Takie było dzisiejsze przedpołudnie. A obawiałam się, bo od dziesiątej miałam dwie wizyty w gabinetach lekarskich, oddalonych sporo od siebie. Ale bardzo dobrze mi się zsynchronizowało. Plus słoneczna pogoda chociaż w cieniu dość chłodno. Najpierw laryngolog. Jest dużo lepiej, co nie omieszkałam powiedzieć. Spray do nosa do nadal i kolejna wizyta około lutego. Potem z dużym zapasem czasu pojechałam na zastrzyk w kolano. I dlatego wessało mnie targ. Nie licząc cielęciny dla moich mięsożernych chłopaków, kupiłam rydze. Szkoda, ze Piotrek nie może ich jeść, bo chciałam się dzisiaj podzielić, bo pracuje w domu. Synowa też dziś nie może więc pożremy z Agą same. Z patelni na masełku. Piotrek przyjdzie na obiad w piątek. U ortopedy nie czekałam, bo weszłam po znajomości na koniec pierwszej tury zastrzyków. I bardzo się z tego ucieszyłam.
A dziś zrobiłam prawie 5 000 tyś kroków i moje nogi są zmęczone. Za to złota polska doczekała się fotek.
Jutro też mam dzień intensywny. Cmentarz i podanie obiadu babci Cesi. Czwartek Park Pamięci, a piątek obiad z Piotrkiem.
Powinnam dziś zabrać z parapetu zaokiennego moje goździki. Jak trochę złapię oddech, to się za to zabiorę. W piątek i sobotę zabieramy część kwiatów z balkonu.
Skończyłam ” Rozważną i romantyczną ” i na czytniku ” Rebeka „. A potem film Hitchcocka .
Czas podkoszulki rozpoczęty. Co prawda bez rękawków, ale jednak.
Listopad stoi już w blokach startowych. Niedzielę spędziłam ziewając,bo kompletnie mam rozregulowany sen. Była pełnia i zmiana czasu. I nic, że teoretycznie, to nie ma dla mnie znaczenia. Teoretycznie, bo praktycznie już z piątku na sobotę spałam do piątej.
Nic nie pomogło, wstałam wypiłam kawę i zobaczyłam ulubiony program ” Cztery strony mediów Tejchmana”. A potem postanowiłam upiec na pociechę kruchy placek z gruszkami i malinami. Wyszedł pyszny i pojadałyśmy go z Agą, do niedzieli włącznie 😃.
oplus_34
W nocy z soboty na niedzielę powtórka z rozrywki. Piąta rano kawa z plackiem i zabrałam się za zadanie na poniedziałek. Strasznie mnie nudzą te zdania o produktach włoskich i ich problemach z podróbkami. I te czasy, których nikt w potocznym języku nie używa.
I popołudniu padłam i zasnęłam na kilka godzin. I dziś znowu piąta rano, bo niepotrzebnie spałam. To skończyłam zadanie i trochę ogarnęłam dom. O czwartej muszę wyjść więc spać nie będę. I może wieczorem zasnę . A nie to wezmę tabletkę.
Nareszcie wiem dlaczego ten czas tak szybko biegnie.
Dzień dobry. Temat się sam pojawił. Oczywiście zmiana czasu. Zła jestem jak osa, bo dla mnie mimo, że praktycznie nie ma znaczenia o której wstaję mój wewnętrzny budzik wariuje . I przy zmianie w obie strony. Dziś o jakiejś nieludzkiej godzinie nowego czasu, chyba to była piąta
zrobiłam sobie kawę i na pociechę zjadłam kawał wczorajszego placka z gruszkami i malinami. Potem wróciłam do łóżka i do ” Rozważnej i romantycznej „. I tak się w tym nowych godzinach usiłowałam odnaleźć.
Będzie tydzień zanim wrócę do normy.
Podobno jeszcze raz na wiosny i koniec tego wariactwa. Akurat lepiej by było , żeby zostać przy czasie zimowym, bo on jest tym naturalnym. Zresztą dopóki nie zostaniemy bez zmiany, to nie uwierzy
A jak Wy znosicie ingerencję w ten uporządkowany okres czyli czas w jaki wpisujemy nasz harmonogram życia.
Ale w pierwszych słowach mego wpisu pytam o temat na jutro.
A zmiana czasu przedłuży nam wieczory.
