Obserwacje innego typu czyli jak nas postrzegają

Do napisania tego przyczyniły się ostatnie wydarzenia dotyczące osobiście mnie. Jak wiadomo czytającym mój blog i moje książkowe wspomnienia ” Okiem cudzoziemki” przez wiele lat pracowałam w Italii jako ” badante” czyli opiekunka starszych i bardzo starych i schorowanych Włochów.

To ciężkie mimo, że o tym się nie mówi odpowiedzialne zajęcie. A tymczasem w mentalności włoskiej, to takie zajęcie nie wymagające niczego poza sprzątaniem, zmienianiem pieluch i już zaangażowania intelektu ( którego gdzieś tam na rubieżach nie posiadają )nie mówiąc. Oczywiście zdarzają się chlubne włoskie wyjątki, ale jak ja mówię złośliwie i z tego zdaje sobie sprawę: Włosi dzielą się na geniuszy i tych innych. Niestety pośredniej grupy licznej nie spotkałam.

Dodatkowo wrzucane jesteśmy do jednego koszyka . Blondynka i niebieskie oczy, to Polka. A jak Polka, to sprzątaczka albo badante. Oczywiście to nic uwłaczającego, ale przykro.

Idę sobie kilka dni temu i nagle Włoszka prowadząca rower zwraca się do mnie:

-Come sta tua signiora? Czyli jak się ma twoja pani?

– Jaka moja pani? – Zadziwiłam się z lekka.

-No, ta gdzie sprzątasz?

-Chyba mnie z kimś pomyliłaś. Odpowiedziałam.

-Nigdzie nie sprzatam i w ogóle nigdzie nie pracuje już. – Zsunęłam maseczkę. I usłyszałam.

-Ach, przepraszam, ale wy wszystkie „straniere” jesteście podobne. Blondynki.

Kurtyna.

A ostatnio wykurzyła mnie i zresztą V, też odpowiedź na życzenia urodzinowe jakiegoś znajomego V., któremu te życzenia złożył.

” Dziękuję. Mam życzenie mieć badante Polkę. ” W podtekście, jak ty.

Kurtyna.

To tyle scenek z życia polskiej emigrantki.

I niestety, żeby jak na to przymykać oczy jesteśmy tak postrzegani”.

Jak Polak, to pijak, Jak Polka, to nie tylko pijaczka, ale i kurwa. Oczywiście nie mogę nie napisać, że często na taką opinię zasłużyłyśmy. Jedno robaczywe jabłko w koszyku i tak dalej.

Pewnie na skutek poszczepienny wyostrzyła mi się moja wartość osobista i wylałam z siebie, to z czym na co dzień się spotykamy.

I dlatego nie będzie nigdy przyjaźni z Włoszkami. One nas Polek nienawidzą. Za to, że coraz więcej jest związków włosko polskich. Włoch Polka. Odwrotnie jest niewiele.

Takie to dzisiaj moje obserwacje emigracyjne.

Po szczepieniu czuję lekki ból ręki. Na szczęście tyle.

Kończę pierwszy tom o komisarzu Gressie. Czyta się dobrze. Dziś będzie tom drugi. Taka mam nadzieję.

To teraz DODATEK INTERNETOWY

FOTOGRAFIE

Palcem po świecie

W Kąciku Mola Książkowego

Biblioteka w Nowym Yorku

Z ptaszkiem

GALERIA ŚLĄSKA

GALERIA KRAKOWSKA

Dookoła placu Centralnego im. Ronalda Reagana znajduje się wiele sklepów, punktów usługowych, banków i aptek. Wśród nich wymienić można kwiaciarnię „Kalina”, sklep Lewiatan mieszczący się we wnętrzach dawnego Międzynarodowego Klubu Prasy i Książki, sklep papierniczy „Papirus”, sklep obuwniczy, Manufakturę Pieroga czy „Skarbnicę Smaku”. Przez dziesięciolecia zmieniały się instytucje mieszczące się w lokalach przy placu Centralnym. Jednym z wyjątków jest Cepelix, dawna Cepelia działająca w Nowej Hucie od 1955, w której wnętrzach wciąż możemy zobaczyć stare meble pamiętające czasy otwarcia lokalu.

Cepelia to skrót od słów Centrala Przemysłu Ludowego i Artystyczna. Był to centralny związek spółdzielni rękodzieła działający w latach 1949-1990, który powstał na wniosek Ministerstwa Kultury i Sztuki. Do jego powołania przyczyniła się Zofia Szydłowska, która została pierwszym prezesem organizacji grupującej na początku lat 50. już ponad rękodzieła ludowego i artystycznego. Mimo, że w 1954 roku zmieniono nazwę na Związek Spółdzielni Przemysłu Ludowego i Artystycznego to umownie w dalszym ciągu nazywano go Cepelią.

W 1955 roku Cepelia dotarła także do Nowej Huty, a 10 grudnia tegoż roku zaczęła oficjalnie swoją działalność w lokalu przy placu Centralnym. Z tego dnia pochodzi pierwszy wpis w zachowanej do dziś księdze pamiątkowej, który złożono w imieniu Zarządu Krajowego Związku Spółdzielni Przemysłu Ludowego i Artystycznego życząc nowej placówce powodzenia w działalności. Jak wygląda księga oraz wnętrza funkcjonującego do dziś lokalu? Chodźmy zobaczyć.

