Dzień do kasacji

Nawet wylewać żalów nie będę. Po prostu chcę ten dzień wymazać z pamięci. I oczywiście to mi się nie uda.

Toksycznym chwilom przybędzie kolejny esej. A długo ich nie pisałam.

Za to na 100% wiem co to za krzew,

Otóż miałam własne podejrzenia po liściach. Zmyliły mnie kwiaty. To nespole… owoce, które lubię i które wielokrotnie pokazywałam na drzewach. Jak napisałam zmyliły mnie kwiaty, bo owoce są na drzewach w sezonie czereśniowym więc nie spodziewałam się, że kwitną w grudniu.

„Nazwa nieśplik japoński z pewnością nie powie wiele Polakom, ten duży krzew charakteryzujący się kulistą koroną oraz drobnymi, lekko zaokrąglonymi owocami nie jest bowiem spotykany w naszym kraju. Uprawia go jedynie grupa pasjonatów, a amatorzy nietypowych smaków niekiedy natrafiają na wykonane z niego przetwory.”

Jest naprawdę bardzo smaczny.

Czas na DODATEK INTERNETOWY

GALERIA KRAKOWSKA

Kraków – ciekawostki, tajemnice, stare zdjęcia

Bazylika Mariacka na krakowskim Rynku Głównym w 1966 roku. Nawierzchnia już gładka, z płyt, które zastąpiły tzw. „kocie łby” 3 lata wcześniej.

Albumy świąteczne

GALERIA ŚLĄSKA

Katowicki świąteczny jarmark

W Bytomiu

A tak w naszej stolicy.

Rafał Trzaskowski 

Świąteczne metro już kursuje, choinka zapalona, a dzisiaj rozbłysła również warszawska świąteczna iluminacja. Zobaczcie, jak pięknie!🎄 PS W poniedziałek ruszy też, po raz pierwszy w historii(!) świąteczny tramwaj

A teraz ciekawostki

Podkradłam fotkę z blogu Sabiny Trzęsiok- Pinna

A to bombki na choinkę ciut nietypowe, ale mocno kolorowe.

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Na Platformie Politycznej

Uśmiechy

Madrość na dzisiejszy dzień, to:

A teraz czas na debiut całości moich TOKSYCZNYCH CHWIL .

Uprzedzam, to są dołujące zapisy. Ale czas je ujawnić.

  TOKSYCZNE CHWILE

                                                                           Lucyna Kleinert

 Chwila pierwsza

Patrzyła na niego ze złością kiedy w kolejnej furii zrzucił na podłogę koc ze swojej strony łóżka.

– Takie koce to są w wojsku a nie w hotelu. – Wrzeszczał.

Jej złość przybrała odcień furii która jeszcze nie znalazła ujścia na zewnątrz. Wdech, wydech, wdech… Patrzyła na sponiewierany koc. Wełniany z paskami ni to ozdobnymi ni to nie wiadomo po co.

Pomyślała:

– Gdybym sama w nocy miała sobie o niego wybić zęby nie podniosę go.

A przecież ta jej poukładana część charakteru cierpiała męki patrząc na pojawiające się zmarszczki na kocu.

– Czego się spodziewałaś idiotko. – Powiedziała z czułością do siebie.

– Od początku przeczuwałaś, że pakujesz się w uczuciowe bagno. Każde bagno jest podobne. Wciąga coraz głębiej. Aż taka naiwna nie byłaś, bo to i wiek i iloraz inteligencji, która podobno polega na kojarzeniu faktów posiadasz.

Wzięła głęboki oddech i wyszła z pokoju.

Topór wojenny znów został wykopany.

        W takim momencie, kiedy dopadały ja wspomnienia powinna dookoła być, co najmniej listopadowa pogoda za oknem. A właśnie jak na złość świeciło słońce, wiosna była coraz bardziej widoczna, a ją goniły myśli z gatunku ponurych.

 Jak udało się jej tak skomplikować życie, że nie bardzo  teraz wie jak się w nim ustawić? Przecież, kiedy spotkała go po raz pierwszy specjalnie jej się nie podobał

– Facet, jak facet. – Pomyślała. 

– Wysoki i dobrze zbudowany i to wszystko. Twarz poorana zmarszczkami. Ale wieku nie potrafiłabym określić.

 A jednak musiało coś ją w nim zaciekawić, bo sytuacja zaczęła się rozwijać. Jak zwykle w takich wypadkach. Telefony, kilka spotkań, na których o dziwo było ciekawie i nie tak oklepanie. Trochę rozmawiali. Był inteligentny, a tę cechę stawiała u mężczyzn na pierwszym planie. Wróciła myślą do ich pierwszych wspólnych dni. Miała kilka dni wolnego i postanowiła zaryzykować i spędzić je z nim. Zapowiadało się sympatycznie. Był miły, czekało na nią jej ulubione czerwone wino. Dużo wina i o dziwo żadna „ czerwona lampka? jej się nie zapaliła.

Wieczorem pojechali na kolację. Po powrocie powiedział:

– A jutro będę dla ciebie gotował obiad.  – Jeszcze nie wiedziała, że w tej materii posiada naprawdę talent. Wino umilało wieczór. Zawsze była dumna ze swojej „ mocnej” rodzinnej głowy. A wina nie ubywała. Jednak w pewnym momencie sympatyczna atmosfera zniknęła. Zrobił się drażliwy i niemiły momentami. Ona też na drobne złośliwości nie pozostawała dłużna. Napięcie rosło w miarę jak posuwały się do przodu nocne godziny. Po sympatycznej atmosferze nie było śladu.

W pewnej chwili powiedział:

– Nie jesteś moją pierwszą i nie ostatnią kobietą.

I to chyba przeważyło. Być może pod wpływem wina pomyślała:

– Pierwszą z pewnością nie, ale czy nie ostatnią, to jeszcze zobaczymy.

Tak to był ten moment, w którym nie posłuchała intuicji.

Rankiem po przebudzeniu, wziął ją za rękę i powiedział:

– Przepraszam. Za dużo wypiłem. – Nie miała pojęcia, że zawsze pamięta, co mówił i co robił, bez względu na wypitą ilość alkoholu.

Chwila druga

DEGRENGOLADA… słowo, które mogłoby być imieniem. Damskim imieniem. Coś w tym słowie przypominało „ famme fatale”.  Słowo, które wyciągało swoje pazury w czerwonym odcieniu lakieru do paznokci.  Pazury były coraz bliżej.

Patrzyła na codzienną butelkę wina wśród różnych rupieci na stole, które bez widocznego skutku próbowała uładzić. Coraz szybciej była próżna. Czasem wystarczało 20 minut.

A ona coraz rzadziej poruszała ten temat.

Kiedyś powiedział:

– Ja nie jestem alkoholikiem. Ja lubię wino. Czy widziałaś żebym kupował wódkę?

Rzeczywiście. Nie kupował. A jednak dziś zobaczyła na oknie w łazience wychodzącym na balkon wśród doniczek z kwiatami prawie pustą butelkę po wódce. Rzeczywiście nie kupił jej. Dostał w prezencie prawie dwa miesiące wcześniej. Woził ją w samochodzie. Może sprawdzał swoją silną wolę?   I teraz stało się jasne, dlaczego Degrengolada zbliżyła się znów o krok.

Jego odporność na alkohol malała w szybkim tempie.

A ona już nawet nie reagowała złością.  Kolejny etap miała za sobą.

           Kiedy chciała umiała okręcić większość mężczyzn. Taki rodzinny talent po mamie, babci i prababci. A i kilka ciotek też tę umiejętność posiadały. I tak chyba oboje wypróbowywali na sobie swoje talenty. Z perspektywy lat widzi, że manipulacja szła w obu kierunkach. Powoli zaczęły ich oplatać jakieś macki . Uczucia? Sympatii? Sama nie potrafiła na to pytanie odpowiedzieć. Znów patrzyła za okno. Wróciła myślą do kolejnych sygnałów, że coś nie jest tak, jak powinno być. Alkohol nie był sporadyczny. Alkohol był obecny przez cały czas.  Zakupy kończyły się w dziale win , a w domu nie miało prawa zabraknąć wina. 

Chwila trzecia

Miał w sobie coś z Narcyza.  I patrząc na siebie w lustrze podczas golenia musiał widzieć jak bardzo szybko zmienia się jego twarz.  I nie przez zmarszczki z racji bądź, co bądź słusznego już wieku. Zdrowie, którym do tej pory mógł się poszczycić mimo wydumanych chorób zaczynało się kruszyć jak zużyty przez lata materiał budowlany. 

To też miało wpływ na jego zachowanie.

Ktoś musiał być za to odpowiedzialnym. A wokół niego pozostało już tylko kilka osób. 

Patrzyła z cieniem uśmiechu w oczach, jakby wiedziała o sekundę wcześniej, co powie.

– To wszystko przez ciebie. Masz trujący wpływ na mnie.

– Nie jesteś konstruktywna. Jesteś pasywna.

– Powinienem mieć dużo młodszą partnerkę.

A ponieważ doskonale wiedział, że była dumną ze swojego wyglądu, który czas traktował wyjątkowo łagodnie, dodał złośliwie.

– Jesteś stara i brzydka.

Cień uśmiechu z oczu przeniósł się na usta. Zaśmiała się lekko.

Wciąż umiała odbić piłeczkę.

Chwila czwarta

Degrengolada miała siostrę przyrodnią. O imieniu Agresja. Agresja pojawiała się z odpowiednim szumem i krzykiem. Degrengolada podkradała się niepostrzeżenie.