A teraz wracam do wczorajszego obiadu. Było tak rodzinnie, że zapomniałam o zrobieniu fotek. Obiad został zjedzony, żeby nie napisać pożarty ( przez Piotrka ) do ostatniego ziarenka ryżu.😃
Ponieważ nasz najmłodszy trochę się spóźnił, bo pojechał do babci Cesi podać jej obiad na wszelki wypadek i garnek z ryżem i naczynie z łososiem wstawiłam do piekarnika z ciepłym powietrzem.
A my z moją synowa, która przyjechała wcześniej mogłyśmy sobie zwyczajnie pogadać podpierając się lekkim białym winem. I znowu się ucieszyłam, że bakłażan grillowany z pomidorem chociaż bez cebuli bardzo smakował wnukowi. Taki jadł po raz pierwszy.
I tak kolejny pomysł obiadowy mam z głowy. Następny, to będą flaczki z piersi kurczaka. Chodzą za mną normalne, ale Piotrek za nimi nie bardzo. To będzie taka inspiracja bez oryginalnych flaczków.
Trudno świetnie.😃
W planach na dziś mam dokończenie ” Wichrowych wzgórz” i zabranie się za ” Rozważną i romantyczną”. Bo już umówiłyśmy się z moim trzecim dzieckiem do kina, kiedy wróci z pracy syn.
Dobrze, że mam z kim iść do kina, bo Aga definitywnie odmawia. Nie jej klimaty. Po kim takim odmieńcem jest nie wiem. Ani po mnie, ani babci, ani tym bardziej prababci. Przebiegła mi myśl, że może po rodzonym ojcu. Ale nie ? On lubił czasem iść ze mną do kina zwłaszcza na klasykę kostiumową. Rodzinna indywidualistka. 😃
A, że za oknem jest jak jest chyba na poprawę naszych nastrojów upiekę kruchy placek zwany elegancko tartą z gruszkami i malinami.
Zdecydowanie lepiej piszę mi się blog do południa. A więc i dziś tak robię. Wczoraj była deszczowa pogoda. Deszcz był mżawką, wilgocią i momentami padał solidnie. Dziś od rana słonecznie choć temperatura rano na moim kuchennym zaokienny zaledwie kilka stopni. Ale i tak poszłam z wehikułem na spore zakupy. Nawet paczkę zniczy już kupiłam i urocze kwiatki ( nic, że farbowane ) do wazonu na stół.
Oplus_16908322
Jako, że dziś piątek musiałam wziąć tę tabletkę z zakazem położenia się.
Trudno świetnie.
Dlatego piątek, który staje się moim tradycyjnym obiadem pełnorodzinnym lub tylko z Piotrkiem sprzyja tego półgodzinnemu spacerowaniu po domu. Dziś przez te półgodziny zgrillowalam bakłażana jako dodatek do łososia z ryżem.
Łosoś w białym winie, to najprostszy i jeden z najsmaczniejszych sposobów jego przyrządzenia
A ja wczoraj kupiłam filety z łososia.
Pokrojone filety na porcje soliny i oprószamy grubo mielonym pieprzem. Obsmażamy na maśle z obu stron zaczynając od strony że skórką. Potem wlewamy wino białe około pół szklanki i dusimy jakiś czas. Krótko. Dodajemy posiekany koperek i już. Niebo w gębie, to za trywialne określenie.
Do tego te bakłażany z plastrem surowego pomidora. Z racji podejrzenia ibs wnuka odbiorę je skórki . I cebulę podam osobno, dla tych co mogą 😃 do położenia na pomidora. Koperek też wzbogaci ryż na sypko z masłem. Jeszcze cząstki cytryny do łososia. Też dla tych, co lubią.
Na deser tylko owoce, bo zbieram siły na pieczenie na nadchodzące Święto Zmarłych.
Jeżeli mojej synowej uda się wygospodarować czas, to też może przyjdzie.
Kończę ” Wichrowe wzgórza”. Tak z rozpędu, bo zawsze mi się kojarzą z ” Dumą i uprzedzeniem” i ” Rozważną i romantyczną ‚. Tak mam. Przypomnę sobie wszystkie trzy pozycje. Po wielu wielu latach
Chyba jeszcze kupię jedną z moich ulubionych książek czyli ” Rebekę”. Naturalnie ebooka, bo wersję papierową mam. Chcę zobaczyć jeszcze raz film Hitchcocka. Uważałam go za jedno z najlepszych straszeń . Tuż po słynnych ” Ptakach „. Może sobie serię jego straszeń odnowię z okazji Halloween. 😃
A teraz czas na ciąg zajęć domowych. Obiad zacznę przygotowywać po piętnastej. Czyli ryż. Ryba jak dojdzie Piotrek, bo to on jest głównym adresatem piątkowego obiadu.
