Przy sobocie

Rankiem osobisty postanowił użyć nóg nie tylko do sprzęgła i gazu ale również do chodzenia. Poszliśmy do samego centrum czyli na Starówkę i nawet wróciliśmy na piechotę nie podpierając się kursującym busikiem.

Powodem był stragan z owocami. Są na nim jabłka a właściwie jabłuszka z ogrodu o rewelacyjnym smaku. V. jest wielkim miłośnikiem jabłek. Właściciel straganu ma też kilka rodzajów śliwek i winogron. Też  doskonałych. Jabłuszek dziś nie było. Podobno w środę na kolejny targ przywiezie. To kupiliśmy śliwki i winogrona.

W domu zajęłam się fotkami z Loreto i półwyspu Conero.

Sama z przyjemnością je sobie przypomniałam. To były pierwsze moje próby fotografowania więc proszę  o nie krytykowanie zdjęć.

Potem napisałam tekst, który wszedł do ” Dziennika badante czyli Italii pod podszewką”.

To może najpierw albumy z Loreto

 

 

Loreto jest dla Włochów tym czym dla nas sanktuarium na Jasnej Gorze.

Trochę zdjęć z sanktuarium.

 

Zdjęcie Matki Boskiej z Loreto wzięłam z Internetu, bo moje jest kompletnie nie udane.picture_mediumKONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

PATRONKA LOTNIKÓW  MATKA BOSKA W LORETO

18 sierpnia 2010 r.

Bardzo chciałam zobaczyć Loreto, taką włoską Jasną Górę; absolutnie nie z pobożności, chociaż o wiele łask mogłabym poprosić, ale dlatego, że chciałam i już. Decyzję o zwiedzaniu w poniedziałek podjął P. Ostatni dzień mojego urlopu, mniej ludzi niż w sobotę i w niedzielę. Już po godzinie siódmej rano byliśmy w samochodzie na trasie Ascoli Piceno – Loreto. Tym razem P. pojechał autostradą, żeby zaoszczędzić czas.

Loreto nie jest właściwie daleko od Ascoli, pewnie dlatego tak mi się zachciało je zobaczyć. Po drodze wypiliśmy kawę, żeby dobudzić się całkowicie. Był przepiękny poranek. W pewnym momencie na wzgórzu zamajaczyła kopuła i po chwili, podjeżdżając drogą, można było obejrzeć sanktuarium w pełnej krasie. Jechaliśmy wzdłuż murów, za którymi znajdowała się katedra i część starego Loreto. Miejsce znalazło się na płatnym parkingu, ale w pobliżu wejścia na plac katedralny. Z góry rozciągała się panorama na okolice. Loreto leży wśród gajów oliwnych i panorama rozciąga się od gór po morze.

Idąc w kierunku bramy i mijając szereg barów, restauracji i kafejek, lodziarni i sklepików, zauważyłam, że obsadzona zielenią dróżka prowadzi w dół, gdzie mieści się muzeum szopek – ruchomych szopek bożonarodzeniowych. Zostawiliśmy je na drogę powrotną.

Przez bramę wchodzimy na rozległy plac. Jest przepięknie; widok na katedrę, dookoła krużganki mojego ukochanego renesansu i na środku piękna fontanna. Chodzimy dookoła. Najpierw z zewnątrz. Mury katedry okrągłe, mnóstwo zaułków, to jest olbrzym, samo obejście jej zajmuje sporo czasu. Jest kilka bram, są miejsca do oglądania panoramy. Zataczamy koło.

  1. koniecznie chce zdjęcia i nie tylko samych pięknych miejsc, do wyszukiwania których ma równie dobre oko, jak ja, ale i fotki do prywatnego albumu.

Czas wejść do środka. Wchodzę i zapiera mi dech z zachwytu. To trzeba zobaczyć, bo jak opisać coś tak niewiarygodnie pięknego. Sklepienia, ołtarze i domek Marii z Nazaretu, który według legendy trafił do Italii po podbiciu Nazaretu przez muzułmanów w 1291 roku, przyniesiony przez aniołów. To dlatego Matka Boska z Loreto jest patronką lotników.

