NIEDZIELA jestem pewna

Jestem pewna, bo wczoraj była sobota. tak przynajmniej powiedział mi kalendarz a komuś trzeba wierzyć.

Trafiłam na wspomnienie internautki o takich paczkach majtek jakie dawno temu były hitem. Najpierw przywożono je ze zgniłego zachodu z napisami dni tygodnia po angielsku a potem pojawiły się nasze rodzime.

Bardzo by się teraz taka paczka przydała.

I jak już w temacie majtek jesteśmy.  to tym co nie znają na końcu wpisu moje wspomnienia o tychże z ” Życiorysu PRL em malowanego”.

A teraz inne wiadomości. Otóż zmobilizowałam się i umyłam głowę, co przy moich długich kudłach i problemach z nerwobólem nie jest łatwe. Na szczęście włosy nie przetłuszczają mi się i taka operacja może odbywać się nie tak często.

Widać spadek formy na różnych blogach. I komentarzy jakby mniej. Ja zaglądam na wszystkie, które czytam i staram się zawsze jakiś ślad po sobie zostawić.

Gdyby nie statystyka wciąż imponująca, miałabym czarne myśli.

Nawet do bloga Stefanie francuskiego zresztą jak FB mi pokaże zaglądam i powiem jest mi jej żal kiedy pisze o relacjach Francuzów z policją. U nas czegoś takiego nie widziałam. Nawet nie widziałam wypisywania mandatu a karabinierów wspiera w patrolowaniu straż miejska i policja lokalna. I te patrole widać, Wczoraj 3 razy na ten sam patrol trafiłam kiedy zrobiłam kółko sprawdzając konto internetowe.

Owszem zwróciłam uwagę na zatrzymanie się radiowozu karabinierów i zwrócenie uwagi panu, który stał w kolejce przed sklepem bez maseczki ( tak myślę, bo rozmowy nie słyszałam), bo ten zaraz wyjął maskę z kieszeni i założył. Tyle interwencji.

A teraz o czytaniu. Postanowiłam zmienić temat na jakąś damską sagę. Mam kupione 3 tomy Ilony Gołębiowskiej.Screenshot_7

I już pierwsze zdanie mnie z lekka przystopowało. Poczułam się jak w klimacie ” Trędowatej”. I żeby było jasno. Ja lubię ” Trędowatą” odkąd do niej dorosłam i zrozumiałam autorkę i jej czasy. Lubię do niej wracać dla różnych kawałków dla poprawy humoru. Ale już plagiatu nie lubię choćby nie zamierzonego.

Potem styl się zmienił, ale jakoś specjalnie nie kręcą mnie kolejne losy odzyskanego dworu.

Wszystko o czym czytałam i w recenzjach i kilku książkach, które sama niebacznie przeczytałam są według schematu: pensjonat w odzyskanych dobrach.

A może lepiej było napisać nowe losy mieszkającej tam rodziny. Bez pensjonatu w tle.

Poprzednia saga ” Pamiętnik ze starego domu” podobała mi sięScreenshot_8 i dlatego kupiłam kolejną. Tu też jest zaginiony pamiętnik z tajemnicą w tle.

No już przestaję się wymądrzać, bo każdy ma swoje upodobania a ja już mam je dokładnie pomieszane. 😀

Wolę jednak romanse historyczne napisane współczesnym językiem.

I tak oto doszłam do najważniejszego

czyli do dzisiejszej porcji memów.

A zanim przejdziemy do opowieści sprzed lat, to jeszcze aktualna LUCIA MODNA” .

Czy wiecie co to jest ”  il trikini”  ? 😀 93837102_3595092137204405_1064042744168579072_n

I jeszcze naturalnie maseczki.

I zapraszam do wspomnień.

„Opowieść „majtkowa” i o reszcie bielizny.

