Dzień Bloga Otwartego

Trudny temat zaproponowany przez Magdez. Spróbujmy o tym porozmawiać.

Chodzi mi po głowie jeszcze jeden temat, o powinnościach. Myślę o tym dużo w kontekście dziewczyn, które nie chcą mieć dzieci. I nie chodzi mi o to, żeby analizować dlaczego tak się dzieje, bardziej zastanawia mnie to, że dla osób z mojego pokolenia czy starszych, było to oczywiste, że będzie się miało dzieci. Wszystkie moje koleżanki brały ślub, a potem rodziły i nikt tego nie kwestionował. Tak się po prostu robiło, a teraz bywa z tym różnie i najczęściej tych dzieci nie ma.”

Rzeczywiście kiedy ja wychodziłam za mąż było, to właściwie równoznaczne z założeniem rodziny czyli pojawieniem się dzieci. Taki był klimat i wszelkie odstępstwa powodowały pytania rodziny, szepty i różne przypuszczenia.

Jako jedynaczka byłam raczej nastawiona na minimalizm w tej materii. Maksymalnie dwoje dzieci. Co zresztą los ułatwił. Najpierw pojawił się syn, a za 5,5 roku córka. I to i tak nie uchroniło mnie przed rozwodem. Ale decyzja o posiadaniu tylko dwójki dzieci była decyzją wspólną.

W małżeństwie po raz drugi oboje mieliśmy dzieci z pierwszych związków i nie czuliśmy potrzeby mieć własnych. Tu już moja decyzja przeważyła, ale została zaakceptowana.

Dlatego jak widzę teraz samotne dziewczyny, które nie czują instynktu macierzyństwa, który stanowczo jest przereklamowany nie mam im tego za złe. Do takiej decyzji naprawdę potrzeba stabilizacji, albo płomiennego romansu z konsekwencjami. Tylko medycyna teraz pomaga kobietom. Ale zawsze jest jakiś procent ryzyka.😃

Natomiast o ile na instynkt macierzyński patrzę sceptycznie, to uważam, że jest instynkt babciny.

A teraz zapraszam do komentarzy.

Pachnie ciastem

A skoro pachnie ciastem, to znaczy, że wróciłam do życia. Naszła mnie ochota na zatapiane ciasto ze śliwkami. W końcu prawie jesień. Uporządkowałam dom, poskładałem pranie, które przezornie zebrałam z balkonu przed pójściem spać. Bo w nocy zapowiadali burze i deszcz. Burza u nas była w wersji mini mini. Coś tam zagrzmiało, ale za to lało solidnie. Jak szłam w południe do sklepu, to jeszcze były kałuże

Śliwek nie było. Myślałam o nektarynkach, ale w końcu trafiłam na maliny i piękne gruszki.

I tak za chwilę wyciągnę z piekarnika ciasto.

A poza tym, że czytam trzeci tom cyklu ” Na Miodowej ” Pisałam, że odzyskuję miejsce na zdjęcia na blogu. Dziś jeszcze jestem w roku 2020.

I przeglądając fotki otworzyłam kasetkę wspomnień.

Każde zdjęcie wywołuje konkretne wspomnienie. Wiem, gdzie i jak to było.

Kilka szczególnie moim zdaniem fajnych zrzuciłam na taki mini album wspomnień.

A teraz czas na ciasto.

Do jutra.

A dziś

Właściwie mogłabym napisać jako tytuł ” ale ciało mdłe”

Po wczorajszym zalaniu wydawało mi się, że wszystko ogarnęłam. Ogarnęłam, ale dopiero dziś widać szkody.

Duży pokój, przedpokój i najbardziej łazienka. Piotrek już wie. No cóż, raczej się nie ucieszył, ale mówił, że jak syn wróci na przerwę w pracy zastanowią się jak to najlepiej ogarnąć. Na razie otwarty balkon i drzwi do łazienki i niech schnie.

A ja to wczorajsze zajście odczułam dzisiaj. To schylanie, wycieranie i latanie po schodach do sąsiadów. Tak, że dziś nawet łóżka nie zlikwidowałam i postanowiłam w nim odpoczywać. Nie na kanapo- otomanie, ale w łóżku.

Oczywiście nie cały dzień. Wstałam, włączyłam kolejną pralkę pełną ręczników, które w przystępie rozpaczy rzuciłam w pierwszym momencie na podłogi. Już się suszy to pranie na balkonie. Dobrze, że pogoda dopisała.

Zaczęłam czytać cykl Joanny Szarańskiej ” Na Miodowej”. Dobrze się czyta. Poza tym robię porządki na blogu i likwiduję fotki LM i różne memy. Wszystko po to, żeby odzyskać trochę miejsca na nowe zdjęcia. Własnych albumów włoskich nie ruszam. W ogóle żadnych zdjęć nie likwiduję poza tymi o których napisałam.

