Zaczął się listopad

Wczoraj przesiedziałam w domu, porządkując trochę ogród zimowy. I naturalnie tkwiąc w polityce. Na cmentarze poszła Agnieszka. Ja z Piotrkiem pojechałam na trzy cmentarze w sobotę.

Wczoraj i dziś był porządkowany dom, bo pościnałam zioła i suszą się w suszarce elektrycznej. Nawet nie myślałam, że takiego bałaganu narobię. Wczoraj jeszcze przysiadłem nad zadaniem domowym, bo dzisiaj zaraz będę się zbierać na lekcję. Było tego trochę. A dziś będziemy maksimum w trójkę, bo jednego uczestnika nie będzie.

Ale zrobiłam i po początku, który dokładnie mi się mieszał, zaskoczyłam i końcówkę już miałam dobrą. Naturalnie mam pomoc. Wspaniałą książkę z czasownikami nieregularnymi i zasadami koniugacji tych regularnych. Tak, że bardzo mi się to przydało.

Rano przyjechał na swoim kołowym wehikule syn, bo wczoraj wrócił, po rundzie w pracy.

A ja po jego wyjściu skończyłam sprzątać z odkurzaniem włącznie i mój zimowy ogród jest zainstalowany na zimowe miesiące.

A za oknem wciąż w dekoracyjnej formie powojniki.

U Agi w pokoju zimują jej ukochane pelargonie. Też na parapacie.

Czas powoli się zbierać do Katowic.

Do jutra.

Jakoś tak opadłam z sił

I nie fizycznie. Dzisiaj przyjechał Piotrek i po śniadaniu zrobiliśmy rundkę po cmentarzach pałac płomyczki dla bliskich.

Nawet nie było tak źle z korkami. Potem wróciliśmy do domu . Zjedliśmy obiad i Aga z Piotrkiem zlikwidowali kwiaty na balkonie. Już część jest zagospodarowana. Piotrek pociął płytę izolacyjną na podstawki pod te donice, co zimują na balkonie. Dla mnie czekają jeszcze niektóre zioła do obcięcia i suszenia. Bardzo dużo nam pomógł. Wyniósł do piwnicy również półkę balkonową żeby zima jej nie zniszczyła.

Jutro jestem w domu i będę ogarniać resztę ogrodu zimowego.

A zmęczona jestem psychiczna. Długo w nocy śledziłam to, bo się działo pod Trybunałem. Dalej słucham i jestem tym wszystkim i zniesmaczona i przerażona poziomem nie tylko narodu, ale i polityków prawicy.

Dlatego tyle zapisków dzisiejszych.

A jutro temat mamy uzgodniony. Ulubione miejsca w naszych miejscach zamieszkania.

Do jutra.

Zaraz mi lepiej

Bo już patrzeć nie mogłam na okna w dużym pokoju. A tu w najbliższych dniach będzie akcja ” ogród zimowy’. Czyli zabieranie do domu z balkonu trzech dużych drzewek szczęścia i jeszcze innych z pelargoniami Agi. Nie powtórzymy pomysłu z klatką schodową bo zmarniały i są odnowione. Potrzebne parapety w całym domu poza kuchnią i miejsce przed balkonem. I te okna prosiły się o umycie. Nawet specjalnie nowe firanki kupiłam takie, żeby wygodnie było podlewać.

A, że potrzeba matką wynalazków wymyśliłam rewelacyjny patent. Wzięłam do mycia moją małą parownicę .

Butelka pokazuje jej wielkość. Przywiozłam ją sobie z Italii. I dobrze zrobiłam, że ją wzięłam. 😃 To był strzał w dziesiątkę. Ja od lat szyby i lustra myję samą wodą i specjalnymi ściereczkami. Teraz użyłam pary. I potem przetarłam . I już inaczej nie będę. Ramy też się myją. Super patent.

Potem już musiałam upiąć te nowe firanki i jestem zadowolona.

Obiad dla Piotrka gotowy. Zrobiłam z piersi z kurczaka coś na kształt flaczków. Z majerankiem. Mam też dla niego gotowaną wołowinę z rosołu. I fasolkę szparagową z oliwą i miętą.

Trochę mnie nogi bolą, ale do tego to już się muszę chyba przyzwyczaić. „Rebekę ” skończyłam i zabrałam się za ” Panią da Winter”. Nie czytałam, to jeszcze raz dziękuję za podpowiedź.

Dla Piotrka mam trochę prac domowych. Dziś jednak nic z tego nie będzie, bo ma jakieś seminarium o osiemnastej.

Trudno świetnie.

Do jutra.

Kolejny obrót kołowrotka

Kiedyś trzeba. I w końcu zabrałam się za coś czego naprawdę nie lubię. Mycia lodówki i rozmrażania zamrażalnika. Cóż kiedyś trzeba. Zabrałam się po śniadaniu i przy okazji zrobiłam przegląd, bo zawsze znajdzie się coś, co należy wyrzucić. Ale mam tę nielubianą czynność z głowy.

