Tak jak zaproponowałam, porozmawiajmy sobie, o tym czym dla nas jest RODZINA.
I właściwie wystarczyłaby ta piosenka z Kabaretu Starszych Panów
Wydaje mi się, że ta definicja, o podstawowej komórce społecznej 😃 nijak się ma do naszego postrzegania rodziny. Swojej rodziny. Ale o tym przekonamy się dopiero z wiekiem. A przecież o tym jacy jesteśmy decyduje właśnie ta rodzina. I chociaż będąc młodymi ludźmi wydaje nam się, że to często jest nasza kula u nogi, zwłaszcza w czasach buntu młodzieżowego, to z chwilą kiedy sami stworzymy własną rodzinę zaczynamy szanować wartości w jakich nas wychowano. I nie tylko szanować, ale i powielać.
Ja miałam to szczęście, że mimo niepełnej rodziny ( bez mojego ojca ) nigdy tego nie odczułam. Może dlatego, że byłam pierwszym pokoleniem powojennym i brak mężczyzny w rodzinie nie był czymś rzadkim. Za to miałam przedwojenną babcię ze wszystkim tym o czym teraz ja mogę będąc babcią opowiadać mojemu wnukowi. Jak ja będąc podlotkiem zazdrościłam mamie i babci, że wychowywały się w tamtych czasach. Dopiero będąc już dorosłą, dowiedziałam się, że te opowieści były filtrowane na mój użytek. Babcia przeżyła dwie wojny, mama jedną. Jednak wśród wojennych opowieści dużo było śmiesznych wręcz humorystycznych zdarzeń. Bo tak działa czas. To tak jak z czasami szkolnymi. Po latach pamiętam je w nostalgicznym anturażu. Staram się teraz nadrobić czas kiedy rodzina była daleko. I mimo, że zawsze były rozmowy, odwiedziny, to jednak inaczej jest, kiedy najbliżsi są na wyciągnięcie ręki.
I chcę, żeby mnie zapamiętali tak jak ja pamiętam moją babcię i mamę. Dlatego coraz mocniej cementuję te nasze codzienne kontakty. Opowiadam, gotuję, co kto lubi i po prostu jestem. Dla nich.
Zaoraszam.




























