Opowieść z dedykacją

Dla Madgez.

Od dziecka byłam  związana ze sceną amatorską . Pewnie za ciągotkami teatralnymi mojej babci,  która  to mieszkając na wsi ze zdolną młodzieżą założyła kółko teatralne. Sama nie grała. To już byłaby przesada ale  reżyserowała, pomagała szyć kostiumy, wybierała sztuki teatralne .

Nic więc dziwnego,  że zapisała mnie do kółka teatralnego w Krakowie w wieku 7 lat.

I tak moje ciągoty teatralne trwały długo. Zresztą to miało mieć finał w Szkole Aktorskiej. Niestety moja wada wymowy czyli tzw” francuskie r” stanęło na przeszkodzie. Po szeregu ról dziecięcych często  charakterystycznych, bo jak nazwać Annę Jagiellonkę zwaną w moim domu ” starą cholerą ” czy Eliza w ” Dzikich Łabędziach” która to prawie cały czas milczy i grać trzeba było mimiką po zaproszenie do kabaretu już po maturze a skladajacego się z kandydatów do Szkoły Aktorskiej.

Świetna to była zabawa. Ale wyszłam sobie zamąż w myśl piosenki Ewy Bem:

” Wyszłam zamąż zaraz wracam”

I wyjechałam na Śląsk.

Kiedy pojawił się na świecie mój syn skorzystałam z pierwszego rocznego bezpłatnego  urlopu macierzyńskiego i zaczęłam się nudzić . Internetu nie było.  Telefon i książki  tak. Jednak brakowało mi teatru.

Na moim niewielkim osiedlu na placyku przed domem stał niewielki pawilonik w zamiarze Klub naszej spółdzielni mieszkaniowej. Sąsiadka była jego kierowniczką . Ślubny był wtedy radcą prawnym tej spółdzielni. Znajomości  były  przydatne.

W klubie niewiele się działo a mnie brakowało zajęć teatralnych. Była jakaś sekcja muzyczna i odbywały się zebrania ku chwale spółdzielni . A dzieciaków bylo sporo w okolicy, bo to był wyż demograficzny. Lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku. Wymyśliłam Teatrzyk Dziecięcy   Nic nie stało na przeszkodzie, bo nawet zatrudnili mnie na 1/5 etatu,  co nie kolidowało z moim urlopem macierzyńskim.

I tak zaczęłam zajęcia z dzieciakami. Chyba 2 razy w tygodniu. Odwzorowałam własne zajęcia . Te zawsze odkąd prowadzili je aktorzy krakowscy zaczynały się od ćwiczeń dykcyjnych.

O dziwo dzieciaki to polubiły.

Na pierwszy ogień poszła sztuka z mojego prywatnego zbioru basni Andersena w układzie teatralnym „Księżniczka  na ziarnku grochu”.

„Niech wiedzą wszyscy i wszędzie co głosi królewskie orędzie ..”

Tak zaczynał bajkowy herold.

To był mały sukces. Na widowni rodzice, zdenerwowana pani reżyser . Władze  spółdzielni,  która sypnęła kasą na materiały na kostiumy. Mama mojej przyjaciółki pomogła je uszyć .

Potem kolejne przedstawienia.

Aż do sukcesu czyli chyba drugiego miejsca w konkursie teatrzyków  dziecięcych .

I tu zaczął się biurokratyczny problem. Nie miałam uprawnień do prowadzenia zajęć teatralnych. Ale jeszcze wystawiłam  sztukę swojego życia ” Baśń o zaklętym kaczorze”. To bylo wyzwanie. Z muzyką, b  na szczęście nuty były załączone do sztuki. Sekcja muzyczna się  włączyła a ja osobiście śpiewałam partię kaczora w studni:

„Pomnij coś mi obiecała

Gdyś  ze studni wodę brała.

Moją żoną być

I mnie wierną być. ” czyli spełniałam się aktorsko.😄

A największą nagrodą były słowa  mojego teścia, który wracając z pracy powiedział :

– Lucia te twoje dzieciaki już czekają na ciebie i siedzą u nas w klatce na schodach. A jeszcze sporo czasu.

A potem… Wróciłam do pracy na pełny  etat. Niby w kulturze i oświacie ale ten pierwszy teatrzyk pamietam do dziś.

Dzieciaki w większości wyjechały do Niemiec z rodzicami bo takie były czasy.

Mnie zostały zdjęcia i wspomnienia.

 

10 myśli na temat “Opowieść z dedykacją

  1. No i wszystko jasne ! Aktorka ! Podziwiam . Szczerze . To trudny zawód ale może dać ogrom satysfakcji. Teraz to francuskie ” r” już chyba nie eliminuje że szkoły aktorskiej . Zresztą , nasze szkoły z aktorskie naprawdę są dobre .

    Polubienie

    1. Kiedyś bylo to nie do przeskoczenia. Mogłam ryzykować pidciecie wiazadel językowych ale moglo się skończyć nieciekawie. A i tak miałam ciekawe życie. I mam do nadal. 😄

      Polubienie

  2. Jakie miłe wspomnienia! Moje dzieci tez z wyżu, Duży – rocznik 77, Mały – 80. Inne czasy, inne dzieci niż dziś, bez internetu, bez komórek i nieustannego gapienia się w ekranik, z umiejętnością nawiązywania kontaktu, z zabawami na podwórkach rozwijającymi wyobraźnie… ej, czasy…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s