Opowieści Luci Modnej

Doczekałam się. Jakiś nowych jesiennych propozycji. Dzisiaj zdjęcia z ostatniego tygodnia. Jeszcze trochę lata, ale i wreszcie jakieś propozycje jesienne widać.

Co prawda wciąż jeszcze sklepy kuszą obniżkami cen, ale i pokazują nowości.

Na kilka rzeczy zwróciłam uwagę. Kolorami jesieni będą beże i ich pochodne, często złamane rudym, pomarańczowym. Czyli kolory jesieni. A i czerwień w wersji zgaszonej tez się pojawia.

Najlepiej sprawdza się a przynajmniej tak mi się wydaje pokazywanie poszczególnych witryn sklepowych.

A więc zapraszam na żurnalowy spacerek z LM.

Oto jeszcze mamy lato…

U sąsiadów w butiku, który nazywam ” Pod kapeluszem” jedna przecena

Aranżacja wczesnojesienna.

Ale potem już absolutnie w jesiennym klimacie i kolorach. Zwróćmy uwagę na szale, często zabezpieczone przed zsunięciem paskiem przy spódnicy. I piękne bluzki i swetry. Spodnie w spokojną krateczkę. Jest z czego wybierać. Nawet plisowana spódnica, która nabiera wdzięku w ruchu.

Pozostałe witryny to Luisa Spagnoli. Dwa razy u niej byłam. W odstępie trzech dni zmieniły sie wystawy i zniknęły te oto przeceny.

Te wszystkie modele o 50% taniej.

Za to na wystawach frontowych takie oto propozycje.

Wyjściowa sukienka z koronki w kolorze starego złota.

I elegancki garnitur damski z żakietem o nowej linii. Bardzo kobiecej.

I taka sukienka z wersji na ” cebulkę”

Sukience towarzyszy ” bliźniak” … Golf uzupełniony długim kardiganem.

Kolejna wystawa, to:

Pierwszy w sezonie płaszcz, widać kolejny wydłużony żakiet, materiały o fakturze samodziału, ale miękkie . Oczywiście śliczna kobieca bluzka i krótkie wąskie spódniczki. Zasada się sprawdza. Krótka spódniczka długi żakiet.

Przedwczoraj Luiza S. zmieniła modele na wystawie więc będą zdjęcia najświeższe.

Musztardowy sweterek i jego rękawy. Elegancki zestaw też ” na cebulkę” . I torebka.

Kolejna witryna.

Bluzki wiązane na kokardy wciąż modne, supełkowa kamizelka. Kaszkiety na głowach i sukienka w grochy a do niej wysokie botki. Spodnie wpuszczone w botki.

Czyli nie tylko te klasyczne szerokie, na które niewiele z nas może sobie pozwolić.

Tutaj przepiękny sweterek. Rudy co prawda, ale fason….

A na kolejnej dwa eleganckie wyjściowe modele. Garnitur ciemny ( ten sam pokazywany wcześniej w wersji kremowej). Światło na wystawie potrafi zmienić kolor. I długa spódnica z oryginalną bluzką. Absolutnie wizytowo. Dodatkowo kolejna wizytowa wersja z bluzką z wiązaną na kokardę i wąską spódnicą do kostek. Pasek mi się podoba bardzo i stanowi wykończenie.

Na zakończenie aksamitna sukienka w jesiennych kolorach.

I to był pierwszy rekonesans po najbliższych wystawach. Kolejna LM za jakiś czas.

Do zobaczenia.

Dziś włoskie kolory

Właściwie nie bardzo wiem od czego zacząć. Chyba rzeczywiście od tych kolorów. Bo jako, że dziś piątek a wieki nie byliśmy w San Benedetto , to postanowiliśmy zaliczyć spacer po największym w Marche targowisku. A jest to rzeczywiście spory spacer. I mimo, ze nie wstaliśmy dziś najwcześniej, bo o ósmej trzydzieści pojechaliśmy dla zaoszczędzenia czasu superstradą. Po pół godzinie byliśmy w San Benedetto. I stwierdzam, że powoli trauma nadmorska mi mija. Z przyjemnością przejechałam się Riwierą pod Palmami czyli Lungomare.

