0 powrocie

Dziś wszystko z telefonu, bo nie mam siły podłączać laptopa i pisać trzymając go na kolanach. Do domu dotarłam prawie o piątej rano. No konkretnie o czwartej trzydzieści, co i tak zrobiło prawie 29 godzin jazdy

Wyjechałam tuż przed północą – planowo. I początek był normalny. A potem zaczęła się jazda bez trzymanki. 160 km za polską granicą na jakiś resztkach po przebudowie drogi bus złapał gumę. Zanim nasi kierowcy zmienili koło zdążyła nas pooglądać czeska policja a my zapatrzyłysmy się na niesamowicie wygwiezdzone niebo. Od chyba czterdziestu lat nie widziałam tylu gwiazd i tak wyraźnych. A zimno przy tym było strasznie, że na kurteczkę narzuciłam swój podróżny kocyk. I w końcu kiedy po perturbacjach ze zmianą koła, które uparcie trzymało się swojego miejsca zamiana się dokonała …ruszyliśmy.

Pech jednak nas nie opuścił. Po kilkuset metrach zjechaliśmy wolno na stację Shell i dowiedziałyśmy się, że na ten moment koniec jazdy. W drugim kole przy dopompowywaniu powietrza wyskoczył wentyl i jakaś maszynka. I było to niebezpiecznie jechać, żeby nie stanąć na autostradzie. Kierowcy wezwali na pomoc pomoc drogową całodobową. Niestety na tę pomoc trzeba było czekać do ósmej rano kiedy Czesi zaczynają pracę. Laweta przybyła o dziewiątej. My czyli cztery panie ze mną zostałysmy na stacji, na szczęście po dwugodzinnym przespaniu się. Ale sobie te Pepiki liczą. Siusianie 0,80 centów, kawa espresso 2.70 euro. Kawa chyba wszędzie tyle, bo w Austrii tak samo. W Italii już nie piłam, to nie wiem.

Kiedy już co poniektórzy panowie zaczęli nam się przyglądać znacząco, chyba biorąc nas za Ukrainki, bo wszystkie blondynki wrócili nasi z naprawionym kołem i ruszyliśmy do przodu.

Potem na szczęście było już normalnie, ale prawie 30 godzin jazdy do przyjemności nie należy.

Dobrze, że trafiłam na sympatyczne towarzystwo.

Halinko, serdecznie pozdrawiam.

Od tej strony było w porządku. A bywa różnie.

Dojechałam. V. odebrał mnie z bagażami. Czekał z kawą. I pewnie ta kawa sprawiła, że wstałam już o wpół do dziewiątej.

Kolejna kawa i pełna energii zabrałam się za rozpakowywanie. Trochę uładzilam dom po kawalerskim gospodarstwie. Nie było tak źle. Czekało mnie ukwiecone okno. Nowe kwitnące rośliny i prezenty

Od V. oprócz kwiatów książka o Ascoli – albumowe wydanie, czerwona parasolka i czerwony wazon na kwiaty. Jutro pokażę.

Od Agi z Anglii doszła do kompletu łabędziego cudowna parasolka. Dziękuję serdecznie. Też pokażę. A, że zapowiadają deszczowy przyszły tydzień nie ma strachu.

Teraz czuję straszliwe zmęczenie. Jak ta kobyła po pięciu westernach 😃

Wybaczcie więc, że dziś nic więcej nie będzie.

Do jutra.

Podróż z przygodami

Ale wczesniej tradycyjnie pomacham. Niestety dopiero jestem w Czechach. 160 km za polską granicą o czwartej rano dwa razy złapaliśmy kapcia. I do dziewiatej rano czekaliśmy na pomoc drogową.

Kiedy będę w Ascoli nie wiem.

Ale przed jedenastą ruszyliśmy do przodu.

Serdeczności.

Do jutra.

Jak z piórkiem

Bo tak właśnie określiłaby ten dzień moja babcia:

-Latasz jak z piórkiem w zadku.

