Wtorek jakiś nudny

I taki jakiś rozlazły mimo, że dzień zaczęłam normalnie . Kawą o 7.30 i po chwili patrzyłam trzeźwo na świat. Myślałam, że pójdę na spacer z aparatem, bo specjalnie pomysłu na blog nie miałam, ale osobisty zarządził najpierw wyjście po owoce a potem za ciosem  wyjazd samochodem na zakupy. Niby słońce świeciło, ale widać było nadciągające chmury.

Są zalety wirusa jak dla mnie. Luz w dużych sklepach i wreszcie rękawiczki jednorazowe przez co produkty przestały być macane na potęgę. I niech tak zostanie.

Pogoda utrzymała się do teraz czyli drugiej popołudniu. Za oknem słychać grzmoty i pomruki burzowe a nawet coś tam z nieba leci na kształt deszczu.

To zabrałam się za blog, bo dzień bez bloga dniem straconym.

Bardzo mi się wczoraj zrobiło smutno kiedy przeczytałam ciepły i przyjazny fejsbukowy blog naszej Ady.  Dziwnym jesteśmy narodem… pełnym zachowań, które dalekie są od pozytywnych.

Zresztą przeczytajcie sami.

Wczoraj o 07:33

Dziwny ten weekend, nie bardzo pamiętam szczegóły, trochę pracowałam – miałam dyżur pod telefonem, kilka razy jechałam na wezwania, też odpoczywałam, byłam na zakupach, filmy obejrzane – nic ciekawego, mało czytałam, hiszpański owszem uczyłam się, robiłam powtórkę, ale nie wszystko powtórzyłam co chciałam, a czasu miałam naprawdę wiele, każde moje dzieło niedokończone, przepraszam z wyjątkiem gotowania.
Pasty z awokado, czy twarogowa z ogromną ilością nowalijek, albo danie obiadowe złożone ze świeżych szparagów – nie znoszę ich obierać, do tego krążki serowe z żurawiną usmażone na grillowej patelni, sałatka z pomidorów po libańsku z dużą ilością pietruszki, czosnku, oliwy z oliwek i soku z limonki – ładnie prezentowało się na talerzu, do posiłku woda z limonką, świeżą miętą i kruszonym lodem. Udał mi się obiad, zarówno smakowo jak też wizualnie.
Więc jeśli jest coś co zrealizowałam w ten weekend, to niedzielne gotowanie. poza tym czas przeciekał przez palce. Nawet gdy odpoczywam, lubię to robić świadomie, nie znoszę bezużytecznie marnować czasu na słabe filmy, niestety wciągnęłam się w serial, pierwszy odcinek, drugi, trzeci, kolejne na szybko, czasami przewijałam do przodu fragmenty -na koniec zostałam z niczym.
Festiwal Dwa Brzegi w tym roku odbędzie się w wersji wirtualnej, ale i tak zaplanowałam na weekend pojechać do Kazimierza, niestety straciłam miejscówkę.
Do tego pensjonatu, jeździłam od dziesięciu lat, tym razem wielokrotnie dzwoniłam, zawsze odrzucano połączenie. Nie mógł to być przypadek. Z czystej socjologicznej i psychologicznej ciekawości, zrobiłam eksperyment – syn zadzwonił ze swojego telefonu. Właścicielka odebrała telefon, zapytał czy w podanym czasie jest miejsce dla dwóch osób, ja zawsze brałam dla siebie pokój dwuosobowy, albo większy. Nie było problemu, chwilę później z innego numeru, na stacjonarny telefon, zadzwoniłam ja. Rozmawiałam z właścicielką, nie potrafi kłamać, to dobra dla niej informacja, długo lawirowała, że ma tylko jeden duży apartament, to mi nie przeszkadza wezmę cały, że nie można na weekend, nie ma sprawy zamówię na cały tydzień, w końcu się dowiedziałam że nie można z kotami, (dwa poprzednie sezony – były ze mną).
Cóż mogłam dalej kontynuować i drążyć temat, tylko po co. Dowiedziałam się, to co chciałam wiedzieć.
W żadne miejsce, do jakiegokolwiek hotelu, pensjonatu, nie podróżowałam tak często, dziesięć lat. Wielka szkoda. Wielokrotnie korzystałam , że mąż właścicielki ze strony Kazimierza Dolnego nadzorował organizację festiwalu, był jego dyrektorem, miałam status gościa. Syn mówi, że powinnam napisać odpowiednią opinię w sieci, ja mam inne zdanie. Wolę ich miło wspominać, nie jestem nikim ważnym by oceniać ich zachowanie, ich strach, lęki, reakcją na zarazę, czas zagrożenia. Tylko trochę żal. Nawet wolałabym otwarte postanowienie sprawie, wiesz nie gniewaj się ale się boimy, bo … itd, przepraszamy itp. – zabrakło niestety odwagi. Byłoby uczciwiej, zrozumiałabym.
Zastanawiam się czy dlatego, że jestem ze Śląska, słyszałam o kilku przypadkach, w których odmówiono osobom mieszkającym w naszym regionie wakacyjne rezerwacje. Fakt przodujemy w ilości zakażeń, obecnie w Polsce jest więcej dziennych zakażeń niż w Niemczech, z tego dwie trzecie przypada na Śląsk. Tylko to nie nasza wina, to nie Ślązacy zdecydowali że górnicy fedrowali jak dawniej, chociaż węgla na zwałach było sporo.
To nie Ślązacy, tylko odgórnie zdecydowano, że nie zmniejszono wydobycia, nie wprowadzono pracy jednozmianowej, każdy kto mieszka tutaj, wiedział od początku, że tak to musiało się skończyć. Decyzja centralna, skutki dla nas lokalne.
Syna nie zapytano gdzie mieszka, może więc chodziło o to, że jestem lekarką. Nie wiem, czytałam o przypadku, gdzie ktoś stracił pracę, bo jego żona jest pielęgniarką, wtedy bym się wściekła.
A w mojej sprawie, mam mieszane uczucia, szczypta żalu, trochę „socjologicznego” śmiechu – pobyt tam nie ma dla mnie znaczenia egzystencjalnego, nie ten pensjonat to wybiorę inny lub hotel. Czułam w głosie, w jej nieskładnych zdaniach, że właścicielka pensjonatu, kłamiąc, też z tym czuje się źle. Po ludzku mi jej żal.
Nie będę też oceniała, pobyty w jej pensjonacie oraz ją samą, jej rodzinę pragnę mile wspominać, możliwe, że przeczyta ten tekst, więc dziękuję, za minione lata, wspomnienia. Nie czuję złości. Nie możemy winić ludzi, że się boją, bądź są słabi.
A przecież to nie Ebola, nie Mers tylko Covid19, wszyscy to przejdziemy prędzej czy później.
Kraje dawnych demoludów w większości mają szczęście, całą zarazę przechodzą łagodniej. Najlepiej widać to w Niemczech, gdy porównamy landy w dawnym RFN oraz NRD. Niektórzy wiążą to ze szczepieniami, np. na gruźlicę, Koincydencja na pewno występuje, nie oznacza to jeszcze związku. Podobną koincydencję można odkryć z piciem gruźliczanki – myślę. Dla młodszych pokoleń, informacja – to była woda gazowana z sokiem w czasach PRL-u, z ulicznych saturatorów, gdzie szklanki były tylko lekko przemywane, w ciągu dnia setki, może tysiące ludzi piły z tego samego naczynia. Koincydencja nie oznacza od razu związku, na jego udowodnienie trzeba więcej czasu i badań. Mamy jednak szczęście, w innym przypadku, lokalnej specyfiki modelu rodzin górniczych byłoby u nas Bergamo, jednak ten scenariusz się nie sprawdza.
Myślałam, że stykając się tyle z pacjentami, zwłaszcza tuż przed ogłoszeniem izolacji, przyjmowałam dużą ilośc dzieci, miałam nadzieję, że przeszłam już zakażenie bezobjawowo, w środę zrobiłam sobie badania przeciwciał, śladowo nawet z zarazą mój układ odpornościowy chyba się nie zetknął.
Rozia musisz dalej uważać.
Nie trzeba nosić maseczek, ale uważam, że osoby pracujące w ochronie zdrowia, zamkniętych ośrodkach opieki, innych zamkniętych zakładach powinny częściej chronić się maseczkami niż pozostała cześć społeczeństwa, by czegoś nie zawlec do tych ośrodków czy szpitali, z zewnątrz.
Tak jak wspominałam wcześniej Covid19 to nie Ebola, nie MERS, nie należy panikować, lecz warto rozsądnie zachowywać ostrożność.
Jeżech ze Ślonska.:

A ja wczoraj przygotowałam trochę ciekawostek na dzisiaj.
Nawet filmik ze starego Krakowa. Screenshot_2
Kto chce zobaczyć musi otworzyć ten adres poniżej, bo to tylko zrzut z ekranu jaka zajawka.

Jazda tramwajem po Starym Mieście w 1934 roku (Nagranie)

I takie stare zdjęcie.Screenshot_4

Z innych urokliwych fotek  nietypowa Matka Boska. Przyznam się, że mnie urzekła.

Matka Boska pracowita…. 33148002_906216139552471_7271238933294350336_o

Natomiast nie mam pojęcia, czemu maja służyć takie pokazy… To zdjęcie ma dodatkowe drugie dno. W tle widać kobietę, która jak dla mnie jest alternatywą dla męskiego modela.49811059_2214240172132919_2181496829751853056_n

Inna sprawa, że na przykład  to zdjęcie wszystkim znajomym panom podniosło ciśnienie. I chyba dobrze, że jeszcze bywają normalne reakcje. 😀Screenshot_5

I zapraszam do kącika humoru i refleksji.

Za oknem pojaśniało, pomruki ucichły, ale raczej na spacer jeszcze nie wyjdę.

Wrócę do czytania.

Jak pisałam ma swój czas komedia kryminalna czyli Alek Rogoziński.

Do jutra…

18 myśli na temat “Wtorek jakiś nudny

  1. Nie rozumiem tej właścicielki pensjonatu. Jeśli się boi, to po co w ogóle otwiera ? A jeśli boi się akurat lekarki, to niech powie po prostu, ze nie może jej przyjąć. Po co ludzie kluczą, lawirują, bez sensu.

    Polubienie

  2. Matka Boska Pracowita chwyciła mnie za serce 🙂 Jarko Muzykant – prawda niezaprzeczalna tak jak miejsce pochodzenia debila… Stary Kraków. cudny (34 r.) – moja mama miała 11 lat, była w Krakowie na wycieczce, może wtedy?
    Przykre, że tych sympatycznych inaczej jest duża ilość.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s