Popatrzyłam na Adeiatyk.

Stwierdziłam, że oprócz palm na Lungomare jak nigdy kwitną jeszcze oleandry. W słońcu, które wciąż daje nam temperaturę rzędu 30 stopni jest urokliwie. I to najlepsze określenie.

Jesiennymi a zarazem wiosennymi kwiatami w Italii są fiołki alpejskie czyli cyklameny. Tak jak w Polsce astry i wrzosy sygnalizują nadejście jesieni tak cyklameny to powrót jesieni w Italii.

Oto dzisiejsze targowe.

I mimo, że nie mieliśmy zamiaru NIC kupować trafiła się okazja. Do mojej kolekcji sportowych butków. jasnoszare ze srebrnym.

I co najważniejsze w 100% włoskie. Za całe 5 euro.

Jak już pisałam spacer po targu, który przez dwa przedpołudnia w tygodniu zajmuje sporo ulic. A chcieliśmy dojść do wejścia na Lungomare, bo jadąc widziałam nowości .

Urokliwa kamienica w stylu ascolańskim

i oczywiście fontanna. Z nowymi mieszkańcami. 😀

Doszliśmy nad morze i oto nowość, która jest jeszcze w fazie malowania. Ciekawie to wygląda.

Ale głównie chciałam zobaczyć te oto króliki, które zastąpiły upasione jaskółki, które przysiadły w tym miejscu za mojego pobytu w San Benedetto. Pewnie sporo osób je pamięta. Pomarańczowe były. 😀

Oczywiście do kompletu nasze fotki z zielonymi królikami.

W tle Adriatyk

A dookoła kolory Italii.

Pojechaliśmy na obiad. Oczywiście skoro piątek to owoce morza i ryba. jak zwykle smacznie.

Wróciliśmy zadowoleni do domu chociaż trochę zmęczeni upałem i spacerem.

Wczoraj dowiedziałam się, że rzeczywiście te wszystkie kucia i odwierty dokonywane przez naszego inżyniera i jego ekipę, to ekspertyzy i przygotowywanie wszystkiego do remontu. Jak nic się nie zmieni planowany jest po Bożym Narodzeniu a koniec być może na Wielkanoc.

Tak, że jeszcze tutaj pomieszkamy. 😀 ale przynajmniej jakieś daty się pojawiają.

Mojemu wnukowi wysłałam dzisiaj takiego sms a.

A oto mój Śląsk

Oczywiście Kraków.

A z racji, że lubię wrocławskie krasnoludki… to zdjęcie.

Zabawa w Quizomanii.

I w „Galerii memów” kilka uśmiechów.

Z życzeniami miłego weekendu….

Do jutra.

Mam nadzieję

Co prawda z tą nadzieją, to wiadomo jak, ale kryzys chyba w odwrocie. Jeden dzień absolutnego odpoczynku dobrze mi zrobiło. Cały dzień przeleżałam. Na szczęście nie spałam i dzięki temu w nocy spałam. Czyli reset był. Rankiem obudziłam się w miarę dobrej formie. Na tle tego jak czuje się V. to ja jestem w pełni sił.

A sił nam będzie potrzeba, Bo wczoraj okazało się, że zaczynają się przygotowywać do … remontu na Lisa. Nasz inżynier dzwonił, że trzeba wywozić meble, bo ekipa która wejdzie raczej przypomina tsunami i nie zwraca na nic uwagi poza własnymi zadaniami. Oczywiście V. wczoraj dzwonił do znajomego od przewozu mebli i kwota zwaliła go z nóg. Ma jeszcze inne namiary.

Na razie grupa inżynierów na moje oko sprawdza dokumentację a może przygotowuje remontowców. Przyznam się, ze nie rozumiem V. Nic się od niego nie mogę dowiedzieć. Na zasadzie.

-To ich sprawa.