A teraz moja fobia na „opitolenie” włosów w pewnym wieku.

Internet wypluł mi taką stronkę z poradami.

Mam 78 lat i od wielu dziesięcioleci noszę krótkie fryzury w kolorze blond. Ciekawa jestem,jak wyglądałabym w innych fryzurach i może kolorach. Bardzo Państwa proszę o jakieś propozycje. „

A oto propozycje

i co Wy o tym sądzicie.

Do jutra.

Obiecanki niecacanki

I takim tytułem chciałam rozpocząć kącik artystyczny.

A tymczasem zanim zabrałam się za bloga czytałam sobie, do momentu, kiedy fizjologia zareagowała. Przeszłam przed duży pokój , przedpokój do łazienki. A tam pełno wody. Rzuciłam ścierkę i słyszę ” kap, kap”. Z oprawki lampki sufitowej leje się woda. Sąsiedzi. Postawiłam wiaderko

Postawiłam co mogłam, bo kapało na sporej powierzchni. W kuchni szczęście na szafkach sucho, ale weszłam na drabinę i podstawiłam długą podstawkę do kwiatków. Potem zadzwoniłam do Admistracji.

Rzeczywiście zareagowała bez opieszałości. Skontaktowali się z sąsiadem i ten po pół godzinie przyjechał wraz z ekipą techniczny.

Okazało się, że dzisiaj ( pewnie około południa, bo wcześniej nic się nie działo) napełniali kaloryfery i u sąsiada padł ten wihajster od regulowania temperatury. Chyba w łazience, bo mówił, że w łazience miał pełno wody, pół przedpokoju i trochę spływało do dużego pokoju. Przed chwilą był i powiedział, że już wszystko powycierał. U mnie też już kapie coraz mniej. Musi zlecieć to wszystko, co jest pomiędzy naszymi mieszkaniami.

Jednak adrenalina mi się podniosłam. Sąsiad wziął na siebie załatwianie wszystkiego w Spółdzielni, bo jesteśmy ubezpieczeni.

A teraz obiecany Kącik Artystyczny. Piękne szydełkowe rękodzieło Marii 2/

Zapraszam do podziwiania.

Do jutra.

Zgodnie z własnym biorytmem

Ranek taki sobie. Ale jak mus, to mus. Wczoraj rozłożyłam w pokoju suszarkę na tę wypraną narzutę i strasznie mnie denerwowała.

Wyschła na szczęście ( narzuta, nie suszarka ) i dzięki temu moja kanapo- otomana jest już gotowa nawet na czas przedogrzewczy.

A propos ogrzewania . Dostałam rozliczenie za ciepło w domu. Na szczęście wciąż jest duża nadpłata mimo, że bez tej nadpłaty byłabym 190,- na minusie.

Ale wzrośnie chyba znów czynsz. Skoro łóżko gotowe, to ruszyła pralka z kocem. Za oknem świeci słońce. Tak wyglądają kwiaty w kolorze żółtym drugiego powojnika. Inne zdjęcia w naturalnych kolorach ciężko zrobić.

I skoro dzień jest słoneczny, to mój biorytm postanowił zrobić coś dla siebie.

Poszłam podciąć grzywkę i końce włosów do Ewy. Dodatkowo nałożyłam odżywkę na włosy.

Jeszcze zrobiłam większe zakupy i w ramach chęci biorytmu kupiłam sobie gladiole zwane też mieczykami. Jeszcze w tym roku nie kupowałam.

Jutro do 12 – tej mam szlaban domowy. Złożylyśmy reklamację w Ikei, bo na rogu blatu odchodzi taśma wykończeniowa.

Jutro ktoś ma przybyć i ocenić zasadność reklamacji.😃

Trudno świetnie.

Mam.kilka pomysłów na szybkie wydanie ” czternastki ” i nawet koszyk na allegro jest pełen.

Jutro pokażę Wam w kąciku artystycznym łapacze snów, oryginalne szydełkowe ciuchy i nawet siatki na zakupy, które podbiły moje serce. Oczywiście Maria2 .

Będzie, co oglądać.

Do jutra.

Zamknęłam sezon letni

U mnie dziś jesienne

Jest żeby było jasne prawie pierwsza. Czyli czas ciepła. A pogodynka zapowiada nadejście gorących czytaj ciepłych dni. 😃Nie uwierzyłam i zobaczymy. Dlatego w ramach zakończenia sezonu zlikwidowałam letnie łóżko. Zmieniłam włoską pościel, te prześcieradła górne i dolne i ponieważ to pościel matrymonialna od razu złożyłam do prania też koc, pod którym spałam. Wróciłam do kołdry i klasycznej poszwy. I rozpoczęłam wielkie pranie. Narzuta z kanapy, ten ogromny koc i kosz prania z pościelą i firankami. Reszta okien czeka na pogodę.

