Deszczowy wtorek się zapowiada

I chyba coś mi się obiło o uszy, że popada dłużej. Rozpadało się wczoraj. Dziś siąpi takim ciepłym w sumie deszczem.

Moja babcia mówiło, że to ” złoto leci z nieba”. I pewnie miała rację, bo susza okropna.

Jedynym problem jest straszliwa wilgoć w domu i na dworze też. Przez otwarte okna wciska się do domu a znowu zamknięcie ich przyprawia o brak tlenu. Wczoraj wyszłam pod parasolem do apteki, bo przysiadłam niespodziewanie na okularach i tym samym miałam problem. A stale się upominam, żeby ich nie zostawiać na łóżku.

Znowu mam spadek formy, ale za nim stoi V. Czasami jednak przelewa mi się dokładnie. Zwłaszcza w temacie jedzenia. Wczoraj poszło o dodanie pietruszki do rosołu. Jesuu co się działo.

Nie tylko nie jadł, ale obzdzwonił wszystkich kolesiów informując ich o moim pomyśle i pytając, czy jedli kiedyś rosół z pietruszką?

Też nie jedli i ogólnie zaśmiewali się do rozpuku.

Chyba go otruć chciałam.

A jak on dodaje parmezan do rosołu, to to nie jest świństwo.

Fobia antypolska narasta. Wszystko, co ugotuję to jest niejadalne. Wczoraj zapowiedziałam, że koniec i jak chce jeść, to sam sobie gotuje. Po włosku i po swojemu.

Ja za której kuchnią tęsknią do dziś na Wzgórzu Czterech Wiatrów zostaję co chwilę sprowadzana do poziomu nieudacznika kuchennego.

W sumie to mam to gdzieś, ale takie akcje jak wczoraj podnoszą mi ciśnienie.

Rosół zjadłam sama. Zawsze dodaję zieloną pietruszkę, bo korzennej nie mam, ale ją wcześniej z rosołu wyciągam, to nie widzi. Wczoraj dodałam z zamrażalnika i tym samym była posiekana i nawet koloru nie straciła.

Wobec tego mamy kolejne ” ciche dni” a ja się oflagowałam w pokoju księdza.

Dalej czytam sagę Ilony Gołębiowskiej i nawet jestem przy drugim tomie. Cóż taka lekka, łatwa i momentami przyjemna lektura bez dreszczu emocji. Z cyklu ” przeczytaj i nie musisz pamiętać „.

Poza tym w ciągu dnia zbieram memy.  Dużo z nich przekracza cienką linię i budzi niesmak.  Staram się tego uniknąć.

Akcja ilustracji dzieł sztuki wciąż mi się podoba. Screenshot_5

Oglądam Kraków na starych pocztówkach.

I inne zdjęcia też, chociaż przyprawiają o smutek i niesmak. 78985569_159223962088828_5488105487092154368_n

I jednak czasem warto przeczytać prawdziwe teksty, jak ten. Ludzie chorują na koronawirusa i żadne teorie o tym, że to nic groźnego temu nie zaprzeczą. 94016113_1353302988208221_1140474831116959744_oJędrzej Majka w podróży

