Powoli

Powoli z uładzeniem , ale jednak coś widać . Została mi jedna walizka i sporo toreb. Równocześnie układam w pomieszczeniu gospodarczym i mam rozeznanie co, gdzie jest. Duże to pomieszczenie więc o graciarni nie ma mowy. Za bramą wejściową został najwiekszy telewizor i z lekka zdemolowana przez osobistego szafka na buty. Trzeba poskręcać . To jednak już nie mój problem.

Może  jutro opróżnię resztę i wtedy włączę pralkę. Jest niestety mniejsza niż poprzednia czyli kołder po sezonie w domu nie wypiorę. Nie można mieć wszystkiego a pralka z poprzedniego mieszkania to była jedyna pozytywna rzecz.

Czlowiek mój cały w dalszym ciągu mocno obolały bo inaczej miałabym  pewnie wiecej zrobione. A dziś  do południa odsypiałam zarwane noce. Po tramalu spałam, jednak ból co 3 godziny mnie budził. Oby dziś było lepiej.

Deszcz przestał lać . Zrobiło się zimno. Prawie włosko grudniowo. Wycieczka we włoski Tyrol potwierdzona. 30 listopada wyjazd na 2 dni. Należy mi się jak psu kość.  Na moment wyszłam z domu i widziałam cudowne wystawy dla LM. Oby wytrzymały aż spokojnie podniosę aparat. No i ten Internet. Z telefonu to by była męczarnia. Jak jutro będę w lepszej firmie pójdę ogarnąć.

I wtedy już nie będę marudzić.

Do widzenia sie z Państwem .

Dzień boleściwy

Leje jak z cebra. I pewnie, to też miało wpływ na mój  cholerny nerwoból. Bo przysiegam na brodę Mahometa, że przy tej przeprowadzce oszczędzałam się jak mogłam . Pewnie, że mogło być lepiej, ale nie z V. który  stał się teraz absolutnie człowiekiem do góry  nogami. Tak się zdarzyło, że w Polsce spał ze mną na dość wąskich  wersalkach i teraz chce żebym ja się do niego przeniosła na to księdza  łóżko .  Bo w Polsce tak ludzie śpią i jestem przyzwyczajona. Mowy nie ma. W sypialni mam spokój bez telewizora. Na szczescie podłączył  się w pokoju księdza i zalegl bo ma coś z dyskiem.

Poszłam  do lekarza i mam receptę na tramal który w Italii nazywa się contramal.  Jak tylko otworzą apteki po przerwie idę  wykupić i życie stanie się piękne mimo deszczu, humorów  V. i nieprzespanej z bólu nocy.

Ale wolałam cierpieć ratując się czym mogłam przeciwbólowym niż włoskie pogotowie. Po ostatniej akcji ” nigdy więcej „. W takich przypadkach jak ten.

Martwi mnie Internet, ale i to ogarnę .

Do widzenia się z Państwem w dobrej formie bez bólu w moim czlowieku.:)

Jestem w końcu

Od soboty mieszkamy na Starówce.  A dziś oddałam klucze do poprzedniego mieszkania . W sobotę trzykrotnym kursem przywieźliśmy dobytek furgonikiem i samochodem V. Wczoraj poszłam  posprzątać w starym mieszkaniu. Naturalnie sama bo przecież mężczyźni włoscy do takich prozaicznych czynności nie są przeznaczeni. I stwierdziłam że to mit że w mieszkaniu jest czysto. Dopiero kiedy zniknie wszystko co było używane widać ile trzeba posprzątać. Fakt że ostatnio robiłam tylko to co musiałam.

No ale to za mną . Odniosłam klucze. Właściciel posprawdzał i nie miał zastrzeżeń.

Teraz powoli muszę ogarnąć wszystko. Dziś mamy już gaz a co za tym idzie ciepłą wodę . Największy problem mam z Internetem. Jest tak słaby że nie otwiera żadnej strony. Chyba muszę zmienić operatora. Już dziś pytałam . Mam przynieść moden i zobaczymy. Ale to muszę sama bez asysty V.ktory znowu mam problem. Łóżko za niskie i nie może  spać . Przeniósł się na łóżko w drugim pokoju bo wyższe ale nie podwójne tylko tak zwane dla księdza czyli szersze. Ja odmówiłam zmiany sypialni. Nie mam zamiaru się z nim gnieść . Nie ten wiek. I telewizor działa tylko w kuchni i nie umie sobie dać rady z pociągnięciem kabli do pokoi. Już tu nie będzie mmieszkał na stałe. Góra 6 miesiecy. Mówiąc brzydko jak na Śląsku mówimy  wali mu na dekiel.

Nie mam pojecia co z tym chłopem się zrobiło . To znaczy wiem niestety szedł do parteru.

Poza tym moja przyjaciółka wylądowała w szpitalu i bardzo się martwię . A mnie dopadł po trzech miesiącach spokoju nerwoból.  Hydrokortizonu już nie chcę brać. Trzeba przeżyć.

Do widzenia się z Państwem niestety nie wiem kiedy bo pisanie w telefonie bloga to męczarnia. Postaram się jak najszyciej unormować świat wirtualny.