Pierwsza pralka się pierze. Na szczęście narzuta weszła. Ta moja nowa pralka choć mniejsza jest pojemniejsza. Tamta miała cztery kilogramy. Ta jest pięciokilowa.

Gorzej będzie z suszeniem, bo mży deszcz i jak widać temperatura niska.

Przypomniał mi się ” Kabaret Starszych Panów” z odcinkiem ” Niespodziewany koniec lata””.

Spektakl kończy się sceną, kiedy zmarznięci uczestnicy cieszą się z powrotu ciepła i mówią:

” Lato, lato wróciło”.

I słyszą:

” To nie lato wróciło, to nadeszła jesień”.

I u mnie tak właśnie będzie.

A oto klasyka.

Do jutra.

Komunikacją miejską

Nie raz i nie dwa pisałam, że mój Śląsk jako ogromna aglomeracja miejska jest doskonale skomunikowany. A ja w ogóle mieszkam w takim miejscu, w którym krzyżują się i to dosłownie drogi we wszystkie kierunki. Mam tramwaje z przystankiem prawie pod domem, autobusy jedne z przystanku pod domem i inne z przystankami pod niedalekim dworcem kolejowym. Z linii kolejowych też korzystamy.

Tak, że dziś miałam w użyciu autobus i tramwaj. Pod administrację podjechałam autobusem. Załatwiłam, co miałam załatwić i kolejnym autobusem pojechałam do Rynku w Chorzowie. Szłam do Playa zerwać jedną umowę skoro reklamacji nie uwzględnili. Nawet z karą za zerwanie jestem do przodu 150 złotych. Będzie na e-booki.

Przechodziłam koło kaletnika. Torebkę z łabędziami miałam do odbioru na jutro. Ale wstąpiłam. I była. Tak, że jutro nie muszę tam jechać. Z Playa tramwajem podjechałam do domu i już nie planuję wyjścia.

Poranek spędziłam na upojnym słuchaniu komunikatu tak plus minus pół godziny ” jesteś pierwszy w kolejce”. Zgłosiłam chęć pójścia do laryngologa i czekam na smsa z terminem i przychodnią w Chorzowie.

Jutro rano mam zamiar zarejestrować się do Ady, bo wróciła z urlopu.

Moje kwiatki po przesadzeniu czują się dobrze. Skrzydłokwiat ma nawet pąka. Drugi ma kwiaty jak anturium.

A na pieniążka i pnącze musiałam zorganizować mini kwietnik. Ta dolna szafka jest najrzadziej otwierana

Zawsze pokazuję kwiaty na balkonie i w dużym pokoju

To dziś mój pokój, poza zaokienną parapetową grządką

A teraz czas na lawendową poduszkę.

Do jutra.

Dzień Bloga Otwartego

Czy lubimy swoje miasto, wieś , okolicę i za co , co nas denerwuje, co byśmy poprawili ?”

Taki temat zaproponowała dzisiaj Onyks. Bardzo ciekawy temat. O takim lokalnym patriotyzmie, o ile oczywiście on jest i nie mieszkamy w miejscu, którego nie lubimy.

Ja w moim sercu mam trzy miasta. Kraków, w którym się wychowałam. Potem wrosłam w Śląsk, na którym zamieszkałam w roku 1968 i mieszkam do dzisiaj. Dużo się zmieniło i na lepsze, bo jest czyściej, ale i na gorsze jak na przykład brak tego lokalnego patriotyzmu, który odszedł z grupą najważniejszą, górnikami. A to oni mówiąc górnolotne są ” solą tego regionu „. Najbardziej boli mnie, kiedy przyjezdni stare rodziny śląskie często utożsamiają z narodowością niemiecką w tej złej opinii. A to bardzo bolesna i skomplikowana historia.

Mój pobyt na Śląsku miał przerwę 22- letnią. I wtedy jak wszyscy czytający od dawna mój blog wiedzą zakochałam się nie tylko w ostatniej mojej miłości, ale i w mieście. To oczywiscie Ascoli Piceno. Dlaczego? Bo nie tylko pokazał mi je Vincenzo, ale stanowiło pigułkę mojej krakowskiej młodości. Renesans, elity z dziada pradziada, lokalny patriotyzm z tradycjami i klimatem. Ale los przygotował dla mnie inny scenariusz. Powrót na Śląsk. Nie ukrywam, bałam się tego powrotu. Jednak ten szorstki i nie ukrywam trudny dla obcych region przyjął mnie z otwartymi ramionami, a Ascoli stanęło w znaku równości z Krakowem. Bardzo bliskie sercu, jednak już tylko we wspomnieniach. I obydwa w razie tęsknoty na wyciągnięcie ręki.