Dzisiaj zabrał jeden z rowerów, który cały czas stał w sieni kamienicy. I okazało się, że nie jest w stanie na nim pojechać. Nie potrafi podnieść nóg do pedałów. W takiej jest formie. A ja jak wiadomo tej umiejętności nie posiadam. Rower przyprowadził a drugi czeka.

Poza tym dzisiaj jedziemy wpłacić wycieczkowy koszt i tym samym wycieczka będzie zaklepana.

A ja, jak to ja. W głowie zaczynają mi się kłębić remontowe myśli. Jak długo to potrwa… Muszę po cichu dopaść naszego inżyniera wiodącego i sama się dowiedzieć, bo od osobistego to raczej ciężko będzie.

I tak ” nie ma spokoju pod oliwkami”.

Do przyjazdu mojego wnuka jeszcze 10 dni. I jak znam życie zleci to szybko. Wczoraj skończyłam wreszcie sagę o „Stylistkach”z prawie wiktoriańskiej Anglii.. Cztery tomy to jednak trochę dużo w tym rozrywkowym gatunku. Ale zaliczyłam i wracam do współczesności bliskiej.

Zaczynam książkę, której jestem bardzo ciekawa. To ” Po nowe życie” Weroniki Wierzchowskiej.

Podzielę się wrażeniami, jak przeczytam.

Z racji wczorajszego kryzysu „Dodatek Internetowy” nieco szczuplejszy.

Quizomania na miejscu.

Tylko na baby shower poległam.

Wśród zdjęć:

Dwukolorowy kwiat.

Katowice pod palmami.

A w „Galerii Memów”

Polecam się na jutro.

Do widzenia. 🙂

Kryzys

Zaczął się u mnie nad ranem. Wstałam i wypiłam kawę , ale nic to mi nie pomogło. Wciąż nie czuje się dobrze. Cały czas leżę i od czasu do czasu szukam adresów kolejnych wydawnictw poradników kulinarnych. Praktycznie książka gotowa. Dałam sobie czas do października. jeżeli nic z tego znalezienia wydawcy nie będzie książkę jak zawsze wydam sama przy współudziale Spółki z którą od lat mam podpisany kontrakt.

Zaczęłam w pliku kolejną korektę i na wszelki wypadek zleciłam domowemu grafikowi zaprojektowanie okładki.

Poza tym coś tam czytam, przeglądam strony wydawnicze. Przed pandemia była nadzieja na wydanie profesjonalne, ale niestety umarła …

A tu pomysł na kolejną książkę mam. Jednak dopóki ta nie uzyska kształtu i nie pójdzie w świat nie ruszę z kolejną.

Pewnie niedługo ukaże się ebook mojej ostatniej książki ” W zapachu włoskiej kuchni czyli badante ze Wzgórza Czterech Wiatrów. Może w październiku się uda ją włączyć do dystrybucji.

W sumie zdopingował mnie do zajęcia się znowu moim pisaniem ten oto komentarz na mojej stronie autorskiej.

Irena Osińska Właśnie czytam Dziennik Badante. Czyta się rewelacyjnie. Bardzo plastyczne opisy. Mam wrażenie jakbym była w tych miejscach. Na pewno sięgnę po następne książki. Pozdrawiam serdecznie”.

Mam nadzieję do szybkiego powrotu do formy.

I to by było dziś na tyle, poza codzienną porcją różności.

Quizomania ma się dobrze.

https://www.edziecko.pl/edziecko/13,143484,13753,jak-dobrze-znasz-zycie-i-tworczosc-jana-kochanowskiego.html

Tu pomyliłam Zygmuntów. Aż mi wstyd.

https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/13,129662,13852,alkohole-swiata-sprawdz-czy-wiesz-skad-pochodza-te-a

https://podroze.gazeta.pl/podroze/13,151165,5659,czy-poznasz-po-wygladzie-z-ktorego-kraju-pochodzi-ta-osoba.

A teraz zdjęcia.

A to zdjęcie, które obiegło Internet.

Poznajecie tę panią? Pani Beata K. 😀

Dwie ciekawostki

Moje dwa miasta.

