Domowy kołowrotek

Czasami trzeba. Wstałam sobie normalnie czyli koło ósmej. Ponieważ chodzę ostatnio wcześnie spać budzę się wedle siódmej i czekam, aż wstanie V. Wstał. Zrobiłam kawę i miałam o dziwo szwung do prac domowych. Za oknem tak jak doskonale to ilustruje ten oto mem:

To przeodziałam się stosownie do temperatury w domu. Jak znam życie na dworze jest cieplej.

Żeby nie było, że ja wydziwiam, to proszę:

Objaśniam:

Komplet czyli podkoszulka czerwona bawełniana, golfik bawełniany w groszki i długi sweter też bawełniany. Dżinsy i ciepłe kapcie. Wszystkie warstwy widoczne na fotce.

To było w miarę wystarczające kiedy się ruszałam po domu. Ogarnęłam łózka, co w Italii z racji warstw pościelowych w formie naszych prześcieradeł nie jest proste. Ogarnęłam przypisaną do mnie nie wiem przez kogo łazienkę z kulkami czarnego kurzu na podłodze, co mnie kiedyś o zawal przytrafi, W ramach odstresowania zaczęłam prasować, to co przywlekłam z izby gospodarczej. Myślałam, że to szybko pójdzie, bo były tam dwa letnie jeszcze komplety pościelowe dokładnie poskładane do prasowania. A jednak trwało to dość długo. Potem za ciosem posegregowałam resztę letnich rzeczy i wsadziłam do worków z wieszakami. Łącznie z koszulami V. z krótkimi rękawami.

Definitywny koniec lata. Na zimowej półce zostały najgrubsze wełniane swetry.

I kiedy zabrałam się za poletko internetowe zrobiło mi się zimno. Tak, że uzupełniłam się o kamizelkę ze sztucznego futra i kolejne frotowe tym razem skarpetki. I wcale nie jest mi za ciepło. 😀

Obiad tym razem przeszedł bez nerwów, bo osobisty stanął przy patelni.

Jutro Rzym więc mam nadzieję na spokój.

Wysłałam taki drobiazg napisany na konkurs. Rozstrzygniecie w grudniu. Pewnie do tego czasu o tym zapomnę. Zaprosiłam na Święta wnuka, może mu się uda przyjechać. Bardzo bym chciała.

Kolejna książka Tess Gerritsen bardzo ciekawa. Do obejrzenia naturalnie Lucyfer sezon już piaty. Czy ktoś z was poza Onyks czyli Hanią oglądał?

Wczoraj zamieściłam wideo kota wskazującego na spożycie. I poczułam się w obowiązku wytłumaczyć:

I to na dziś wszystko czyli czas na :

DODATEK INTERNETOWY

GALERIA SLĄSKA

Michałkowice

GALERIA LWOWSKA

Park Stryjski we Lwowie

Poradnik Perfekcyjnej pani Domu

Ala Kochanowska1000 pomysłów na obiad i nie tylko

CIASTO MARCHEWKOWE Z MARCHEWKOWĄ POLEWĄ

Wilgotne, miękkie, aromatyczne i nie za słodkie.

Jest pyszne i ładnie wygląda.

Składniki ciasta:

250 g startej marchewki na drobnych oczkach tarki

150 g cukru

200 g mąki

150 ml oleju

2 jajka

1 łyżeczka cynamonu

2 łyżeczki proszku do pieczenia

szczypta soli

1/2 szklanki orzechów włoskich rozdrobnionych

1/4 szklanki rodzynków

1 /2 szklanki pokrojonych i odsączonych ananasów z puszki

Jajka ubić z cukrem dodać olej, marchewkę, mąkę przesianą z proszkiem bakalie i ananasy. Wymieszać do połączenia składników. Przełożyć ciasto do wyłożonej papierem tortownicy 20 cm. Piec w 170* C przez około 60 minut, do suchego patyczka.

Składniki polewy:

500 ml soku z marchewki ( może być gotowy kupiony, lub domowy )

1 galaretka o smaku pomarańczowym

1 budyń śmietankowy ( bez cukru)

Ugotować budyń na soku, wsypać galaretkę, wymieszać do rozpuszczenia. Odstawić do lekkiego wystudzenia, jeszcze ciepłą polewę wylać na ciasto.

Ponadto:

300 ml śmietany kremówki

cukier puder do smaku

Schłodzoną śmietankę ubić, pod koniec dodać cukier puder

lub

300 g serka philadelphia + 1 szklanka cukru pudru

Serek utrzeć z dodatkiem cukru pudru.

Po wystudzeniu ciasto przekroić i przełożyć ubitą śmietaną

Marchewki do ozdoby ciasta zrobiłam z masy marcepanowej którą zagniotłam z dodatkiem cukru pudru. Dodałam odrobinę czerwonego i zielonego barwnika.

Można ozdobić również rozetkami z bitej śmietany.

