Czwartek, jeszcze nie wiem czy deszczowy

Nie wiem, bo okiennice jeszcze nie otworzone. Obudziłam się bardzo wcześnie . Przed piątą rano. Nie umiałam już zasnąć, to wstałam i wypiłam kawę. I doszłam do wniosku, że zrobię co mam zrobić, czyli codzienny blog. Oczywiście wróciłam do łóżka, bo najwygodniej i pora na porządki nieodpowiednia. Za oknem łomot śmieciarki zbierającej odpady organiczne.  Wystawiane w środę wieczorem. A dziś dzień wyrzucania wszystkich śmieci innych poza papierem i plastikiem.

Nie wiem, co przyniesie ten czwartek. W sumie w moich układach domowych mocno nieciekawie.

Ale o tym nie ma co pisać. Już nawet mnie to specjalnie nie denerwuje, no może poza kłopotami ze snem. Za wielka gonitwa myśli.

Wczoraj przeczytałam dwie książki. Ostatni tom sagi z cyklu ” Dwór na Lipowym Wzgórzu”. Nie było jednak tak źle, chociaż mimo perturbacji bohaterek jak dla mnie za słodko. Pozostała jeszcze jedna z bohaterek i dlatego kiedy ukażą się jej losy będę musiała kupić do kompletu i tę książkę. I naturalnie przeczytać.

A więc, żeby mi nie było tak słodko przeczytałam „Gruzowisko”.782296-352x500 O tym jak wyglądała Warszawa tuż po wyzwoleniu i jak rozpoczynał się w niej powrót do życia. W sumie smutna książka.  Mimo, że i  tutaj czasami udało się zwalczyć przeciwności losu. Dla lubiących historię nie tak odległą. Powoli zamieniam się w blog z elementami czytelniczymi. To wszystko efekt izolacji. O a propos izolacji. Nie wiem czemu używa się słowa „kwarantanna” w stosunku do całego społeczeństwa. Przecież my zdrowe osoby podlegamy nie kwarantannie, bo wychodzimy na przykład do sklepu a profilaktycznej izolacji od skupisk ludzkich. A tu nic tylko odmiana tej kwarantanny przez przypadki.

Kwarantanna nie na tym polega.

Jutro znów będzie o tym co czytam. A miszung mam totalny. 😀

Nie wiem czemu ostatnie zdjęcie z serii ” stary Kraków” w telefonie nie wyświetlało się całości. Dziś zmniejszyłam87519314_2598717470392982_1191688205838057472_o i dodatkowo podpisuję.

To jest kamienica na Krakowskiej z czasów okupacji niebieckiej.

„Budowa podcieni w kamienicy przy ulicy Krakowskiej (róg z Dietla). Fotografia wykonana w czasie okupacji niemieckiej.”.

A oto dzisiejsze krakowskie wspomnienie.Screenshot_7

To jest późniejsze zdjęcie z 1988 roku. Za moich czasów „5” jeździła inną trasą. Przez Rondo do Nowej Huty aż po Hutę im. Lenina przez Plac Centralny.

I taka już najbardziej aktualna fotka.Screenshot_2  Teraz to, ” co tygrysy lubią najbardziej” czyli porcja memów.

Lucia Modna też podesłała jedno zdjęcie.Screenshot_4

I czas na romantyczną historię z blogu ” Przystanek Italia”

Przystanek Italia

23 godz.

#miłość
#wczasachzarazy
Werona, balkon i szaleńczo zakochana para- ten sceniarusz dobrze znamy, a na myśl przychodzą nam najsłynniejsi kochankowie wszech czasów, czyli Romeo i Julia. Dziś, w czasach koronawirusa ciężko o porywy miłosne, ale właśnie w Weronie zdarzyło się coś, co sprawiło, że duch Romea i Julii powrócił. Kwarantanna doprowadziła do tego, że pewna kobieta i mężczyzna zakochali się z wzajemnością, patrząc na siebie z balkonu. Jak u Szekspira.

Wszystko stało się za sprawą skrzypaczki, która wyszła na balkon, by podnieść ludzi na duchu i zagrać „We are the champions” Queen. Gdy grała, obok niej stała na balkonie jej siostra, Paola, a mężczyznę, który przyglądał się scenie naprzeciwko, trafiła strzała Amora. Zakochał się na zabój w Paoli, a ona odwzajemniła jego uczucia. Nie mogą wychodzić, więc od ponad miesiąca spotykają się na balkonie, gdzie codziennie pielęgnują uczucie, narodzone w tak nietypowy sposób. Mieszkają na tej samej ulicy od lat, kiedyś nawet się poznali, lecz zakochali się w sobie dopiero teraz, za sprawą koronawirusa.