Potem zgodnie z ułożonym harmonogramem pojechałam do Parku Pamięci. Parking w 3/4 zapełniony. Jedni robią porządki, a inni odwiedzają już swoich bliskich z kwiatami. Bezsłonecznie, mgliście, taka atmosfera listopadowo- świąteczna. Kwiaciarnia ze sporą propozycją żywych kwiatów.

I mamy i Vincenza porządek, nie miałam co robić. Dodatkowa żółta chryzantema, którą postawiłam w dniu urodzin Vincenza w doskonałej kondycji. Doszłam do wniosku, że nie będę kupować kwiatów gdzie indziej, bo cenowo identycznie, a nawet taniej. Doniczki i to bardzo ładne po 20 złotych. W Netto jeszcze taniej, po 16 złotych. Ale kupiłam w Parku Pamięci. Postawiłam i tylko przyjedziemy zapalić dodatkowe płomyczki.

Goździki wciąż mają pąki i sporo kwiatków.

A wracając też zgodnie z planem zrobiłam duże zakupy na jutrzejszy obiad i uzupełniając domową chemię. Przez myśl mi przeszło, że może warto się zabrać za okna w dużym pokoju, ale mi przeszło. 😀Jutro jestem w domu. Nigdzie nie idę, nastawię obiad i jak się będzie gotował, to może mnie ten kołowrotek obróci jeszcze raz.

A teraz „Rebeka” i trochę polityki.

Do jutra.

Z pewnością dołączyłam

… do osób, które te dni przed 1 listopada spędzają dość intensywnie. Ja tak właśnie miałam dzisiaj. Ale ponieważ miałam świetne towarzystwo nie odczułam tego specjalnie

Przedpołudniem razem z moją szwagierką ogarnęłyśmy do końca grób naszych teściów w Chorzowie. Potem należało nam się coś słodkiego więc pojechałyśmy do mnie na kawę i eklerka.

Trochę jak to się u nas mówi ” poklachałyśmy” i moja ulubiona J. zaproponowała, że zawiezie mnie do babci Cesi. I bardzo jej za to jestem wdzięczna, bo nie musiałam jechać autobusem.

Pojechałyśmy robiąc wycieczkę po Chorzowie, bo od zamknięcia estakady jeździ się z objazdami z korkami.

Trudno świetnie.

U syna przeżyłam chwilę grozy. Z jakiś przyczyn dziurka od klucza nie była tak jak zawsze i za nic klucz nie wchodził. Wyglądało jakby to nie był ten klucz. Zwątpiłam czy to na pewno jest ten klucz. Wyjęłam z kasetki, gdzie jest tylko ten klucz na breloczki z wieżą Eiffla i napisem Paris. A on nie wchodzi. Dobrze, że po jakimś czasie prób udało się. Babcia dostała obiad, tabletki, kawałek eklerka . Załączyłam jej telewizor i byłam wolna. Teraz, to dopiero była wycieczka. Dwa razy dłużej jechałyśmy niż w tamtą stronę.

Ale oba zadania wykonane. Jutro Park Pamięci i zakupy na piątek czyli obiad z Piotrkiem. Ale o tym jutro.

Do jutra.

Bardzo składnie

Takie było dzisiejsze przedpołudnie. A obawiałam się, bo od dziesiątej miałam dwie wizyty w gabinetach lekarskich, oddalonych sporo od siebie. Ale bardzo dobrze mi się zsynchronizowało. Plus słoneczna pogoda chociaż w cieniu dość chłodno. Najpierw laryngolog. Jest dużo lepiej, co nie omieszkałam powiedzieć. Spray do nosa do nadal i kolejna wizyta około lutego. Potem z dużym zapasem czasu pojechałam na zastrzyk w kolano. I dlatego wessało mnie targ. Nie licząc cielęciny dla moich mięsożernych chłopaków, kupiłam rydze. Szkoda, ze Piotrek nie może ich jeść, bo chciałam się dzisiaj podzielić, bo pracuje w domu. Synowa też dziś nie może więc pożremy z Agą same. Z patelni na masełku. Piotrek przyjdzie na obiad w piątek. U ortopedy nie czekałam, bo weszłam po znajomości na koniec pierwszej tury zastrzyków. I bardzo się z tego ucieszyłam.

A dziś zrobiłam prawie 5 000 tyś kroków i moje nogi są zmęczone. Za to złota polska doczekała się fotek.

Taki był dzisiaj Chorzów.

Jutro też mam dzień intensywny. Cmentarz i podanie obiadu babci Cesi. Czwartek Park Pamięci, a piątek obiad z Piotrkiem.

Powinnam dziś zabrać z parapetu zaokiennego moje goździki. Jak trochę złapię oddech, to się za to zabiorę. W piątek i sobotę zabieramy część kwiatów z balkonu.

Skończyłam ” Rozważną i romantyczną ” i na czytniku ” Rebeka „. A potem film Hitchcocka .

Czas podkoszulki rozpoczęty. Co prawda bez rękawków, ale jednak.

Do jutra.