Powiedział:

– Wychodzisz to kup tuńczyka w puszce, jogurt i wino. Podał banknot.

– Dobrze. Ostatecznie nic ją to nie kosztowało. Nawet w przenośni.

Nie dosłyszała, co mówił o ofercie w pobliskim sklepie. A wiedziała, że uwielbiał tak zwane okazje, które często ofertami były z nazwy.

W sklepie nie znalazła żadnych rewelacji cenowych. Wybrała według niej najlepszą cenę produktów. Kiedy wróciła Agresja pojawiła się jak zwykle nagle.

– Dlaczego kupiłaś tego tuńczyka. To nie ten z oferty. Przepłaciłaś. Rzucił opakowaniem na podłogę.

– Dlaczego nie kupiłaś jogurtu z oferty? Znów się pienił w takt Agresji.

Jedynie wina nie skomentował.

Agresja powoli się wycofywała. Miała satysfakcję.

Ona też patrzyła jak wychodzi i znika za drzwiami.

Wiedziała, że za kilka chwil wróci.

Jednak zdążyła się do Agresji przyzwyczaić. Nie zaprzyjaźnić, ale tolerować.

„Degrengolada zamieszkała z nimi na stałe. Wszędzie widać było jej obecność. W jego opuchniętej twarzy, trzęsących się rękach i podniesionym głosie, który opanował najmłodszy brat Degrengolady Wrzask. I jak to dzieciak stale dopominał się o zwrócenie na siebie uwagi. Krzykiem.

Pojawiły się kłopoty z pamięcią i małpia złośliwość.

Dni kiedy Degrengolada wychodziła z domu stawały się rzadkością. Czasami pod jej nieobecność zastępowała ją najmniej lubiana siostra Agresja.

Była niebezpieczna. Nie dla niej dla niego. Jeszcze czasami starał się opanować, ale i te momenty zanikały.

Wszędzie otaczali go (nie)przyjaciele. Wszyscy działali przeciw niemu. Opanowała go niemoc. Odkładał wszystko na ostatnią chwilę albo starał się nią wyręczyć.

Patrzyła na niego z coraz większym spokojem. Zaprzestała walki o niego. W głowie układał się plan, który w zależności od sytuacji nabierał coraz bardziej realnego kształt.

Z oparów alkoholu wyłaniał się zarys działania.

Chwila piata

Czuła w sobie niemoc. Patrzyła jak kupował trzy kartony wina i czuła jak ta niemoc zamienia się w furię. Już na ulicy doszło do spięcia.

Wybuchła. Wylał się z niej jad i niepotrzebnie zaczęła awanturę. Patrzyła jak w miarę wypitego wina znika człowiek, a pojawia się jego karykatura.

Wszystkie złe cechy doszły do głosu. Widział, że zajęła się sprzątaniem więc wylał butelkę wody mineralnej na podłogę. Wysypał złośliwie popielniczkę. Wiedziała, że nie powinna posprzątać, jednak wiedziała też, że kiedy tego nie zrobi, to syf rozniesie się na jego butach  po całym domu. A sil na sprzątanie ma coraz mniej. Wstyd, że ktoś wejdzie do mieszkania zapanował nad chęcią zostawienia jego wyczynów w stanie pierwotnym.

Oceniona zostanie ona i jej nacja. To też przerabiała.

Nawet jak zniknie karykatura, to i tak tylko sobie przysporzy pracy.

Zza drzwi dobiega monolog. Nie słucha. Doskonale wie, że będzie dziś trwał aż alkohol położy temu kres.

Najgorsze, że plan działania nie wypalił.

Nigdy nie przypuszczała, że będzie mu życzyć zejścia do dna. Tam, gdzie nie ma już nic i tylko w samym sobie jest jeszcze iskierka ratunku.

Powoli dopada ja znieczulenie. Awantura wyssała z niej wszystkie siły.

Jak nazwać tę kolejną postać, która wyszła z oparów wina?  

Degrengolada, Agresja i  kolejna siostra Psychoza .

Jaka jest Psychoza? Ma złośliwie zmrużone oczy, jest wredna i absolutnie nieprzewidywalna.

Tak jest już tercet.

Dzień specjalny

Szczegolnie dla tych że Śląska. Ja co prawda Ślązaczka przez zasiedzenie po przeprowadzce z Krakowa, ale wrosłam. I na zawsze pozostaną we mnie wspomnienia tamtych prawdziwych Barbórek . Tych z czasów PRL u. Różnie się teraz o tym mówi. Ale mnie we wspomnieniach polityczne dywagacje nie obchodzą.

Cieszę się, że moja pamięć ma tych wspomnień trochę.

Z cyklu ” Znacie? Znacie. To nic poczytajcie jeszcze raz”. ( Życiorys PRL em malowany).

Gdzie jesteś Barbórko?

Jutro świętej Barbary, Barbórką zwaną na Śląsku. Ciekawa jestem czy na ” Zenicie ” w Katowicach pali się już choinka czy jako relikt dawnych czasów została skazana na wygnanie? Pamiętam różne Barbórki, ale najbardziej we wspomnieniach pojawia mi się pierwsza po przyjeździe na Śląsk. Pracowałam już kilka miesięcy w Rudzie Śląskiej. – Kochłowicach dziwolągu miejskim – kilkanaście samodzielnych osiedli, głównie górniczych połączonych w twór pod nazwą Ruda Śląska. Pracowałam w Domu Kultury Kopalni Węgla Kamiennego (KWK) ” Wirek, “ która teraz nawet nie wiem czy istnieje. Dom Kultury mieścił się na Rynku w Kochłowicach. Jego też już nie ma, bo w czasach, kiedy ja tam pracowałam chylił się do upadku, tak mu „szkody górnicze” dogodziły. W głównej wielkiej sali z estradą trzeba było chodzić pod ścianami, bo tynk odpadał kawałkami. W bibliotece po regalach zjeżdżały myszy a w sali pierwszej było zimno, bo ogrzewanie stanowił brzuchaty piec ogrodzony szklanym boksem dla personelu. Tam pierwszy raz spotkałam się z piecem. Przeżyłam chwile grozy, kiedy moja kierowniczka nosząca piękne imię Brygida, pieszczotliwie zwana Gita, powiedziała idąc do domu ( miałam dyżur popołudniu):

  – Jak się już dobrze rozpali to zakręć piec. I poszła.

A ja, co chwilę patrzyłam czy się już dobrze rozpaliło i widziałam się jako ofiarę czadu. Jednak zakręciłam widać w dobrym momencie, bo przeżyłam. Tam spotkałam się z prawdziwą jeszcze gwarą śląską. Na początku nic nie rozumiałam. Przychodzili starsi mocno górnicy – emeryci… Tacy, o których ” Śląsk ” śpiewał ” Starzyka ” („ idę sobie przez podwórze i pyk, pyk fajeczkę kurzę) i mówili do mnie:

  – Frelko ( panienko) i coś jeszcze, czego nijak nie rozumiałam.

Później już wiedziałam, że pytają, kiedy będzie zebranie Kólka Łowieckiego, wiec, kiedy słyszałam:

  – Frelko i coś tam jeszcze, mówiłam:

  – W środę o 17- tej.

Ale pomału język śląski przestał być dla mnie obcym podobnie i życie stało się w Kochłowicach normalne. Ta pierwsza Barbórka odbyła si ż jeszcze w Domu Kultury w sali z estradą, na której zasiedli oficjele: dyrektor kopalni, I sekretarz PZPR, przewodniczący Rady Zakładowej i przedstawiciele GIG- u( Głównego Instytutu Górniczego), była mównica i były mowy i były odznaczenia dla Zasłużonych. Na widowni siedzieli górnicy w galowych strojach przy szpadach i pióropuszach na czapkach, wtedy to dokształciłam się w kolorze pióropuszy, który sygnalizował rangę górniczą. Najfajniej wyglądała orkiestra z czerwonymi pióropuszami, biały to był dozór, czyli sztygarzy, zielony dyrekcja a zwykli górnicy mieli pióropusze czarne. Mam nadzieję, że po latach nic nie pokręciłam. Były i koperty do odznaczeń a ponadto do pensji dla wszystkich pracowników kopalni ( ja też dostałam) dodatek równowartości flaszki i kg kiełbasy. Jak świętować to świętować. Wieczorem była zabawa, przy stolikach siedzieli górnicy ” Społem ” przygotowało kolację, alkohol lał się strumieniami. Miałam dyżur i widziałam taki obrazek:

Było zimno i mroźno. Na zewnątrz stały dwa ” Żuki „( takie furgonetki), dyżurowali chłopcy, z ZMS- u. Kiedy taki delikwent miał dość wrzucano go do auta i kiedy uzbierało się kilku ( a znali się wszyscy) rozwożono ich do domu. Ja i pani Gita zamykając Dom Kultury pozbierałyśmy szpady, czapki i inne akcesoria pozostawione przez uczestników imprezy. Następny dzien. mieli wolny, więc popołudniu pojawiali się ze skruszonymi minami po zapomniany ekwipunek świąteczny. Inną Barbarkę świętowałam prywatnie w zaprzyjaźnionej rodzinie, tym razem na Halembie. Tam Barbórka to w domu uroczysta kolacja, mnóstwo gości i stamtąd pamiętam wspaniale kuleczki rybne w zalewie octowej przyrządzone przez panią domu. Piękny zwyczaj. Msza była wyłącznie prywatna, żadnych religijnych obchodów w kopalni, ale święta Barbara stała i tak na cechowni, nawet ustrój panujący nie odważył się Jej stamtąd usunąć.