„Dla nas kwarantanna to szczęście”- mówią zakochani i dodają, że choć nie mają kontaktów fizycznych, to czują się tak jakby przytulali się ciągle, bo ich dusze się dotknęły. Wyobrażają sobie też, jak będzie wyglądać ich wyczekiwane spotkanie na żywo i pierwszą rzeczą, jaką zrobi Michele będzie gorący pocałunek. Na razie musi wystarczyć im balkon i Whatsapp, co nie zmienia faktu, że miłość między nimi kwitnie, a podlewa ją tęsknota i nadzieja. Michele i Paola- współcześni Romeo i Julia, którzy udowodnili, że miłość można znaleźć wszędzie, choćby na balkonie, więc wzorem swym słynnych poprzedników wzdychają do siebie i tworzą nowy rozdział w werońskiej księdze uczuć.

  

(zdjęcie- Commenti Memorabili)

Obraz może zawierać: na zewnątrz
I mimo wczesnej pory blog mam gotowy. Ja mam cały dzień na czytanie książek .
Pogodnego dnia.93772128_3301796606521242_7907453869074939904_n

14 myśli na temat “Czwartek, jeszcze nie wiem czy deszczowy

  1. A mnie 5 kojarzy się z Dworcem Wschodnim. Mieszkałam w okolicy Rakowic. Oj zupełnie inaczej teraz wygląda tamta okolica. Za moich czasów Rondo Mogilskie było na zwykłym poziomie, teraz część wpadła w dół;) Uwielbiam takie stare zdjęcia, najlepiej w porównaniu ze współczesnymi. Jest taka strona fotopolska, oj gdybym miała czas…to pewnie bym oglądała i oglądała…

    Polubienie

    1. Też pamiętam jak 5 kończyła jazdę na tyłach Dworca od Rakowickiej. czyli jeden tramwaj a ile wspomnień. Tez lubię takie porównania. Stąd zaglądam na tę krakowską stronę, bo mieszczę się w czasie powiedzmy ” średnim”. ***

      Polubienie

  2. Deszcz bardzo potrzebny, ale go nie widać. Natomiast rankiem widać na łące i w lasku, jak ziemia żyje i oddycha. Czego nie ma oczywiście tam, gdzie jest zabetonowana. A jak ptaki śpiewają! .
    Lucia, coś mi się porobiło i nie smakuje mi żadna kawa, wyobrażasz sobie? Piję rano, ale każda niedobra. Czy to już świr? Buziaki 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ania może nie tyle świr ile zmęczenie materiału. Powoli przestaje nam smakować, to co tej pory lubiłyśmy. ja nigdy nie lubiłam chleba z dżemem. Ja trzy dni jadłam i nawet z truskawkowym… też świruję. Z masłem i dżemem. Rodzina by nie uwierzyła, bo ja smalec, wędlina z chrzanem, ale nie dżem. Zostaw na chwilę kawę. Aż zatęsknisz. Buziaki
      A jaka pijesz i jak parzysz>. Może coś podpowiem.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Żadna mi nie smakuje, ani gatunek ani sposób parzenia: z ekspresu już też nie, zaczęłam zwykłą plujkę rano robić. Z najmniejszym wstrętem wchodzi mi z Biedronki crema rozpuszczalna. Jacobsa zielonego wylałam, a kiedyś kupowałam namiętnie (pozostały mi słoiki do wykorzystania). I wcale nie mam chęci na drugą po południu, co dawniej byłoby niemożliwe. Widzisz co się porobiło?

        Polubione przez 1 osoba

      2. No widzę. Ja kocham rano kawę z maszynki na gaz. Żaden ekspres nie zastąpi takiego expresso. I preferuję Lavazza. Chociaż i Kimbo też lubię. Rozpuszczalna odpada i plujka też. Prawdziwe włoskie kilka łyków . Też zdziwaczalam. Buziaki

        Polubione przez 1 osoba

    2. A taka prosta odpowiedź, że teraz to nam sprzedają śmieci, a nie kawę przyszła mi do głowy. Kiedyś jak ktoś sobie w pracy zrobił kawę, to zapach był, że ech…a teraz pijemy w kilka osób i nikt( niepijący -jakkolwiek to brzmi 😉 nie zauważa, że mamy kawę w kubkach.

      Polubienie

      1. Coś w tym może być. Faktycznie zapach roznosił się w pracy po okolicznych pokojach… Teraz tylko przez moment pachnie jak otwieram świeżą torebkę, potem już nie. A rozpuszczalna wcale nie ma zapachu, jak Inka zupełnie.

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s