Wszystko w moim przypadku najlepiej zrobić przedpołudniem. Wszystko. Bo potem jak już nie raz i nie dwa pisałam nie mam siły na intensywne życie. Zwłaszcza jak dziś, kiedy za oknem klasyczna jesień. Ta, której deszczowych, chłodnych dni więcej. A, że wczoraj było tak ładnie, to wreszcie udało mi się kilka zaległości mieć z głowy.
Za to dzień z racji tej intensywności dał mi popalić i dlatego nie byłam w stanie napisach ” codziennej kartki z bloga „.
Dzień zaczął mi się wcześnie bo przed wpół do siódmej. Miałam zlecenie specjalne u babci Cesi. Poczekanie na pielęgniarkę pobierającą krew, która godzinę początkową podała 7.30. Synowa pracuje od siódmej i nie mogła na nią poczekać. Dla mnie wstawanie o takiej godzinie jest ciężkie. Ale wstałam i wypiłam kawę.
O siódmej M. zamówiła mi Ubiera i dzień zaczął się tak jak powinien. Pielęgniarka środowiskowa przyszła po ósmej i około dziesiątej byłam praktycznie wolna. Pogadałam z Cesią. Była w doskonałej formie psychicznej. Czasem niestety ma już problemy z rzeczywistością. Cóż w styczniu skończy 100 lat, o czym wszystkim przypomina. ❤️
M. wszystko przygotowała. Śniadanie, termos z herbatą i nawet kawę nasypała do kubka. Z cukrem. Nic tylko zalać i dolać mleka
A dla mnie kawałek sernika do drugiej kawy. Kawy nie wypiłam, ale sernik zjadłam.
Kiedy już wracałam do domu to odfajkowałam odesłanie tych poszewek kupionych ” na oko „. Wiązało się to z pójściem na pocztę, kupienie największej koperty bąbelkowej, napisanie kodu zwrotu i wrzucenie do paczkomatu.
A potem skoro dzień był coraz piękniejszy zmobilizowałam się i po powrocie do domu zabrałam swój zestaw ogrodniczy plus kupione cebulki krokusów i poszłam je w końcu posadzić na trawniku przy bloku. Ponieważ dowiedziałam się, że po kwitnieniu liście krokusów muszą zaschnąć, żeby w kolejnych latach zakwitły, to posadziłam je pod krzewem róży i przy murze. Tam gdzie kosiarka nie dociera.
W domu jak zwykle, stałe coś, co powinno być zrobione..
A potem wessał mnie serial ” Duma i uprzedzenie ” z 1995 roku. Poprzedniego dnia zobaczyłam odcinek pierwszy. A wczoraj zaliczyłam całość. Od drugiego – do szóstego. Pięć bitych godzin. Też tak macie? Że jak zaczniecie oglądać serial, to do oporu. Ile się da. Mój wnuk tak ma. 😃
I trudno się dziwić, że potem wciąż w środku akcji nie byłam w stanie wziąć się za blog.
Czasami mi się zdarza. Wina panny Lizzy Bennet i pana Darcy.😃
To dzisiaj po paskudnej nocy ( myślę, że gwałtowna zmiana pogody ) zabrałam się za blog, bo moja uporządkowana część charakteru cierpi, kiedy nie piszę jak powinnam. Czyli codziennie.
Wczoraj jeszcze umówiłam się z Piotrkiem na kolejny przedweekendowy obiad. Tym razem stanęło na rybie. Może łosoś w białym winie lub pstrąg w folii. Zależy co jutro kupię. Do tego ryż na sypko z masłem i koperkiem naturalnie i fasolka szparagowa po włosku, ale z miętą, której wciąż na balkonie dostatek.
A Piotrek ma za zadanie kilka robót pomocniczych. 😃 Oprócz czysto towarzyskich w życiu babci.
A teraz powolutku czas wprawić w ruch domowy kołowrotek.
Pewnie taki podobny do wielu wtorków i innych osób. Wczoraj wróciłam z lekcji dalej poszerzającej wiedzę o włoskich produktach w kontekście mnóstwa podróbek. Nawet rozpracowane mam oznaczenia na etykietkach: DOP i ICP.
Ale nie bójcie się, nie będę Was tą wiedzą torturować. Zadanie też mam. I dalej o tym samym, z tym, że w zdaniach należy użyć właściwej formy czasownika.
To już lepiej. A tak w ogóle, to wyciągnęłam moje książki do nauki języka, bo niektóre są bardzo dobre.