Cepelia to miejsce, które, i słusznie kojarzy nam się przede wszystkimi z wyrobami rękodzielniczymi artystów ludowych czy strojami regionalnymi, ale można było tam kupić także inne przedmioty. W 1960 roku do zakupów w nowohuckiej Cepelii zachęcały artykuły w „Głosie Nowej Huty”. W rubryce „Urządzamy nasze mieszkanie” pisano, że można było w niej kupić dywany czy kilimy, stoliki projektu D. Kowalskiej i R. Lisowskiego ze szkłem i półeczką na gazety za 960 zł, wygodne fotele o nowoczesnym kształcie (cena 1500 zł za sztukę), szafki na książki i drobiazgi za ok. 2000 zł, dywan w kilku jasnych, stonowanych kolorach za 2621 zł, lampa z wiklinowym abażurem, wyroby z ceramiki jak np. duży talerz projektu Husarskich za 255 zł ), flakon projektu plastyka Gargi w różnych kolorach za 130 zł i popielniczka projektowana przez niego za 24 zł, dzban z Fabryki Ceramicznej w Łysej Górze za 150 zł, talerz ceramiczny z motywami ludowymi (65 zł), figurki, karafki z kieliszkami.

W 1990 roku nastąpiła likwidacja Cepelii, a na jej bazie powstały inne podmioty. Nowohucka placówka istnieje jednak dalej pod nazwą Cepelix, a kilka miesięcy temu, 10 grudnia 2020 roku, skończyła 65 lat.

Zdjęcie przedstawia wnętrza nowohuckiej Cepelii. Fot. Henryk Hermanowicz, własność: Muzeum Krakowa.

—–
[#opisujemy: wnętrza sklepu, sprzedawczyni i klientka. Przy ścianie meble wazonami, na suficie żyrandol] 

Znak naszych czasów

Kolejne ” Schody” album 5

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

I do zobaczenia jutro.

Obserwacje podczas szczepienia

Czekamy. To nic, że mamy przypisaną godzinę. V. o dziewiątej. Mamy wspólny numerek 73. A w tej chwili leci chyba 37. To sobie tu posiedzimy. Najpierw trzeba było wypełnić cztery kartki papierologii. Jest też młody człowiek do pomocy w tym zbożnym dziele.

Jak już nadejdzie nasza kolej, to musimy podejść do okienka z panienką z komputerem. Więcej nie wiem.

Ludzi sporo. Ci co przed nami, to pewnie z godziny ósmej.

Zawiodła mnie intuicja. Chciałam sobie wziąć czytnik. Pomyślałam.

-Eee potem mam za dużo w plecaku. Pójdzie szybko, to nie biorę.

Błąd.

Ale za to mam oko na to, co i jak. I czas na poszukanie czegoś do Dodatku Internetowego.

Aż dziw, że V. jeszcze nikogo znajomego nie spotkał.

Jego a zarazem moja grupa wiekowa już zaszczepiona.

9.47 mamy już 52 numerek. V. poszedł na drugiego papierosa. Ja na posterunku.

Przesadzono nas w inne miejsce. Tu biegnie już 70 numerek. Przesadzono kiedy w naszej kolejce pojawił się numer 80. Z pominięciem wcześniejszych. Nie wiemy czemu.

Zarejestrowani komputerowo jesteśmy. Po sprawdzeniu dokumentów i przyklejeniu kodów. że my, to my. Czekamy.

A dookoła plansze z hasłem.

„Włochy odradzają się wraz z kwiatem szczepionki anti-Covid 19”.

Jest 10.32.

Wciaz czekamy. 10.54.

Zaszczepieni. 11,21… Oboje Pfizerem. W końcu w Ascoli jest jego fabryka. 😀

Następna dawka 11 maja. Dokładnie za trzy tygodnie.

Po drobnym drętwieniu ręki po szczepieniu zaraz nic mi się nie dzieje. U V. też nie widać objawów. I niech tak zostanie.

Fb przypomniał mi z racji siódmej rocznicy Wielkanocy w Polsce takie oto zdjęcia. 20 kwietnia 2014 roku była wielkanoc.

DODATEK INTERNETOWY

FOTOGRAFIE

Palcem po zdjęciach

W Kąciku Mola Książkowego

Urokliwe zdjęcie

Historyczne

GALERIA ŚLĄSKA

GALERIA KRAKOWSKA

Made in Krakow

Dzień dobry 🙂
Najbardziej znane kwitnące drzewka w mieście wreszcie się przebudziły 😎 i zapewne na dniach pokażą nam całą swoją urodę 🙂
Wawelskie Magnolie rosną zdrowo i ten kadr stał się już archiwalny 🙂
Dobrego wiosennego tygodnia, całkowicie po naszej myśli 🍀👌✌️
Przemek Czaja

Oczywiście kolejny album ” Schody”

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

https://tvn24.pl/bialystok/orla-odkopali-fundamenty-dworu-radziwillow-zniszczonego-podczas-potopu-szwedzkiego-5069905?fbclid=IwAR2VqO3E1jCxEaH6v9MR5A4_p6-mRskwYtMLmK_qnNjQvZudQH4RXD4rwAs

Pierwsze miejsce u mnie. Niestety wizja przyszłości.

Cytat dnia.

Do jutra. mam nadzieje w dobrym zdrowiu.

Ważne i mniej ważne

Najważniejsze, że jutro się szczepimy. Ponieważ przez telefon były trudności jak i przez Internet, to wykorzystaliśmy możliwość rejestracji u listonosza.

Zaraz dzisiaj kiedy spotkaliśmy listonoszkę w okolicy piazza Roma. I jutro mamy termin. V. o dziewiątej, a ja godzinę później. I sprawa spadła mi z rejestru ważnych spraw. Tym bardziej, że od 26 czy nawet 24 otwiera się u nas wszystko. Bary, restauracje centra handlowe. Cóż sezon za pasem i zobaczymy , co z tego będzie. Coraz więcej osób zaszczepionych.

Wiosny dalej nie widać. Od dziś zawirowania pogodowe czyli ma padać, a nawet środa i czwartek nie tylko deszcz, ale zjazd temperatury i burze.

Jak widać temperatura ma się poprawić pod koniec tygodnia. Zawsze jakaś nadzieja.

