Poniedziałkowo znowu

Późno się dziś zabrałam za pisanie dziennika, mimo, że dość wcześnie otworzyłam drzwi wirtualne.

Najpierw przygotowywałam Galerię Memów, potem zabrałam się do przygotowania fotek Luci Modnej. Jutro zapraszam na kolejną wędrówkę po wystawach butików ascolańskich.

Nerwy mnie gonią, bo listonosza nie widać a czekam na ten pakiet wyborczy, żeby go dziś odesłać priorytetem naturalnie.

Żadnych wielkich ciekawostek nie mam, bo niedziela była taka sobie. Jedynym wstrząsem była wymiana przez właściciela naszej lodówki, która to albo mroziła na maksa, albo wszystko rozmrażała.

Szczęśliwie gabarytowo była podobna i wlazła do obudowy szafkowej. W innym przypadku miałabym problem z różnymi produktami i utensyliami kuchennymi, które w tej zabudowie trzymam.

No, ale trochę bałaganu było a wiadomo, że organizacja tegoż faktu spadła wyłącznie na mnie.  Poza tym znów zadumałam się na charakterem włoskim w wykonaniu V.

Otóż w taszczeniu lodówki nowej i wytaszczeniu jej pomagał właścicielowi kierowca furgonetki.

Otóż dla V. najważniejsze było jak ma na imię i gdzie mieszka. I zaraz o to zapytał.

Miał na imię Antonio i mieszkał w Villa Lempa.

To mała mieścina, w której pracowałam i którą wspominam z sentymentem. Nawet szacowną rodzinę właścicieli piekarni, gdzie pracowałam uwieczniłam w ” Dzienniku badante czyli Italia pod podszewką”.

INTERES RODZINNY, CZYLI HISTORIA PEWNEGO MAJĄTKU

To będzie opowieść o rodzinie De Giorgis z Villa Lempa. Właścicieli piekarni, a obecnie i ciastkarni. Jednak w tym układzie najważniejsza jest piekarnia: ANTICA FORNERIA. Jest to w każdym calu interes rodzinny. Wyłamały się z niego tylko dwie osoby, ale o nich później.

Na początku – a był to rok 1920 – była sobie mała piekarnia. Prowadził ją przy pomocy żony (właśnie owej L., którą się opiekowałam) nestor rodu – Ettore De Giorgis. Mieli oni dwóch synów, starszego Franco i młodszego Giorgio. Chłopcy dorastali i wdrażali się do rodzinnego interesu. Szło coraz lepiej, od 1958 rodzina zamieszkała w Villa Lepma.  Obydwaj synowie się pożenili. Franco z Aldą, a Giorgio z Santiną. Synowe też zaczęły pracować w rodzinnym interesie. Młodzi współwłaściciele piekarni ruszyli z zapałem do akcji i zwiększyli asortyment o różne bułeczki, biszkopty, sucharki i ciasteczka do porannej kawy, itp. Oczywiście przekładało się to na zwiększenie zysku.

Kiedy ja przyjechałam do Villa Lempa, rodzina miała już ugruntowaną pozycję zarówno finansową, jak i towarzyską. Między innymi Franco, jako zasłużony obywatel miasteczka,  szedł w procesji w czasie święta w Villa Lempa jako asysta Madonny wiezionej na udekorowanym wózku. Ja i jego mama oglądałyśmy te procesje z balkonu nad sklepem.

Rodzina powiększała się o kolejnych członków. Ale też i ubyło kilku członków rodziny. Najpierw umiera założyciel piekarni Ettore, a jego miejsce zajmuje Franco, najstarszy syn. To on stał się głową rodziny i to on o wszystkim (dokładnie o wszystkim) decyduje. Franco jest też przewodniczącym związku Piekarzy w prowincji Ascoli i Teramo. Pomaga mu też żona Alda. W niedługim czasie umiera jego młodszy brat, Giorgio. Ale że życie nie znosi pustki, jego miejsce zajmują jego dzieci, syn Daniele i córka Maria Luiza. To właśnie dzieci Giorgio pociągną teraz wózek rodzinnego interesu. Dzieci Franco, Ettore (po dziadku) i Monia, po skończeniu studiów obrali inną drogę kariery.

Monia założyła (przy pomocy ojca) prywatną szkołę nauki języka angielskiego w Ascoli, a Ettore po ślubie z uroczą neapolitanką wyjechał w pobliże Ancony . Nie wiem, co dokładnie robi, ale uwielbia podróże po świecie i stale gdzieś wyjeżdża.

W Villa Lempa wybudowano piękną kamienicę, w której w osobnych mieszkaniach mieszka cała rodzina. Na parterze jest sklep i pracownia (czyli laboratorium). Pełno nowoczesnych lodówek, pieców cukierniczych (tutaj właśnie wypieka się owe słodkości do porannej kawy).