Dokładnie tak. Chcę wszystko zakończyć. Chociaż pewnie i tak coś wyskoczy, bo zawsze tak jest. Rano dostałam numer z firmy opiekuńczej do opiekunki, bo trudno czekać cały dzień. Przyjdzie po klucze koło szesnastej. I znów fart. Mieszka po drugiej stronie ulicy My pod 11 a ona pod 6.

Wiele, to może ułatwić. Jakaś dodatkowa godzina na przykład.

Potem poleciałam do poradni, żeby zarejestrować się u lekarki rodzinnej i wykończyć papierologię czyli zlecenie na zastrzyk, receptę na przeciwbólowe i refundację pampersów. Plus jeszcze inne recepty. Udało się zarejestrować na 11.15.

Wracając do domu zrobiłam ogromne zakupy. To, co do Italii czyli miód i obiecany alkohol nie dla V. 😀 ), jedzenie do domu i na podróż. Ledwie się z tym wtargałam na to nieszczęsne trzecie piętro bez windy. Ze zgrzewką ” Muszynianki”.

Potem domowe sprawy plus badante i teraz siedzę pod gabinetem.

Potem zapłacę obiady i pojadę do centrum po bransoletkę dla V.

Reszta po rozmowie z lekarzem.

I wszystko jest dopięte. Jest kod do refundacji przy zakupie pampersów ( 90 szt. na miesiąc ), kody na recepty z przeciwbólowym włącznie. Zlecenie na ewentualne podanie tego zastrzyku w brzuch w domu. Jednak, to spadnie na opiekunkę, bo to jak insulina i pacjenci sami wykonują. Z racji tej złamanej ręki eks ma problem samodzielnego wykonania.

Zapłaciłam obiady. Tylko jeszcze zadzwonię w jakich godzinach mogą podjechać kiedy będzie opiekunka. Odebrałam bransoletkę urodzinową dla V.

Dokupiłam w aptece Voltaren Max w żelu i krople do oczu nawilżające. V. dzisiaj złożył zamówienie.

Wracając pomyślałam, jak mądre są przysłowia i powiedzenia babć.

Moja słynna na blogu babcia mówiła, jako osoba wierząca:

– Pan Bog nierychliwy ( niespieszący się ), ale sprawiedliwy.

To tak w kontekście udaru V. I teraz ma, na co zapracował sobie latami.

A dla mnie znów swój kąt mna ziemi. Własne mieszkanie, mogę wreszcie przywieść do Polski V., bez tułania się po przyjaciołach. Bo mam wrażenie, że nie dowierzał, że mieszkanie jest moje. Taka sytuacja w Italii nie do pomyślenia. Facet, po rozwodzie czy separacji opuszcza wspólne mieszkanie. A u mnie … klasyczny ” rozwód po polsku”.

Wracając korzystając z poprawy pogody, zrobiłam fotki pod domem

I jeszcze zdjęcie z mojego już pokoju. Bo odkąd stanęła tam moja kanapa nie ma innej opcji.

Dla V. zrobiłam zdjęcie pomidorów w sklepie. Ceny po przeliczeniu takie same jak w Italii, a może ciut mniej. Tylko relacje dochodów nie takie same.

A na zakończenie zdjęcie bez komentarza. Od zawsze mam zwyczaj wyczytywania wszystkiego na płotach. To na płocie parafii świętej Jadwigi w centrum.

A teraz stałe dodatki:

Kącik LM

https://kobieta.wp.pl/wypatrzyla-to-na-metce-zdobycz-z-lumpeksu-od-razu-pokazala-w-sieci-6817938786970432a?fbclid=IwAR1hLsk2YnJ8SZP8lZn_LET_kBYHwuP8kwXvuhmcr5lyOxVmU-C727xOMl8

Kuchnia

I naturalnie „Alibabki”

Jutro pomacham z podróży.

A potem Italia.

Aktualności przedwyjazdowe

Mam nadzieję, że wszystko prawie dograłam, o czym zaraz. Wczorajsze popołudnie spędziłam wykańczając jeszcze domowe prace typu odkładane prasowanie i oczywiście prace ” badante”. bo innego wyjścia nie było. Mam nadzieję, że kiedy przyjdzie pora rozliczeń z życia zostanie mi to policzone na plus 😀

Przesadziłyśmy z Agą kwiatka, tak, że tylko biedny fikus musi poczekać, aż złapiemy oddech. Może przed Świętami?