Wczoraj popołudniu wyszliśmy na chwilę. ” Pchli targ” był już w odwrocie. Zimno się zrobiło i kupcy w większości szykowali się do domu. A dzisiaj wykorzystaliśmy moment słoneczny i obeszliśmy centrum. Za oknem już coraz ciemniej i zgodnie z powyższą tabelką zacznie padać.

Wyszczekane prasowanie zrobiłam i nie mam zaległości. Czeka mnie szycie czyli dopasowanie mojego gorsetu ortopedycznego do brzucha V. Wszak tu o plecy chodzi. Mnie chwalić Pana nie jest on mi już potrzebny. Mam silną gumę i po prostu te zapięcia w ilości trzech przedłużę zostawiając końcówki z rzepami.

Nawet solidny kordonek do szycia znalazłam. Musi być mocno zszyte. Czyli ręcznie.

Planuję dziś dzień relaksowy. Trochę jednak stres szczepieniowy gdzieś tam się czai. I jakoś głowa mnie dzisiaj boli. Ani chybi pogoda do ….

Akcja nowego cyklu Małeckiego z komisarzem Grossem się rozkręca.

I to chyba wszystko, co mogę napisać.

DODATEK INTERNETOWY jak zwykle.

Zacznę od prezentu od mojej córki

Pamiętacie bajkę ” Kaczka dziwaczka”.

Oto nowa wersja. Aktualna. 😃

Na łące opodal krzaczka,

Mieszkała kaczka-dziwaczka,

Lecz zamiast trzymać się łąki

szukała dobrej szczepionki.

Raz poszła więc do tawerny:

„Dajcie mi fiolkę Moderny!”

Tuż obok była apteka,

„Poproszę Astra Zeneca!”

Udała się do dilera:

„Chciałabym dawkę Pfizera!”

a potem, nienasycona:

„Gdzie tu dostanę Johnsona?”

W kącie za starym śmietnikiem

ktoś ją ostrzyknął Sputnikiem.

Martwiły się inne kaczki:

„Co będzie z takiej dziwaczki?”

Aż nagle znalazł się kupiec:

„Na obiad można ją upiec!”

Pan kucharz kaczkę starannie

Piekł, jak należy, w brytfannie.

Lecz zdębiał, obiad podając,

bo z kaczki zrobił się zając –

miał Wi-Fi, czip i walonki…

Takie to były szczepionki!

FOTOGRAFIE

Historia jednego zdjęcia.

Krótka historia jednego zdjęcia

Lato 1909, Brwinów, Anna Lilpop z przyjaciółką Marią Wysocką na pierwszej polskiej kolorowej fotografii. „Będę to fotografował w kolorach” – pisał na kartce pocztowej do swojej córki Stanisław Wilhelm Lilpop, zachwycony nową, chociaż bardzo drogą, techniką autochromu. Dziewczynka od drugiego roku życia wychowuje się bez matki – Jadwigę Lilpop uwiódł pianista i amant, Józef Śliwiński, którego Stanisław na swoją zgubę zapraszał na koncerty do Brwinowa. Zrzeczenie się przez kobietę praw do dziecka było ceną za zgodę na rozwód. Pogrążający się w depresji Lilpop ostatecznie popełni samobójstwo w 1930 roku. Życie Anny również nie będzie usłane różami. Przez ćwierć wieku nie będzie miała żadnych kontaktów z matką. W międzyczasie zostanie pisarką i tłumaczką, a także żoną Jarosława Iwaszkiewicza i matką dwójki dzieci. Zdeklarowany homoseksualizm męża, jej choroba psychiczna i dewocyjna religijność nie przeszkodzą im jednak w stworzeniu trudnego, ale udanego związku, trwającego pięćdziesiąt siedem lat, aż do jej śmierci. Zdjęcie: Stanisław Wilhelm Lilpop/domena publiczna.

Akhal-teke, 3.000-letnia rasa koni. Jakby to był jedwab i perłowa tkanina, wyścig pochodzi z Turkmenistanu, gdzie jest symbolem narodowym. Z powodu wyglądu nazywany jest też ′′ złotym ′′ koniem. Na świecie zostało ich 6-7.000

A teraz zdjęcia artystyczne

Oto zdjęcia ważki. Wydaje mi się, że wyglądają jak wróżki w rodzącym się świetle!

W Kąciku Mola Książkowego

GALERIA ŚLĄSKA

GALERIA KRAKOWSKA

” Schody” album 3

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Dialog Obajtek- Rydzyk. Jestem wzruszony oraz poruszony skromnością obu nie asów nawet a jokerów naszego narodu.

Nie będzie nam tu jakiś rzecznik kija w szprychy wsadzał.

Ten cały Orlen to w zasadzie tak myślę, poczekajmy, niech jeszcze poprzejmuje te Lotosy, wykupi autostrady, Empiki, aqua parki, Facebooka, kina i teatry. Następnie nastąpi połączenie interesu z interesem Tadzia, z przewagą udziałową Tadzia.

Tadziu sukcesywnie benzynę święcić będzie przez co ta tyle oktan nabierze że konstruktorzy silników już nad żadnymi turbo zaprzątać głowy sobie nie będą musieli.

Na takim paliwie każde auto rakietą się stanie.

Warto by się jeszcze Obajtkowi na żyletki się złożyć bo chłop permanentnie nie ma się czym golić.

https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,26989688,daniel-obajtek-w-radiu-maryja-rydzyk-pan-jest-genialny-w.html?fbclid=IwAR1XkM4l9nVeob0YpWFOOa1ebNY_eIBw3ICUq0gMSC2y2fjoLTsYYU0gO7Q

Jeszcze cytat:

I tydzień mamy rozpoczęty.

Do jutra z informacja o szczepieniu.

Zapiski przy niedzieli

Zacznę jednak od wczorajszego popołudnia sobotniego. Okazało się, że na naszych placach rozłożył się mimo pomarańczowej strefy , bo wszak na powietrzu, comiesięczny „pchli targ”.