Piekę również to ciasto bez przełożenia bitą śmietaną i bez polewy, też jest przepyszne.

Historie ciekawe i plotki romantyczne

Rozmaitości

Doskonaly pomysł uczniów. Brawo.

Życzenia w Dniu Nauczyciela

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Na Platformie Politycznej

ŚMIESZKI

I bezsprzecznie ta mądrość jest stale aktualna:

Jutro przerwa na Rzym. Pewnie spotkamy się w niedziele. Dla mnie pracującą. 😀

Zapiski powczorajsze

Zanim rozpocznę tradycyjny lament z powodu zakończenia w domu sezonu ciepłego ( a niestety będzie on stanowił częsty przerywnik) wrócę do dnia wczorajszego.

Wszystkie życzenia przekazałam dzisiaj rano. V. serdecznie dziękuje. Z naturalnych przyczyn jest z lekka spowolniony, co ja osobiście odbieram radośnie. Ten urodzinowy szampan wypiliśmy dopiero teraz czyli absolutnie w porze nie wskazanej na picie. Chociaż jak wiem z autopsji i wspomnień dawnych lat nic tak nie łagodzi kaca jak szampan.

Jakie chciał mieć urodziny takie miał. Ja sobie spokojnie oglądnęłam Lucyfera i do końca czwartego sezonu został mi tylko jeden odcinek. I skończyłam książkę. I teraz mam na czytniku kolejną Tess Gerritsen. Moja wersja to ” Nigdy nie mów żegnaj”. Kolejne wydania ukazały się pod tytułem ” Prawo krwi”. To dla informacyjnego porządku.

Dziś może koło południa wyjdę na świat boży. Bo osobisty z pewnością się nie ruszy.

A teraz czas na „ lament o zimnie”.

Otóż nie pamiętam imienin V. kiedy mimo słońca jak wczoraj w południe ( bo potem spadł deszcz) trzeba było chodzić w kurtce. Zawsze było słonecznie i ciepło, a ja na wszystkich urodzinowych fotkach mam jeszcze kolorowe letnie sukienki. Na dworze zdecydowanie jest cieplej. W domu wychłodziło się natychmiast kiedy słońce przestało docierać (i ogrzewać) do kamiennych domów. Jeszcze naturalnie dom trzyma resztki ciepła. Wczoraj piekłam, więc piekarnik, przedwczoraj wieczorem pizza w małym piekarniku… zawsze jakieś kalorie cieplne.

Dlatego szyby zaczęła pokrywać para, a najbardziej mnie denerwuje podłoga. Te cholerne gołe kafelki na których znów pojawiły się kulki zbitego kurzu. Z wilgoci.

Łóżka przygotowane na jeszcze większe zimno. Pozostała w obwodzie barchanowa piżama. Jeszcze się broni cienka flanela. Oczywiście ja. Ale i V. włożył podkoszulkę i piżamę ciepła. Ma jeszcze grubą kołdrę w zapasie. Od miesiąca śpię w pokoju księdza i mimo, że całkowicie tego nie zaakceptował, ja tkwię w uporze. Powodem jest wiecznie włączony telewizor w sypialni. Odkąd śpię w innym pokoju mam nerwy w lepszym stanie. 😀

Nigdy nie przepadałam za wspólnym łóżkiem nawet w moich polskich czasach. Tutaj co prawda jest ono ogromne, ale ten telewizor przez 3/4 nocy mnie budził. Ja muszę mieć ciemno. Za to nie przeszkadza mi hałas za oknem i jak jest ciepło muszę mieć otwarte okno. V. zamyka wszystko co oddziela go od ulicy. Konflikt interesów. Jak będzie prawdziwą zimą nie wiem, bo ta podwyżka gazu jawi mi się brakiem ogrzewania w domu, a już na pewno w pokoju księdza. Jak w zeszłym roku.

Mam nadzieję, że taka pogoda jak teraz czyli w nocy 7-9 stopni a w dzień nawet w porywach 18 potrwa do grudnia i jakoś przeżyję. No i podobno zimno konserwuje ( urodę), co w moim wieku nie ma co prawda wielkiego znaczenia, ale staram się oszukiwać metrykę więc może, to coś da. 😀

To był klasyczny lament. Następny też oczywiście będzie… W stosownym momencie, bo cieplej mi od tego nie będzie, ale ponarzekać zawsze trzeba dla poprawy samopoczucia.

Jeszcze wrócę do wczorajszej szarlotki. Wyszła rewelacyjnie i polecam leniwcom jak ja. Jedyna praca, to starcie jabłek, bo nawet ciasta nie trzeba zagniatać. Ciekawe jak by wyszła z innymi owocami. Może ze śliwkami albo pomarańczami. Te pomarańczę mnie kręcą.

No i koniec zapisków na dziś.

Efekt urodzin może być i taki 😀

DODATEK INTERNETOWY

GALERIA ŚLĄSKA

GALERIA KRAKOWSKA

Anna Maria Czarzasta jest w: Dom Józefa Mehoffera.