Mam hopla nie tylko bucianego. Jak zobaczę parę majtek, która oprócz fasonu i rozmiaru na moją sporą d… ma jeszcze kolor, którego nie mam, jestem ugotowana. Musze je kupić. I tym sposobem stan owej części garderoby doszedł u mnie do 54 par.

Czy wiecie, co to jest „kolor majtkowy”? Tak u mnie w domu określało się specyficzny odcień różu i błękitu. Kiedyś „dessousy” były właśnie w tych kolorach plus biały. Bywał też czarny. Kupić go było trudno, bo „przyzwoita kobieta” czarnej bielizny nie nosiła, tylko kokoty, określenie mojej babci. Majtki to był wyraz nie tyle nieprzyzwoity, ile dyskretny. Babcia używała słów „reformy” lub „figi”. Te „figi” to bardzo ładna nazwa.

Ale nie same owe niewymowne stanowią o bieliźnie, biustonosz też, czyli popularnie zwany stanik. Ta część bielizny nie miała prawa ukazywać się spod dekoltu, dlatego często sukienki miały przy brzegu taka tasiemkę z zatrzaską,
która zabezpieczała ramiączko stanika przed wydostaniem się spod niej.

Ale ma to być opowieść bieliźniana. A więc w moich czasach nosiło się jeszcze halkę zwaną u mnie w domu „kombinacją”. Tu już byłam uprzywilejowana z racji amerykańskich paczek z owymi pięknymi haleczkami… białymi z plisowanymi falbankami, haftem i były nylonowe, miały też pięknie wymodelowany biust. Kiedy podczas tańca sukienka wirowała to widać było piękną halkę. Nigdy nogi.

Ale jesteśmy przy biustonoszach. Pamiętam, jako dziewczynka nosiłam tzw. staniczek, do którego przyczepione były „żabki” lub pętelki do zapinania pończoszek, białych.

Kiedy dorosłam i zaczęłam nosić dekolty potrzebne okazały się biustonosze, które trzymały co trzeba, a nie było ich widać. I tu wkracza na scenę gorseciarka z ul. Floriańskiej, gdzie zamawiało się te cuda. Wielkim przeżyciem było dla mnie zamówienie biustonosza do pierwszej balowej sukienki z dekoltem typu „bez pleców”. Zapinał się w talii. Tam miałam też robiony biustonosz do ślubnej sukienki, która miała odkryte ukośnie ramiona. U gorseciarki szyło się też kostiumy plażowe, tzw. opalacze.

Pierwszym kompletem bielizny, którego nie zapomnę był komplet do owej sukienki ślubnej. Był w niesamowitym kolorze różowych cyklamenów z czarną koronką. Składał się z majteczek typu „motylki” i koszulki lub haleczki krótkiej do bioder. To była nowość.

Ale nie zawsze było tak pięknie. Majtki miały gumkę, którą się do nich wciągało. Gumka ma to do siebie, że czasem pęka. Szłam sobie kiedyś w pogodny letni dzień przez Katowice i w samym centrum na Rynku, gdzie tłum ludzi, poczułam, że coś niedobrego się dzieje z tą częścią garderoby. Gumkę szlag trafił i majtki zaczęły mi zjeżdżać z tyłka. Próbowałam wdzięcznie je trzymać przez spódnicę, ale bez efektu. Szczęśliwie była moda na długie spódnice tzw. bananówy. Stanęłam, zakręciłam kuprem i kiedy majtki zjechały mi do stóp szybko podgięłam spódnicę i wyskoczyłam z nich na oczach tłumu. Schowałam je do torebki, i jakby nigdy nic poszłam do tramwaju. Czułam się nieubrana.

Natomiast mój ojciec przeżył podobny stres w innych okolicznościach. Przyjechałam do niego do Warszawy. Wyjechał po mnie na dworzec i powiedział po przywitaniu: – Muszę skoczyć do krawca, bo nie mam spodni. Zdziwiłam się. Ojciec ciuchów miał od metra, ale mówię: – No to jedź. Pojechaliśmy do prywatnego krawca, u którego mój tata szył ubrania i spodnie. Wysiadł, a po chwili wrócił z całym naręczem portek. – Tato coś ty? Tyle spodni, szyłeś? – Ale skąd. Przerabiałem. Wszystkie zamki błyskawiczne zamieniłem na guziki.