Dawno nie był przy sprzyjającej pogodzie. Wczoraj chłodno, ale na szczęście nie padało, a dziś słonecznie i jak to w słońcu zaraz cieplej.

Dlatego zapraszam na spacer wśród urokliwych przedmiotów.

Jeszcze dodam, że łabędzi było jak na lekarstwo. Jeden. I dopiero już pod koniec spaceru wypatrzyłam maleńki ze szkła z Murano. Oczywiście zasilił moją kolekcję.

A teraz już targowe cudeńka.

Przy okazji zrobiłam trochę ascolańskich fotek. Zwłaszcza młodzieży, która za nic ma wirusa i tłoczy się przed barami.

Tak, że dziś już naród ascolański tłumnie wędrujący po placach zgonił mnie do domu. „Strzeżonego Pan Bóg strzeże”.

Popołudniem jednak mam zamiar jeszcze raz pooglądać targowe przedmioty.

W tematach domowych. W planie mam przerobienie czyli przedłużenie zapięcia mojego gorsetu ortopedycznego na miarę V., który narzeka na ból pleców. Już nie będę tłumaczyć, bo nie dociera, że siedzenie cały dzień na krześle w kuchni zwyczajem włoskim przyczyniło się do tego bólu. Ja bym nie wysiedziała. A oni tak.

Ogarnęłam temat zagubionego przez V. klucza od pomieszczenia gospodarczego. Według niego, to ja schowałam. Ja tam sklerozy takiej nie mam. On tak. Sam gdzieś w pijanym widzie wsadził. Po cichu przyniosłam ze sklepu z kluczami pęk udostępniony mi przez właściciela i dobrałam odpowiedni, a jemu powiedziałam, że znalazłam na podłodze, jak wczoraj układałam po hydrauliku. Nic nie można powiedzieć jak było czy jest naprawdę. Załamałby się, że kupiłam. Ba nawet dwa na wszelki wypadek 😀

Dziwaczeje coraz bardziej.

Za namowę mojej przyjaciółki rozpoczęłam kryminalny cykl Roberta Małeckiego ” Bernard Gross”.

Po pierwszym tomie podzielę się naturalnie wrażeniami.

Czas nadchodzi obiadowy a u mnie jeszcze DODATEK INTERNETOWY.

Nie z tej ziemi”. Z tej niestety.

https://zycieumyslowe.wordpress.com/2020/02/23/obcy-decydujace-starcie/?fbclid=IwAR1oEaYwe1hNBLJPhteXt7XgQ7SuRt5OV4AE2dhIxBCv2XHm4Mp6FVFphm0

FOTOGRAFIE

Palcem po zdjęciach

GALERIA ŚLĄSKA

GALERIA KRAKOWSKA

Z ptaszkiem

Architektonicznie

Katowice ❤️ Mural Magika znajdujący się w przejściu podziemnym ,łączący Osiedle Gwiazdy, a Bogucicami .
Członek zespołu Paktofonika
od roku 1998- 2000 r.🤔
Nazywał się Piotr Łuszcz..1978-2000 r.
„Schody ” album 2

GALERIA MEMOW I AKTUALNOŚCI

Pierwsze miejsce dla mnie

Jeszcze dzisiejszy cytat:

Z życzeniami na nadchodzący tydzień. Najlepszymi. Do jutra.

Czas zacząć czyli moje zapiski

Nie powiem przedpołudnie miałam intensywne. Zostawiłam V. w domu z racji kolejnej wizyty hydraulika, który wykańczał sprawę kaloryferów. Jakaś kolejna wymiana wody. Nie znam się więc tematu nie rozwijam. Ja sobie poszłam pozałatwiać inne sprawy. Było około dziewiątej rano. Mimo 8 stopni zimno. O czym świadczy rozmowa podsłuchana.

Pani z panem. Oboje ciepło ubrani. Pani nawet opatulona futrzanym kołnierzem.

-Niemożliwe. Zimno i zimno. – Mówi pani.

-O tej porze, to już co roku nad morze jeździłam pospacerować po plaży. A teraz kaloryfery włączam. Ile ten rachunek za gaz przyjdzie. O Dio, Dio.

-Ja tez w najgrubszej ciepłej kurtce i zimno mi. – Dodał pan.

Popatrzyłam po ludziach. Nawet młodzież na głowach miała czapki i kurtki z kapturem. Wiosna włoska na psa urok.

Oto nasza dzisiejsza Monte Vettore. To od niej zawiewa zimą.

Pozałatwiałam sprawy i nawet kupiłam to coś na kran, żeby mi wody przy myciu naczyń nie rozpryskiwało na boki. Trochę inny patent, ale zadanie spełnia. Hydraulik założył. Połaziłam po targu gdzie to ustrojstwo kupiłam.

Mam też zdjęcia targowe. Bo kolor liliowy jest obecny.

Wróciłam do domu. Jakieś drobne zakupy zrobiłam. Po pęczku skarpetek dla mnie i V. i drobiazgi z Acqua Sapone. Ugotowałam zupę czyli minestrone jarzynową i zajęłam się poletkiem internetowym.

Z przyjemnością pooglądałam sobie jeszcze raz Rudzielce, których fotki dostałam od Tessy i jej cudowny stół z wykorzystaniem maszyny Singerówki. Myślę, że mogę te fotki pokazać.

Skończyłam ” Aksamitkę” ostatnią część wydanej serii ” Dwieście wiosen”. Czekam na kolejną. I mogę teraz napisać, że wszystkie części czytałam z jednakowym napięciem. Podobały mi się bardzo. Muszę popatrzeć, co poza cyklem ” Magnolia” napisała jeszcze Grażyna Jeromin Gałuszka. Bez dwóch zdań kupię.

I jak przy książkach jestem, to jeszcze raz napiszę o ” Genialnej Przyjaciółce Eleny Ferrante . Nie wrócę do tej pisarki. Cykl ” Genialna przyjaciółka ” zdecydowanie mnie przerósł. Źle się czułam czytając go.