Obchodami barbórkowymi zaczynał się czas przedświąteczny a żeby było bardziej uroczyście ulicami śląskich miast szły grające orkiestry górnicze. Jeszcze słyszę te melodie we wspomnieniach… A teraz?

A teraz życzenia dla Wszystkich Znajomych i Nieznajomych Barbar. Wszystkiego dobrego.

A tymczasem tutaj jest jedna Barbara włoska czyli córka V. Życzenia od nas wysłane. Czy tatuś coś jeszcze planuje nie wiem.

Trudno z nim się porozumiewać. Nie wiem z jakiego powodu, ale mam problem ze zrozumieniem co mówi. Prawie nie otwiera ust i gada z prędkością karabinu maszynowego. Większości muszę się domyślać. Miesza ascolanski z włoskim i zmienia akcent. I następują spięcia. Nawet jak ja mówię po włosku, to on myśli, że po polsku.

Coś jest nie tak.

Dzisiaj to on czeka na hydraulika o dziewiątej a ja jak skończę pierwszą turę pójdę ogarniać sprawę na mieście.

Zobaczymy, co przyniesie chłodny grudniowy dzień. Bardzo chłodny. O dziewiątej zaledwie 5 stopni.

Może w końcu dzisiaj po tej zawierusze hydraulicznej uda mi się zmienić w kuchni firanki. I zostanie mi tylko okno w sypialni. Jakoś specjalnego sprzątania nie przewiduję. W końcu sprząta się na bieżąco. A z racji awarii pod zlewozmywakiem będzie błysk.😄

Kończę drugi tom ” Jaśminowej sagi”. Nie ma to nic wspólnego z romansem. Skończyła się wojna. I straszne kolejne losy gdańszczan.

Dlatego dobrze mi robi sielska ” Miłość nad rozlewiskiem” a z racji problemów alkoholowych odbieram przez pryzmat doświadczenia.

Zaraz będzie koniec mojej pierwszej tury. Dokończę po powrocie do domu lub w przerwie popołudniowej.

Niestety zabawa w normalną kuchnię szybko się nie skończy. Hydraulik przeczyścił wszystkie rury w mieszkaniu i woda dalej nie schodzi. Tyle, że odłączył zmywarkę i woda już po zejściu przez wąż na zewnątrz nie wylewa mi się na kuchnię.

Zapchane jest poniżej mieszkania. Popołudniu przyjdzie właściciel pooglądać pomieszczenie gospodarcze. Tylko, że tam nic się nie wylewa i wszystko schodzi więc moim zdaniem, to jeszcze niżej. Chałupa stara, to kiedyś musiało pierdyknąć. Tylko dlaczego kiedy mieszkamy my. I tak dobrze, że nie w Święta .

No i zaraz wracam do domu. Dzień jak do tej pory między godzinami mi się rozlazl. . Może potem będzie lepiej.

Czyli czas na DODATEK INTERNETOWY

GALERIA ŚLĄSKA

Jozef WąsikŚląsk jest śliczny!

Katowice – rynek wieczorem w 1963r.(na widokówce BW ,,Ruch” fot.T.Hermańczyk-zbiory własne). Widać modne pierwsze neony o aktualnej wówczas treści. Na zdjęciu z 2021r. ten sam budynek za dnia.

GALERIA KRAKOWSKA

Kraków – ciekawostki, tajemnice, stare zdjęcia

Jeden z kilku straganów na placu Nowym (Żydowskim) na krakowskim Kazimierzu w 1993 roku.

Natomiast na tym nagraniu możecie zobaczyć jak i czym handlowano na nim w 1976 roku (zajrzymy również do jego wnętrza!) –

krakow4u.pl

Za co najbardziej kochacie grudzień ? Bo ja właśnie za takie niskie, jedyne w swoim rodzaju światło 😍😍😍

GALERIA LWOWSKA

Lwów na słodko i półwytrawnie

Dobrą opinię firma cukiernicza zdobywa nie tylko dzięki swoim wyśmienitym recepturom i kunsztowi mistrzów cukierniczych, ważne jest oczywiście opakowanie. W okresie międzywojennym

oko cieszyły – i cieszą do dziś! – bombonierki-zwierzątka projektowane przez Edwarda Manitiusa, wykonywane w jego wytwórni zabawek na Pradze. Równocześnie zabawki i pudełka, wielofunkcyjne cacka. Wśród zamawiających u Manitiusa tego typu bombonierki była również lwowska firma cukiernicza „L. Zalewski”. Spójrzcie na witrynę sklepu firmowego Zalewskich w Warszawie (filia otworzona w 1932 r.) – pingwiny, żaby, pelikany i Myszka Mickey… Ciekawe, czy u kogś zachowało się takie opakowanie? A jeśli chcecie zobaczyć kilka z nich, zapraszam na stronę, do której link poniżej Zobaczycie tam ich cały szereg!

A o fimie „L. Zalewski” w: A. Kozłowska-Ryś „Lwów na słodko i… półwytrawnie”, Liberum 2020, wyd. II.

Edward Tadeusz Manitius (1902-1975) – przemysłowiec, projektant, właściciel Wytwórni Zabawek i Wyrobów Zdobniczych przy ul. Kępnej 15 w Warszawie.

Dawid Młynarski Muzeum Warszawskiej Pragi.

https://www.infoarchitekta.pl/artykuly:6-wydarzenia:22711-rzeczy-do-zabawy-edward-manitius-i-jego-wytwornia-nowa-wystawa-wmuzeum-warszawskiej-pragi-przybliza-wyprzedzajace-epoke-projekty-manitiusa-i-designerskie-realizacje-praskiej-firmy.html?fbclid=IwAR3SJ2ESvJIMEpSyLtGj4Q9kFv7I3G85-_XcMHDBXhkcT9UZjec1TixEqAI

Poradnik PPD

Nadal dekorujemy

I pieczemy 😀

Polki na Obczyźnie

Jeżeli macie ochotę na pyszne ciasto z gruszkami, to idealnie się składa, gdyż Honorata Demczuk podzieliła się z nami swoim sprawdzonym i wielokrotnie przetestowanym przepisem.

Składniki:

4 szklanki gruszek, obranych i pokrojonych

1-1,5 szklanki cukru

1 szklanka mielonych orzechów włoskich

3 szklanki mąki pszennej

2 łyżeczki sody oczyszczonej

1/2 łyżeczki soli

1/2 łyżeczki mielonego cynamonu

1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej

2 jajka

1 szklanka oleju

1 łyżeczka olejku waniliowego

cukier puder do posypania

W średniej wielkości misce wymieszaj gruszki, cukier i orzechy. Następnie odstaw na godzinę – mieszając od czasu do czasu.

Formę o średnicy 25 cm posmaruj niewielką ilością masła oraz posyp mąką. Rozgrzej piekarnik do 190˚C.

W osobnej misce wymieszaj suche składniki: mąkę, sodę oczyszczoną, sól, cynamon i gałkę muszkatołową.

W dużej misce ubij jajka mikserem na średnich obrotach. Dodaj olej i wanilię, kontynuując ubijanie. Następnie dodaj przyprawioną mąkę i dobrze wymieszaj szpatułką.

Ciasto będzie miało gęstą konsystencję. Następnie dodaj gruszki i dobrze wymieszaj łyżką, aż do całkowitego połączenia. Przelej masę do formy.

Całość piecz przez około godzinę we wcześniej nagrzanym piekarniku, aż do suchego patyczka.

Na koniec ciasto ostudź i posyp cukrem pudrem.

Smacznego!

Historie ciekawe

https://histmag.org/austerlitz-bitwa-trzech-cesarzy-12843?fbclid=IwAR0jzIXFC925w6jPkqDiRTCi4sUbITL-ThjehmfP8Kn87kHmFhkpj9y1SVA

GALERIA MEMOW I AKTUALNOŚCI

Na Platformie Polityczno- kościelnej

Uśmiechy

Moje wyspy

– No to zdrówko stary! I opowiadaj, jak ci się żyje z małżonką…

– Do dupy…

– No, no, nie upiększaj! Mów jak jest!

I dzisiejsza mądrość. Jak znalazł dla mnie dzisiaj. 😀

Do jutra.

Awaryjnie

Żeby nie było za dobrze wczoraj zatkał mi się w kuchni zlewozmywak. No cóż zdarza się. Wzięłam przetykacz gumowy i woda zeszła. Za chwile patrzę, a na podłodze w kuchni pełno wody. Otóż woda zeszła, ale wybiła przez …. zmywarkę, bo i zlew i zmywarka ma jedno odprowadzenie. I tu już nic nie mogłam zrobić. V. zmęczony winem spal, kiedy wstał odmówił współpracy, bo to nie jego dom. Co z człowiekiem po winie gadać. Co prawda i on próbował przetkać przetykaczem, ale i jemu wybiło przez zmywarkę. Wobec tego zadzwoniłam do właściciela i poprosiłam o hydraulika. Roberto wpadł na moment zobaczył, co się dzieje i umówił hydraulika na jutro rano na dziewiątą. Szykuje sie grubsza robota.

Akurat wracam z pracy, po pierwszej turze. Co prawda mamy jeszcze do załatwienia jedną sprawę o dziewiątej rano, ale jakoś to musimy ogarnąć.