Ozdrowieniec. Tak od dziś mogę o sobie mówić. Jak zawsze miałem dużo szczęścia i spotkałem dobrych ludzi na drodze. Po czterech tygodniach w szpitalu, gdzie mnie naprawiano, wygląda na to, że pokonałem COVID-19. Choć dwa testy ujemne pozwalają mi dziś opuścić szpitalne łóżko, to trochę szkód koronawirus pozostawił.
Nie wiem gdzie i kiedy załapałem to śmiertelne świństwo. Najpierw dziesięć dni chorowałem w domu, w ostatnich było już bardzo źle. Gorączka czterdzieści stopni. Telefon w ręce i szukanie pomocy. W takich sytuacjach człowiek doświadcza w jakim kraju żyje. Do tej pory minister zdrowia z podkrążonymi oczkami wzbudzał mój podziw i szacunek. Kiedy zachorowałem zrozumiałem, co to za kraina kłamstwa i obłudy. Telefon do NFZ – kpina. Sanepid, kontakt z którym należy zaliczyć do cudu, odmówił zrobienia testu na koronawirusa. Fakty są takie, że przez długi czas testy wykonywane były tylko w ustach polityków podczas konferencji prasowych i w orędziach do narodu. Niewiele brakowało a dołączyłbym do grona tych, którzy nie doczekali się na zrobienie testu, którym w karcie zgonu wpisano: niewydolność oddechowa. Kiedy w nocy zadzwoniłem na pogotowanie, informując że już dłużej nie wytrzymam z tak wysoką gorączką i duszącym kaszlem, odmówiono wysłania karetki, bo stanowiłem zagrożenie. Moja lekarka rodzinna (jej przede wszystkim zawdzięczam, że żyję), lecząc mnie przez telefon od początku podejrzewała z jakim wirusem mamy do czynienia. Przez kolejne dni usiłowała załatwić wykonanie testów – bezskutecznie. W końcu, jako szczęściarz, trafiłem do Szpital Specjalistyczny im. Stefana Żeromskiego (Oddział Zakaźny). Tu zrobiono mi testy i kolejnego dnia usłyszałem, że wynik jest dodatni. Stamtąd przewieziono mnie do Szpital Uniwersytecki w Krakowie (Oddział Pulmonologii przekształcony w COVID-19).
Nie mam słów, by wyrazić wdzięczność lekarzom i wszystkim pracownikom obu szpitali. Profesjonalizm to nie wszystko. Przez ten miesiąc otoczony byłem wspaniałą opieką. BARDZO ZA WSZYSTKO DZIĘKUJĘ!!! Zawsze będę stał po Waszej stronie. Szkoda, że nie wiem jak wyglądacie. Każdego dnia spotykaliśmy się wielokrotnie, a Wy zawsze przychodziliście w tych kosmicznych strojach, albo zapakowani w pomarańczowe wory, w których ciężko było wam oddychać. Mimo ciężkich warunków, niebezpieczeństwa zarażenia się ode mnie śmiertelną chorobą, zawsze przychodziliście z pomocą i dobrym słowem. Dziękuję Wam za niezwykłą atmosferę w tych ciężkich czasach zarazy.
Leżąc półprzytomny na szpitalnym łóżku, obserwując jak kolejne krople antybiotyku w kroplówce wskakują w moją żyłę, rozmyślałem o życiu. A jeśli to koniec? Pomyślałem sobie wówczas, że miałem naprawdę dobre życie, poznałem wspaniałych ludzi, widziałem miejsca niezwykłe, jadłem wspaniałości i piłem dobre wino.
Przyjaciele. Jestem szczęściarzem, że mam Was wokół siebie. Wiem, że zawsze mogę na Was liczyć, czasem nawet w nadmiarze. Kiedy w świąteczny poranek dostałem do łóżka wielką skrzynię ze świątecznymi pysznościami, łezka w oku się zakręciła. Nie wszyscy wiedzieli, że choruję, ale jak dowiadywały się o tym kolejne osoby, natychmiast zasypywały mnie wsparciem, modlitwami i chęcią pomocy. Od Gdańska do Zakopanego. Od Sydney do Nowego Jorku.
W życiu wszystko jest po coś. Przyjmuję zatem i tę lekcję. Mam poczucie drugiego życia, więc będę z niego korzystać jeszcze bardziej. A że jestem teraz posiadaczem cennego osacza, będę się nim dzielić.
Do zobaczenia na lotniskach i dworcach, w bibliotekach i na uniwersytetach, zapewne w nieco „innym” już świecie. Oby lepszym. Jędrzej Majka

 — w miejscu: Szpital Uniwersytecki w Krakowie

Jak już czytamy, to taka wiadomość.
I kolejny artykuł z bloga .
Zrobiło się poważnie.
A  skoro nie jest moim zamiarem wprowadzanie minorowego nastroju a tylko oprócz subiektywnych wiadomości wywołanie uśmiechu, to zaczynamy.