Rano wykonałam telefon do MOPS u z pytaniem w jakim przedziale czasowym mam czekać na panią z wywiadem środowiskowym. Okazało się, że pani a nawet dwie, bo druga w sprawie opieki przyjdą o dziesiątej. i tak przyszły.

Dużo wypełniania papierkowego ( nie przeze mnie na szczęście), rozmowa z eksem. Potwierdzenie jego zgody na DOS i niestety, szkoda, że podanie nie było dzień wcześniej, bo było miejsce i już byłby w nim umieszczony. No trudno. Mam nadzieję, że nie będziemy długo czekać. Zostałyśmy z Agą docenione, że niewiele osób zachowałoby się w takim przypadku jak my. ( alkohol i niebieska karta).

Jeszcze raz podawałam, to, co wiem na temat syna eksa. MOPS będzie go namierzał.

To tyle o ile chodzi o Dom Opieki. A teraz sprawa opieki codziennej. Piszę o tym, bo nigdy nie wiadomo, co komu może się przydać.

Otóż ta opieka jest płatna, bo MOPS wynajmuje opiekunki z firmy specjalistycznej. Godzina kosztuje około 23 złotych. Wstępnie ustaliłam dwie godziny dziennie. Najchętniej od 11 – 13 lub 12 -14. płatne na konto firmy rozliczeniem miesięcznym. Można gotówką, ale tak jest wygodniej. Pocztą przyjdzie numer konta bankowego i to już Aga weźmie na siebie. Oczywiście pieniądze eksa. Podpowiedziano mam jak rozwiązać kwestie obiadu. Otóż w pobliżu jest firma dostarczająca obiady do domu. Obiad czyli zupa i drugie danie kosztuje 25 złotych. Podobno porcje są tak duże, że podopieczni zamawiają, co drugi dzień. Raz jedzą drugie danie, a na drugi dzień zupę. Eks w tym momencie nie je dużo, bo leży, a wiadomo, że wtedy apetyt zanika. Już jestem po rozmowie i jutro kiedy będę znać godziny opiekunki dogram dostawę od środy, co drugi dzień w systemie tygodniowym. Klucze dla opiekunki tez dorobiłam.

Nie udało mi sie tylko zamówić wizyty na jutro do rodzinnej lekarki, ale jest szansa, że zgodzi się mnie przyjąć. To jutro. i pielęgniarka środowiskowa, po rozmowie z lekarką.

Na jutro też mam zamówiony prezent urodzinowy dla V. Bransoletkę z malutkich onyksów, na srebrze i srebrnym zapięciem. Będzie do odbioru jutro. Jutro pakowanie walizki, bo do nocy szmat czasu i reszta zakupów. Nie było dzisiaj stoiska z miodem. Może jutro będzie. Pogoda dziś okropna. 10 stopni i straszliwy wiatr. Połamał mi parasolkę, tak, że od razu wrzuciłam ja do kosza i kupiłam drugą. Żółtą 😀

Zawekowałam resztę dzisiejszej zupy pomidorowej z lanymi kluskami na wszelki wypadek. Jutro dopowiem ustalenia, co do opieki nad eksem.

I tyle aktualności.

A teraz W Poradniku PPD:

Kuchenne przepisy:

I kolejna piosenka ” Alibabek „

Do jutra.

Bliskie spotkania kolejnego stopnia z polską rzeczywistością

I nawet ja patriotyczna maniaczka, dla której ojczyzna wciąż jest ojczyzną nie tylko z nazwy – wymiękam. Tłumaczę sobie, że ojczyznę tworzą ludzie i to, co jest o czym napisała Krysna w swoim komentarzu, to właśnie efekt ich działalności. Nie zdradzę żadnej tajemnicy, bo Krysna nie raz o tym pisała, że jest lekarzem więc, co, jak, co ale o służbie zdrowia ( słowo służba pochodzi od czasownika służyć) wie dużo, a nawet więcej.