A tak reklamowany ciągle i chwalony. Może dla osób nie mieszkających tutaj tak. I młodszych. Jednak dla mnie był straszny, bo widziałam, że niewiele się zmieniło w układach męsko damskich w Italii. I nie tylko tych w układach. Społeczeństwo często mentalnie stale przebywa w czasach przed pięćdziesięcioma laty. Nie tylko V.

Ta Italia coraz bardziej mnie straszy I nie ma to nic wspólnego z moim obecnym życiem, chociaż ona ta Italia na nie rzutuje dość mocno.

O tym kiedyś jeszcze napiszę.

A dziś DODATEK INTERNETOWY taki:

Kapsuła czasu.

https://tvn24.pl/pomorze/nadlesnictwo-karnieszewice-znalezli-w-lesie-kanke-po-mleku-w-srodku-rzeczy-gerharda-liedtke-lesnika-i-zolnierza-wehrmachtu-5070282?fbclid=IwAR0gnIwLZCq4IPFIlq8EB2FqnpdhbfNM2OeBZDqTvmf-DSGws7r0dOV1isI

FOTOGRAFIE

Palcem po zdjęciach

Franciszek-Andrzej Magda

LWÓW. To tylko we Lwowie. Kościół św. Andrzeja, Klasztor Bernardynów i kolumna św. Jana z Dukli.
Kwiecień 2021 roku.

W Chinach

Kącik Mola Książkowego

GALERIA ŚLĄSKA

Arleta Majcherek

Śląsk jest śliczny!

A może tak wyłączyć Świat na jakiś czas… 🤔(Katowice)

GALERIA KRAKOWSKA

Z ptaszkiem

Architektonicznie

Pierwszy album z cyklu ” Schody”.

Bo przecież schody to :

A teraz GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Absolutnie pierwsze miejsce

We Wrocławiu na ul. PułTuskiej to nieźle
potrafią się bawić …

Jeszcze cytat

Do jutra. Miłej soboty.

Tydzień nam się kończy

To znak, że znów czas przyspieszył i ja zaczynam się martwić. Połowa kwietnia. Jeszcze tylko dwa miesiące będzie nam przybywać dnia, a potem znów rozpocznie się jego ubywanie. Strasznie tego nie lubię, nie lubiłam i nigdy nie polubię. Tym bardziej, że w żadnym razie nie możemy mówić o pięknej wiośnie. Bo tej wiosny w tym roku nie ma i pewnie od razu będziemy mieli lato.

Żeby skończyć ten temat wiosenny wiem już dlaczego tak się dzieje. Kilka teorii na ten temat.

Jednak prawdopodobnie jest tak.

U mnie w dalszym ciągu nieciekawie. Z tygodnia miałam może 1,5 dnia względnej normalności. Juz sama nie wiem jak to ugryźć , żeby nie zwariować. Ratuje mnie pokój księdza i książki.

Skończyłam trzeci tom ” Dwustu wiosen” i czytam ostatnią wydaną część ” Aksamitka”. W dalszym ciągu mam jak najlepsze wrażenie. Jedynie w tej części mam solidne rozważania nad członkami rodów. Jak to w życiu. Rodziny się rozrastają i ja czasami szczególnie na początku zastanawiam się kto jest kto. Zwłaszcza, że bohaterki mają podobne imiona Adelajda, Adela . Ale daję radę.

Mogę tę sage z czystym znów sumieniem polecić i będę czekać na tom piaty. Ostatni.

A żeby więc było dziś czytelniczo moje perypetie książkowe z „Życiorysu PRL em malowanego”.

Wojciech Kossak plus świeże jajka

Jak już wiadomo z mojego życiorysu żyłam większość moich lat w PRL- u i musiałam wiele rzeczy umieć, które teraz właściwie do niczego mi nie są potrzebne. Jako maniaczka książkowa, biblioteki polubiłam w momencie, kiedy liczba książek w mieszkaniu przekroczyła kilka tysięcy i nie ma już gdzie ich upychać. Wcześniej kupowałam książki i byłam od tych zakupów uzależnioną. Ach, jak czekałam na kiermasze książek w maju. Wtedy pojawiały się pozycje, które normalnie były nie do zdobycia. Też trzeba było mieć ” chody ” i kupowało się książki ” spod lady „. Zawsze moją wielką miłością był Wojciech Kossak. Uosabiał mężczyznę mojego życia. Piękny, błyskotliwy, utalentowany gdzie do niego było moim ówczesnym adoratorom. W Krakowie lubiłam spacerować koło jego domu ” Kossakówką ” zwaną i ponieważ zamieszkana była przez rodzinę lubiłam wyobrażać sobie, jak było za życia pana Wojtka.

Książka ” Maria i Magdalena ” tylko to podsyciła. Miłość z Wojciecha przelałam na jego córki i do dziś mam wszystko, co napisały łącznie ze wspomnieniami ostatniego męża Magdaleny Samozwaniec, którą też uwielbiam. Aż tu „Przekrój” uprzejmie doniósł a nawet chyba zamieścił fragmenty listów Wojciecha Kossaka, że wydane zostaną listy Wojciecha Kossaka. Aż się we mnie zagotowało. Jak te „Listy” zdobyć? Wiedziałam, że będzie trudno. Z pewnością nakład będzie niewielki i kto się na to załapie?