 Ogród przy domu Józefa Mehoffera

W Kąciku Mola Książkowego

Rozmaitości

Rok 1901

Poradnik Perfekcyjnej Pani Domu

Cebula raz jeszcze

Czas na ozdoby choinkowe

Historie ciekawe i romantyczne

https://www.popularne.pl/posadzila-dziecko-na-nocniku-w-restauracji/?fbclid=IwAR3IK-4EmIOcxyP8d7VfOctgu1Mp-2IZr0lxX5KyFhr-6YlLRkEj6E0SUBc

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Na Platformie Politycznej

ŚMIESZKI

Prawdziwa mądrość dzisiejsza:

Do widzenia, do jutra.

Urodziny bez urodzin

Oczywiście ja jak postanowiłam tak zrobiłam i ten jabłecznik czyli szarlotkę sypaną rano upiekłam. Złożyłam życzenia. Prezentu nie dodałam, bo nie dostałam nic, co mnie satysfakcjonowało. Dostanie z poślizgiem.

Chciałam zrobić lepszy obiad, ale znów wydziwiał i skończyło się na tagliatelle z grzybami. I tak znowu odmówił jedzenia.

Wcześniej jednak zanim nadmiar trunku zrobił swoje strzeliłam fotki Jubilata ze świeczkami.

Najpierw jednak ta szarlotka. Upiekła się w sumie ładnie tylko zastanawiałam się jak ją wyciągnę pamiętając z filmiku, że ta pani kroiła w środku brytfanki właśnie z tego powodu. A ja chciałam wyjąc.

Jak widać znalazłam sposób. 😀

A oto seria z Jubilatem :

A potem było jak zawsze… czyli nadmiar wina i efekt wiadomy.

Wczoraj zapomniałam powiedzieć, że kupiłam dwie pierwsze części nowej serii Małgorzaty Gutowskiej- Adamczyk autorki ” Cukierni pod Amorem”. Myślę, że podzielę się nią z Ania? Co Ty na to?

W międzyczasie dostałam:

A dziś premiera dwóch książek i były ebooki.

Lubiana przeze mnie Hanna Gren i trzecia część straszliwego romansu noszącego nazwę Trylogia Lwowska chociaż za wiele Lwowa tam nie ma. W sumie jest to romans jak to określa się w mojej rodzinie ” z wyższych sfer dla niższych”. Ale mam dwie części, to i tę trzecią przeczytam. A, co.

Mamy potwierdzenie wyjazdu do Rzymu. W sobotę o 8.15 . Może, to jakaś rozrywka będzie, głownie dla V., bo ja jak wiadomo nigdy się nie nudzę.

Postanowiłam uporać się z Tess Gerritsen i dziś zacznę jej kolejną książkę. Padło na ” Zagrożenie”

Ale wcześniej spotkam się z Lucyferem. Szósty odcinek czwartego sezonu. Dzieje się. Na ziemię przybyła uciekając ze Srebrnego Miasta w niebie, gdzie nawet kablówka jest Ewa.

To teraz :

DODATEK INTERNETOWY

GALERIA ŚLĄSKA

GALERIA KRAKOWSKA

GALERIA LWOWSKA

Historie ciekawe i romantyczne

Poradnik Perfekcyjnej Pani Domu

Sztuczki z igłą

Polecony od LM

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Na Platformie Politycznej

Maria Bąk-Ziółkowska

W powodzi błękitu falującego na wietrze. To historyczny wiatr. Wiatr przetrwania pisowskiej zarazy.

autor fotografii mi nie znany

ŚMIESZKI i … nie

Mądrość na dzisiaj:

Do jutra.

W powietrzu „cuś” lata

Padło teraz na humory V. Oczywiście w kwestii jedzenia. Za długo był spokój. Stwierdził, że sugo z tuńczykiem je się w piątek i on we WTOREK jeść tego nie będzie. Na dodatek dodałam oliwki, a przecież dziś nie WIGILIA.

Zjadłam sama. Powiedziałam, że nie ma obowiązku jedzenia. Ale ciśnienie mi podniósł. Mam wszystko do tej sypanej szarlotki na jutro, ale mi się odniechciało teraz za nią brać. Zrobię rano, będzie świeża. Albo może wieczorem. Zobaczę jaka będzie panować atmosfera. Nie lubię piec w stanie nerwowym, a taki wskazuje mój zegar temperamentu.

Z jednej strony wiem, że ten stan w dużej mierze spowodował fakt, że na niedzielnym obiedzie urodzinowym nie pokażą się dzieci. Z Gracją jest skłócony więc jej nie zaprosił z mężem, córunia kolejna ulubiona pracuje, a syn jak powiedziała siostra z pewnością nie przyjdzie. I ” finito”. Odgromnikiem stałam się ja.