I tu nastąpiła straszna opowieść, jak mojemu tacie podczas imprezy zepsuł się suwak u za przeproszeniem „rozporka“. Biedny ojciec całą imprezę przesiedział zasłonięty obrusem, a ponieważ lubił tańczyć, o czym wszyscy wiedzieli, a wyjść nie wypadało, to symulował ból nogi. Pierwsze, co zrobił następnego dnia to zaniósł spodnie do przeróbki.

Bielizna temat wdzięczny, a moja jedna z ciotek mawiała:

– Dziecko, kobieta to powinna nie tyle umieć się ubrać, ile rozebrać. I coś w tym prawdy jest. „

Tematy poważne dzisiaj sobie darujemy.

93772128_3301796606521242_7907453869074939904_nDo jutra.

20 myśli na temat “NIEDZIELA jestem pewna

  1. Cha , cha, podoba mi się bieliźniany temat Luci Modnej. Pamiętam jak moja babcia na zimę ubierała krakowiaki, tak nazywała majtki z nogawką do kolan, a reformy to była u niej letnia wersja- mniej zabudowana.Wiesz Luciu, ja jeszcze pamiętam jak moja mama poczatkiem lat 80 męczyła się z pończochami, oczywiście był pasek z takimi gumowymi guziczkami , które lubiły się odrywać w nieodpowiednim momencie. Mama jako zastępstwa guziczków używała monet groszowych. A miałam też piękną haleczkę, którą dostałam pod sukienkę komunijną, babcia uszyła ją z płótna i wychaftowała, a pomimo ,że była gruba to bardzo się przydała bo w dniu komuni (2/05) spadł śnieg i szłam w kozakach do Kościoła i zimowym płaszczu. Pozdrawiam cieplutko.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Lucia, polecam Ci majtki z bambusa:) Nie dość, że ekologiczne, bo z trawy, to bardzo mięciutkie:) Obecnie prawie wszystko kupuje w internecie, więc w ten sposób owe majtki bambusowe znalazłam i nabyłam:)
    Fajne memy, pośmialam się:) Taką „maseczke” rozowo- niebieską na zdjęciu, mam i używam. To jest taki cieniutki sprężysty komin, u mnie różowy majtkowy w literki:) W zależności od potrzeby, zwinięty pełni rolę opaski na włosy, ocieplacza na szyję lub zasłony na usta i nos. Nie używam jako maseczki, ale kiedy muszę przejść 50 metrów z parkingu do biura, to zasłaniam nią twarz, żeby nie marnować na te 30 sekund maseczki.
    Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    1. Hmm majtki z bambusa. Muszę zobaczyć. Gorzej z internetowym kupnem, bo ja tylko książki kupuję. To znaczy kupić mogę, ale do Italii raczej nie wysyłają. Tak, ze do polskiego domu a potem w kopertę i do Włoch. A jak z tym teraz to nie wiadomo. Też mam cienkie kominy. Można zamiast maseczki.
      Trzeba to zamaskowanie jakoś urozmaicać, bo szybko nie zniknie. Serdeczności

      Polubienie

  3. Luciu codziennie wchodzę, niezmiennie odkąd znalazłam twój blog. Ale czasem nie ma najzwyczajniej siły, a czasem nie stać mnie na nic innego niż banał. Wybieram wtedy milczenie. Ale nie jest to nieobecność.