Chorzów wieczorową porą.

I krakowskie stare zdjęcia.

Dziś ” galeria Memów” całkiem spora.

I odmeldowuję się dzisiaj, bo czuję się rzeczywiście nieszczególnie.

Do jutra.

Mieszanka na blogu

Bo właściwie nie bardzo mam o czym pisać. Okazałam się blondynką i zmywarka załączyła się pod męskimi palcami. Nie mam pojęcia czemu. Podejrzewam, że za lekko naciskałam ” start”. Najważniejsze, że działa.

V, odwalił numer na miarę szamba. I to dosłownie. Hoduje on na oknie paprykę ostrą czyli ” „peperoncino”. Stale czymś tam podlewa a to wodą spod mozzarelli, a to jakąś wodą z płukania sałaty. Peperoncino rośnie i owocuje. Ostatnio przygotował zalewę z odpadów pieczarek podczas czyszczeniu ich.

Tymczasem na klatce schodowej zaczął się unosić brzydki zapaszek. Nie umiałam go zlokalizować. Aż do chwili kiedy wczoraj wieczorem przybył na ratunek blondynce właściciel. I wychodząc zapytał:

-Co tu tak śmierdzi? Na klatce.

Wyszłam i ja, Jezu, co za smród. Jakby szambo wylało.

Zgodnie stwierdziliśmy, że śmierdzi bez przeproszenia gów… nem. Chodzimy szukamy. W domu nie czuć. Im niżej tym mniej. A przed naszymi drzwiami wali po węchu.

Nagle mnie olśniło. Mieszanka w wykonaniu V. dla peperoncino i bazylii.

Kiedy ten pojemnik wzięłam do ręki myślałam, że się porzygam a odporna jestem. Oczywiście V. który z racji wypalania milionów papierosów nie ma węchu nie chciał przyznać nam racji i kwitował to śmiechem. Doszło nawet do wymiany zdań między panami…

Tym bardziej, że nie dal tego świństwa wylać i jeszcze podlał rośliny i smród unosił się z ziemi. Załagodziłam sprawę podlewając czystą wodą i myjąc parapet, bo też cuchnął i wywaliłam resztę cudownego nawozu. Z pojemnikiem. Przez noc się wywietrzyło.

Dobrze, że nie pokłócił się jeszcze z tajemniczym Don Pedro o ten fetorek zanim go zlokalizowałam i zlikwidowałam. Tajemniczy Don Pedro musi czuwać nad logistyką odwiedzin małej czarnej z córką i wysokiej blondynki i tez pewnie nie zwraca uwagi na otoczenie.

A ja z tej okazji i innej miałam ciężki wieczór. Kolejny w historii napadów osobistego.

Dzisiejszy ranek spokojny.

Quizomania ma się dobrze.

Jeżeli nie macie ochoty się w nią bawić, to trudno. Ja się dowartościowuję. Intelektualnie. 😀

Krzyżówek nie rozwiązuję, to chociaż tak… 😀

Dziś aż cztery sprawdziany.

A teraz filmiki, bo wreszcie odkryłam źródło. Z fb nie mogłam ich wkleić na stronie. Nie przyjmuje i już. Ale ja się łatwo nie poddaję.

Kraków z 1965 roku mojej matury.

I Warszawa mojego ojca.

To teraz w mieszance powinny znaleźć się zdjęcia.

Oto one.

Architektonicznie.

Katowice nocą i dniem.

Bukiet zdrowia.

I taką piękność wyczarowało Koło Gospodyń Wiejskich z Czemlewa.

W „Galerii Memów” kilka żartów.

Do zobaczenia jutro.

Cieszę się.

Bardzo się cieszę. Otóż 27 września przyjedzie na tydzień do nas mój wnuk. Będzie miał przerwę w swojej pracy. Jakoś się tak nie składało, że mimo, że zna większość Europy, to do Włoch nie zaglądnął. `

Tak, że babcia skacze z radości pod sufit. Za to koronawirus namieszał w połączeniach z Ciampino w Rzymie do Ascoli i nie ma bezpośrednich autobusów.