Wreszcie dzisiaj zmobilizowałam się do wymienienia klucza od bramy. Od początku się zacinał. Dziś odmówił współpracy na dobre. Poszłam do sklepiku z takimi rzeczami, jak klucze i ich dorabianie i tysiącem innych śrubek i wihajstrów i dorobiłam nowy według klucza V. Ponadto nabyłam psikacz do zawiasów drzwiowych, bo te od kuchni skrzypią czy piszczą, co kto woli przy otwieraniu. I wreszcie jest cicho. Nie słychać drzwi przy otwieraniu.

Najprawdopodobniej w sobotę ( zamienię prace na niedzielę) pojedziemy do Rzymu. Manifestować z CGil czyli komunistami V. Ja jako osoba towarzysząca bo członkiem naturalnie nie jestem, tylko na wycieczki jeżdżę. I już kilka takich manifestacji rzymskich zaliczyłam. Na Rzym sobie popatrzę i jakieś fotki może zrobię. Zresztą jak pojedziemy Salarią, to urokliwa droga, a jak autostradą, to na Gran Sasso popatrzę. I tak i tak ciekawa trasa.

A teraz dzisiejszy:

DODATEK INTERNETOWY

GALERIA ŚLĄSKA

Malgorzata Gorska RomanczukŚląsk jest śliczny!

Imponujące malowidła ścienne na Tylnej Mariackiej w Katowicach

GALERIA KRAKOWSKA

krakow4u.pl

Na pierwszym planie fragment fasady budynku „Kotłów”, czyli cechu rzeźników krakowskich, następny obiekt to Strażnica pożarnicza w Krakowie, którą obecnie zajmuje Jednostka Ratowniczo – Gaśnicza nr 1, nieco dalej w głębi dawny gmach poczty głównej, który (o ile moje informacje są aktualne) obecnie tylko w części należy do Poczty Polskiej, a większą część udziałów od Orange kupiła czeska firma… – można zgadywać co to będzie, czego brakuje w centrum miasta:

A. hotel

B. hotel

C. Hotel

D. hotel

(żadna, albo nawet więcej niż jedna odpowiedź można być prawidłowa

Natomiast w oddali widać kopułę kościoła św. Piotra i św. Pawła oraz wieże Wawelu… całość w nieco szeleszczącej, jesiennej oprawie fot. Paweł Krzan / 11.10.21 / www.krakow4u.pl

Rozmaitości

Poradnik Perfekcyjnej Pani Domu

https://planetapolska.com/przepisy/6654-ciasto-z-wytrawnym-nadzieniem-bardzo-proste-w-przygotowaniu?fbclid=IwAR22InsUn0iogbIT_CunxGtItVWRNeZBuwklCgjBK39GimXdjC7HekSSeVk

Historie ciekawe i romantyczne

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

na Platformie Politycznej

ŚMIESZKI I … nie

Tydzień pracy: przed trzydziestką. po trzydziestce. po pięćdziesiątce poranek i wieczór.

Mądrość dzisiejsza:

Do jutra.

Zaczynamy tydzień nowy

Zmobilizowałam się i wyszłam w szary i zimny ascolański świat. Na termometrach prawie w południe zaledwie 11 stopni. Noc była zimna, co czułam w pokoju. Spalam prawie 10 godzin. Żadnego czytania po nocy. Ani żadnego Lucyfera. Dziś nadrobię, bo rzeczywiście mżawka i to zimna nie jest pogodą dla mnie.

Za wilgocią i zimnem odezwał się mój (nie)przyjaciel nerwoból. Kiedy panowały upały zupełnie o nim zapomniałam. No cóż trzeba się chemią podeprzeć.

Właściwie to mam do załatwienia prezent dla V. i dobrze, że go nie ciągnie do wyjścia, to może przed wieczorem wyjdę. Sklepy, które mnie interesują czyli jubiler w sprawie bransoletki dla niego są w poniedziałki do południa zamknięte.

Zdecydowałam się na jabłecznik sypany i zapomniałam kupić grysiku. Czyli jeszcze raz muszę znaleźć powód do wyjścia, 😀

A to w bonusie fajny filmik o tej szarlotce sypanej.

Przed chwilą V. zawołał mnie na wiadomości z Polski. Jak na Włochów spory materiał z wczorajszych manifestacji.

Wracam do czytania, bo obiad będzie prosty czyli makaron z jakimś sugo, które upichciłam na bazie wczorajszych sznycli w sosie… a jakże pomidorowym.

A teraz oczywiście:

DODATEK INTERNETOWY

GALERIA ŚLĄSKA

ROZMAITOŚCI

Poradnik Perfekcyjnej Pani Domu

Cebula … to jest to.