    Polubienie

  4. Mariolka dobra! – tzn mem o zdjęciu maski na pierwszej randce . Łososiowy kapelusz z przyłbicą twarzowy 🙂 . No i trikini – oczywista oczywistość w lecie :):) . U nas patrole też chodzą , ale o akcjach jak opisała Stefa to nie czytałam u nas . W ogóle muszę Polaków pochwalić – chodzimy wszyscy w maskach , ja codziennie wychodzę z domu – i to widać . Bravo my !

    Polubione przez 1 osoba

    1. Azalia tak jak napisałam. Ja to wiem. Sama się sobie dziwię że potrafię codziennie coś napisać. Bo przecież też mi momentami tak ciezko że mam problemy z kolataniem serca. Z lęku. Ale jakoś się trzymam bo nic innego nie moge zrobić tylko jako tako zachować trzeźwy rozsądek. Uściski.

      Polubienie

  5. Mnie dziś najbardziej rozbawiły jajca- kiwi i opowieść majtkowa 😁 A poza tym to miałam weekend do kitu…z wiadomych względów, po pierwsze, a po drugie najpierw dopadła mnie ruszająca się plomba, akurat teraz, kiedy dentysty nie uświadczysz ( w dodatku na przodzie…) a potem mój pies na spacerze nażarl się nawozu…który znalazl w winach…masakra…dobrze, że do mojego weterynarza mogę zawsze zadzwonić. Tak, że dzisiejsze popołudnie spędziłam dogorywając pod kocem ( pada deszcz) przed telewizorem.

    Polubione przez 1 osoba

    1. To rzeczywiscie sila zlego na jednego. Ale moze powrot do pracy będzie mial plusy. Uwazaj tylko na siebie i napisz jak to ogarnęłas. Dentysta teraz to problem a psiak mam nadzieję bez chorobska. Usciski

      Polubienie

  6. Mnie plomba wypadła dwa tygodnie temu . Ale nie czołowo tylko szyjka zębowa . Kupiony w aptece opatrunek szyjki się nie trzyma . We wtorek jestem umówiona do dentysty – podjęli praktykę i leczenie . Idę , choć z duszą na ramieniu . Wypytam przed , choćbym miała wyjść na kretynkę jak dbają o bezpieczeństwo , jak odkażają i co i ile .

    Polubione przez 1 osoba

  7. śmierć z kombajnem mnie powaliła – czarny humor uwielbiam.

    Majtki…
    nigdy nie znosiłam majtek biodrówek. Może dlatego, że biodra mam wąskie i tego typu majtki zawsze były na mnie za duże i się zsuwały.
    Też nosiłam majtki z wciąganą gumą. Był z tą gumką jeszcze jeden problem: po długim użytkowaniu gumeczki pękały i guma w majtkach bardziej przypominała sznurek. Żeby majtki nie spadały trzeba było tę gumę wiązać. Jak ona piłowała! W pasie zostawały potem takie czerwone ślady.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Tak … czasy z wciagana gumką. ..to byly czasy😀. Każda z nas co pamięta te czasy ma jakąś historię z gumką w roli głównej. Czarny humor też uwielbiam Pewnie dlatego kocham kryminały i pochodne. ***

      Polubienie

  8. Moja plomba jeszcze się trzyma, trochę…(tfu.tfu) Też oglądałam te opatrunki tymczasowe, na bazie cementu dentystycznego. Znalazłam też w necie środek, gdzie miesza się cement z żywicą, może to służyć też jako klej. Mówię oczywiście o produktach do tego przeznaczonych, a nie o kropelkach i innych super glue, choć na forach natknęłam się i na takie rozwiązania 😁 U mnie gabinety stomatologiczne zamknięte na głucho, tylko nagłe przypadki i rzeczywiście pilne, z dużym bólem, i to jeszcze niekoniecznie u twojego dentysty, tylko mogą cię wysłać do jakiegoś innego w departamencie, który pełni dyżur. Leczenie w tym momencie opiera się głównie na wypisaniu recepty z antybiotykiem.
    Moja psinka czuje się lepiej, myślę, że kryzys został zażegnany, oouufff…
    😘

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s