Chodzimy w milczeniu,  robiąc od czasu do czasu zdjęcia, zwiedzamy sale – z przepięknymi wotami, mnóstwo detali, tak oryginalnych, że nie sposób oderwać oczu. W katedrze w Loreto, tak jak i w katedrze na Wawelu, są schody w dół. Kaplice, kolejne ołtarze, organy i na ścianie blisko wejścia telefon wewnętrzny, gdyby potrzebna była pomoc.

Panuje półmrok. Przez witraże wpada nieco światła słonecznego, rozpraszając mrok i dodając jeszcze uroku. Palą się też reflektory skierowane na co ciekawsze detale.

Wszystko jednak kiedyś się kończy i my też wychodzimy z katedry i znowu idziemy uliczką pełną sklepików. Przed fontanną malarka kopiuje na płytach placu motywy fresków z katedry.

Czas na szopki. Ową zieloną dróżką idziemy w dół – muzeum mieści się w murach Loreto i według mnie ma nieco niefortunną lokalizację. Obok toalety publicznej. Przy wejściu stoi postać żołnierza z legionów rzymskich i spora skarbonka, do której należy wrzucić ofiarę. Krętym korytarzem idziemy, po lewej, a czasem po prawej stronie mając groty z postaciami różnej wielkości – oczywiście wszystkie są w ruchu. W domkach widać przez okna ludzi, mama buja kołyskę. Tkaczka tka na krosnach. W innej pasterze siedzą przy ognisku, zajmując się jakimiś swoimi czynnościami. Szopek jest ze trzydzieści.

Kiedy wychodzimy z tego maleńkiego muzeum, zdziwiona jestem, że na dworze jest słońce i ciepło. Pod nogami powinien leżeć skrzypiący śnieg.

Czas teraz na Loreto miejskie. Ale to następnym razem…

PRZED BRAMĄ LORETO I ZA NIĄ

21 sierpnia 2010 r.

 

Pora dokończyć moją opowieść o Loreto i innych urokliwych miejscach, które w tym dniu widziałam.

Kiedy zakończyliśmy zwiedzać sanktuarium, a gorąco robiło się coraz bardziej, odpoczęliśmy chwilę w małym barze, a może raczej kafejce, nad dużą szklanką granity o smaku cytrynowym. A później spacer uliczkami Loreto, jeszcze w obrębie murów, jest magistrat, czyli comuna w Loreto, a na niewielkim placu stoi pomnik. I nie wiadomo czyj, bo żadnego napisu nie ma. Najpierw szukał P., a potem, jako niedowiarek, ja – nie ma i już. Sam budynek jest pełen tablic upamiętniających przeróżne okazje i poświecony wybitnym mieszkańcom Loreto.

Na lewo od magistratu piękna brama, a w niej symbole religijne, za nią już współczesna poczta. Chciałam z niej wysłać pieniądze do Polski, ale ludzi był tłum i zrezygnowałam.

Schodziliśmy ze wzgórza uliczką. Na sąsiednim wzgórzu widać było współczesne Loreto. To sobie darowaliśmy, przystając tylko koło pięknego domu z arkadami, za nim były już tylko dwie figury Madonny po przeciwnych stronach jezdni, coś na kształt rogatek. Zawróciliśmy do samochodu. Loreto zostało za nami.

Zjeżdżaliśmy teraz drogą normalną, nie żadna autostrada, bo P. oznajmił:

– Teraz ci coś pokażę.

Niedaleko za Loreto drogowskaz pokazywał kierunek Numana i Sirolo. Nic mi to nie mówiło. Najpierw zjechaliśmy nad morze, zatrzymaliśmy się na moment w przydrożnym supermercato i uzupełniliśmy zapas napojów, było naprawdę gorąco. A później znowu pod górę, przepiękna panorama, w dole morze… a my coraz wyżej.

I oto przed nami Numada z pięknym portem w dole. P. zaparkował samochód i pospacerowaliśmy po porcie. Miasteczko pięło się tarasami do góry, dookoła spacerowało mnóstwo turystów. A później jeszcze wyżej.

 

Sirolo, jak okazało się, perła wybrzeża Conero (na przylądku Conero), nazywane Riviera del Conero, jest to małe, urokliwe miasteczko na wzgórzu. Na rozległym placu barierka, zza której można podziwiać piękno daleko hen… hen.

Kościół św. Piotra i piękna uliczka, którą poszliśmy na spacer. Wśród domów odkryliśmy kościół św. Mikołaja, maleńki i piękny.