Była w Chorzowie księgarnia, w której zostawiałam sporo kasy, ale „chodów” nie miałam. Właściwie nie wiem, dlaczego? Mało przebojowa jeszcze wtedy byłam, dopiero potem się stałam Ile razy byłam w okolicy zaglądałam i nieśmiało pytałam czy nie wiadomo, kiedy „Listy” Kossaka będą w sprzedaży? Nikt nie wiedział. Razu pewnego idąc sobie ulicą Wolności wstąpiłam do „Delikatesów”, ( których też, już nie ma) zobaczyć, czy przypadkiem czegoś reglamentowanego nie kupię. Patrzę a tu są świeże jajka. Bo normalnie w tym czasie leżały sobie obrzydliwe jaja o nazwie „chłodnicze”. Rzadkie świństwo. Jajka kupowało się na targu, ale trzeba było iść wcześnie. Naturalnie stanęłam w kolejce i nabyłam tę maksymalną ilość – czyli 10. Więcej na szczęście nie można było. Pamiętam nawet cenę 3,10. W portfelu miałam drobne, których mi się nie chciało liczyć. I jak zwykle coś tam w kieszeni i wysypane w torebce. Miałam 150 zł (inna wartość niż teraz). To zapłaciłam za te jaja 50-tką. Szczęśliwa wyszłam z „Delikatesów” i oczywiście wessało mnie do księgarni. Na środku był stół i na nim leżały książki. Chodzę do dookoła i nagle widzę zieloną okładkę dużej książki i moje marzenie „Listy Wojciecha Kossaka” – 2 tomy. Cena 150 zł. A ja kupiłam te cholerne jajka. Co tu zrobić? Mówiłam, że byłam wtedy nieśmiałą. Dziś pewnie próbowałabym zadatkować, lecieć po kasę do domu, pożyczyć, coś bym, wymyśliła. Wtedy tylko zapytałam:

  –  Czy jest dużo „Listów Wojciecha Kossaka”?

  – 5 kompletów. Usłyszałam.

Chyba pójdę do „Delikatesów” i oddam te jajka. Ale zaczęłam liczyć te drobne po kieszeniach, torebce i dacie wiarę? Uzbierałam te brakujące 31 złotych. Kupiłam „Listy” i najszczęśliwsza w świecie wróciłam do domu. A na dodatek miałam 10 świeżych jajek. Dzień był piękny. Zawsze, kiedy patrzę na zielone tomy „Listów” pana Wojciecha widzę tę przerażoną Lucię, że z powodu jajek nie przeczyta wspaniałych barwnych listów, opisujących życie ” Króla życia „.

Z pozytywnych informacji. Prawie miesiąc zażywam StructuActiv i wygląda na lekką poprawę. Oczywiście kolano mnie boli, ale jestem w stanie przejść nawet spory kawałek i dziś pierwszy raz mi w nim nie chrupało. Może to mazidło się odnawia. I ból jest zdecydowanie inny.

A teraz czas na DODATEK INTERNETOWY

FOTOGRAFIE

Palcem po zdjęciach

Z kwiatkiem

Czy ktoś kiedykolwiek słyszał o Rose Sarona??

Oto zdjęcie. 🌷🌷

Jej nasiona są jak ziarna piasku i mogą przetrwać dekady na pustyni i wykiełkować przy pierwszej dawce wody.

Rzadka, ale piękna Elena,

Kącik Mola Książkowego

GALERIA ŚLĄSKA

ZABRZE

Drewniany kościół św. Jadwigi w Zabrzu powstał w 1929 roku. Istotnym czynnikiem, który zadecydował o budowie drewnianego, a nie murowanego kościoła, był fakt występowania szkód górniczych. Kościół zwraca uwagę ciekawą formą architektoniczną rzadko spotykaną w regionie śląskim.

Źródło:

Parafia św. Jadwigi w Zabrzu

Zdjęcie:

Sylwester Kacprzyk

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Na dzisiaj wybrałam cytat:

Życzę pogodnego weekendu i spokojnego. Bo mój zapowiada się raczej kiepsko. Dlatego trzymajcie kciuki, za mój pobyt w pokoju ksiedza.

Zimny wychów cieląt

Niby, że ja, chociaż do cielęcia nie mam nic już podobnego. Raczej mi do tego co z wiekiem z tego cielęcia wyrasta czyli starej krowy. Czy jednak jest normalnym żeby 14 kwietnia w Italii załączyć koc elektryczny?. W nocy prognozowane jest 3,4 stopnie. To ma być globalne ocieplenie. To ma być ta dwumiesięczna zima w Italii?

O ile umiem liczyć minęło 5 miesięcy zimna.

Moim zdaniem nie jest to normalne a anormalne. Nos mam czerwony jak osoba nadużywająca, a klnę się na głowy przodków, że tak moralnie od lat się nie prowadzę w temacie alkoholowych używek.

Oczywiście dla V. wieczorne dogrzanie, to polskie fanaberie. Tak, że ten wychów raczej mnie o zejście przyprawi, a nie zdrowie.

Trudno świetnie.

Jednak ogrzewanie załączył. Chyba jednak nie w trosce o mnie a o suszenie swoich karczochowych ziółek, które to namiętnie spija.

Dzień po skasowaniu zdjęć przebiegał w układach moich z V. burzliwie. Moje riposty powodowały kolejne słowne utarczki. Nie umiem już zamilczeć i albo on albo ja.

Że wskazaniem na JA.

Z racji tego, że popołudniu nabyliśmy kg pieczarek i trzeba je było zagospodarować na kolację była pizza. Jak już nieraz pisałam kupujemy mrożoną ” margherita” i potem ją wzbogacamy. Ale nie tak jak w kraju. To by Włochowi przez włoskie usta nie przeszło. 😃

Albo salami i scomorza albo jak dziś scomorza i pieczarki.

Włosi z tworzywem na pizzy nie przesadzają. Tak mają i już. Powoli odmarzam w łóżku.

I to są zapiski wieczorne. Dokończę jutro.

Jest jutro. Wcale nie cieplejsze. Poszłam z V. odzyskać fotki. A nawet wzbogaciłam je o kilka nowych. czyli sprawa zakończona. Mam uważać, co robię i tyle.

Oto skwerek zwany przeze mnie ” rozmarynowym”.

z krzewami, które tej wiosny śmiało można nazwać śnieżnobiałymi.