Posprawdzam dzisiaj w agencjach podróży i mam dwie opcje przyjazdu. Obie z przesiadkami. Przyjazd jawi się lepiej niż jego wyjazd . Tu jest tylko jedna opcja. Nocny autobus o drugiej nocy, ale aż z Porto D’Ascoli.

Ale wyjazdem będziemy się martwić jak przyjedzie. My jedziemy w tym dniu na wycieczkę więc zostawimy mu klucze, bo raczej przyjedzie późnym popołudniem. Odpocznie a my wrócimy wieczorem. A następny tydzień Italia w pigułce.

Szczęściem od Boga, że mój wnuk, którego ojciec jest wegetarianinem i rodzona ciotka też czyli moja córka, je wszystko i nastawia się na kuchnię włoską.

Będzie to intensywny tydzień. Już w głowie zarysowuje mi się jakiś plan.

Jeszcze trochę czasu. Niecałe dwa tygodnie.

I to stała się wiodąca dla mnie wiadomość. Oby pogoda dopisała, bo jak znam życie chciałby pewnie jeszcze wykąpać się w Adriatyku. Pracuje w Norwegii więc nasz klimat to dla niego marzenie.

A co tam w sieci.

Quizomania.

Kolejny.

Tutaj odpadłam na samym początku

To teraz fotki.

Ta z dedykacją : Starszemu Wajchowemu.

Mój ulubiony bohater.

Rzeźba. !!!

I taka fotka z gatunku ” słodka”.

W ” galerii Memów” jakiś zastój polityczny.

To do jutra. 🙂

Dobrego tygodnia,

Rodzinny obiad domowy

I żeby było jasno WŁOSKI. Co prawda znalazły się polskie elementy jak kluski śląskie i szarlotka, ale reszta to kwintesencja włoszczyzny.

Niestety goście przybędą. Ja to ostatnio taka gościnna się zrobiłam, bo jak mam coś robić pod czujnym okiem V, to mi zaraz ochota przechodzi.

Ale dziś z racji nadużycia przez V. wczoraj wina wysłałam go do łóżka, żeby odespał procenty. I dzięki temu mam wszystko podszykowane do obiadu. Poza tym czym ma się zająć osobisty. Wróć. Salaty jeszcze nie umyłam i nie podarłam. Ale to chwila moment.

Co na ten obiad rodzinny będzie.

Oczywiście antipasto czyli przystawka zimna i ciepła.

Zimną zajmie się V, bo ja mam inne spojrzenie estetyczne. Ja kroje cienko on grubo, ja grubo on cienko. To niech ten talerz sam szykuje. Oliwki zielone, sery i wędlina.

Ciepłą przystawkę to już ja. Bakłażany i ostatnia cukinia grillowane i potem panierowane i usmażone przed podaniem. Z serem wędzonym scomorza.

Oto półprodukt 😀

Pierwsze danie, to kluski śląskie z grzybami. Pieczarki z borowikami. Sugo czyli sos czeka na osobistego. Grzyby mamy gotowe w słoiku. Nasze własne. To znaczy przez nas zrobione.

Ziemniaki na kluski już czekają. Na kulanie jeszcze czas.

Danie drugie to mieszanka mięs. królik, jagnięcina i żeberka. Wczoraj wieczorem podsmażyłam wszystko podlewając winem a dzisiaj niech V. wykańcza, jak mu smak nie będzie odpowiadał. Moim zdaniem jeszcze za twarde, ale Włosi nie jedzą takiego miękkiego mięsa jak my.

Oczywiście zielona sałata. Tzw. ” misto” czyli z pomidorami, cebulą, sólą i oliwa. Ocet ewentualnie cytryna dla lubiących. My nie dodajemy.

Owoce.

I teraz szarlotka. Na kruchym cieście z tartą górą. Wczoraj udusiłam jabłka w białym winie z rodzynkami i cynamonem.

Oto szarlotkowe etapy.

Przed włożeniem do piekarnika.