Dziś nad ranem a może nawet rankiem przeżyłam kolejny epizod z udziałem tejże służby zdrowia.

Jak pisałam przeniosłam się do tzw. „małego pokoju” połączonego z dużym drzwiami. Eks śpi w pokoju telewizyjnym czyli „salonie”. W nocy przebudziły mnie jego jęki, ale nie były na tyle silne, żeby wyrwać mnie ze snu. Kolejne już postawiły mnie na nogi. Było przed szóstą rano. Okazało się, że ma silne bóle złamanej ręki i ogólne. jest cały mokry od potu, wymaga zmiany pampersa i ogólnie naprawdę cierpi. Zmieniłam mu piżamę, pampersa i zadzwoniłam na pogotowie. Tu muszę przyznać, że zgłoszenie potraktowano poważnie, ale po rozmowie z lekarzem usłyszałam, że zagrożenia życia nie ma więc podają mi numer na nocną służbę medyczną i z tej właśnie służby powinien przyjechać lekarz.

Doświadczenie z tąże nocną służbą miałam nie najlepsze, ale dzwonię. Faktycznie spróbowano „spuścić mnie na drzewo” i dopiero informacja, że numer dostałam z pogotowia z poleceniem zadzwonienia sprawiła, że wizyta lekarza miała miejsce. I to naprawdę szybko. Miedzy ulicami mieszkania i służby nocnej nie ma dużej odległości.

Pani doktor o specjalności medycyna pracy nie powiem pacjenta zbadała, choć termometru nie mieli ze sobą i na moją informacje o potliwości usiłowała mi wmówić, że pewnie ma gorączkę i czy mam termometr i czy mierzyłam. Dobrze wiedziałam, że gorączki nie ma, a poci się z bólu, bo mam podobnie, ale wyjęłam nasz staroświecki termometr. Oczywiście temperatury nie miał, ale to ja sprawdziłam, a nie lekarka, która sprawiała wrażenie jakby o tym poleceniu zapomniała. Dostał glukozę i zastrzyk przeciwbólowy z ketanolu. Z kartą informacyjną mam iść do lekarza rodzinnego. Będzie ona stanowić dla mnie dodatkowy argument dla MOPS u i pielęgniarki środowiskowej.

Po jakimś czasie sytuacja się uspokoiła. Wróciłam do łózka i obudził mnie telefon z porannym ” buongiorno ” od V.

Najfajniejszym była odpowiedź pani doktor i jej pielęgniarskiej asysty, na moje pytanie:

-Co powinnam zrobić w sprawie opieki, bo we wtorek wyjeżdżam.

– Od tego jest rodzina, żeby się nim zająć, a skoro nie utrzymuje z nią kontaktu, to ich nie interesuje. Umieścić w prywatnym DOS. A, brak pieniędzy, to nie ich problem.

Nic tylko samotnie się w mojej ojczyźnie zestarzeć i na dodatek być schorowanym. Bliskie spotkania z polską służbą zdrowia przypominają walenie głową o mur obojętności z nadzieją, że trafi się na jakąś dziurę, która ten mur przebije. Ja nie oczekuję współczucia i temu podobnej reakcji. Ale profesjonalizmu. A tego nie ma. Są stosowne paragrafy i ustawy, które pracującym ludziom ” powiewają”. Bezduszność i bezkarność na którą się godzimy.

Ale, że dziś niedziela weekendowa, to zapraszam na różności:

„Tygiel z Internetem” jest? Jest.

https://luciadruga.blogspot.com/2022/10/tygiel-z-internetem-2-pazdziernika-2022.html

Kącik LM jest? Jest.

Zajęcia w Kuchni? Są.

Poradnik PPD jest? Jest.

W starym albumie piosenek śpiewają ” Filipinki”? Nie.

Od dziś przypominam ” Alibabki”.

Do jutra.

Podświadomie wiedziałam

Wiedziałam, że bez względu na ” zasługi” eks jest człowiekiem i to poważnie chorym. I jeżeli potrafię pomoc, to pomogę.

Ponieważ nie udało się załatwić w tym momencie żadnej pomocy ( brak zlecenia ze szpitala) musiałam w miarę możliwości ogarnąć sytuacje.