Kiedy piekłam polski placek, kręciłam go na górze i znosiłam do pieca cukierniczego. Miałam pewność, że będzie perfekcyjnie upieczony.

W odległości 2 km wybudowano nową piekarnię i ona stanowiła trzon interesu. Codziennie przez cały dzień kilka furgonetek rozwozi pieczywo do sklepów od Teramo po Ascoli. W kantorku obok sklepu zawsze ktoś dyżuruje, żeby odebrać kolejne zamówienia.

Sklep czynny jest od rana. Pierwszy schodzi Franco i mimo że formalnie jest już na emeryturze, do dziewiątej godziny obsługuje klientów. Później pojawiają się dziewczyny. Bratanica, Maria Luiza i żona jej brata, Sylwia, to one teraz przejmują pałeczkę obsługi, jest jeszcze do pomocy siostra Sylwii i jedna osoba zatrudniona na etacie. Maria Luiza dogląda mnóstwa rzeczy, a jej mąż, Massimo, to mistrz wyrobów cukierniczych. To Massimo robi torty, ciasteczka, torty na zamówienie zawsze w niedzielny poranek. Ale to nic, że to on wkłada duszę w ten interes. Jak głośno się mówi, to nie jest jego własność. Wszystko jest (po ojcu Giorgio) własnością jego żony i jej brata. Wszystko jest notarialnie załatwione. Franco co chwilę konsultuje się z kancelarią swojego prawnika. Rodzina rodziną, a interes interesem…

Przyglądałam się z bliska, jak taki interes rodzinny funkcjonuje. Kiedy miałam czas, lubiłam pomagać w pakowaniu ciastek. Podglądałam tajemnice wypieków, plotkowałam z dziewczynami. Jest to niewątpliwie dochodowy interes, ale ile trzeba włożyć pracy, serca, zdrowia i nerwów…

Teraz Franco i jego żona Alda są emerytami, ale i tak decydujący głos posiada w dalszym ciągu Franco. A po nim idzie w kolejce Daniele, syn jego brata.

I co najważniejsze, wszyscy umieją robić wszystko. Kiedy trzeba, kiedy jest czas żniw, cała rodzina staje równo do pracy… no, może z wyjątkiem Ettore młodszego i Moni.

A ja zawsze, kiedy kupuję pieczywo, szukam chleba z Villa Lempa, pieczonego według starej recepty ANTICA FORNERIA.

I jeszcze kilku znajomych byśmy znaleźli. Ale Antonio owszem kojarzył, ale nie znal… tak, że temat upadł.

Wciągnęła mnie saga o 7 siostrach. Czytam kolejny drugi tom ” Siostra burzy”.

I dziś tyle.

Jedno śliczne zdjęcie sprzed lat. ( lata siedemdziesiąte). Oczywiście miałam taką spódniczkę. 106297168_2859022377560323_5348373338697393391_n

Zapraszam do Galerii Memów.

U mnie na pierwszym miejscu dwa:

A teraz pozostałe :

Jutro zaprasza LUCIA MODNA.

Do zobaczenia.

5 myśli na temat “Poniedziałkowo znowu

  1. Świetne opowiadanie o piekarni. Takie firmy rodzinne z tradycjami to często historia pasji poprzeplatanej także łzami i cierpieniem…
    Mhmm… Memów nie komentuję… Widać, że kampania wchodzi w brutalną fazę. Z obydwu stron;-)
    Życzę spokojnego wieczoru.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ja też memow nigdy nie komentuję. Swoich sympatii politycznych nie ukrywam więc i memy raczej w jedną stronę. A rodzina z piekarni interes rozwija chociaż nie ominely ją tragedie rodzinne. Chleb w dalszym ciagu lubię i często bo kupuję. Uściski

      Polubienie

  2. Dziś moje Szczęście było w miasteczku, przy okazji chleb kupiło, nazywa się „dworski” i jest smaczny. Już miałam piec, bo nie wyjęłam z zamrażalnika, ale kupił. Wiesz Luciu, od czasu zarazy mam chleb zamrożony, czego wcześniej nigdy nie robiłam. Tak na wszelki wypadek jest, drożdży wtedy nie było więc upiec się nie dało. Pozostało mi robienie zakupów raz w tygodniu i wystarczy.
    Jak tam pakiet? Dalej nie dotarł? Memy oczywiście świetne, mnie cieszy humor w narodzie, „siekiera, motyka, tak się plecie dużo prawdy w internecie, siekiera motyka czarny pas – i wygramy jeszcze raz”!!!
    Buziaki 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s