Uliczka kończyła się bramą, a za nią widziałam najpiękniejsze okno w małym domku, pełne kwiatów. Istny wiszący ogród; niestety, kręciło się tylu ludzi, że o fotce nie było mowy.

 

I potem kolejne plenery i Portonovo, wysoko, wokół góry, a w dole lazurowe morze,  mnóstwo samochodów na poboczach drogi. Dziką ścieżką można zejść na brzeg plaży, ale to spory spacer. My tylko podziwialiśmy z góry.

 

Było bajkowo. Podobno w tej okolicy wielu sławnych ludzi ma swoje letnie domy, gdzieś jest też dom Pavarottiego.

Miejsce na pobyt trzeba zamawiać przynajmniej z rocznym wyprzedzeniem. W samym Conero nie znaleźliśmy miejsca na zatrzymanie się, choć na chwilę wszędzie napisy: „miejsc wolnych brak”, a więc tylko wolna przejażdżka.

To jednak nie koniec atrakcji tego dnia; jako że było niedaleko, zahaczyliśmy jeszcze o Ancone. Nie zwiedzałam dużo, P. zawiózł mnie pod najsłynniejszy pomnik w Anconie: Pomnik Poległych w czasie I wojny światowej. Monumentalny. Jest to dzieło z epoki faszystowskiej, z roku 1932.  Guido Cirilli. Podobno z morza przypomina orła w locie. Pełno na nim symboli faszyzmu (i nikomu to nie przeszkadza – to też świadectwo historii Italii).

W środku na szczycie znajduje się mały ołtarz, a przy pomniku Włosi świętują swoje narodowe święta.

Widać morze i statki, które kierują się do portu.

 

Wolno zwiedzaliśmy Ancone, port, stację kolejową i oczywiście P. – mimo że niewierzący – wypatrzył ciekawy kościół, cały obłożony kamieniami.

 

Dzień pełen wrażeń dobiegł końca.”

A ja mam nadzieję, że taka wycieczka sprzed lat nic nie straciła ze swojego uroku. Ocalały  zdjęcia a ja  zapisałam swoje wspomnienia w cyklu „Okiem cudzoziemki”.

Mam nadzieję, że zaglądniecie do mnie również jutro. 😀

 

 

8 myśli na temat “Przy sobocie

  1. Luciu, tam jest tak pięknie, ze obiecałam sobie pojechać kiedyś do Italii. Wprawdzie byłam już, ale tylko w kilku miastach i to po 2-3 dni, wiec to nie to samo. Chciałabym zatrzymać się gdzieś na dłużej i stamtąd robić wycieczki. Wprawdzie muszę najpierw wygrać w lotka, ale to nic. Mam nadzieje, ze kiedyś mnie oprowadzisz 🙂. Buziaki

    Polubienie

  2. Nigdy nie byłam w Loreto, więc chętnie obejrzałam. Ani zdjęć, ani tekstu naprawdę nie możesz się wstydzić.:) Ciekawie sfotografowane i opisane. Taka ciekawostka: moja koleżanka z przyszłym narzeczonym dwa albo trzy lata temu przeszli pieszo trasę z Loreto do Asyżu. Taka podróż przedślubna, oni są bardzo wierzący, więc chcieli do miejsc sakralnych. Okropnie im zazdrościłam, też bym przeszła, ale moi znajomi to tylko w głowę by się popukali:)

    Polubienie

    1. Dziękuję. Bardzo ciekawy pomysł. Przeróżnych sanktuariów w Italii mnóstwo więc mieli co oglądać. My też zwiedzamy jak coś mamy na trasie. W niektorych nawet są moje zdjęcia takie legitymacyjne bo taki zwyczaj. :)**

      Polubienie

  3. Czy dobrze zauważyłam , czy może to tylko efekt zdjęć ; Matka Boska ma ciemną skórę jak nasza Czarna Madonna ? Piękne miejsce , pamiętam opis z książki

    Polubienie

  4. Luciu kochana, dopiero za trzecim podejściem wszystko skończyłam czytać i oglądać.
    Wiesz, że zdjęcia oglądam dokładnie i podziwiam. Wspaniałe miejsca, a ja ciągle z doskoku jestem przy komputerze. Ogród zajmuje mi dużo czasu. :*

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s