Lucia Modna przysłała:

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Na Platformie Politycznej

Specjalny album z dnia wczorajszego

Warszawa

https://wyborcza.pl/7,82983,2766     5860,zostajemy-w-unii-rzad-zostaje-jestesmy-na-demonstracji.html?fbclid=IwAR16yWIBxk5xyhU48sFLeheBBJIIZLyDZcKA1FxojZByWukOwtJVmAOn-gM#S.DT-K.C-B.2-L.2.zw

Poza albumem 😀

Śmieszki i nie

Mądrość na poniedziałek:

Dziwności włoskie, a może nie

Wczoraj jak wiadomo wszem i wobec zakończyłam maraton w pracy sobotą poza zastępstwem. I wszystko byłoby dobrze gdyby ni z gruszki, ni z pietruszki moja w sumie spokojna M. nie wywinęła na sam koniec dnia numeru. Otóż dostała ataku zlości, a nawet powiedziałabym furii. Przy kładzeniu spać. Nigdy bym nie uwierzyła, że z ust staruszki bądź, co bądź 95- letniej poleci taka wiązanka, która nawet przebiła V. w fazie winnego upojenia.

Okazuje się, że te panie doskonale posługują się słowami uznanymi za mocno obelżywe i na dodatek potrafią je wywrzeszczeć na cały regulator.

Dodatkowo waliła rękami próbując mnie dosięgnąć, a ręce ma silne i długie. A przecież musiałam jej założyć pampersa i pajacyk zapinany na plecach, żeby z tego pampersa nie powstała sieczka. No i mam posiniaczone ręce.

Gdybym była sama pewnie tego uniknęłabym owijając furiatkę w koc, ale przy latorośli nie mogłam tego zrobić, bo nie wiem czy nie bałby się, że mamuni zrobię krzywdę. Zapewniam, że nie zrobiłabym jej żadnej krzywdy. 😀 Nie wiem jak ten pampers sprawdził się w nocy, ale niestety lepiej się nie dało. Na szczęście wyładowała energię i osłabła i już później mogłam ją normalnie przykryć do spania.

Dobrze, że wcześniej zaliczyłam tę czekoladę, to miałam i ja energię. Ale adrenalina mi się podniosła i nie mogłam spać. Co zaowocowało wstaniem o wpół do dziewiątej rano. Coś wisi w powietrzu, bo i osobisty nadwrażliwy. Zamiast przyjaznej atmosfery pomruki burzowe.

Drugą nagminną cechą starszego włoskiego pokolenia a w tym oczywiście osobistego jest zamiatania. Otóż jeżeli coś się rozsypie jak na przykład ziemia lub V. postanowi użyć szczotki do zamiatania, to owszem zamiecie. Do kąta i tam zostawi. O zmieceniu na szufelkę już nie ma mowy. Wszystkie stare Włoszki tak robiły. Może chodzi o schylenie się? Wystarczy powiedzieć, a nie czekać aż zauważę.

V. śledzi w tv te zamieszki w Rzymie, a dziś wyciągnął mnie pod siedzibę ukochanego Związku CGiL. Tam aktywiści protestowali pod czerwonym sztandarem

przeciwko faszyzmowi, który łeb podnosi mocno w Italii. Podobno w sobotę jest manifestacja w Rzymie. V. już ćwierka, że chciałby pojechać. Może się zamienię na tę sobotę, bo zawsze to wycieczka. O ile pogoda będzie ładna. W Rzymie widać po ludziach, że ciepło, a u nas prawie zima. W domu znów wilgotne podłogi i zaparowane podczas gotowania szyby, a ja w kilku warstwach odzienia. Plus kocyk. Najważniejszy powrót do golfików. Na dworze 13 stopni w południe i zimne wietrzysko.

Nie ma się z czego cieszyć, ale do przodu.

Skończyłam ” Dawcę” i chyba za ” Czarną loterię” się wezmę. Autorka ta sama Tess Gerritsen.

To czas na :

DODATEK INTERNETOWY

GALERIA ŚLĄSKA

https://chorzow.naszemiasto.pl/park-slaski-w-czasach-prl-u-zobacz-jak-wygladal-kto-pamieta/ar/c1-8490459?fbclid=IwAR2MhMz6eYTvu4L4QHlzSxT3J_O-T1a4W_xXvkCSUQw0I0oXiYrc7Lyc2b0

Katowice

Malgorzata Gorska RomanczukŚląsk jest śliczny!

Muszę się podzielić moim odkryciem.

Art cafe da Vinci na ulicy Kościuszki w Katowicach wymarzone miejsce by napić się kawy czy grzanego wina o tej porze roku w pięknym pomieszczeniu w atmosferze sztuki i muzyki

Cudnie tu i kawa jest pyszna, a właściciele są przesympatyczni i chętni do rozmowy

Nie dałam rady spróbować gorącej czekolady specjalnie przyprawiane według rodzinnej receptury ale słyszałam że jest fantastyczna.

GALERIA KRAKOWSKA

GALERIA LWOWSKA

Historie ciekawe i romantyczne

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Na Platformie Politycznej

ŚMIESZKI

Mądrość na niedzielę:

Do jutra.

W zapachu czekolady

Wszyscy znamy upojny zapach jaki mają sklepy ze słodyczami, cukiernie i pijalnie czekolady. Tego zapachu żaden łasuch nie zapomni. I kiedy do niego ten aromat dotrze pójdzie za nim jak po sznurku.

