O tym, że kupiłam szpic na choinkę z łabędziem, to była siła wyższa. Ale od przedwczoraj ten duch zwany Duchem Bożego Narodzenia z pełnym szacunkiem z dużej litery jakimś cudem – jak na ducha przystało dmuchnął na mnie. Bo w Netto zobaczyłam takie ptaszki dekoracyjne. Czerwone i zielone.


I już oczami duszy zobaczyłam, że zastąpią albo dołączą do gwiazd betlejemskich, którymi podpinałam firanki świąteczne. A, że musiałam iść odebrać łabędziowy szpic plus jabłka ( szara reneta ) to nawet z chęcią wyszłam z domu. Już po porannej mgle przez którą przebijało słońce zapowiadał się piękny dzień.
Nawet myślałam, żeby wybrać się na spacer.
Nie pokazałam fotek że spaceru z przedwczoraj. A taka jesień w Chorzowie.




A tak było dzisiaj na skwerku niedaleko paczkomatu.



Ale najważniejszy był dzisiaj łabędziowy szpic. Oto on. Uhonorowany na fotelu i poduszce 😀.


W towarzystwie świątecznych ptaszków.
Teraz mój pomysł na prezent dla dzieci z okazji tej 36 rocznicy ślubu. Bardzo bym chciała, żeby we wtorek przyszedł ten drobiazg a właściwie dwa, które zamówiłam. O kciuki poproszę . Bo inaczej dostaną zapowiadającą fotkę.
Ponieważ wyczytałam, że 36 rocznica ślubu nosi nazwę Agatowych Godow, to kupiłam im dwa jednakowe agatowe słoniki.

W Italii taki drobiazg nosi nazwę ” porta fortuna ” czyli przynoszący szczęście. Ja mam takiego ” porta fortuna ” w postaci łabądka 😀, którego dostałam od Magdy i noszę w torebce. W ogóle w mojej torebce jest zestaw talizmanów.



Czerwony rożek chroniący przed ” male occhio” czyli złym okiem. W torebce w portmonetce łabądek i naturalnie łuska z karpia wigilijnego.
Dodatkowo. Mój osobisty turkus, bo turkusy chronią przed złem. Karneol symbolizujący ogień w którym odszedł Vincenzo i symbol jego ognistego charakteru i znalezione na plaży przez niego i podarowane mi serduszko.
Trudno bez świetnie 😀 taka jestem i nie mam zamiaru tego ukrywać.
Do jutra.



