Jedyne, co udostępnił szpital, to wózek inwalidzki. Wczoraj był straszny wieczór. Manewrowanie wózkiem i dojazd do toalety, nie mówiąc o pomocy przy jej korzystaniu. Plus zmiana pampersa. Wzięłam głęboki oddech i pomogłam. Aga kupiła dodatkowo balkonik, ale po pierwszej próbie okazało się, że eks sie na nim nie utrzyma i absolutnie nie dojdzie do łazienki, co zdecydowanie by ułatwiło sytuacje. Mamy równie awaryjnie na noc ” kaczkę”. W takim stanie szpital wypisal samotnego pacjenta do domu.

I teraz kolejny kwiatek z polskiej służby zdrowia. Jak wiadomo powołano Nocną i Świąteczną Pomoc Medyczną, do której dostałam numer, żeby zamówić wykonanie zastrzyku. Sama w sobie inicjatywa pozytywna.

Zgodnie z poleceniem dzwonię po osiemnastej zamawiając iniekcje. I co się okazało, że nie przyjedzie pielęgniarka, bo na zleceniu, które mamy nie zaznaczono, że zastrzyk ma być wykonany w domu. Agnieszka nawet podeszła do przychodni, ale już żadnego lekarza nie było, żeby to uzupełnić. I dupa zbita. Zastrzyk zrobiłam ja. Eks wczoraj był nerwowy, pobudzony i miał taki ból kolach , że krzyczał z bólu. Dobrze, że w domu był Tramal w tabletkach. Ale jakoś udało mi się go położyć i noc minęła spokojnie. Ranek był już ogarnięty przy pomocy wózka inwalidzkiego. Jest trudno wymanewrować w łazience, ale da się.

Pacjenta mam aktualnie z głowy. Coś tam zjadł, dostał lekarstwa, jest umyty częściowo i ma zmienionego po nocy pampersa.

Ranek rozpoczęła za porada Eli od skopiowania skargi wysłania jej do Rzecznika Praw pacjenta w Katowicach. Właśnie przyszła automatyczna odpowiedź, że otrzymali i przekazują do odpowiedniej komórki.

A ja z Aga wychodzę do miasta. Kupimy duży podkład na fotel, bo na razie posiłkujemy się zwykłymi małymi.

Położenie eksa w dużym pokoju było jedynym rozwiązaniem. Ma telewizor i miejsce na wózek i bliżej do łazienki.

A ja w małym pokoju spokój.

Najwięcej załatwiania czeka mnie w poniedziałek. Muszę z tego cholernego szpitala wydusić zlecenie na opiekunkę z MOPS a. A nie wiem kiedy ktoś pojawi się na wywiad środowiskowy.

To teraz już wszystko wiecie.

Serdecznie dziękuję za wsparcie, rady z których korzystam i w ogóle za to, że jesteście ze mną.

Do jutra.

Horrory zdarzają się o poranku

Jestem w takim szoku, że napisałam nawet skargę na działalność Oddziału Rehabilitacji w Szpitalu Powiatowym w Świętochłowicach Piasniki. skargę wysłałam mailem. Oczywiście nie liczę na jakąś zmianę w tym postępowaniu, ale trochę mi ulżyło. Skarga poszła do z- cy dyrektora d/s lekarskich

Z tego pisma już zorientujecie się, co się działo.