Od wczoraj taki cudowny aromat snuje się po piazza del Popolo. Święto Czekolady.

A co. Trzeba sobie ten szary jesienny świat osłodzić.

Tym bardziej, że po deszczach, które co prawda stały się przelotne zrobiło się chłodno. Zaledwie 14 stopni wczoraj. Dziś momentami 18, ale w nocy 9 stopni. To jak na październik w Italii stanowczo za zimno. W ciągu tych trzech dni chałupa się wyziębiła, ja wskoczyłam w jesienną podkoszulkę i buty, które nadają się na zimne dni. I tak jestem lepsza od wielu Włoszek, które natychmiast włożyły botki. One to lubią. Nawet latem do gołych nóg.

I na dodatek kiedy to tak lalo się z tej bomby wodnej nad Ascoli przemoczyłam nogi i natychmiast czuję katar. Dzisiaj podeprę się aspiryną albo raczej tachipiryną, bo tę mam aktualnie w domu. Jeszcze jedna dzisiejsza popołudniowa zmiana i na cały tydzień zapomnę o pracy. Dziś minęło 14dni z jednym dniem odpoczynku. I stwierdzam autorytatywnie, że ten kto wysyła ludzi w pewnym wieku na emeryturę ma świętą rację. Widzę po sobie, że drugiego takiego maratonu już bym nie uciągnęła. Jeden dzień w tygodniu mogę zaryzykować, ale więcej niestety nie.

13 października V. ma urodziny. Skończy wreszcie 73 lat. Ja to mam nad nim przewagę jednego roku. Nie mam pojęcia czy jakieś obchody będą czy nie. Trzeba coś upiec.

Korci mnie ta szarlotka sypana z manną.

Skoro znowu mamy temat słodkości, to czas na album czekoladowy. Poranny więc pełen zapachu czekoladowego. 😀

W temacie czytelnictwa czytam w dalszym ciągu „Dawcę” Tess Gerritsen. Może dziś skończę. No i naturalnie mam co ogladać.

Katem oka zauważyłam zmianę wystaw u LS. I to bardzo ciekawą choć mocno jesienną.

Czyli teraz :

DODATEK INTERNETOWY

GALERIA KRAKOWSKA

GALERIA LWOWSKA

Talent aktorski można łączyć z prawniczym. 4 października 1904 r. urodził się we Lwowie popularny aktor, adwokat, doktor nauk prawnych – „Tońko”, czyli Henryk Vogelfänger z legendarnego duetu batiarów Szczepcio i Tońcio. Żołnierz gen. Maczka, po wojnie pozostał na Zachodzie.

Kresowi Żołnierze Armii Krajowej

Styczeń 1944 r. Gubernator Hans Frank i Otto von Wachter dokonują przeglądu kompanii honorowej na ulicy Lwowa / źródło: NAC, sygn. 2-3550

W Rozmaitościach coś dla Ceramika

Poradnik Perfekcyjnej Pani Domu

POMOCNE SZTUCZKI, KTÓRE RZECZYWIŚCIE DZIAŁAJĄ:

Historie ciekawe i romantyczne

Przesyłka od Luci Modnej :

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Na Platformie Politycznej

ŚMIESZKI

Dzisiejsza mądrość:

A więc życze trafnego wyboru i udanej soboty weekendowej.

Do jutra.

Nie ufaj Włochom nawet jak … cię chwalą

No, to sobie poużywam na ulubionej nacji. Najczęściej wymienianą przez nas wadą Włochów jest fałszywość. I to prawda.

Jeszcze wczoraj pisałam o swoim miłym zaskoczeniu docenieniem mojej pracy, a tu sprawa się rypła. Nie, nie w sprawie mojej pracy, ale postrzegania Polski jako kraju trzeciego świata.

A było to tak… Syn mojej podopieczny emerytowany inżynier i z tego powodu pewnie uważający się za alfę i omegę wypowiedział zdanie, które podniosło mi ciśnienie. Bo ja na traktowanie nie tylko nas Polek, ale generalnie ojczyzny mojej jestem uczulona.

Otóż wczoraj bomba wodna pękła nad Ascoli. Syn stwierdził, że nie przejdzie popołudniu do mamy. Ponieważ był to jak wiadomo ostatni dzień mojej pracy powiedziałam:

-Zobaczymy się w sobotę. – Usłyszałam:

-Jak, to w sobotę. Jutro. ( czyli dziś).

-Nie, jutro będzie już T. Tak się ze mną umówiła.

-Nie, nie. Ona wraca w nocy i musi iść do lekarza zrobić test.

-Ona wraca z ważnym testem. – Odpowiedziałam.

-Ja nie chce testu z Polski. Musi zrobić w Italii. Będziemy z nią rozmawiać. Zrobi test i potem może przyjść.