W pobliżu ogrodzenie z przepięknymi glicyniami, które zatrzymał chłód przed pełnym rozkwitnięciem.

To zacienione miejsce i mało słońca

Kasztany jednak mają ” świeczki” a niektóre nawet zakwitły zgodnie z kalendarzem.

W małym parku na skarpie coraz bardziej kolorowo, ale to kiedy indziej.

Bo pogoda jak widać nieciekawa. Od strony San Marco czarne chmury, a i od strony ” Ascolany: nie za bardzo pogodnie, choc lepiej.

A w środku Ascoli z przenikliwym zimnem. I tak sobie myślę, że gdyby nie ta pogoda, to na co bym narzekała. Z drugiej strony tym nie mam się co martwić, bo zawsze coś się znajdzie.

A teraz codzienny DODATEK INTERNETOWY

Palcem po zdjęciach

Z kwiatkiem

Kącik Mola Książkowego

GALERIA ŚLĄSKA

Na Skałce w Świętochłowicach

Bytomskie łabędzie

Katowice wiosenne

GALERIA KRAKOWSKA

GALERIA MEMOW I AKTUALNOŚCI

Dziś sporo mądrości z dalekiego wschodu.

Absolutnie pierwsze miejsce

Lm przesyla prawdziwy powiew wiosny

A cytat na dzisiaj to:

Do jutra. mam nadzieje, że zwyżka statystyk się utrzyma. 😀

Jak pech, to pech

A nic na niego rankiem nie wskazywało. Rankiem sobie poprasowałam i poszłam w charakterze straży przybocznej V. do lekarza naszego z nazwy wyłącznie. V. źle się poczuł . Moim zdaniem na własne życzenie. Jednak tego już mu nie mówię, bo i tak nie dociera. Za to zrobiłam kilka ładnych fotek, co tak mnie nastroiło zdjęciowo, że V. poszedł do domu a ja pokuśtykałam pod niezłą górkę zobaczyć czy na murach są lwie paszcze. A ta część Ascoli ma naprawdę spore podejścia i uliczki ze schodami.

Lwich paszczy nie ma i w ogóle nic nie kwitnie. Bo zimno dziś znowu, że nie wiem czy kląć, czy uroki odczynić. Połowa kwietnia. Niby inne krzewy kwitną , ale na kasztanach dopiero liście a nie jak innej wiosny świeczki.

O tych podejściach jeszcze. Mijała mnie dziewczyna nastoletnia i jęczała:

-O Madonna, ale wysoko, ale stromo.

A ja mimo bolącego kolana daję radę. Co za słabe pokolenie 😀

Wróciłam do domu i chciałam zrzucić z aparatu zdjęcia do laptopa . I pierwszy raz w życiu skasowałam wszystko bez zapisania. Wywaliłam z pamięci.

I się zaczęło. Pobrałam program ” recupero” do odzyskiwania zdjęć i plików.

Niestety mogę sobie odzyskać, to co usunęłam z laptopa, ale program nie widzi mojego aparatu mimo, że jest podłączony. Doczytałam, że muszę mu pozwolić w funkcji telefonu na skanowanie. A takiej funkcji nie umiem znaleźć. Ma być jakaś ” analiza telefonu „. Mam OPPO A 52 . Może ktoś cos.

Tyle się z tym bawiłam, że szybciej byłoby iść i zrobić jeszcze raz te zdjęcia. I pewnie tak zrobię. Przynajmniej te w okolicy ” doktora od siedmiu boleści:.

Wczoraj uzupełniłam dwie z posiadanych serii. Kolejny tom ( trzeci) Marii Paszyńskiej ” Wiatru ze wschodu” i kolejny kryminał Hanny Greń.

Bo jak mówię ” a”, to potem cały alfabet.

I tyle z nieciekawego dnia.

DODATEK INTERNETOWY

FOTOGRAFIE

Najpierw taki album niesamowitych drzew.

A drugi album ” zabawa z muszelkami”. W sam raz na wakacje.

Palcem po zdjęciach

Z ptaszkiem

Prawie Kraków

Koszykowy dom

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

– Od roku szukam mężczyzny, który pasowałby do mojej osobowości. Bezskutecznie.

– A w szpitalu psychiatrycznym próbowałaś?

Cytat dnia

Do zobaczenia jutro.

Kolejny dzień

W części dopołudniowej gospodarczy. Trochę składałam sweterki. Jeszcze raz pooglądałam sobie filmik. Od tak dla przypomnienia jak to idzie po kolei.

Przywlekłam z pomieszczenia gospodarczego część suchego prania do prasowania naturalnie.

Kolejne pralki czekają. Skąd to się na Boga bierze przy dwóch osobach.

No nic trzeba wyprać i wyprasować. Dekoracje wielkanocne już schowane. Czyli teraz czekamy na ” święto bobu” czyli 1 Maja. A bób już jest i na targu i w sklepach. Jednak osobisty jeszcze nie miał zachciewajki.

Wczoraj wpadł mi w oko taki mem.

W „Życiorysie PRL em malowanym” jest oczywiście moje wspomnienie, bo to była ważna rzecz w moich czasach.

Ku pamięci.

Sklep papierniczy otworzył mi jeszcze jedna klapkę w walizeczce wspomnień. Pamiętniki. Marzenie moje i moich rówieśnic, nie wiem jak było z wami młodszymi, ale moja córka też chciała taki pamiętnik mieć. Najlepiej zamykany na kluczyk lub kłódeczkę.

Właśnie w sklepach papierniczych, chociaż i w miejscach z pamiątkami też ( a wtedy był on przeważnie z motywem miejscowości, gdzie się go kupowało), można było takie cudo kupić. Były duże i małe, raczej w formie podłużnego prostokąta I prawie zawsze z ozdobnym sznureczkiem zawiązanym na kokardkę lub ozdobnymi ” kutasikami”. Często miały aksamitna okładkę. Miałam ich sporo i nie mam pojęcia, co się z nimi stało. W moim polskim domu, ocalał z pogromu przeprowadzek jeden i to najbrzydszy. W szaro- popielatej okładce z plastiku ( te śliczne diabli wzięli). Że diabły też lubią pamiątki nie wiedziałam.

