Warto było… dzień pierwszy… część pierwsza

Zacznę od tego, że gorąco zachęcam, kiedy tylko możecie zorganizowanie wycieczki do południowego włoskiego Tyrolu.

Kolejny raz szczęka mi z zachwytu opadła.

Ale po kolei.

Wyjechaliśmy planowo o 5.30. Pogoda była przez całe dopołudnie mglista. Niebo zasnute chmurami, chociaż nie padało.

-No i gdzie ta słoneczna pogoda? – Pomyślałam.

Nawet specjalnie nie było na czym za oknem oka zawiesić.

I tak sobie jechaliśmy w takiej burej pogodzie, do momentu, kiedy wepchaliśmy w  góry. Jak za dotknięciem różdżki czarodziejskiej niebo zrobiło się błękitne i słoneczne.

I od tego momentu rozpoczyna się moja relacja fotograficzna.

Panorama była bajkowa. Strome góry a do nich przylepione kościoły, miasteczka, zameczki a wszystko na kształt bajkowych puzzli.

I za jakiś czas drogowskaz pokazał Trento. Oto pierwsze zdjęcia jeszcze z autobusu

Wysiedliśmy na placu Dantego z charakterystycznym skwerem z jeziorem pełnym kaczek i diabelskim młynem, który stanowił punkt orientacyjny, bo plac Dantego to było miejsce zbiórki i tu wsiadaliśmy do naszego autokaru.

Stąd rozpoczęliśmy samodzielny spacer po Trento. Oczywiście wcześniej na skwerkowej ławce zjedliśmy piknik. Słońce oślepiało, ale powietrze było zdecydowanie inne od naszego środkowowłoskiego. Ostre.

Od jakiegoś czasu moje relacje wycieczkowe nabrały subiektywnego wydźwięku. Nie mam zamiaru wgłębiać się w zarysy historyczne, bo kto ciekawy, to sobie znajdzie i poczyta. Mnie interesuje moje własne spojrzenie na zwiedzane miejscowości. Oczywiście i my mieliśmy w następnym dniu przewodniczkę i to zaspokoiło moją historyczną ciekawość.

Ten pierwszy dzień spędziliśmy z V. po swojemu. Chodząc po mieście, jarmarku bożonarodzeniowym i zwiedzając otwarte kościoły. Zaglądaliśmy  do różnych miejsc.

Trento jest niezwykle barwne, pełne urokliwych kamieniczek, z drewnianymi szopkami przed kościołami i mnóstwem elementów drewnianych przypominających, że to góry i drewna nie tylko na opał nie brakuje.

Czeka na Was sporo zdjęć i relacji w takiej kolejności w jakiej spacerowaliśmy.

Dzisiaj zdążyłam przygotować dwa pierwsze albumy.

I dlatego na kolejną fotograficzną relację uzupełnioną słowem zapraszam jutro.

A więc do widzenia się z Państwem. 🙂

8 myśli na temat “Warto było… dzień pierwszy… część pierwsza

    1. Ania wszystkie wycieczki na ktore się złapałam to takie ktore warto zaliczyć. Bo to co zobaczysz na własne oczy tego nikt Ci nie odbierze. Ciekawe co powiesz potem. Buziaki

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s