciała! Taki syndrom biednego dziecka z czasów komuny…

    Polubienie

    1. W Italii raczej samochody nie śmierdzą. Te ze zlotu to tylko dla kolekcjonerów. Takie same są zloty skuterow ze słynną lambretką. Lubię popatrzeć. I sklepy papiernicze do dziś lubię bez kompleksu dziecka z PRL. 🙂

      Polubienie

  6. Lucia, samochody Mąż oglądał, bo go zawołałam. Zdjęcia ze Starówki tajemnicze i magiczne. A papiernicze sklepy lubiłam i lubię zapach i wszelkie skarby tam się znajdujące. Uwielbiałam zaczynać nowy zeszyt i pisać na pierwszej stronie 🙂 Wszystkie zeszyty pamiętam, o których piszesz. Szkoły nigdy nie lubiłam jako formy przymusu ale w podstawówce w Opolu fajnie było, szczególnie na przerwach… Ale wspomnienia przywołałaś…
    Dziś wtorek, trzymam wciąż kciuki 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s