Czy chciałabym coś zmienić, czy coś mnie denerwuje? Z pewnością. Ale to dotyczy całej naszej Polski, bo to bolączki ogólnokrajowe.

Ale też widzę wiele dobrego. A to ogromna aglomeracja nie tylko jedno średnie miasto w Polsce.

I tu są wszyscy moi najbliżsi i dlatego tu jest mój dom.

W kręgu codziennych spraw i nie tylko

Pogoda dzisiaj zdecydowanie na równi pochyłej. Mam nadzieję, że jeszcze powróci na letni pomost.

A ja po wczorajszym spotkaniu z Piotrkiem mam ogarnięte konto pacjenta w dodatkowym ubezpieczeniu. Wczoraj zamówiliśmy pierwszą wizytę jako wyjściówkę do dzisiejszej teleporady. Bo skierowanie do specjalisty otrzymuje się po rozmowie z internistą. Od rana bombardowały mnie SMSy. Pierwszy informował, że za czterdzieści minut będzie łączenie. Drugi prosił o czekanie na telefon za 10 minut. Minęło 10 minut i nic. Nadszedł SMS z przeproszeniem za opóźnienie . Kolejny ( czwarty ) z konkretną godziną 8.54.

Telefon się odezwał i po rozmowie mam skierowanie do laryngologa i wystawione również recepty. Skierowanie już pobrałam i chociaż mogę dzisiaj, to w poniedziałek ogarnę termin w Chorzowie w przychodni, która ma umowę z ubezpieczycielem.

Potem sobie pooglądałam sobotni program ” Cztery strony mediów Kutyny „. I zerknęłam na komentarze.

Przybyl nowy materiał porównawczy. 😀 Ragacca okazała się befaną. A na „dobrą znajomą”, która znów się nudzi, albo potrzebuje nowej kuracji wskazuje imię Vincenzo w adresie mailowym.

I tak mnie to w sumie rozśmieszyło, bo czas kiedy mnie to irytowało mam za sobą. Do wszystkiego można się przyzwyczaić.

Bo jak inaczej kiedy wierności jest w tym przypadku nadzwyczajna. Od 2009 roku przez wszystkie platformy gdzie pisałam bloga. I jaka wierna czytelniczka. Zawsze z ręką na pulsie mojego życia.

Wracam do książki. Tym razem nowa Ania Klejzerowicz ” Puste ramy „. Trzeci tom kolejnego cyklu. Zapowiada się ciekawie. Jaki temat na jutro, bo naturalnie złośliwy temat z komentarza nie wchodzi w grę w naszym towarzystwie

Do jutra.

Metoda prób

Próbuję znaleźć sposób na złe spanie, bez podpierania się tabletkami. Nie lubię, bo budzę się z lekka otumaniona. A źle śpię.

Tej nocy, kiedy obudziłam się drugi raz o wpół do czwartej wzięłam Kindle i poczytałam chyba do piątej. Potem zasnęłam i obudziłam się później niż zwykle. O wpół do dziesiątej. Ale w miarę wyspana. Może to jest jakiś sposoby.

Mogłam spokojnie wyjść na zakupy. Wczoraj na obiad zapowiedział się Piotrek. I to dobrze, bo dawno razem nie jedliśmy. Z powodu jego diety, którą musi trzymać . Tak, że obiad jest skomponowany tak, żeby mógł spokojnie zjeść. Ziemniaki (makaronu nie może), kotlety schabowe sauté z patelni grillowej może z jajkiem sadzonym. I tarta marchewka z oliwą.

Trudno świetnie.

Pjotrek chce mi pokazać jak ogarniać to moje ubezpieczenie korporacyjne. Jak się rejestrować do specjalisty.

A mam w planie laryngologa 😄😄😄.

Z racji tego chorego języka i dziury w przegrodzie nosowej.😄

Zakupy zrobiłam. Wszystko do obiadu przygotowałam. Czekam na hasło:

-Babciu, jadę.

I wtedy postawię na gazie ziemniaki.

Korzystając z luzu domowego nadrobiłam blog Ani. I nawet udało mi się zamieścić komentarz pod własnym nickiem, a nie jako ” anonim”.

Dla Hani sfociłam firankę w kuchni z domowych zapasów.

Do kompletu moja niebieska firanka z mojego pokoju.

Jako, że jest ogólnoblogowe mycie okien informuję, że robię przerwę do przyszłego tygodnia.

A potem może przyspieszę prace w Pracowni Renowacji Poduszek .

Do jutra.