Wspomnienia z Bloxa

Z cyklu opowieści rodzinne

18.09.2014 2lucia

Do napisania tych wspomnień z zamierzchłych czasów przyczyniła się wiadomość o wprowadzenia przez moją przyjaciółkę na Jej blog ( http://blubell.blog.pl)wpisu o rozpijaniu przez nią populacji wrocławskich dzików.

Przypomniała mi się opowieść mojej babci o straszliwym jej przeżyciu. A było to tak:

Babcia wyszła za mąż kilka lat po I- szej wojnie światowej.  Nie spieszyło jej się o nie. Była na owe czasy kobietą wyzwoloną. Pracowała na państwowej posadzie i jakoś to zamążpójście ją nie ciągnęło. Jednak przyszły mąż nalegał bo sytuacja jego rodzinna wymagała kobiety czyli ślubnej małżonki.

Sam zrezygnował z kariery wojskowejScreenshot_2

bo jego siostra i jej mąż w jednym tygodniu zmarli na straszliwie szalejącą grypę zwaną ” hiszpanką” pozostawiając dwoje nieletnich dzieci w wieku 4 i 8 lat.

Cóż babcia przekalkulowała i wyszła za dziadka. Dziadek wrócił do pracy w niesieniu kaganka oświaty mając ukończone seminarium nauczycielskie.

Wyjechali na wieś z dwójką gotowych dzieci. Babcia kobieta miejskaScreenshot_1 jakoś próbowała na tej wsi się odnaleźć bo mimo szybko pojawiającej się własnej dwójki dzieci czasu miała sporo. Oprócz haftowania 🙂 urządzała przedstawienia z utalentowaną młodzieżą wiejską.

Była też prekursorką, jakby można rzec ” koła gospodyń wiejskich” bo sprowadzała różne nowinki do ogrodu i inwentarza i dzieliła się nimi z gospodyniami z okolicy.

Miała pierwsze w okolicy tzw ” gęsi emdejskie” ( Emdeńskie gęsi, rasa gęsi o białym upierzeniu, wyhodowana w Niemczech w okolicach leżącego na wybrzeżu miasta Emden. Jedna z najczęstszych ras gęsi, osiągających po utuczeniu ciężar do 12 kg.).

Ale normalne kury też były. Oczywiście poza ogrodem domowym.

Babcia robiła też wspaniałe wina i nalewki. Robiła także wino z żyta. To wino robiła jeszcze za moich panieńskich czasów i wiem, że było pyszne. Żyto kupowała na krakowskim Kleparzu.

Pewnego razu wpadła rankiem do domu jedna z dziewczyn pomagających babci w prowadzeniu domu i gospodarstwa z nim związanego… z okrzykiem:

– Proszę pani, proszę pani coś się stało z naszymi kurami. Ani chybipomór. Wszystkie się przewracają i nijak nie umieją chodzić a niektóre już leżą. Trzeba chyba będzie wszystkie zabić.

Babcia poleciała sprawdzić osobiście. To co zobaczyła przeraziło ją do tego stopnia, że zapomniała wydać polecenie mordu kurzego.

Szczęśliwie w domu pojawił się pan domu, który przyszedł ze szkoły na drugie śniadanie.

Zastał małżonkę zdenerwowaną, bo jak tu żyć bez własnych jajek i drobiu i dziewczyny pomagające wstrząśnięte pomorem kurzym.

Pomyślał, pomyślał i zapytał:

– Polu ( bo babcia Apolonia była) ty wczoraj zlewałaś wino, a co zrobiłaś z żytem?

– Jak to co, odpowiedziała jeszcze nie babcia Pola, wyrzuciłyśmy.

Było oczywiście miejsce poza domem i gospodarstwem, gdzie wyrzucało się odpadki. Taki kompostownik. Kury lubiły tam zaglądać.

– Acha, powiedział dziadek, który, jako były oficer, w temacie alkoholi był obznajomiony.

– To nie mordujcie tych kur, jak wytrzeźwieją to wstaną. I wrócił do pracy, bo śniadanie drugie zjadł.

I miał rację…. kury poszły sobie podjeść żyta z domieszką alkoholu i na dobre im to nie wyszło.

Następnego dnia miały gigantycznego kaca ale jajka znosiły normalnie.

Tak, że myślę, że i dziki potraktowane winogronami z lekka sfermentowanymi poza kacem nie będą mieć większych kłopotów zdrowotnych. 🙂

 

7 myśli na temat “Wspomnienia z Bloxa

  1. Boszsz co za historyja !!! Uśmiechnęłam się 🙂 .Pierwszy raz dziś , bo humor mam jak raz pod psem od kilku dni . A babcia ? Mucha nie siada. Moja też , ta z Bochni , była społecznica .

    Polubione przez 1 osoba

  2. Akurat ta historia jakoś mi z pamięci uleciała , uśmiałam się niemożliwie i zaraz mi się pijane wrony przypomniały. Swojego czasu jak była u nas radziecka jednostka wojskowa . Sąsiadowała z zakładem produkującym części do silników okrętowych . Do czyszczenia detali pracownicy używali denaturatu albo jakiegoś spirytusu. Kiedyś wpadli na pomysł ,żeby chleb nasączyć denaturatem i powrzucać za płot do jednostki w celu poczęstowania wron tym specjałem. Wszystkie glapy z okolicy rzuciły się na chleb , no a efekt nie trudno zgadnąć . Wrony się zataczały, goniły własny ogon , odstawiały jakieś dzikie harce i tak dalej , a dyscyplina w jednostce cierpiała i nawet żaden z pułkowników nie dał rady zaprowadzić jej z powrotem . wojsko stało i ryczało ze śmiechu .

    Polubione przez 1 osoba

      1. Nasączanie denaturatem? Podejrzewałabym przepuszczanie denaturatu przez chleb, by dało się go wypić. Kury na winie…arystokracja, a wrony- pospólstwo 🙂

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s