Dzień dobry.
Zwracam się do państwa z pytaniem w jaki sposób wyobraża sobie Oddział Rehabilitacji Szpitala Powiatowego w Świętochłowicach – Piaśniki opiekę nad pacjentem mieszkającym samym. bo osoba przebywająca również w mieszkaniu pod tym adresem jest prawnie dla niego osobą obcą. .Załączam zdjęcie z wypisu szpitalnego, w którym zaznaczono, że mieszka sam i, ze zgłoszono do opieki społecznej w celu pomocy. Jestem rozwiedzioną z pacjentem osiem lat temu, jednak przebywając w tym momencie w Polsce nie potrafię nie udzielić mu pomocy. Bo prawda jest taka, że został wypisany do domu, bez kodu na recepty i dopiero po uzyskaniu jego pełnomocnictwa mogłam zorganizować recepty, aby przez okres weekendu leczenie farmakologiczne było kontynuowane. Próbowałam uzyskać kod recepty telefonicznie, jednak zostałam zbyta, a na pytanie, co pacjent ma w tej sytuacji zrobić usłyszałam:- -Pójść do swojej poradni. 
Zaiste dobry żart. Pacjent po udarze dla którego nawet pójście samodzielne do toalety jest niewykonalne ( ma pampersy)  ma iść do poradni po receptę. Odmówiono mi również przesłania mailem na adres MOPS u zlecenia na pomoc przy codziennych czynnościach. Uważam takie postępowanie za skandaliczne i pismo, to traktuje jako skargę na zachowanie pracowników Oddziału Rehabilitacji w tym jej ordynatora dr. lek. med. Barbary Mikłasz-Łochockiej, która nie miała zamiaru poświęcić czasu na rozmowę telefoniczną przekładając rozmowę na poniedziałek. A do poniedziałku od piątku rano chory najlepiej, żeby nie miał potrzeb fizjologicznych. Kilka dni bez lekarstw i higieny oraz jedzenia czy picia  pewnie nie miałoby żadnych skutków ubocznych. Załączam plik ze zdjęciem z wypisu Jana K. zam……
Łączę wyrazy szacunku Lucyna Kleinert zamieszkała Włochy 

Horror zaczął się za dwadzieścia dziewiąta, kiedy dwóch pracowników medycznych wniosło eksa z wózkiem inwalidzkim i rzeczami do góry, nadmieniając, że nie mają, co do tych rzeczy obowiązku wnoszenia. Przypominam trzecie piętro bez windy. Wózek stanął w przedpokoju skutecznie w tym momencie blokując drzwi do pokoju Agi.
Pomogli mi rozłożyć fotel, położyli eksa i pojechali. i, co teraz. Jednak człowiek i to chory.
Zerknęłam do wypisu. Zalecenia farmakologiczne bez recept czy kodu aptecznego. Poszłam do MOPS u złożyć dokumenty i przy okazji zapytać o opiekę. Jedyna dobra wiadomość, że papierologicznie wszystko już złożone i w poniedziałek będzie wywiad . A, co z opieką?
Szpital nie był uprzejmy wystawić zlecenia na tę opiekę. Jednak wystarczyło wysłać mailem do MOPS u zlecenie, a sprawa była do ogarnięcia. Jak wiecie przekraczało to chęci szpitala.
Drugą sprawę, czyli lekarstw udało mi się załatwić czekając sporo czasu pod gabinetem lekarskim na swoją kolejkę. W międzyczasie musiałam wrócić do domu po pisemną zgodę eksa na moją reprezentację w przychodni jego osoby. Bez tego nic bym nie załatwiła. W tym zestawie farmakologicznym są zastrzyki. Jak wiadomo ja umiem je robić, ale w tym przypadku nie mam zamiaru tego robić. Mam numer do opieki weekendowej czy świątecznej i będę tam dzwonić wieczorem po osobę, która to zrobi dziś, jutro i w niedzielę.
Wózek w podjeździe do toalety absolutnie się nie sprawdza. Organizujemy balkonik i kaczkę.
W poniedziałek spróbuję zorganizować pielęgniarkę środowiskową i długoterminową opiekę. We wtorek w nocy wyjeżdżam do Ascoli.
Muszę zostawić Agnieszce jak najwięcej spraw pozałatwianych.
Horror trwa.










Życie życie jest serialem

A jak serialem, to czas na kolejny odcinek mojej blogonoweli.

Życie towarzyskie jest piękne. od trzeciej do prawie jedenastej byłam poza domem. na szczęście część bloga napisałam siedząc w PZU. o czym jutro. A napisałam:

„Wczoraj napisałam, że popołudniu czekał mnie kolejny spacer do MOPS a ( szczęśliwie mam go tuż obok domu) i do lekarza rodzinnego eksa. W MOPS ie dopytałam o złożenie dokumentów w przypadku zgody na DOS i wiem, że im szybciej złożę komplet dokumentów tym szybciej ruszy maszyna biurokracyjna.