Pogoda dzisiaj taka zimna tyle, że przestało lać. Bo wczoraj po południowym słońcu i ociepleniu popołudnie było obrzydliwe. Lało jak z cebra.

Sporo czasu spędziliśmy znów na poczcie włoskiej. V. pomylił karty bankomatowe i bankomat połknął kartę. Na szczęście była to karta do płatności za telefon, bo on ma Internet i inne pocztowy. To było jakieś trzy tygodnie temu. Zgłosił, zgodnie z poleceniem zostawił numer telefonu i czekał na wiadomość o odbiorze karty.

W międzyczasie dwukrotnie zostawiał swój kontakt. Dopiero wczoraj ja u pracownika, który jest nam znany uzyskałam wiadomość, że karta jest do odbioru, ale musi sam.

Jezu, jaki cyrk. W trzech okienkach, dokumenty, podpisy i jeszcze oplata prawie 8 euro za zwrot tej karty. No ale odzyskał i niech uważa, co wkłada do bankomatu. Coraz gorzej z koncentracją.

A ascolańska poczta znów ułatwiła życie petentom. Wczoraj płaciłam za światło i wysyłałam list do sądu. Miałam oczywiście numerek. Przy okienku okazało się, że nie mogę obu spraw załatwić jak wcześniej jednocześnie przy tym okienku, bo żeby wysłać list muszę mieć numerek z literką P. Czyli nowe czekanie w kolejce.

Kompletny nonsens. Teraz już wiem. Trzeba brać od razu dwa numerki i załatwiać ten, który wcześniej się wyświetli.

Trudno świetnie.

W Ascoli ruszyły instalacje głównych dekoracji na placach. Na piazza Arringo w tym roku stanie … świąteczny balon. Już dziś go montowano.

A ślizgawka nabiera ksztaltu.

Co jeszcze będzie w tym roku zobaczymy 8 grudnia.

Serial ” Dom na Rozlewiskiem” skończyłam i oglądam jego kontynuację ” Miłość nad Rozlewiskiem”.

Zaliczyłam też kolejny odcinek ” Na dobre i na złe” i jestem w polowie drugiego tomu ” Jaśminowej sagi”. To w ramach rozrywki domowej.

I trochę różności w:

DODATKU INTERNETOWYM

GALERIA ŚLĄSKA

GALERIA KRAKOWSKA

GALERIA LWOWSKA

Poradnik PPD

Dekoracji świątecznych ciąg dalszy.

Lucia Modna przesyła.

Biustonosze stawiające na wygodę. Podobają mi się.

I oczywiście buty.

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Na Platformie Politycznej

Absolutny hit

https://wydarzenia.interia.pl/malopolskie/news-stary-sacz-radni-odspiewali-bogurodzice-przed-glosowaniem-na,nId,5679986

https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,27862639,w-starym-saczu-glosowali-nad-uchwala-anty-lgbt-nagle-radna.html

Lucyna Olejniczak

Skąd się biorą ludzie o tak nienachalnym intelekcie i takiej bezobjawowej mądrości? Czy ta pani z łamiącym się od pobożności głosem, wie, że patronka ugrupowania, w którego imieniu tak bogobojnie przemawiała, urodziła się w 1292 roku, więc jej kościół nie może trwać u nas od tysiącleci? Ba, nawet nie od tysiąca. I czy sprawdziła wcześniej, co tak naprawdę znaczy słowo „bałwochwalstwo”? Litościwym milczeniem pominę jej wokalne umiejętności.

Uśmiechy

Mądrość na dzisiejszy piątek:

Do jutra. Miłego weekendu.

2 grudnia tego roku

Dla mnie najważniejsze są dwie wiadomości. Powrót ciepła. Na termometrach na zewnątrz 14 stopni i załączenie w domu ogrzewania.

Osobisty wydał mi polecenie załączenia systemu ogrzewania kaloryferów. Włączone są na cztery kaloryfery w czterech pomieszczeniach dwa. W sypialni i łazience. Kuchnia i pokój ksiedza mają je zakręcone. Jednak w myśl fizyki, czego zresztą nie rozumiem ciepło, które idzie do góry wchodzi do pokoju ksiedza, do którego wchodzi się po schodkach. Poza tym to niewielki pokój i ogrzewany przeze mnie piecykiem. Całkiem znośna w nim temperatura.

Wczoraj zrobiłam spory spacer, żeby pooglądać wystawy. Stąd album wystaw świątecznych.

I najpiękniejsze figurki z szopki, która przypominam, jest najważniejszym elementem dekoracyjnym w domach włoskich. Oczywiście neapolitańskie. Piękniejszych niż te z Neapolu nie widziałam.

A tymczasem wczoraj na targu na wielu stoiskach włoski element wspomagający w domach czyli mufka ogrzewacz na ręce. Taki termofor z gorącą wodą lub nawet elektryczny. Siedzi sobie taka postać włoska w fotelu w zimnym dość pomieszczeniu, na nogach ma koc a ręce schowane w mufce. I patrzy sobie w telewizor.

Za to rozkwitły nasze zimowe pachnące mocno krzewy.

Jakby chciały powiedzieć:

-Nie jęcz kobieto. jaka zima. My kwitniemy.

A w domu z racji czwartku kluski śląskie. To jedyne ustępstwo V. na rzecz kuchni polskiej. Woli nasze kluski od włoskich. Za to jedzenie ich w inny dzień tygodnia to herezja. Mają być w czwartek. Wczoraj V, przyłożył swoja włoską rękę do sosu czyli sugo i rzeczywiście stanął na szczycie swoich umiejętności kulinarnych. Klusek było w sam raz na jeden obiad.

Trzeba mu to oddać. Jak jest w formie i mu się chce, to te sosy doprawia rewelacyjnie.

Ja wciąż w ” Domu nad rozlewiskiem”. A ” Jaśminowa saga” czeka.

Dzisiaj znowu wyjście do miasta i oblecenie wszystkiego zajęło mi sporo czasu.

Musiałam wydrukować mail do sądu i wysłać go pocztą. Zrobić mini zakupy i takie tam różności.

Ale ogarnęłam wszystko i teraz ogarniam poletko w Internecie. A mam sporo miejsca do działania. To teraz:

DODATEK INTERNETOWY

GALERIA KRAKOWSKA

Spokój, Słońce, cisza..

choć akurat cisza przerywana jest co godzinę, przez jakiegoś wariata grającego na trąbce…

Kto chciałby teraz posłuchać ?

fot. Paweł Krzan / listopad ’21 / www.krakow4u.pl

GALERIA LWOWSKA

Poradnik PPD

Dekorujemy dom. Komu sie chce i ma zdolności manualne. Ja zdolności mam, ale mi się nie chce. 😀

W Historiach ciekawych:

https://histmag.org/Zycie-codzienne-i-wojna-z-perspektywy-Sowieta.-Fotografie-Siergieja-Strunnikowa-Galeria-21363?fbclid=IwAR2u9gNBxT-zpFSBQBkgXbmlXIYvWGm1-VTxsXhncts4kgCs0afsCCZEmbc

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Na Platformie Politycznej

Stanisława Janicka

· 

Szacunek Pani Profesor, tak się z nimi rozmawia:

„Towarzysz Jankowski, szef Zarządu Głównego NSZZ Policjantów, do prof. Moniki Płatek:

„Załatwiajcie swoje porachunki polityczne w sejmie, a nie na ulicy”.

Profesor Monika Płatek do Jankowskiego :

„Nie towarzyszu Jankowski, wy swoje porachunki dwa lata temu załatwiliście na ulicy i nikt was nie bił metalowymi pałami, nie pryskał gazem, ani nie rzucał o bruk, nikt was nie zamykał w areszcie. Dostaliście to, co chcieliście – srebrniki z naszych podatków, za które dzisiaj służycie wiernie mafii Kaczyńskiego. Dlatego, kurwa mać, nie pierdol pan, że nie jesteście stroną w tym sporze. Jesteście umoczeni w tym pisowskim gównie po uszy.”

Piotr Zygarski

Na czerwono zaznaczyłem wybudowane obwodnice z piątki Kaczyńskiego. Aby lepiej było widać z podziałem na województwa.
Mapka zawiera również wszystkie nowe mosty (na niebiesko), wybudowane za czasu PiS autostrady (na zielono), a na Bałtyku wszystkie nowe promy (kolor szary).

UŚMIECHY

Mądrość dzisiejsza dyskusyjna:

Do jutra.

Jak rozpoczęłam grudzień

Oczywiscie grudzień przyszedł tak jak miał przyjść. Najważniejsze, ze przywiał go ciepły wiatr i temperatura wzrosła do 12 stopni w cieniu. Oczywiście w słońcu, które też się pojawiło było jeszcze cieplej. Najpierw schowałam rękawiczki, potem do torebki powędrowała czapka z pomponem. I poszłam na pocztę, bo doczytałam się, że mogę ten polecony odebrać 1 grudnia.

Po odsiedzeniu prawie godziny odebrałam. Jak przypuszczałam list byl z sądu z poleceniem, zeby do 7 dni podać ewentualny plan przyjazdu do Polski w celu wyznaczenia daty rozprawy.

Tak, że już wysłałam odpowiedź mailem a jutro wyślę jego papierową kopię z podpisana zwrotką.

Poinformowałam, że jeżeli nic nie stanie na przeszkodzie z racji pandemii, to planuje przyjazd w lutym lub marcu. I tak wiem, że będę w kraju na początku roku. Bardzo mnie to cieszy. Zaplanuję sobie trochę odwiedzin i rodzinnych i towarzyskich. Nie mówiąc, że się dogrzeje.

