O deszczowych targach antykwarycznych, teorii spiskowej i bombie kalorycznej

Jak oni to wiedzą patrząc w niebo ( mówiąc o ascolańczykach), że będzie padać. Zarówno V jak i inni spotkani wczoraj przedpołudniem zgodnie wróżyli mimo pogodnego nieba deszcz. I rzeczywiście około południa się rozlało i na dodatek wilgoć zaczęla dawać w kość.

W tych warunkach o efektownych targach antykwarycznych mowy nie było. Mialam nadzieję, że może choć w niedzielę się wypogodzi. Złapałam moment bezdeszczowy i wyszłam. Pustawo było. Jedynie pod arkadami magistratu, solidnych namiotach wezyra na piazza del Popolo i chiostro san Francesco pod arkadami rozłożyli się sprzedawcy. tak, że spacer za długo  mnie nie pochłonął. Wydawało mi się, że nic pod aparat sie nie nadaje do momentu kiedy zobaczyłam tego konika.

A potem kolorowy jamnik…CIMG0009 i wielkie lustro, w którym odbijaliśmy się wespół : ja i palazzo dei Capitani.

Jeszcze z podziwem popatrzyłam na szklany przybornik do przypraw. Kot pełniący funkcję pojemnika na ocet i dwa koty jako solniczka i pieprzniczka. CIMG0013Najpiękniejszy był jednak ogromny szmaragdowy łabędź CIMG0016 Za wielki do mojej kolekcji. Chciałam jednak poznać cenę i dlaczego tak drogo, ale właściciel stoiska gdzieś sobie poszedł. Może lepiej, że nie wiedziałam.

Bo przyznam się, że zaszalałam i kupiłam 5 słownie: pięć łabędzi. Oczywiście pokażę je, ale najpierw muszę im zrobić zdjęcia. Piękne są w tym jeden z fabryki Capo del Mondo.

A teraz o teorii spiskowej, która mnie zaatakowała. Za dużo kryminałów. 😀 Otóż ten spadek wyświetleń na tle całego okresu nie daje mi spokoju. Oczywiście słupki cały czas chodzą to do góry to na dół, ale żeby spaść aż o połowę. Coś na blogu jest nie tak. Brakuje mi kontaktu na forum  blogerów jak było na Bloxie i polskiego administratora, do którego pisało się w takiej sytuacji.

A może komuś nie w smak moja wyświetlalność? 😀

Z tego wszystkiego zapragnęłam polskiego jedzenia. I popołudniu usmażyłam wspaniałe racuchy z tartymi jabłkami. Myślałam, że jego wysokość Włoch nie zje, ale dotrzymał mi kroku i nie ma już ani jednego.

A bomba kaloryczna? Ano nie miałam mleka, ani kefiru więc wlałam 30 % włoską śmietanę.  Cały kartonik. A co będę oszczędzać na zachciankach.

I to już na dziś wszystko.

Do widzenia się z Państwem.

 

8 myśli na temat “O deszczowych targach antykwarycznych, teorii spiskowej i bombie kalorycznej

  1. Koń przywodzi na myśł Hiszpanię , nie pamiętam co to było , ale oglądałam kiedyś film i tam był niemal identyczny , tyle, że prawdziwy . Łabędź śliczny , bardzo unikalna rzecz , nawet na zdjęciu to widać. A za tym zestawem z kotami wypatrzyłam jeszcze piękną paterę . Zestaw też zresztą unikatowy . Wychodzi , że i tak było na co popatrzeć.

    Polubione przez 1 osoba

  2. cudny ten łabędź. Ja niestety na takie rzeczy popatrzę,powzdycham i odchodzę. Nie cierpię sprzątać, a już ścieranie kurzu to masakra bo kicham i wszystko mnie swędzi, dlatego unikam tzw „durnostojek” w domu. Nawet książki pochowałam do szafy i kombinuje czy by zamiast tego szafy nie okleić tapetą w książki 😀

    Polubione przez 1 osoba

    1. Łabędź rzeczywiście piękny. Ja w mojej kolekcji mam raczej niewielkie. Kilka zalicza się do wiekszych. TK ze na tego tyljo popatrzylam z zachwytem. Ja na nic nie jestem uczulona więc bibeloty kocham.:)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s