Ostatni tydzień października

Listopad stoi już w blokach startowych. Niedzielę spędziłam ziewając,bo kompletnie mam rozregulowany sen. Była pełnia i zmiana czasu. I nic, że teoretycznie, to nie ma dla mnie znaczenia. Teoretycznie, bo praktycznie już z piątku na sobotę spałam do piątej.

Nic nie pomogło, wstałam wypiłam kawę i zobaczyłam ulubiony program ” Cztery strony mediów Tejchmana”. A potem postanowiłam upiec na pociechę kruchy placek z gruszkami i malinami. Wyszedł pyszny i pojadałyśmy go z Agą, do niedzieli włącznie 😃.

W nocy z soboty na niedzielę powtórka z rozrywki. Piąta rano kawa z plackiem i zabrałam się za zadanie na poniedziałek. Strasznie mnie nudzą te zdania o produktach włoskich i ich problemach z podróbkami. I te czasy, których nikt w potocznym języku nie używa.

I popołudniu padłam i zasnęłam na kilka godzin. I dziś znowu piąta rano, bo niepotrzebnie spałam. To skończyłam zadanie i trochę ogarnęłam dom. O czwartej muszę wyjść więc spać nie będę. I może wieczorem zasnę . A nie to wezmę tabletkę.

Nareszcie wiem dlaczego ten czas tak szybko biegnie.

Zgadzam się z autorem.

https://www.facebook.com/share/p/18BHtv6Nui

Jutro mam wizytę u laryngologa i zastrzyk w kolano. Powinnam ogarnąć czasowo.

10.15 laryngolog

11.50 zastrzyk w kolano.

W środę umówiłam się na groby teściów ze szwagierką. O dziesiątej. Potem pojadę do Parku Pamięci i popołudniu do babci Cesi.

Taka rozpiska mnie czeka.

I tak kończy mi się październik.

Do jutra.

Dzień Bloga Otwartego

Dzień dobry. Temat się sam pojawił. Oczywiście zmiana czasu. Zła jestem jak osa, bo dla mnie mimo, że praktycznie nie ma znaczenia o której wstaję mój wewnętrzny budzik wariuje . I przy zmianie w obie strony. Dziś o jakiejś nieludzkiej godzinie nowego czasu, chyba to była piąta

zrobiłam sobie kawę i na pociechę zjadłam kawał wczorajszego placka z gruszkami i malinami. Potem wróciłam do łóżka i do ” Rozważnej i romantycznej „. I tak się w tym nowych godzinach usiłowałam odnaleźć.

Będzie tydzień zanim wrócę do normy.

Podobno jeszcze raz na wiosny i koniec tego wariactwa. Akurat lepiej by było , żeby zostać przy czasie zimowym, bo on jest tym naturalnym. Zresztą dopóki nie zostaniemy bez zmiany, to nie uwierzy

A jak Wy znosicie ingerencję w ten uporządkowany okres czyli czas w jaki wpisujemy nasz harmonogram życia.

Wraca czas zimowy

Ale w pierwszych słowach mego wpisu pytam o temat na jutro.

A zmiana czasu przedłuży nam wieczory.

A teraz wracam do wczorajszego obiadu. Było tak rodzinnie, że zapomniałam o zrobieniu fotek. Obiad został zjedzony, żeby nie napisać pożarty ( przez Piotrka ) do ostatniego ziarenka ryżu.😃

Ponieważ nasz najmłodszy trochę się spóźnił, bo pojechał do babci Cesi podać jej obiad na wszelki wypadek i garnek z ryżem i naczynie z łososiem wstawiłam do piekarnika z ciepłym powietrzem.

A my z moją synowa, która przyjechała wcześniej mogłyśmy sobie zwyczajnie pogadać podpierając się lekkim białym winem. I znowu się ucieszyłam, że bakłażan grillowany z pomidorem chociaż bez cebuli bardzo smakował wnukowi. Taki jadł po raz pierwszy.

I tak kolejny pomysł obiadowy mam z głowy. Następny, to będą flaczki z piersi kurczaka. Chodzą za mną normalne, ale Piotrek za nimi nie bardzo. To będzie taka inspiracja bez oryginalnych flaczków.

Trudno świetnie.😃

W planach na dziś mam dokończenie ” Wichrowych wzgórz” i zabranie się za ” Rozważną i romantyczną”. Bo już umówiłyśmy się z moim trzecim dzieckiem do kina, kiedy wróci z pracy syn.

Dobrze, że mam z kim iść do kina, bo Aga definitywnie odmawia. Nie jej klimaty. Po kim takim odmieńcem jest nie wiem. Ani po mnie, ani babci, ani tym bardziej prababci. Przebiegła mi myśl, że może po rodzonym ojcu. Ale nie ? On lubił czasem iść ze mną do kina zwłaszcza na klasykę kostiumową. Rodzinna indywidualistka. 😃

A, że za oknem jest jak jest chyba na poprawę naszych nastrojów upiekę kruchy placek zwany elegancko tartą z gruszkami i malinami.

Na jesienny podwieczorek.

Do jutra.