Wczoraj V, podał kolejny powód nie ogrzewania kaloryferami domu. Otóż z racji pojedynczych i nieszczelnych okien i kilkakrotnych próśb do właściciela o zrobienie z tym porządku nie będzie grzał po to, żeby ciepło uciekało na zewnątrz.

Na szczęście te niskie temperatury w nocy w okolicy zera mamy w tym momencie za sobą. Ja zresztą w pokoju ksiedza jak jestem, to grzeję piecykiem elektrycznym. A okno jak wiadomo uszczelniłam o czym naturalnie nie mam zamiaru V. poinformować.

Serial ” Dom nad rozlewiskiem” mnie wciągnął i jestem już na etapie 11 chyba odcinka.

Skończyłam też pierwszy tom ” Jaśminowej sagi” i w czytniku jest już tom drugi. Wojenne losy gdańszczan. W sumie ta saga bardzo dużo ma wspólnego z losami Ślązaków. Podobne dylematy i rozterki rodzinne. Ciekawa. Mogę polecić.

Humory jedzeniowe w apogeum. Ale tu już mam spokojne nerwy. Jak nie zjadł na kolację szpinaku z jajkiem sadzonym odgrzałam mu dziś na obiad. I zjadł.

Na kolację będzie ta jego ulubiona fasola w sosie w pomidorowym z pokrajanymi parowkami. Zje dobrze, nie, będzie głodny.

Alleluja.

I jeszcze podsumowanie listopada. Był prawie tak dobry jak październik. Zabrakło końcówki. 😀

To teraz DODATEK INTERNETOWY

GALERIA ŚLĄSKA

GALERIA KRAKOWSKA

GALERIA LWOWSKA

Dziś trochę wspomnień

Lwów na słodko i półwytrawnie

A na lwowskim Rynku słychać takie dyskusje:

– Ta sałata jest brzydka!

– A paniusia myśli, że jest ładna? Tfu … na taką piękność.

– Ta rzodkiewka jest już stara…

– Paniusiu, od paniusi na pewno młodsza! A paniusia myśli, że jest młoda? Pewnie młoda jak jagoda po św- Marcinie!

(ze wspomnień J. Augustyn-Puziewicz, Wspomnienia lat szczęśliwych)

Lwów na słodko i półwytrawnie

Dzisiaj trochę o słodkościach z ulicy Wałowej. Ulica Wałowa we Lwowie – fotografia p. Kazimierza Piotrowskiego z 2015 r. Pan Kazimierz podpisał swoje zdjęcie: „Czytając te napisy (nowe!) dowiedziałem się że słodycze po ukraińsku to „smakołyki” pisane cyrylicą!;-) Tu kupiłem dobrą chałwę lwowską. 250 gram w przeliczeniu za 1 zł”. A co czytamy we wspomnieniach z czasów przedwojennych?

„(…) o ulicy Wałowej słów kilka, nawet nie o całej, a tylko o tym małym odcinku, który łączył ulicę Wałową z Podwalem od ulicy Serbskiej. Nie pamiętam numeru domu, w którym mieściła się cukiernia pana Chrzanowskiego. Wchodziło się do tej cukierni od podwórza, sklep był w oficynie. Specjalnością tego zakładu były jedyne niepowtarzalne RURKI CZEKOLADOWE z czekoladowym kremem. Kupowaliśmy ten nasz przysmak zawsze w niedzielę po dwunastówce (lwowskie, określa mszę św. o godzinie dwunastej) u OO. Bernardynów. Tak zaopatrzeni albo jechaliśmy do Miodowych Grot, albo, przy złej pogodzie, wracaliśmy do domu, mając rozkosz dla podniebienia na resztę dnia zapewnioną. Kupowaliśmy rurki przy każdej nadarzającej się okazji, niestety, w takiej ilości, że budziło to niezadowolenie Mamy. Gdy wychodziliśmy z tej cukierni, dźwigając spory pakunek, mury okalające klasztor OO. Bernardynów zdawały się śmiać z naszych apetytów i litować nad naszymi żołądkami. Łakomstwo! Grzeszył nim Ojciec, grzeszyła córka.”

(Janiana Augustyn-Puziewicz, Wspomnienia lat szczęśliwych, Wrocław 1994)

#lwownaslodko #przedwojenny #lwow #cukiernie

Lwów na słodko i półwytrawnie

Ktoś lubi kwargle? Wiem, wiem: O zgliwiałym twarogu już było A tak wspominała kwargle i lwowski sklep przy ul. Ruskiej Janina Augustyn-Puziewicz:

„Przy ulicy Ruskiej były dwa sklepy, które nie najgorzej poznałam, jeden pani Schreiberowej. Z ulicy schodziło się po schodach w dół, jak do piwnicy. Wnętrze, całe wyłożone białymi kafelkami, bardzo jasne. Pod ścianą stały beczki, a nad nimi wisiały karteczki z nazwami śledzi: uliki, pocztowe, mleczaki, solone, matiasy. Na ladzie, pod szklanymi, baniastymi przykryciami, stały sery przeróżne. Mój zachwyt nieodmiennie budził Emmentaler, ser z „dużymi dziurami”. Nie śmiałam zapytać, jak się te dziury robi. Byłam przekonana, że „coś” je wygryza, tylco „co”? (…) Ojciec u pani Schreiberowej kupował kwargle, czyli okrągłe, żółte, topione serki z kminkiem, ze zgliwiałego sera (ser zgliwiały, sądzę, że to tylko lwowska postać krowiego sera). Kwargle były przysmakiem Ojca. Ojciec uważał je za najlepsze. Toteż za radą pani Schreiberowej, brał całą skrzyneczkę, liczącą ni mniej ni więcej, tylko trzydzieści serków. Ilekroć z tym nie najpiękniej pachnącym zakupem wracaliśmy do domu, Mama była wyraźnie zła i nasz nabytek kwitowała uwagą: no, to będzie smród w całym domu…”

(J. Augustyn-Puziewicz, Lwów. Wspomnienie lat szczęśliwych, Warszawa 1994) Fot. wikipedia

#lwownaslodko #przedwojenny #lwow

LWÓW.To tylko we Lwowie.Fragmnent pomnika Adama Mickiewicza,

zbliżenie. Opatrzności dziękować, że stoi i BĘDZIE STAŁ, ku chwale naszej Ojczyzny. —

Adam Mickiewicz. Zdjęcie autorstwa vitaliy_zymovchenko

W Kąciku Mola Książkowego

I jak dla mnie niesamowita ciekawostka.

Obliczenia i analizy w rapie

Ile Wokulski wydał na Łęcką? – analiza

Historia Stasia Wokulskiego oraz Izabeli Łęckiej obfitowała we wiele wzlotów oraz upadków, a bardzo ważną część ich wspólnych zdarzeń stanowiły pieniądze, które zdawały się mocno wpływać na perypetie bohaterów. Z racji, że mamy dzisiaj luźniejszy dzień, postanowiliśmy przedstawić Wam analizę podsumowującą wszystkie wydatki Wokulskiego w celu zdobycia Panny Łęckiej.

W wydatki wliczamy bezpośrednie prezenty, ale również koszty poniesione pośrednio na rzecz miłości do Izabeli. Oto wszystkie, które udało nam się zidentyfikować:

– kamienica (90 tysięcy rubli)

– srebrna zastawa (5 tysięcy rubli)

– klacz Sułtanka (800 rubli)

– ofiara na „ochronkę” (1000 rubli)

– wypłacenie astronomicznej nagrody dla dżokeja (600 rubli)

Wyżej wymieniliśmy wszystkie wydatki Wokulskiego, które są nam dokładnie znane. W dodatku zakupił on wiele rzeczy, których cena nie jest znana:

– kwiaty, wieńce

– weksle, obligacje

– powóz

– album Warszawy oraz inne prezenty na koncert

– wynajem klakierów na koncert Rossiego

– uregulowanie długu w stajni za opiekę nad koniem

– napiwki (wynosiły średnio od 2 do 5 rubli)

– opłacanie lichwiarzy

– specjalnie przegrywał w karty

– lekcje angielskiego

– opłaty za podróż do Paryża

W tym przypadku postaraliśmy się oszacować ceny poszczególnych rzeczy na podstawie faktu, iż według tekstu „Lalki” kalosze kosztowały 2 ruble oraz 50 kopiejek, a portmonetka – 3 ruble. W dodatku, na podstawie tekstów ekonomistów historycznych, ówczesny rubel w przeliczeniu na dzisiejsze to mniej więcej 67 złotych, a 1 kopiejka – 7 groszy (tamtejszych, czyli dzisiejsze 4,69 zł). Niestety z różnych względów nie wszystkie opłaty są możliwe do wyliczenia. Zatem:

– kwiaty, wieńce – około 120 rubli

– weksle – około 1000 rubli

– powóz – około 8000 rubli

– album oraz małe prezenty – około 150 rubli

– wynajem klakierów – nieznane

– napiwki – około 30 rubli

– opłacanie lichwiarzy – nieznane

– specjalnie przegrywał w karty – nieznane

– lekcje angielskiego (Stawska za godzinę zarabiała 40 ówczesnych groszy, co równało się 20 kopiejkom) – nieznana ilość lekcji

– opłata za podróż do Paryża – nieznane

Łącznie Wokulski wydał: 107 500 rubli (+ spore koszty podróży)

Warto wspomnieć, że Wokulski posiadał wówczas majątek mniej więcej 450 000 rubli, czyli można łatwo obliczyć, że przeznaczył na Pannę Izabelę prawie 1/4 swojego majątku (na dzisiejsze – 7 202 500 złotych). Odpowiada to w przybliżeniu wartości 72 przeciętnych rocznych pensji Polaka w końcówce XIX wieku.