Po upieczeniu.

I zamiast cukru pudru, bo zapomniałam kupić ozdobniki czekoladowe.

I pewnie kawa po obiedzie. Nie do ciasta. 😀 a na koniec i oczywiście wino i woda.

Potrwa to trochę, Bo szykuje się na bieżąco bez pośpiechu. Nie muszą być jak u nas dania za daniami.

Ale i tak jestem trochę zmęczona.

W uszach mi dźwięczy ulubiony Wojciech Młynarski w genialnym wykonaniu … tym bardziej, ze grzyby mamy w menu. 😀

Osobisty powstał więc już zaczyna się atmosfera nerwowa. Czas nakryć stół.

Część druga.

Mimo grzybków wszyscy przeżyli przynajmniej do tej pory. Muszę się przyznać, że obiad wypadł doskonale. Kluski naturalnie zrobiłam. O ile dobrze policzyłam było 65 sztuk.

Szarlotka wypadła rewelacyjnie. Wraz z ciastkami od Gracji była doskonałym deserem. Oczywiście obiad skończył się obowiązkowym na takim obiedzie spumante

i kawą. Jak widać i ja się musiałam załapać na fotkę w stroju kuchennym, bo przebrać się nie zdążyłam.

I kiedy już prawie wszystko opowiedziałam, o nie ,wszystko, oczywiście zmywarka odmówiła współpracy. Stoi załadowana, bo może się namyśli działać, a jak nie, to jutro wezwę właściciela, bo ostatnio ją wysuwał i mówił, że jakby coś, to zadzwonić. Dziś niedziela, to zadzwonię jutro. Jest coś własnie.

Teraz już wiadomości internetowe.

Nastąpiła quizomania. U mnie też.

Tutaj nie mogło być inaczej.

Kolejny też nieźle.

I jeszcze jeden, A co. Niech mamy radość z wiadomości, które zostały w głowach.

To były quizy a teraz taka wspomnieniowa fotka.

I już na zakończenie ” Galeria Memów”

Skromna ci ona dzisiaj tej, ale zdjęć nie brakuje.

Do jutra. —

Jak nic zwariuję

Ledwo się pogodziłam z Gutenbergiem a nawet nie narzekam, choć o miłości jeszcze nie ma co mówić, to facebook zwariował i stronę, która była dobrą zmienił na coś makabrycznego. Wielkie to coś, trudno w tym się poruszać. czołówki straszą , bo zdjęcia powiększone na maksa. A litery normalne więc zmniejszanie nic nie da.

Do wczoraj była opcja powrotu do starej wersji. Ja się jednak na nią nie załapałam, bo dziś mi zmieniono i bez tej opcji ratunkowej.

Na fb mam konto i stronę autorską od sporej ilości lat i nie mam zamiaru z niej rezygnować.

A takie coś mnie wita, po wejściu na owego ” udoskonalonego ” fb.

To zrzut ogólnej czołówki na cały ekran laptopa a tyle zostało z moich czołówek osobistych

a to cudo to moja strona autorska . Tyle z niej zostało, reszta się nie zmieściła na ekranie. 😀

Nie wiem, będę coś kombinować. Może trzeba nowe czołówki spróbować zrobić.

W każdym razie ciśnienie mi się znów podniosło.

Ale byłoby nudno. Prawda?

Czyli mogę napisać:

Trudno. Świetnie.

Tego Gutenberga też po omacku wyczajam.

A dziś chodziłam po naszym ascolańskim targu i przyglądałam się Włoszkom. Ja tam za nimi ogólnie nie przepadam, ale muszę przyznać, że jak już wychodzą ” do miasta”, to większość ślicznie ubrana. Wszystko na swoim miejscu. Buty odlotowe, sukienki prześliczne i to nie tylko młode dziewczyny.

I na jeszcze jedno zwróciłam uwagę. Na ich chód. Pięknie chodzą. A ja się na tym znam, bo sama chodzę ładnie dzięki chodzeniu na balet w dzieciństwie. Co podkreślał zawsze mąż po raz pierwszy i po raz drugi.