Stanęło na tym, że rano jeszcze przyjdę. Bo co, winna staruszka, że ma poje…. go syna. Test z Polski mu niewiarygodny jest.

Zadzwoniłam do koleżanki. Już była na terenie Włoch i wieczorem miała być w Ascoli. Powiedziała, że żadnego nowego testu robić nie będzie . Umówiłyśmy się, że przyjdzie rano koło ósmej po klucze, a ja jeszcze ten ranek przyjdę.

I tak było. Tyle, że niewyspana jestem i jutro, jako, że sobota też się nie wyśpię.

Nie wiem jak się sprawa zakończyła, bo to już nie jest moim interesem. Ja się z umowy wywiązałam.

Teraz podsumowanie. Oto jak jesteśmy postrzegane. Jesteśmy dobre czyli ” brave” kiedy trzeba opieki nad niedołężną matką łącznie ze zmienianiem pieluch. Ale pochodzimy z kraju, który chyba do Europy nie należy i uważany jest przez niektórych ( a nawet większość) Włochów za gorszy.

Pan inżynier chyba w pierwszym pokoleniu z lekka ma poglądy na miarę swoich siedemdziesięciu kilku lat. Zdecydowanie stracił u w moich oczach.

Napisałam o tym, bo to wcale do rzadkości nie należy i czasem trudno nam się dziwić, że jeżymy się na takie traktowanie.

Bomba wodna nad Ascoli ucichła, ale mży.

To zdjęcie z wczoraj. Z dachu leje się woda jak z cebra. na uliczkach woda sięgała do kostek.

Ciekawa jestem komentarzy wielbicieli Italii szczególnie.

DODATEK INTERNETOWY

GALERIA KRAKOWSKA

GALERIA LWOWSKA

Lwów na słodko i półwytrawnie

Jesień pora sporządzania nalewek Łańcuckie nalewki na Wystawie Przemysłowo-Rolniczej roku 1877 we Lwowie.

Kawiarnia „Sztuka” przy ul. Teatralnej 10 we Lwowie.

Z Poradnika Perfekcyjnej Pani Domu

Przepisy z cukinią

Naprawiamy dżinsy

Rozmaitości

https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2021-10-06/bomba-wodna-spadla-na-wlochy-takiej-ulewy-w-europie-jeszcze-nie-bylo-ulice-niczym-rzeki-wideo/?fbclid=IwAR0ecIOEb5yN2Dkz9swZuUxVPamRQG1nnPNvmbRfusNV9QtfWBgeLOuPdh4

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Na Platformie Politycznej

ŚMIESZKI

Ten filmik dostałam od Przyjaciółki aż z Australii. Oplułam monitor.

Mądrość na dziś stosowna do treści.

Do jutra.

Czas nas nie zawodzi

Czy chcemy, czy nie na nim zawsze możemy polegać. Zawsze biegnie i nie słucha niczyjego zdania. Żeby zwolnił czy się pospieszył.

I tak dobiega końca moja praca. Dzisiaj jeszcze zmiana południowa i popołudniowa.

Jutro przerwa i w sobotę powiedziałam, że wezmę te wolne dni mojej koleżanki.

Nie powiem, zrobiło mi się miło, kiedy syn Marii powiedział wczoraj, że bardzo chciałby, żebym się zdecydowała, bo widzi, jak przy mnie jego mama jest spokojna. Nawet przez telefon potrafi odpowiedzieć, czasem śpiewa i mniej lamentuje. A, że przychodził dwa razy dziennie w ramach spaceru ( i pewnie z ciekawości jak to Włoch ), to widział jak się toczy zycie mamy.

Oczywiście tak różowo nie było. Raz mnie postraszyła kiedy leciała mi przez ręce, a nie wiedziałam, że tak się jej czasami zdarza. Odpoczęła i wszystko wróciło do normy. A poza tym Włoszka, która była w sobotę narobiła paniki, że Maria ma biegunkę. Jeżeli je się tylko papki i słoiczki, to wszystko jest jak u małego dziecka i trzykrotne zmienienie pampersa o żadnej biegunce nie świadczy. Ciekawe, że w niedzielę już żadnej biegunki nie było. Ale to są już sprawy. z którymi ” badante” spotyka się na co dzień.

Osobisty kręci nosem na te soboty. No nic zobaczymy jak to będzie.

Od niedzieli będę w domu, to się uspokoi.

Wczoraj w czasie na szczęście obiadu na naszą ulicę spadły kamienie z kamienicy naprzeciwko. Dobrze, że nikt nie przechodził. Wezwani strażacy zagrodzili kawałek ulicy. Spory kawał do nadkładania drogi, a więc wszyscy i tak chodzimy pod murem przez zagrodzony teren. Ciekawe, jak długo ta prowizorka potrwa.

Nie wiem dlaczego tak się stało. W sąsiednich kamienicach trwają prace remontowe i jest wibracja od urządzeń. Ewentualnie rozpadało się i może deszcz wypłukał te kamienie czy cement. Ja jeszcze podejrzewam drobne wstrząsy innego typu.