Odpowiedź: Wokulski przeznaczył na miłość do Izabeli Łęckiej minimum 107 500 rubli (7 202 500 dzisiejszych złotych), co stanowiło około 25% jego majątku.

Lucia Modna jak zwykle z butami.

Jest też historia ciekawa

https://histmag.org/Marzenia-o-potedze-czyli-Polska-na-Baltyku-wiek-XVII-991?fbclid=IwAR206jFhMqjFTrkPw8osAeuyvxPiA7DpMOw-nVHCibwXyXAvLcp6tFzMuo0

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Na Platformie Polityczno- kościelnej

UŚMIECHY

Hanna A. GreńKryminalny kącik Hanny Greń

Miałam już nie wstawiać śmiesznych zdjęć i memów ani innych frywolnych obrazków, bo to podobno nie przystoi kobiecie w pewnym wieku, w dodatku pisarce. Na szczęście przypomniałam sobie o dalszych rzeczach, które powinny być dla mnie verboten, między innymi o farbowaniu włosów na prowokujące (!) kolory. Wtedy pomyślałam sobie: „A chooj ci w doopę, nawiedzona idiotko”!

Wyjaśnienie:

Jakaś NN kobieta wysłała mi mejla pełnego tzw. dobrych rad oraz informacji, co starej kobiecie wypada i co jej nie wypada. Ponieważ mimo podeszłego wieku nie wypadają mi włosy i zęby, i macica też tkwi tam gdzie tkwić powinna, za to wypadł mi z ręki i roztrzaskał się w drobny mak słoik zawierający zbieraną przez dwa tygodnie kolekcję niedopałków, doszłam do wniosku, że te wszystkie regułki są kompletnie nieżyciowe

Dzisiejsza mądrość mnie urzekła.

Z gratulacjami dla tych, co dotrwali do końca dzisiejszego bloga. 😀 jak zwykle:

Do jutra.

Jutro grudzień

Oczywiście nie jest to żadne odkrywcze stwierdzenie, ale dobrze, że ten rok zbliża się do końca. Co prawda podejrzewam, że na samo Boże Narodzenie obłożą nas zabezpieczeniami, ale może ten scenariusz w Italii się nie sprawdzi. Bo na piazza Arringo ruszyły prace przy instalacji świątecznej ślizgawki. W zeszłym roku jej nie było, a wpisuje się w klimat świąteczny Ascoli.

We włoskiej telewizji od kilku dni skandal z poklepaniem po tyłku przez kibica dziennikarki włoskiej, która relacjonowała nastroje przedmeczowe w pobliżu stadionu. Kraj szowinistów.

Ponieważ Sabina Trzęsiok- Pinna trzyma rękę na pulsie, to naturalnie przytaczam jej wpis.

Sabina Trzęsiok-Pinna

 Dzień dobry! Minął dzień Walki z Przemocą Wobec Kobiet, ale sama przemoc ma się niestety we Włoszech dobrze. Od wczoraj włoskie media piszą o dziennikarce, którą po meczu Empoli – Fiorentina molestowali kibice obu drużyn, gdy ta na żywo zdawała relację do jednego z regionalnych kanałów. Przechodzący obok mężczyźni dali popis swej ignorancji, molestując kobietę słownie, a jeden z kibiców posunął się nawet do tego, że dał dziennikarce klapsa (co możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej). Jaka była rekacja pana redaktora w studio tv? Poradził dziennikarce, by się nie przejmowała. Później kobieta na swoim insastory opisała dokładnie całą sytuację i dowiedzieliśmy się z niej, że kibice wyrażąjący się o niej w sposób wulgarny w ogóle nie widzieli problemu, bo była ubrana wyzywająco, stąd też mogła się tego spodziewać. Ja mam poradę do kibiców – jeźdzcie panowie do Afganistanu i wstąpcie w szeregi Talibanów, zamiast obwiniać Bogu ducha winną dziennikarkę. Kiedy mężczyźni zrozumieją, że nic nie usprawiedliwia molestowania, a kobiety mogą ubierać się jak chcą? Mentalnie niektórzy nadal tkwią w średniowieczu i chyba nigdy z niego nie wyjdą.Dziennikarka powiedziała, że czuje się winna. Tak właśnie działa molestowanie, że mężczyznom nic nie jest, uważają takie rzeczy za głupi żart, a kobieta po takim czymś nie może patrzeć na siebie w lustrze. Mam nadzieję, że kibice, którzy dali popis swojej ignorancji i głupoty odpowiedzą za to, co się stało, przed sądem. Nie może tak być, że w 21 wieku nadal jesteśmy świadkami takich scen i to na żywo w telewizji. We Włoszech część mężczyzn nadal jest przekonanych, że kobietom imponuje, gdy dotknie się bez ich zgody pośladków lub piersi. Ci mężczyźni, którzy tak potraktowali dziennikarkę są pewnie mężami i być może mają nastoletnie córki. Wstyd i hańba, by zachowywać się w sposób tak prymitywny. A dziennikarce życzę dużo siły.

Coraz bardziej ta Italia wykrzywia do mnie swoją twarz.

A tym bardziej, że na wyciągnięcie ręki mam podobnie myślący egzemplarz. Co prawda stwierdził, że tego nie pochwala, ale to wina prowokujących ubraniami kobiet i żadne moje stwierdzenie, że podobno mężczyzna ma też rozum , a nie tylko, co innego i powinien z niego korzystać nie trafia.

Szczególnie w tym przedziale wiekowym Włosi są niereformowalni, a przykład idzie od rodzinnych mężczyzn. I kółko się zamyka.

Poczta włoska też podniosła mi ciśnienie. Mimo, że byliśmy w domu polecony do mnie ( podejrzewam, że z sądu) nie doręczono, a awizo wrzucono do skrzynki. Mam brzydkie skojarzenia, że nazwisko nie włoskie, to można olać. I teraz, żeby odebrać muszę czekać kilka dni, aż z centrum pocztowego gdzieś tam trafi do poczty w Ascoli. System, że pozazdrościć.

Serial mnie wciągnął… nawet mam zaległości w książce. Dziś nadrobię.

Na dworze 6 stopni i wróciłam się do domu po czapkę i pełne rękawiczki a nie tylko mitenki, które włożyłam. Osobisty ćwierka o załączeniu ogrzewania, ale tylko w dwóch pomieszczeniach. W sypialni i łazience. Tak, ze widzicie jak zimno się zrobiło.

Tak, że nie mam radosnego nastroju.

I dlatego DODATEK INTERNETOWY mało urozmaicony.

GALERIA LWOWSKA

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Na Platformie Politycznej

Dzisiejsze Uśmiechy

Może warto wziąć sobie do serca tę oto wiadomość:

Do zobaczenia w grudniu.

Grudzień nadchodzi z przytupem

Z przytupem czyli z podmuchami zimnymi. U nas w ciepłych krajach o godzinie dziesiątej na termometrze nad apteką na piazza Roma świeciło się 7 stopni. Był co prawda moment, ze świeciło słońce, ale ja muszę wyjąć rękawiczki. Mimo wszystko dziś mniej była odczuwalna wilgoć na dworze. Kaloryferów w dalszym ciągu nie załączamy. Grzeje piecyk elektryczny. Wreszcie do mnie dotarło dlaczego we włoskich domach nie ma dywanów. Wiadomo w lecie upały, a kafelki zimą są zwyczajnie mokre. I ja która z uporem maniaka kładłam dywanik przed łóżko w pokoju księdza w tym roku oprzytomniałam kiedy kolejny raz dywanik przypominał na podłodze wilgotną szmatę, która nie miała zamiaru wyschnąć. I tak dywanik zakończył żywot w moim dzielonym z łóżkiem księdza pokoju. Kiedyś były takie grube słomiane maty w kraju, może one zdałyby egzamin, ale o tym, to ja sobie mogę pomarzyć jak i o filcowych wkładkach do butów. Wkładki przyśle mi córka o macie mogę zapomnieć.

Wieczorem osobisty zakończył strajk głodowy i zjadł kolację. A ponieważ zrobiłam wczoraj mielone czyli po krakowsku sznycle, to zostawiłam trochę mięsa już przyprawionego na dzisiaj. Rano się zabrałam za teo pozostawione mielone wywołując cichy entuzjazm V. Wreszcie cnoty niewieście po włosku. 😀

Takie malutkie kuleczki z mięsa mielonego gotuje się w sugo i jest to potrawa z Abruzzo. Oczywiście je się to sugo z makaronem. Typu spaghetti czyli długim.

Postaram się pokazać danie gotowe. Jak nie dziś, to jutro.

A podczas wyprawy do miasta pogapiłam się na świąteczne drobiazgi w sklepach. Bo miasto jeszcze się nie dekoruje. Tradycja w Ascoli jest silna i będą dekoracje na 8 grudnia. Ale w sklepach już szopki są.

Obowiązkowy prezent w postaci panettone już jest jak i popularne delikatesowe prezenty

Ba nawet świąteczny renifer i zestaw takich torebek niekoniecznie na Boże Narodzenie wpadł mi w oko.