– Lucię, to w tłumie po chodzeniu poznasz.

Nie mam się czego wstydzić. Bo to fakt. 😀

Czyli u Włoszek te palestry, balety i szkoły tańca widać na oko.

I taka jeszcze ciekawostka. Nasza fontanna na piazza Arringo ( jedna z dwóch bliźniaczych) awansowała do roli szczęśliwej.

Turyści wrzucają pieniążki, a co sprytniejsi Włosi wieczorową porą wyciągają, bo nie jest głęboka jak fontanna di Trevi w Rzymie. 🙂

I znów mnie było wstyd, kiedy się dowiedziałam, że nasze Polki uczą Włochów naszych niecenzuralnych określeń.

-Spier….. aj.

Jeden ze znajomych pokrzykiwał głośno popisując się, jak pięknie wymawia. A nauczyła go moja dobra znajoma. Echo się niosło po piazza Roma wczoraj wieczorem. Nie wytrzymałam:

-Ty tak nie mów, bo to bardzo brzydkie słowo.

-Ale wy tak mówicie. Odripostował trochę zmieszany.

I co miałam powiedzieć?

Że ja tak nie mówię i wstyd mi słuchać. Powiedziałam. I zmieniłam temat.

I to dziś wszystko. Zamiast oglądać Lucyfera będę grzebać w fb.

A jutro osobisty zapewnił mi kuchenną rozrywkę. Obiad z córką jego i zięciem, ale u nas. I mam zrobić kluski śląskie.

Trudno. Świetnie.

A quiz mam dziś taki.

Komplet punktów.

I z tej złości dzisiaj mini „Galeria Memów”.

Może spotkamy się jutro. Jak przeżyję rodzinne włoskie historie. 😀

Wiadomość z ostatniej chwili.

Wróciła sama z siebie stara wersja fb. Oby na zawsze.

Jeszcze chwila i weekend

A jak weekend to powinno być ciut relaksowo.

Ostatnio namnożyło się w sieci quizów. Nawet sympatyczne, to co sobie będziemy żałować.

Zaczynamy. 😀

Teraz trudniejszy a może nie.

Gry i zabawy z mojego dzieciństwa.

Jak dzieciństwo . Moje, to czasy PRL.

Weekendowy rozruch mamy za sobą. Mam nadzieję, że się pochwalicie wynikiem. U mnie z ” Lokomotywy” komplet. Z czytania poległam na jednym pytaniu, a w grach brakowało mi dwóch punktów. Nie pamiętałam takich zabaw w Krakowie. Z czasów PRL komplet punktów.

A teraz codzienność.

Z listy kołowrotka odfajkowałam pranie kołdry. Ponieważ pralnia samoobsługowa jest niedaleko przed obiadem zaniosłam, wrzuciłam do pralki wymieniając pieniądze na żetony, włączyłam i poszłam do domu na obiad. Po obiedzie wróciłam. Nawet miałam na wszelki wypadek czytnik, jakby się jeszcze prała, ale była wyprana. Zabrałam do domu i już suchutka, bo jeszcze dosuszyłam na słońcu czeka na jesienne chłody. Mam nadzieję, że długo poczeka.

Wczorajszy dzień był niesamowicie wilgotny, co przy 30 stopniach nie było najciekawsze dla mojego organizmu. Po południu nawet zagrzmiało i spadł deszcz. Ranek był wyraźnie chłodniejszy. Jednak słonce przygrzało i zrobiła się powtórka z rozrywki. Zrobiliśmy niewielki spacer i postanowiłam wrócić do domu, bo jakoś marnie się czuję.

A tymczasem powinnam zbierać siły na … wycieczkę do Umbrii. Ze wskazaniem na Todi.

Mam nadzieję, że tym razem pojedziemy, bo organizatorami jest nasza grupa ” Amici di Viaggo”.

Zresztą wycieczka jest jednodniowa. 27 września w niedzielę.

Przed chwilą V. otrzymał telefon, że samochód jest gotowy i można go dzisiaj odebrać . Same pozytywy.