W tym pamiętniku są oczywiście piękne wpisy typu:

  – Na górze róże, na dole fijolki… itd. Z dedykacja:

  – Milej Koleżance Luci wpisała się A.B.

Są jakieś straszliwe sentencje umoralniające i coś o strzaskanych okrętach wśród burzy i zwykle wpisy ” ku pamięci „. Jest też dla mnie cenny wpis mojego kolegi, którego, już nie ma. Znaliśmy się od dziecka, był niezwykle utalentowany i plastycznie i aktorsko ( został zresztą aktorem). Kiedy mieliśmy może 13 lat na Dzień Kobiet narysował mi śmiesznego Byczka Fernando z kwiatkami w pyszczku ( miał ksywę Byk Fernando) i napisał:

  -” Byczek Fernando lubi święta

  i choć zapomniał rzeczy wiele,

  O twoim święcie dziś pamięta,

  Bo chce być twoim przyjacielem”.

Ta kartka też mi się zgubiła, ale właśnie w pamiętniku, jest jego rysunek główki dziewczęcej i po rysunkiem napis:

” Świeżo uczesanej Lucynuni ” B.F

Bo już wtedy (a była to szkoła średnia ) latałam do fryzjera. Ile jeszcze osób ma swój pamiętnik z dawnych szkolnych lat?”

We włoskiej tv wczoraj cały dzień przewijał się ten oto pan.

12 kwietnia obchodzony jest światowy dzień lotnictwa i kosmosu – pamiętna data poświęcona pierwszemu lotowi człowieka w kosmos. Jurij Gagarin kwiecień 12,1961.

V. naturalnie zafascynowany, ale już większość szczegółów, które chciałam mu opowiedzieć przeszła bez echa. Prawda jest tylko jedna. Włoska.

Nie będę się z koniem włoskim kopać.

Zaczęłam kolejny tom ” Dwustu wiosen” Trzeci już i w dalszym ciągu mam dobre relacje z tekstem. Lubię taki styl jak już pisałam. Trochę przypominający nurt rzeczny. Raz spokojnie, raz woda płynie wartko a nawet gwałtownie i znów przybiera leniwy nurt.

Na obiad wymyśliłam smażone w cieście kalafiory . Te zielone. Zwane broccolo romano

Czy osobisty zje czort wie. Bo ja wiem. Jutro napiszę.

I tyle w pamiętniku.

DODATEK INTERNETOWY

FOTOGRAFIE

Zwiedzamy

W Kąciku Mola Książkowego

I mieszanka

GALERIA KRAKOWSKA

Wojtek Kaczówka Fotografia

…takie moje krakowskie…fotografie.

Magnolie na Wawelu.

Czy tej wiosny też tak pięknie zakwitną…

Kolorowego tygodnia życzę, mimo wszystko 🙂

GALERIA ŚLĄSKA

Łukasz Kohut

10 kwietnia spacerowałem sobie po katowickim Nikiszu i go zobaczyłem w oknie. Coś mi się wydaje, że cały dzień słuchał TVP Info. I stąd taki nastrój💁‍♂️

Warszawskie wspomnienie.

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Przypowieść z refleksem

https://dawkainformacji.blogspot.com/2021/04/83-letnia-kobieta-przypadkiem-pokazaa.html?fbclid=IwAR0gTfI63kk0AOiWqu92gwJn9MTDUSbwC9RfGJE1-BAMOt7usNtN2iixh2s

Moje wyspy

– Czekoladę robi się z kakao. Kakao powstaje z ziaren kakaowca. Kakaowiec, to roślina, zatem czekolada to sałatka. Jak to więc możliwe, że 6 czekoladek może się zamienić w 6 kilogramów nadwagi u kobiety…? 😎

Oczywiście jest dzisiaj cytat.

Do widzenia. Do jutra.

Wygląda na to, że …

Jak człowiek nie ma co robić, to sobie wymyśla. A może to ta pandemia rzuca się mi mózg gospodarczy. I na dokładkę od poniedziałku.

Wczoraj zobaczyłam kolejny filmik jak się składa różne ciuchy, żeby było porządnie i odzyskało się ciut miejsca w szafie.

W szafach to ja mam porządek i lubię mieć poskładane ciuchy. Te jednak sposoby mnie zafascynowały. I dzisiaj zaczęłam reorganizacje szaf.

Na pierwszy ogień spróbowałam poskładać kurtki. Super.

Potem wzięłam się za swoje dżinsy. Ależ fajny sposób.

Tylko tak i nigdy więcej inaczej. W kolejce czekają swetry, sweterki i koszulki.

I tak zaczęłam dzień gospodarczy. Z V. kolosalne problemy. Nic więcej nie napiszę, bo nie mam pomysłu. Właściwiej czekam na to ” gorzej”, żeby było „lepiej”. Wyszłam tylko po chleb i sytuacja wymknęła się spod kontroli.

Pralkę włączyłam. Wysprzątałam w sobotę schody i korytarz. Po wyprowadzce sąsiada. Zostawił chlew i poza tym, że nasz właściciel to zobaczył i tak spadło na mnie. Jeszcze okna z korytarza. I będę mogła spojrzeć ludziom przychodzącym w oczy.

Dziś rozpocznę drugi tom cyklu ” Dwieście wiosen” ” Niebieska sukienka”. Pierwszy tom bardzo mi się podobał. Styl pisania pani Gryżyny Jaromin Gałuszko też mi odpowiada. Wiedziałam to już po cyklu ” Magnolia”. Dziękuję Kasiu.

I to na dzis z zapisków własnych tyle.

DODATEK INTERNETOWY dziś spory.

Od