Kupiłam masę makową do ciasta w dwóch mniejszych puszkach. Ta duża jest dla nas za wielka. A dwie to będzie jak znalazł druga na karnawał.

Czytam ” Jaśminową sagę”. Podoba mi się, bo nie jest to tak jak popularne teraz romansidła, co sugerowałby tytuł. Dziś może skończę tom pierwszy. Chyba mogę polecić. Mam ebooki, to jak któraś ma ochotę, to się podzielę.

„Dom nad rozlewiskiem” jakoś mnie nie wciągnął po pierwszym odcinku, ale może się rozkręci. Mam w planie umyć okno w łazience jak osobisty zniknie w pieleszach. Może mnie chęć nie odejdzie. U mnie w pokoju już czyste i zmieniłam zasłony na grube lniane. Zawsze cieplejsze. I tak powolutku ogarnę dom. W końcu nikt specjalnie nie bałagani.

Ponieważ nie udało mi się skończyć bloga przed obiadem, to fotki obiadowe.

Na zakończenie miła twórczość:

No to sie miło uśmiecham. 🙂

Dziś w DODATKU INTERNETOWYM :

GALERIA ŚLĄSKA

Katowice przedświąteczne

Przed startem …

zdj. z 25.11.2021. Ruda Śląska – Nowy Bytom. Kościół pw św. Pawła apostoła * Budowany 1911/1912. Architekt Klomp był wizjonerem i jasnowidzem.

GALERIA KRAKOWSKA

GALERIA LWOWSKA

Poradnik PPD

ozdoby choinkowe

parówki inaczej

ciasto z kaki

Z albumu wnętrz.

Wnętrza domów i mieszkań w Epoce Wiktoriańsko-Edwardiańskiej

Historie ciekawe.

https://histmag.org/26-listopada-1939-roku-zatonal-MS-Pilsudski-3725?fbclid=IwAR0tFsFu3cmn79W4nqVTLNppHePpqIJipo6PdSCGn6SHtaVVE_gFiZ039Kg

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Na Platformie Politycznej

Uśmiechy

Tyle lat a wciąż aktualne.

I mądrość na dziś :

Do jutra.

Opowieści LUCI MODNEJ

Zmobilizował mnie ” czarny piątek’. Na wystawach pojawiły się znane mi remanenty kolekcyjne. A w moim schowku czekały wcześniejsze aranżacje. A ponieważ po tych czarnopiątkowych wystawach na pewno pojawią się nowe kolekcje, to i ja muszę swoje wystawy wystawić na widok publiczny.

Zacznę od takiej kolorowej i sportowej.

Szału nie ma, ale jest kolorowo i pikowana długa kamizelka. Natomiast buty ciekawe.

W innym butiku też mocne kolory. A właściwie róż.

Klasyka w wydaniu jaskrawym.

Gdzieś tam po drodze mijałam sklep z torebkami. Samej znudziły mi się już plecaki i z przyjemnością wróciłam do torebek. Zmobilizowało mnie, tu przyznam się do brzydkich myśli, kiedy jedna z moich nie- przyjaciółek kupiła sobie plecaczek. A, że jest mała i mocno okrągła, to ten widok przywrócił mi krytyczne spojrzenie do miejskich plecaków.

Oczywiście moja ulubienica w dzisiejszej opowieści prowadzi. Zaprezentowała, to z czego słynie czyli dzianiny. Piękne. I tu nasunęła mi się taka myśl. Do dzianinowych sukienek trzeba wkładać odpowiednią bieliznę, żeby pochować wszystkie fałdki, które mamy. I to wina tych, którzy wmówili nam, że musimy być zgrabne aż do śmierci. A o tym, że Marylin Monroe miała odstający brzuszek i była pełna apetycznych krągłości zapominamy i dajemy się terroryzować.

To teraz cała kolekcja u Luisy Spagnoli

Dużo ładnych rzeczy. Prawda?

U sąsiadów bardzo awangardowych taki płaszcz. Skojarzenie mam ze szlafrokiem.

Za to kolejna wystawa i jej modele nawet wiem komu się spodobają. 😀

Jeszcze taka ” okryjbida” i unisex.

Mignął mi tez na jakieś wystawie taki sweterek.

Można podpatrzeć zdobienia.

A na zakończenie znów kolorowo i klasyczne ubieranie na cebulkę, które sama już stosuję. Zwłaszcza w domu.

O panach nie zapomniałam. Kilka klasycznych propozycji

I dostrzegłam powrót do sztruksowych garniturów. Na tym zdjęciu są też bardzo ciekawe paski na stojaku.

Mój schowek opróżniłam i teraz będę czekać na nowe kolekcje i oczywiście mam nadzieję na aranżacje świąteczno- sylwestrowe, bo nawet jeżeli nie mamy żadnych wielkich planów, to popatrzeć należy.

Naturalnie czekam na komentarze, bo po to te opowieści LM snuje.

Od rana mam…

Może nie od samego rana, ale od momentu kiedy przeczytałam ten oto genialny wpis na blogu https://wordpress.com/read/feeds/76491153/posts/3682947268

Nie dość, że obśmiałam się jak norka, to jeszcze przypomniałam sobie niektóre ” odwódki”. Jednak Szymborska była genialna. No cóż Kraków.😄😄

Za pół godzinki wrócę do chaty. Poszło szybko z obowiązkami i pierwsza tura bez problemu. Jak będzie potem zobaczymy.

Czasami są spokojne dni.

Pewnie w ramach atrakcji spacerowych pójdę do piekarni i zajrzę na targ jak nie będzie padać. Niebo takie sobie . My jednak patrzymy w celu prognozy pogody na San Marco. Tam dokładnie widać na co się zanosi.

W nocy temperatura ma być 10 stopni a w dzień 13. Prawie bez różnicy. Odliczam dni do nadejścia zimy. Ona jak co roku w prezencie dla wszystkich przyniesie dłuższy dzień.

I jak tu nie lubić zimy. Że zimno? A w jesieni zwłaszcza w ostatnich tygodniach, to niby ciepło? Już lepszy mróz niż ta skisła wilgotna pogoda.

Zaczęłam wczoraj ” Jaśminową sagę” Anny Sakowicz.

Skończyłam przygody Igora Brudnego. Ten to ma szczęście do psychopatów. 😄 A podobno, tak napisał autor już nowy się przygotowuje do działania. 😄

Tak, że ta kolejna saga dobrze mi zrobi. Zaczyna się w 1916 roku. Więcej napiszę po pierwszym tomie.

Wróciłam po drugiej turze i mimo, że osobisty znów w humorach jedzeniowych zgodnie z postanowieniem, że mam dobry humor, nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Zjadłam i zabrałam się za blog.

A ponieważ ” czarny piątek” zamienił się w ” czarny weekend”, to powinnyśmy sobie postawić taką plakietkę przed oczami. 😀

Jeszcze tylko:

DODATEK INTERNETOWY

GALERIA ŚLASKA

GALERIA KRAKOWSKA

Kraków – ciekawostki, tajemnice, stare zdjęcia

Interesujące zdjęcie lotnicze okolic obecnego Parku Lotników. Na pierwszym planie widzimy fort „Pszorna”, jeden z elementów obronnych Twierdzy Kraków, który został zburzony podczas budowy obecnej al. Jana Pawła II (jeszcze kilka lat temu można było znaleźć jego pozostałości w północnej części parku).

W oddali widzimy natomiast murowany budynek mechanicznego młyna, należącego niegdyś do Polskich Zakładów Zbożowych a obecnie teren wraz z budynkami został zakupiony przez dewelopera.

Fotografia wykonana w latach 30. XX wieku.

GALERIA LWOWSKA

Lwów na słodko i półwytrawnie

Co prawda czas sporządzania przetworów już minął, ale poczytać zawsze można Tym razem o staropolskich przetworach. Artykuł był opublikowany wiele lat temu… Może któryś z przepisów się przyda?

Przedświąteczny spacer po Lwowie

Kocia piękność

Historie ciekawe

https://histmag.org/Rosalie-Gilbert-Tajemne-zycie-seksualne-kobiet-w-sredniowieczu-recenzja-i-ocena-23228?fbclid=IwAR03UbLTP0hkvHAU88Y5A_V6gc6OBO0GAFVsZZz9o8vzpVjyJ0jX-EDk_48

Lucia Modna i jej przesyłka.

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Na Platformie Politycznej

Uśmiechy weekendowe

Mądrość też jest:

Do jutra.

Piątek i to na dodatek czarny

Co mnie wcale nie rusza i nie ciekawi. Widziałam, że sklepy powyciągały to, co już na wystawach było i tylko zmieniły konfigurację. Może w niedzielę pokażę Lucię Modną, bo już znowu się uzbierało, a tylko patrzeć jak będzie czerwono czyli świątecznie. Na razie jest dzisiaj czarno. Zastanawiam się jak nabrać chęci do zrobienia czegokolwiek. Co prawda dziś coś tam zrobiłam, ale bez entuzjazmu. Nawet torbę ze świątecznymi obrusami i serwetkami wyjęłam z szafy, żeby mi przypominała, że trzeba się mimo braku chęci zabrać w przyszłym tygodniu za jakąś domową robotę. Co będę mogła, to ogarnę kiedy te chęci mi powrócą. Myślę, że to z braku ciepła. Człowiek kuli się w sobie pod ilością warstw odzieży i nijak nie umie się do niczego zmusić. Muszę jeszcze dzisiaj wyjść do miasta. Ulubiona torebka traci ucho i muszę szewca zapytać czy może je umocować, bo wyskoczyło ze szwu.