Nie trzeba lepszej motywacji.

Dlatego pilnowałam godziny wizyty u lekarza. Nawet zostawiłam przyjaciółkę samą i pognałam do przychodni. Szczęście nadal mi towarzyszyło. Trafiłam na nie tylko kompetentną panią doktor, ale też życzliwą i mającą zaznaczone w komputerze problemy alkoholowe eksa. Od ręki wypełniła dokumenty i oto co na nich między innymi figuruje

Tak, że jutro dołączę wypis ze szpitala i złożę wszystko w MOPS ie.

Mam nadzieję, że sprawa ruszy do przodu. Tym bardziej, że był telefon z MOPS u do córki o złożenie dokumentów i o wywiadzie w domu w poniedziałek. Dziś ogarniam PZU w sprawie mojej polisy, bo nic nie kumam.

Popołudnie mam zagospodarowane na spotkanie relaksujące.

Jutro dzień niewiadomy. Kciuki poproszę jeszcze.

Za oknem piękna jesień. Moja córka zrobiła fotki z kuchennego okna.

A mnie kolejny raz zachwyciło podejście Śląska do gwary śląskiej, która należy pielęgnować. Taki napis przed przejściem dla pieszych.

Gorolom ( nie mylić z Góralami) wyjaśniam znaczenie:

” Uważaj na tramwaj”

A teraz życzę dobrej nocy. Kolejny odcinek jutro.

Do jutra.

Pół na pół, ale do przodu

Winna jestem podziękowanie, za tyle wsparcia i cennych komentarzy. Dziękuję serdecznie. Blog jest dla mnie wentylem bezpieczeństwa. Wczoraj miałam obawy o swoje zdrowie i dzisiaj rankiem czułam się jak na haju, a od kilku dni nie biorą żadnych przeciwbólowych. Ale potem w miarę załatwiania adrenalina sprawiła powrotu do jasności umysłu.

Zgodnie z przewidywaniami w szpitalu nie załatwiłyśmy nic. Pani ordynator jasno powiedziała, że to jest Oddział Rehabilitacyjny i potrzebuje łóżko dla chorego po ciężkim udarze. A w ogóle, to zrobiła grzeczność koleżance z Chorzowa przyjmując eksa do szpitala. Sytuacja rodzinna jej nie interesuje. Pracownik socjalny będzie to dopatrywał. A my jeżeli nie chcemy być narażone koszty, to powinnyśmy być w piątek w domu, bo inaczej wezwą policję. Tak mnie zatkało, że zapomniałam powiedzieć, że eks ma klucze i policja jest niepotrzebna. Ale jutro i tak umówię się z dzielnicowym. Widziałam jak eks jechał wózkiem inwalidzkim z rehabilitacji. Z trudem. Poszłam do niego i widziałam, że jest zdenerwowany wypisem ze szpitala. Pytam:

-Czy ty chodzisz i jak sobie wyobrazasz pobyt w domu. Nas nie ma. Ja wracam do Włoch, a Aga jak wiesz pracuje. Toaleta, zakupy, jedzenie.

-Nie chodzę i niech mnie wystawią na dwór. – Usłyszałam.

-Najlepszy dla ciebie w tej sytuacji jest Dom Opieki, ale musisz wyrazić zgodę. Jak napiszesz, to ja spróbuje uruchomić procedurę.

I napisał, że wyraża zgodę na umieszczenie go w Domu Opieki.

I to jest ta dobra wiadomość. Odpada sporo kłopotów. Sam widzi, że, to jedyne wyjście dla niego.

Rano przyjechał facet z reklamacji. Poprawił zawiasy rozkładanego fotela i wymienił puf. Czyli przynajmniej tutaj jest tak jak ma być.

W piątek na godzinę ósmą jest zamówiona karetka do przywozu eksa. Będę i zapytam pracownicy socjalnej jak się pojawi czy pani ordynator dała jej pismo napisane przez Age. Jak nie mam kopię. Niech sobie poczyta.