Skończyłam ” Odwyk” i teraz czekam na kolejną książkę, bo zakończyło się dość niespodziewanie. Musi być kolejna część.

Wróciłam do Tess Gerritsen. Do jej pojedynczych książek. Na czytniku ” Dawca „.

Do pobrania czeka kolejny odcinek ” Na dobre i na złe”, a do oglądania pierwszy odcinek z sezonu czwartego ” Lucyfera.

Czyli mam czym się relaksować. Dom poczeka. W końcu pogoda stricte jesienna. Pada.

DODATEK INTERNETOWY

GALERIA ŚLĄSKA

Katowice

GALERIA KRAKOWSKA

GALERIA LWOWSKA

Lwów na słodko i półwytrawnie

Szanujące się sklepy korzenne zawsze dbały o świeży towar i dostawy bezpośrednio od producentów! Nie inaczej postępował pan Andrzej Langner (Lwów 1885). Gdzie miał swój handel? W kamienicy pod nr 9 przy Rynku we Lwowie. Ciekawa lokalizacja, prawda?

#dawnylwow #lwownaslodkoipolwytrawnie

Poradnik Perfekcyjnej Pani Domu

https://www.claudia.pl/artykul/nalewka-z-kukulek-najprostszy-przepis-na-nalewke-z-cukierkow-kukulka?fbclid=IwAR0q2-HbtYkznYvmOjJzO8Xddnz1UymfY2RIMbMs2w4tY5VBk2-UhUY7l-8

Dla ” złotych rączek „

Historie ciekawe i romantyczne

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Mądrość na dzisiaj :

Do jutra.

Deszcz, pierwszy jesienny deszcz

Zgodnie z prognozą pogody rozpadało się. Nie ma jakiegoś wielkiego zimna, ale wilgno i nieprzyjemnie. Rano założyłam już na kark cienki motacz. I oczywiście myślę o kurteczce. Sama kamizela to jednak za mało. Dobre w domu.

A jeszcze wczoraj, było słonecznie momentami. Na moim oknie w pokoju księdza kwitnie chyba ostatnia w tym roku różyczka.

Osobisty wczoraj miał manewry winne. Kiedy wróciłam z ostatniej zmiany oczom nie wierzyłam. No cóż… lepiej już było.

A u mnie jeszcze jeden dzień i trochę. Jutro wieczorem oddam klucze.

Powoli zbliżam się do końca książki, a w filmowym temacie skończyłam sezon trzeci : Lucyfera”. Dziś rozpocznę kolejny. Ciekawa jestem jak to się potoczy.

Powolutku szykuje się do drugiej zmiany. W garnku dziś minestrone, czyli warzywna włoska zupa.

W sam raz na chłodniejszy dżdżysty dzień.

Mam nadzieję na spokojne popołudnie przed wyjściem na trzecią zmianę.

O wieczorze jeszcze nie myślę. Strach się bać. 😀

DODATEK INTERNETOWY

GALERIA SLĄSKA

Wszystkie zdjęcia z Parku Śląskiego

GALERIA KRAKOWSKA

GALERIA LWOWSKA

Lwów na słodko i półwytrawnie

Pamiętacie niedawno zamieszczane (jako link) menu hotelu George we Lwowie? Malutkimi literkami pojawiło się tam nazwisko ówczesnego restauratora – Piotra Przanowskiego. Otóż, pan Przanowski w kilka lat później porzucił intratną pracę „u George’a” – z sobie tylko wiadomych powodów – i przeniósł się do Zakopanego, gdzie odkupił od Waleriana Płonki słynną „Cukiernię Zakopiańską” przy Krupówkach (dzisiaj mieści się w tym miejscu hotel „Giewont”, przy skrzyżowaniu ulic Krupówki i Kościuszki – dawniej Marszałkowska) oraz hotel z restauracją i kawiarnią. Był to rok 1909 r. Do I w.św. i w czasie jej trwania lokal Przanowskiego cieszył się dużą popularnością. W okresie międzywojennym lokal przejął Franciszek Trzaska.

#zakopane #przedwojennylwow #przanowski #hotelgeorge

Rozmaitości

Artyści

Z albumu KOTY

Gdzieś tam…

W Kąciku Mola Książkowego

Poradnik Perfekcyjnej Pani Domu

Jak upiec kasztany

Historie ciekaw i romantyczne

https://www.slaskibiznes.pl/wiadomosci,sosnowiec-znika-beton-przed-dworcem-bedzie-zielony-plac-dla-mieszkancow,wia5-2-5408.html?fbclid=IwAR0jOQuMVcBstkK4xoYfVFSJ4Jc4pYa_NnNtvSC8jcIkDXnZUnyO1C19t2U

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Platforma Polityczno- kościelna

ŚMIESZKI i nie …

Mądrość bezapelacyjna:

Do jutra.