Zawsze jakiś pretekst do wyjścia.

Mokro od wilgoci, 12 stopni. Ale przeszłam się i kupiłam, to co chciałam. Szewc zobowiązał się torebkę przywrócić do życia.

W domu w tym momencie zapanowała cisza, bo osobisty zanurkował w łózko. Miałam w planie coś tam w łazience zrobić, ale już mi przeszło. Czeka na mnie Przemysław Piotrowski z Igorem Brudnym. Zdecydowanie ciekawszy facet.

Jeszcze ściągnę kolejny odcinek ” Na dobre i na złe” i poletko internetowe odrobione. Jutro pracuję więc dzień będzie trwał na kilka rat.

DODATEK INTERNETOWY

GALERIA KRAKOWSKA

krakow4u.pl –  w świątecznym nastroju w: 

Kochani! Czarny Piątek rozpocząć czas w czwartek Jak co roku ogłaszam promocję na zakup moich autorskich kalendarzy !!! Do północy 30 listopada, kalendarz(e) może pojechać do Was w promocyjnej cenie, z rabatem do – 50% !!!

Cena 1 kalendarz to 44 zł + 15 zł koszt wysyłki

Przy zakupie 2 i więcej kalendarzy – cena za sztukę wynosi TYLKO 35 zł !!! (koszt wysyłki pocztą i paczkomatem wynosi 15 zł)

Projekt kalendarza znajdziecie na stronie:

http://www.krakow4u.pl/…/kalendarz_krakow4u_2022_prev.pdf

Jego wymiary to 33 x 48 cm. Pokryta błyszczącym lakierem okładka z wieczornym widokiem Mariackiego prezentuje się obłędnie – każdy egzemplarz jest zafoliowany i idealnie nadaje się na prezent dla wielbiciela Krakowa

Nawet jeśli nie planujecie jego zakupu, to bardzo proszę Was o wsparcie mojej fotograficznej twórczości i udostępnienie zdjęcia, albo przesłanie informacji o nim do Waszych znajomych, za co serdecznie dziękuję

W sprawie zakupu kalendarza proszę o kontakt mailowy:

kalendarz@krakow4u.pl, albo poprzez wiadomość na FB lub tel. 887 233 795. Proszę o podanie w zamówieniu adresu do wysyłki i ilości zamawianych kalendarzy, w odpowiedzi prześlę dane do przelewu. Kalendarze wysyłam po dokonaniu wpłaty na konto

A ponieważ korzystam ze zdjęć czuje się w obowiązku udostępnić prośbę.

GALERIA LWOWSKA

Lwów na słodko i półwytrawnie

Szukacie już prezentów świątecznych? A może coś ze „słodkiej” tematyki? Nieskromnie polecam książkę „Lwów na słodko i…półwytrawnie” A może „Słodko-gorzka czekolada – Höflingerowie”? To lektury nie tylko dla kresowian! Zapraszam do kontaktu.

Rozmaitości

Poradnik PPD

Lepimy pierogi

Porady

Od Luci Modnej kolejne buty

Historie ciekawe

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Na Platformie Politycznej

Tekst z 2020 roku a wciąż aktualny, a może nawet bardziej.

Marian Turski, ocalony więzień Auschwitz :

– Nie doczekam już kolejnego jubileuszu.

– Chciałbym coś powiedzieć mojej córce i wnukom, a także ich rówieśnikom.

– Po tylu latach od wojny młodzi ludzie są znużeni tym tematem i ja ich rozumiem.

– Nie będę więc opowiadał o moich cierpieniach i o tym, jak kończyłem wojnę ważąc 32 kilogramy. Nie będę też mówił o tragedii rozstania z najbliższymi, kiedy widzisz po selekcji, co ich czeka. Nie, nie będę o tym mówił. Chciałbym mówić o Was – o młodych ludziach.

„Auschwitz nie spadło z nieba”. – Może to banalne, ale zastanówmy się nad tym i przenieśmy się na chwilę myślami we wczesne lata 30-te do Berlina.

– W Berlinie pojawia się ławka, a tam napis: Żydom nie wolno tu siedzieć. Nie jest to miłe, ale jest tyle ławek… można usiąść w innym miejscu – mówi ocalony. Obok pływalnia: Żydom wstęp wzbroniony. No, nie jest to przyjemne, ale w Berlinie tyle miejsc do kąpania się, jakoś to będzie. Dalej napis: Dzieciom żydowskim nie wolno się bawić z dziećmi niemieckimi, dalej: Żydom sprzedajemy żywność tylko do 17:00. Wszystko sobie jakoś tłumaczymy. Dlaczego? Bo oswajamy się z myślą, że można kogoś wykluczyć i stygmatyzować.

– I tak stopniowo, dzień za dniem ludzie zaczynają przywykać do myśli, że ta mniejszość jest inna i może być wypchnięta ze społeczeństwa. To już jest straszne i niebezpieczne. To początek tego, co za chwilę może nastąpić.

– Później wszystko postępuje szybko i gwałtownie. Zakazy pracy, getta i zagłada.

– I tutaj sprawdzają się słowa prezydenta Austrii – Auschwitz nie spadł z nieba, on dreptał małymi kroczkami, zbliżał się, aż stało się to, co znamy.

– Zagłada może być wszędzie. Jeśli nie szanuje się praw człowieka i praw mniejszości – to się może powtórzyć.

– Mój najbliższy przyjaciel wymyślił 11 przykazanie, które jest doświadczeniem zagłady i epoki pogardy. Brzmi ono: Nie bądź obojętny. I to chcę powiedzieć młodym ludziom: Nie bądźcie obojętni. Jeśli widzicie kłamstwa historyczne – nie bądźcie obojętni. Jeśli widzicie, że przeszłość jest naciągana do aktualnych potrzeb polityki – nie bądźcie obojętni. Jeśli widzicie, że jakaś mniejszość jest prześladowana – nie bądźcie obojętni.

– Jeśli będziecie obojętni, to nawet się nie obejrzycie, a jakieś Auschwitz spadnie na was z nieba.

Nie przypuszczałam, że znowu będę świadków wypadków które pamiętam z 1968 roku.

Chochlik kulturalny

· 

Pięćdziesiąt cztery lata temu w Teatrze Narodowym w Warszawie odbyła się premiera „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka. Legendarne przedstawienie. Mało jest w historii polskiego teatru spektakli, które aż tak się pamięta! W roli Gustawa-Konrada wystąpił Gustaw Holoubek. Zagrali także m.in. Kazimierz Wichniarz (Widmo), Damian Damięcki (Jakub), Bogdan Baer (Diabeł I), Lech Ordon (Literat), Jan Kobuszewski (Pelikan) i Igor Śmiałowski (Justyn Pol).

Przedstawienie spotkało się z bardzo ostrą krytyką kierownictwa PZPR. Już po czwartym przedstawieniu poinformowano reżysera, że spektakl może być grany tylko raz w tygodniu, a młodzieży szkolnej nie wolno sprzedawać więcej niż sto biletów po cenach normalnych. Reżyser miał też notować reakcje publiczności. Wezwany 21 grudnia Dejmek, wezwany do budynku KC usłyszał, że jego inscenizacja jest „antyradziecka i religiancka”.

Ostatecznie dwa miesiące po premierze zadecydowano o zdjęciu spektaklu z afisza. Ostatni raz „Dziady” zagrano 30 stycznia 1968 roku. Po przedstawieniu grupa studentów zorganizowała demonstrację i z transparentem „Żądamy dalszych przedstawień” ruszyła pod pomnik Mickiewicza na Krakowskim Przedmieściu, została jednak rozpędzona przez milicję; część manifestantów aresztowano. A potem dopiero się zaczęło…

fot. Franciszek Myszkowski, Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego.

Dziś „Dziadów” zakazano.

Wchodzę na kurhanek.

I spoglądam wokoło.

Horror to za mało.

Krużgankowych idiotów ciągną się szeregi

prosto, długo, daleko niby morza brzegi.

I widziałam ich Wodza — jechał limuzyną

Epatując publikę zniesmaczoną miną.

Przeciw złu staje mężnie zbożna, zaślepiona,

jak głaz, bodzący rozum, dama nawiedzona.

Trzy tylko miała myśli. Więcej się nie mieści,

tkwi bowiem w zacnej głowie cnót mrowie niewieścich.

(Zestaw obrazy uczuć różnego gatunku

wchodzi do służbowego kurator rynsztunku.)

Dziś uczucia i cnoty przekuła na słowa.

Wykwitła na papierze myśl jej urzędowa.

Patrz! Przemawia! Jak żmija krużgankiem wywija,

pali jadem, tnie sensem, konceptem zabija.

W krużgankowym amoku naciera na wieszcza,

by dzieciątek myśl wieszcza nie tknęła złowieszcza.

Ile z jej ust leciało bzdur, głupot, pogróżek,

nie zliczy żaden świadek. Ani grono wróżek

nie przepowie, co jeszcze z tej paszczy wyleci,

by przed zgnilizną chronić NASZE WŁASNE dzieci.

Dorian WalentekPolityka na wesoło 🙂

Jak to w Piśmie.. jest napisane

Ewangelia według Św. Mateusza 7:15..

,,Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, ale wewnątrz są drapieżnymi wilkami.

Po ich owocach poznacie ich”. Oj panie Korwin.. nie tak łatwo jest oczarować.. nas chrześcijan pustymi słowami.

Uśmiechy

Jakaś mądrość?

Do jutra.