Wróciłam do domu zawożąc dzięki pomocy mojej przyjaciółki a zarazem bliskiej mi osoby, która mnie wozi autem i wspiera na duchu koce i różne pozostałości po naszych kotach, wszystko, to, co w tej chwili zawadza, do Schroniska w Chorzowie. Zima idzie więc koce się przydadzą i różne narzuty, które zakończyły działalność użytkową.

Potem poszłam do Mopsa złożyć sprawozdanie, co dokonałam i po instrukcję, co dalej. Otóż muszę dokumenty, których blankiety pobrałam dać lekarzowi powiedzmy rodzinnemu eksa, żeby wypełnił i złożyć w Mopsie, jak najszybciej. Wtedy oni uruchomią procedury. Podobno czas ma wynosić około miesiąca.

A ponieważ ja wyjeżdżam w przyszłym tygodniu, a widzę, że kondycja eksa jest daleka od dobrej w przypadku kłopotów ze zdrowiem wzywam pogotowie. Ja nie lekarz nie muszę się znać.

W miedzy czasie zamówiłam się u lekarza rodzinnego eksa o 16.30. Mam wypis z pierwszego szpitala, tego, który zdiagnozował udar. I z tym pójdę.

A teraz w ramach relaksu czekam na przyjaciółkę. Na razie tylko codzienne zapiski. Nie mam siły na blogowe ciekawostki.

Do jutra.

Co mnie nie zabije, to mi skróci życie

Żadne tam wzmocni. Gdyby na to patrzeć, to już bym była z tytanowej stali. A tymczasem dzisiaj tak mi dołożono, że dopiero teraz wracam do równowagi. A dzień zapowiadał się u spokojny. Zgodnie z harmonogramem poszłam do UM i dowiedziałam się, że wszelkie sprawy opieki w MOPS ie, złożyłam oświadczenie eksa w sądzie, wzięłam blankiety w PZU, kupiłam ogromne pączki i wracałam tramwajem do domu, żeby pójść do MOPS u. Wcześniej umówiłam się z przyjaciółką na jutro popołudniu i na kolejne spotkanie w czwartek. No i wcześniej ta rozmowa z panią ordynator.

I nagle ni z gruszki ni z pietruszki łup. Telefon od Agi, że szpital powiadomił ją, że w piątek przywożą eksa do domu. Agę tak zamurowało, ze dopiero po rozmowie ze mną odzwoniła, że nikt się nim nie zajmie. I na pytanie czy chodzi, dowiedziała się, że :

-Tak, o balkoniku,

Reszta tej pani nie obchodziła.

Powiem Wam, że i ja w pierwszej chwili zmartwiałam. Potem kazałam Adze napisać pismo do szpitala, które jutro zostawimy, że z naszej strony nie będzie pomocy i musi być zdany sam na siebie. W sprawie toalety, zakupów, sprzątania po sobie i przygotowywania jedzenia. A nawet łóżka nie ma, bo barłóg na którym spał został wyrzucony z obawy przed robactwem.

A ja poszłam do MOPS u. Na szczęście trafiłam na sensowne panie i wiem, że na pismo Agi wyszła odpowiedź i zostały wysłane potrzebne formularze oraz zlecenie wywiadu w szpitalu lub w domu.

Po opowiedzeniu aktualnej historii dostałam kolejne formularze do wypełnienia przez szpital i wykaz potrzebnych dokumentów. Jednak on musi wyrazić zgodę. Myślę, że skoro z naszej strony nie będzie mógł liczyć na nic, szybko zamarzy mu się DOS . I teraz będzie mógł powiedzieć, ze jestem bez serca. Bo nie pomogę w niczym a spać może na podłodze, bo z kanapy nie zrezygnuję. Dowiedziałam się też, że gdyby nie wyraził zgody na DOS to mamy zwrócić się o sądowne skierowanie do takiego domu bez jego zgody. Poza tym panie wzięły telefoniczne namiary na syna.

To wszystko, co udało mi się załatwić. Jak przeżyję tę noc i dzień jutrzejszy nie wiem. Nerwy mam napięte i znowu mam ból w okolicy serca.

Co mnie nie zabije, to z pewnością mi skróci życie o kilka lat.