Z lekka nerwowo

Bo czekamy na telefon w sprawie mieszkania. Ja z uporem maniaka codziennie coś likwiduję z rzeczy nie najkonieczniejszych. Toreb przybywa, bo inaczej się nie da. Pudła są nieporęczne i za ciężkie. Muszę pamiętać, że tam nie ma windy i chociaż to pierwsze piętro, to jednak trzeba to wszystko wnieść na górę.

To tyle o przeprowadzce.

A teraz o mojej sklerozie. Chciałam wczoraj wrzucić cudowną piosenkę, którą wreszcie po kilku latach znalazłam i wiem kto śpiewa. I zapomniałam. To nadrabiam dzisiaj. Nie mogłam jej znaleźć, bo słowa te które udało mi się wyłowić nic mi nie pomagały. A V. nie pamiętał nazwiska wykonawczyni A ja ile razy ją słyszałam aż ciarki po mnie przechodziły.

I przypadek. W telewizji zmieniając kanały usłyszałam znajomą melodię. Kilka dźwięków, ale za to pan który powiedział kilka słów dał mi nadzieję na odkrycie wreszcie kto śpiewa i jaki tytuł ma piosenka. Bo powiedział, że to Sanremo 1983 r. I wystarczyło.

Znalazłam i zaraz udostępniłam na swoim koncie na fb. A na blogu dzisiaj.

Posłuchajcie czy nie piękna.

” Vacanze romane”   Matia Bazar

Druga sprawa, która mnie dołuje, to, że nie tylko nie zgubiłam tych 3 kilogramów do sukienki na urodziny V,. ale nawet dobrałam jeden. I choć wiem, że to stres i u mnie tak zawsze, ale czuję się jak napompowana. W niedzielę obiad w Offidzie, to przecież nie będę się umartwiać. Tylko z pogodą tak sobie i mam dylemat co założyć. 18 stopni to dla mnie raczej chłodno.

A przygotowując zdjęcia z Ascoli trafiłam na te, które ilustrują fragment książki ” Opowieści ascolańskie i inna włoszczyzna”.

Zapraszam na spacer. Po Ascoli naturalnie.

Pomiędzy BRAMAMI

8 października 2010 r.

Wczoraj rano zmieniłam trasę spacerów  z mojego ” serca” Starówki. Przez uliczkę bez nazwy, właściwie taki przesmyk, mijając po drodze muzeum  majoliki ascolańskiej zeszłam, pełną kocich łbów uliczka Muzyczną ( jak wiecie, ja sobie przekładam nazwy włoskie na polskie i zaraz mi, jest lepiej)na normalną szeroką ulicę, która biegnie wzdłuż rzeki Tronto. Kończy się wejściem na most przez Porta Cappuccina. A za mostem… Ascoli nowe,  już nie ma kocich łbów, ulice są szerokie,  zwyczajne miasto.

Chociaż czy ja wiem, czy takie zwyczajne?

Zaraz za mostem atrakcja turystyczna… XVI- wieczna pralnia publiczna. Dalej jest w niej woda i myślę, że jakby się ktoś uparł,  to na tych  kamiennych tarach można by zrobić pranie. Pralnia nazywa się Lavatoio di porta Cappuccina. Jest obok tablica, która opowiada o niej, ale tak pomalowana, ze nie mogłam się doczytać, jaka to legenda z nią jest związana,  wiem tylko, że ma to też związek ze Świętym Emidio – patronem Ascoli.

Ale to nie jedyny zabytek w tej części miasta. Zawsze idąc do Acqua Sapone ( sklep z kosmetykami i chemia gospodarczą) mijałam piękny czerwony budyneczek( taka kapliczka)… zawsze zamknięta. I otóż wczoraj  drzwi do kaplicy szeroko otwarte, mogłam zaglądnąć do środka. Ta kaplica to Tempietto di Sant’Emidio Rosso z XVII wieku. Stoi na skrzyżowaniu kilku ulic i stanowi charakterystyczny punkt tej okolicy. A więc oglądnęłam sobie zabytek i spokojnie zakręciłam w kolejna uliczkę, która wyprowadziła mnie na szeroka arterie z domami i willami mieszkalnymi. Jeden dom szczególnie spodobał się mi i oczywiście musiałam go uwiecznić. Ta ulica prowadzi po przeciwnej stronie rzeki Tronto. Dochodzi do kolejnej Alei. Dokładnie tak… Viale Sindibaldo Vellei – pod nazwiskiem, jest informacja, że ów Sindibaldo Vellei, był złotym medalista. W Italii ” zloty medalista ” to niekoniecznie za zasługi sportowe. To wysokiej klasy odznaczenie państwowe. Zaraz poszukam. Wyszło mi na to, że to był bohater z I Wojny Światowej.

Aleja ta u swojego końca ma śliczny kościół Świętego Serca. Piękne szerokie schody prowadzą na niewielkie wzgórze, na którym stoi kościół. A Aleja, jest przepiękna,  jak na aleje przystało rosną na niej stare drzewa, które już maja koloryt jesieni. Dla mnie, jest to Aleja Kasztanowa. Aleja Kasztanowa kończy się znowu mostem na rzece Tronto i kolejna brama tym razem Porta Tufilla, która ma podczas Quintany zielono- czarną chorągiew.

Idziemy Mostem Nowym,  bo oczywiście, jest też zabytkowy most stary. Przez bramę do tej części  miasta, już Starówki wjeżdża się samochodem. Przez tę bramę mój osobisty P.  podjeżdża na piazza Ventidio Basso, gdzie zwykle parkuje. Ja idę ulicą, Lungo Tronto,  patrzę na panoramę za rzeką  mijając po drodze Chiesa di Santa Maria Intervineas. Kościół, jest romańsko- gotycki z XIII wieku.  Jest zwykle zamknięty. Mnie udało się zajrzeć podczas ceremonii ślubnej… Wtedy pięknie udekorowany otwiera swoja starą bramę. A na placyku przy dzwonnicy kolo kościoła stoją goście weselni i parkują auta. Nawet supermarket Tigre na parterze jednej ze starych kamienic nie odbiera uroku temu miejsca.

Obok znajduje się punkt Caritasu wydający obiady potrzebującym i agencja specjalizująca się w szukaniu pracy cudzoziemcom.

Jeszcze kilka uliczek… i koniec porannego spaceru.”

I koniec na dzisiaj.

Do widzenia się z Państwem, 🙂

6 myśli na temat “Z lekka nerwowo

  1. Fajne kontrastowe zdjęcie: nowoczesny samochód na na starym bruku.
    Zespół Matia Bazar był kiedyś bardzo popularny w Polsce. Pamiętam taki utwór”Tu semplicita”, nawet umiałam tekst khmmm… odtworzony ze słuchu hi hi:) A „Solo tu” to był w ogóle hit!:)
    A te „Rzymskie wakacje” jakoś mi tak zalatują hiszpańszczyzną, a przecież temat typowo włoski:) I to tango…

    Polubienie

    1. Zielonapiranio. Taki widok częsty w Ascoli, bo to miasto żywe a nie skansen bez samochodów. I za to go kocham. A tego zespołu nie kojarzę więc muszę nadrobić. Ta piosenka mnie zauroczyła. I ten głos. ***

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s