Jak zwykle pożegnalna93772128_3301796606521242_7907453869074939904_n ikonka dla wszystkich.
Do zobaczenia. 🙂

18 myśli na temat “Deszczowy wtorek się zapowiada

  1. Uwielbiam rosół z zieloną pietruszką! Ale dodaje ją na wyłożony na talerzu makaron i zalewam rosołkiem. A do gotowania, z braku korzenia tutaj, daję kawałek selera, dla podrasowania smaku.
    U mnie też deszczowo, od kilku dni, ale to dobrze, sucho było już niemiłosiernie.
    I dalej jestem w domu. W firmie obroty spadły, eksport siadł, do Ameryki, Japonii…Zaczynam się bać o utrzymanie miejsca pracy… Pracuje kilka osób, tyle ile jest niezbędnych. Cześć jest na opiece nad dziećmi, cześć na bezrobociu technicznym. Restauracje zamknięte. Kto teraz myśli o truflach?…Kiedy to wszystko wróci do normalności?
    Nie lubię tego uczucia ściśniętego żołądka, a towarzyszy mi od kilku dni. I raz mam depresję, a raz wkurw totalny, na to wszystko, jak wszyscy…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ja dla odmiany mam taki wewnętrzny lęk. Przed niczym konkretnym . Czuję ucisk w piersi. Trudno z tym żyć. Ale nie mam innego wyjścia. Zaplanowałam po tym wszystkim wyjazd do Polski. Sama. To powinno być lekarstwem na całe zło.
      Serdeczności Koziorozcu. Trzymajmy się do nadal.***

      Polubione przez 1 osoba

  2. Też daje natkę, jak już jest rosół na talerzu. Z. nawet się domaga, ale generalnie często był z tych wybrzydzających. Rozpuściłam go, moja wina. To znaczy awantury czy odmowy jedzenia nie było, tylko takie cholernie wkurzające ,,wiesz, bardzo dobre, ale na drugi raz, jak to będziesz robić to daj może trochę, przepraszam, pierdów jednorożca”. Noż kurna chata! Aż go posadziłam, kazałam patrzeć mi w oczy i słuchać (bo ja stale gadam i wiem, ze on czasem się wyłącza, tylko wyćwiczył potakiwanie w odpowiednim momencie). I wolno oraz spokojnie wygłosiłam przemowę, że ja się tak strasznie, niesamowicie staram, jak nigdy w całym życiu dla nikogo, cały dzień gotuję, i jestem niedoceniona, samotna i psychicznie zrujnowana, bo każdy posiłek to dla mnie gigantyczny stres. No i wiesz, on w to uwierzył he he he. I teraz wszystko chwali, mało tego, jak pytam, czy na obiad jutro zrobić kotleta czy pieczeń, mówi ,,co zrobisz, to będzie dobrze”. Aż bym usiadła z wrażenia, gdyby nie to, ze i tak siedziałam 😂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Szmy, jesteś bosska. Pierdy jednorożca rozbawiły mnie na maksa. U mnie jest OK.Od kiedy ja nadal pracuje, a mój mąż emeryt, codziennie gotuje zupę i…robi to perfekcyjnie. Za każdym razem otwiera notesik, gdzie ma podyktowane przeze mnie przepisy i skrupulatnie ich przestrzega. Gdy brakuje mu jakiegoś nawet drobnego składnika wsiada w samochód i jedzie do sklepu. Umie też niektóre drugie dania. Gdy wracam do domu od progu witają mnie pyszne zapachy i przez to schudnąć nie mogę.

    Polubione przez 1 osoba

    1. To się nazywa mieć szczęście. V. przez to trzesieniowy okres i mieszkanie w hotelu zapomniał jak dobrze gotował. Teraz to są tylko przeblyski dawnych umiejętności. I fobia cholesterolu Uściski Krysna.

      Polubienie

  4. Jak dobrze, że u Ciebie popadało! – u nas od jesieni spadło może siedem kropel 😦 – w ogódku trawa JUŻ (!!!) brązowieje, piwonie, nie wiem czy doczekają rozkwitnięcia 😦
    uściski :)*
    ps – nie lubię siekanej pietruszki w rosole, brrrrr 😉

    Polubione przez 1 osoba

  5. Chryste , rosół bez pietruszki zielonej ?? Nie uchodzi , żeby jej nie było . A ser,? W żadnym razie . Trzymaj się tego co powiedziałaś : niech sobie sam gotuje po włosku .

    Polubione przez 1 osoba

  6. Rosół bez pietruszki to nie rosół i tyle. Ten mam- piosenkę podesłał mi dziś syn , pękaliśmy ze śmiechu . U mnie od 13 marca nie spadła kropla deszczu . 31 .03. przez 2 godziny leżały 2cm śniegu i to wszystko. Jest tak sucho ,że najmniejszy powiew wiatru wznieca tumany kurzu . Trzymaj się !

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s