A już się zastanawiałam nad piątkowymi przysłowiami.

Przypomniałam sobie takie:

Piątek zły początek.

Jaki piątek, taki światek.

I taką wyliczankę ale w przypadku kichnięcia.

Poniedziałek prezent wróży.

A we wtorek kłopot duży.

A we środę list niespodziewany.

W czwartek gość w dom.

W PIĄTEK pijatyka

A w sobotę wszystkie myśli na nic.

O niedzieli nic nie ma.

No i chyba bylo dość rozrywkowo.

To teraz piękne zdjęcie.

Makowy zachód słońca.

Jeszcze ” Galeria Memów”

I do widzenia do jutra.

Zaraz weekend

Dla nas emerytów, to właściwie bez różnicy, czy to „piątek czy to światek”. Rejestruję go raczej w konwencji upływu czasu. Bo ten czas tak goni, że nadziwić się nie mogę. Dopiero życzyłam miłego i atrakcyjnego weekendu, aż tu znowu należy się spodziewać kolejnego.

Zrobiłam sobie luz od kołowrotka w sensie fizycznym. Za to dopadła mnie igła z nitką i szydełko. Zainstalowałam się przy oknie, żeby mieć dobre światło, bo wzrok dobry nigdy nie był moją mocną stroną i kilka rzeczy już naprawiłam. A nawet mi całkowicie odbiło i taką wielką a właściwie długaśną ścierkę kuchenną, co to mnie denerwowała, bo po cholerę taka długa przecięłam na pół i wykończyłam brzeg przecięcia elegancką pikotką szydełkową. Raczej nie z racji estetycznej, no może trochę, ale dla sprawdzenia czy moje palce jeszcze szydełkowo sprawne.

Informuję, że sprawne. 😀

Został mi jeszcze drugi kawałek. Poza tym ta bluzka do zahaftowania plamek i z dwóch podobnych w kolorze sukienek powstanie jedna dłuższa o falbanę i tunika letnia.

Nawet sobie do tego okna przyniosłam krzesło. I chyba ono już tam zostanie. Właśnie do takich czynności. O tej porze dopiero do mojego pokoju dzielonego z księdzem zagląda słonce. Jeszcze zza kamienic świeci do okna, ale już niedługo, bo jest coraz niżej. Ale pogoda piękna w granicach 30 stopni i wieczorem właściwie wystarczy coś z rękawkami a nie bez.

Kusi mnie Lucia Modna, bo LS coś tam na wystawach kombinuje.

A i do tej pralni z kołdrą muszę się wybrać. Może popołudniu… jeszcze nie zdecydowałam.

Czytam sobie powolutku ” Stylistki” i całkiem dowcipnie napisana. Relacje damsko męskie bez względu na epokę pozostają podobne.

Z dziką radością kupiłam ebook książki, którą chcę przeczytać. O życiu kobiet osiedlających się tuż po wojnie na ziemiach odzyskanych.

Starsze pokolenie pamięta na pewno świetną komedię ” Rzeczpospolita babska”. Ciekawe jak to się ma do filmu.

To teraz coś do poczytania z Internetu.

https://schwile.blogspot.com/2020/09/15-niedrogich-kosmetykow-z-apteki-ktore.html?fbclid=IwAR1_s3pCzuh17WpZo1gV7m6Pag6oy05LODewoZdPwuqbs-do6gYCK0QnaGY

Bardzo dobry blog o tym, co we Włoszech piszczy. Rzetelna prasówka.

I jak już tak muzycznie zaczęłam, to jeszcze coś w kontekście tego zdjęcia.

Zamiast osławionej ” Felicita:

I mam oczywiście stare Katowice

Stary Kraków.

I nową ” Galerie Memów”

A teraz się pochwalę. Moja autorska strona na Facebooku ma już 3.500 polubień.

Cieszę się bardzo.

Teraz idę ściągnąć sobie ze zwierzątka wczorajszy odcinek ” Na dobre i na złe”.

Do jutra.