A w domu dzisiaj mam z głowy prasowanie i porządne odkurzanie. A potem zafundowałam sobie pierwszy odcinek ” Dumy i uprzedzenia ‚ z 1995 roku. Ale nie tylko, bo wcześniej zaliczyłam ostatni odcinek ” Na dobre i na złe”.
Jutro wstaję bladym świtem, a może nawet przed. Jadę na 7.30 do babci Cesi, bo przyjdzie pielęgniarka pobrać jej krew na kontrolne badanie. A o której konkretnie przyjdzie, nie wiadomo. Synowa musi być w pracy.
Wracając przy okazji załatwię zwrot zakupu.
Kupiłam aksamitne poszewki na fotele i na oko. I dokładnie jak to na oko. Nie chciało mi się mierzyć. I za duże. Już dziś są w paczkomacie nowe – mniejsze, a tamte wrzucę na zwrot. Kod już mam, tylko muszę kupić dużą kopertę bąbelkową. Paczkomaty allegro obok poczty, to zaraz ” via”.
A teraz jak zawsze o tej porze ” Punkt widzę US Szubartowicza” i reszta.
Znowu kolejny poniedziałek rozpoczynający kolejny tydzień. Za oknem absolutnie jesiennie. Bez słońca z mżawką i wilgotnym powietrzem.
Czekam na kuriera, który ma przywieść tę zamówioną płytę pod doniczki na balkonie. Już nawet dzwoniłam do kuriera, ale nie odbiera. Dodzwoniłam się do firmy i kurier ma się ze mną skontaktować.
Nie miałabym „nerwówki”, gdyby nie to, że muszę o czwartej wyjść z domu, żeby pojechać do szkoły
Wczoraj się zmobilizowałam i odrobiłam zadanie po przeczytaniu zadanego nam tekstu. Dotyczył strat finansowych Italii ze względu na zalew produktów pseudowłoskich. Zjawisko nosi nazwę L’Italian Sounding
Nudzą mnie takie teksty bardzo. Mam nadzieję, że to jednorazowe zadanie. Mój włoski nauczyciel, też mi dawał takie zadania typu ” praca z tekstem ‚, ale ciekawsze. Na przykład historia pizzy Margherita.
Trudno świetnie.
Niedzielę spędziłam w towarzystwie ebooka ” Dumą i uprzedzenie” i teraz mogę pójść na nową filmową adaptację 😃
Chyba wezmę się za Wichrowe wzgórza i będę mieć klasykę odhaczoną.
I to by było dziś na tyle. Nudno i może to dobrze.
Ja dzisiaj z powodu zbliżającego się Święta Zmarłych chciałam zapytać Was czy macie jakieś swoje domowe, rodzinne tradycje. Naturalnie z pewnością wpisują się w nie porządki na grobach najbliższych. Ale potem jak mija ten dzień czy te dni. Bo de facto to Dzień Zaduszny jest poświęcony pamięci zmarłych.
Ale utarło się, że dniem wolnym od pracy jest 1 listopada, który w kalendarzu kościelnym jest dniem poświęconym Wszystkim Świętym. Świeckie władze ustanowiły ten dzień Dniem Zmarłych.
Oczywiście moja rodzina też ma swoje tradycje. Kiedy jeszcze byłam Krakowianką czekałam na ten dzień z łakomstwa. Tylko wtedy pod cmentarzem sprzedawano tzw. miód turecki. Masa cukrowo- migdałowa rąbana przez sprzedawcę małym tasakiem.
Na Śląsku tego przysmaku nie ma. Odszedł w krakowskie wspomnienia.
W Chorzowie tradycyjnie spotykaliśmy się na cmentarzu przy grobach teściów i po odwiedzeniu innych bliskich, dla mnie głównie przyjaciół szliśmy do mnie. Zawsze piekłam jakieś dobre ciasto do kawy czy herbaty. Bo to był z reguły bardzo zimny 1 listopada. Wkładało się botki, czapki, rękawiczki i co bardziej eleganckie damy futra. A teraz jak w zeszłym roku nawet jesienny płaszczyk był za ciepły. Ale elegancja obowiązuje. Nie wypada pojawić na cmentarzu w codziennych ciuchach. 😃
W tym roku też Piotrek albo syn będą zamówieni do objazdu cmentarzy. Bo to i dodatkowe kwiaty i naturalnie znicze. Będziemy u najbliższych, a następnego dnia pójdę sama do tych, których nie zdążę odwiedzić 1 listopada.
Oczywiście upiekę coś pysznego. Myślę o szarlotce według przepisu mojej babci.