Garść informacji

Dzień pod znakiem przenoszenia. Rano zgodnie z terminem spotkania przyjechał znajomy V. z mini furgonetką. Załadowaliśmy sporo rzeczy tych najcięższych i przewieliśmy do nowego domu. Dodatkowo V. przewiózł swoim autem sporo toreb z dobytkiem i zaparkował na pobliskim placu. Kiedy furgonetka została wyładowana podjechała pod zaparkowane auto i przepakowano bagażnik auta. Tak, że wszystkie rzeczy podjechały pod bramę. Tu niestety zaczęły się ” schody” i to dosłownie. Bo część trzeba wnieść na pierwsze piętro.

Furgonetka obróciła dwa razy. Oczywiście osobisty jest tak sterany życiem i tak chory, że na jego pomoc nie miałam co liczyć. Obróciłam z czym się dało na piętro. I miałam dość.

Po obiedzie moja ulubiona Agatka zaoferowała się z pomocą więc wybyłam z domu. Każda praca w nowym mieszkaniu bez ulubionego wyłącznie z  rzadka mężczyzny to radość. Poszłyśmy same i zlikwidowałyśmy  wszystkie rzeczy zza bramy na parterze. Agatka policzyła, że jest 20 schodów. Nawet wniosłyśmy komodę i szafkę i przemeblowałyśmy drobno pokój, który postanowiłam przekształcić dla siebie. Bez V. za plecami zdecydowanie lepiej się czuję przy adaptacji nowego miejsca. On tylko musi popodłączać święte telewizory. A ma co robić, bo ujęcie, że tak powiem jest tylko w kuchni a w sypialni już nie. A spać bez telewizora on nie jest wstanie. To będzie podłączał a ja sobie będę układać po swojemu.

Jutro chcemy już zamieszkać. Czyli spać. Tak, że czeka mnie:

przewoź reszty rzeczy w tym trzy telewizory. Rzeczy łazienkowe, rzeczy z kuchni z mikrofalówką i piekarnikiem nie mówiąc o garnkach i patelniach. Poza tym ubrania z szafy. Tu wezmę z wieszakami. Zwinę i tak przewiozę. Potem tylko powieszę w odpowiednich szafach. Jutro może jakieś fotki wreszcie zrobię.

I tak zmęczona jak zwykle mówię:

Do widzenia sie z Państwem.

V. urządził mi klasyczną pełnię księżycową. Co ma plusy, bo ewakuowałam się pod zamknięcie w saloniku i chyba ” Na dobre i na złe ” oglądnę.

Krajobraz przed bitwą o normalność

Dzisiaj dzień był jeszcze przed głównymi pracami. Jak pisałam epilog braterskiej miłości do siebie i rodzicielki miał epilog w sądzie.  Oczywiście sprawa wyznaczona była na godzinę  dziewiątą rano. Jak sąd wyznaczył tak stawiliśmy się. Plus administrator i na szczęście w komplecie bracia C. Nie liczyłam na punktualność Wysokiego Sądu ale  na takie siedzenie też nie. Około dziesiątej administrator mamy odbył tajną rozmowę z sędziną i bylo wiadomo że jesteśmy  trzecimi na wokandzie. Tak sobie myślę że sprawy nie mają wyznaczonej godziny bo nie wiadomo jak długo będą trwały.  A Włosi  naród gadatliwy i upierdliwy. To najlepiej wszystkich rano i po kolei. V. z braćmi wszedł już o wpół do dwunastej. Na 40 minut. Oczywiście do zgody nie doszło . Badante zostaje i synowie mają płacić równo wyznaczoną kwotę . Dodatkowo bracia użyli sobie na V. a ja wedlug niego powinnam wejść i własną piersią go wybronić przed takim podłym atakiem. A ja nie weszłam.

Do nowego domu dostarczyliśmy  jedną walizkę bo na kółkach można zajechać pod bramę.  V. się  nie odważył próbować podjechać . Co się z tym chłopem porobiło. Inne samochody jakoś wjeżdżają i wyjeżdżają a on zaparł się że się nie da.

Na jutro zamówił jakiegoś kumpla z takim furgonem na trzech kołach. Wąskim który wjedzie bez problemu . Problem jest bo postawili na uliczce wjazdowej rusztowanie . I brakuje miejsca.

Nerwy mam napięte na maksa. Muszę przeżyć i przeprowadzkę i pełnię .  Za to w sądzie skończyłam ” Szeptacza”. Polecam. Doskonały.

Do widzenia się z Państwem w kolejnym odcinku serialu wloskiego.

Powrót z tarczą

Właśnie wróciłiśmy. Kontrakt podpisany. Czynsz za listopad zapłacony. Klucze w kieszeni.

Jeden problem odhaczony. Jutro sąd polubowny w sprawie matki V. Chyba tylko kwestia finansowa bo zgody na pomysł osobistego nie ma. Potem zaczynam serial: ” Przeprowadzka”. Na szczęście czuję się zdecydowanie lepiej. Katar na końcówce. Tylko kaszel mnie męczy. Mleko z miodem na noc.

Jutro postaram się napisać wiecej.

Dobranoc Państwu.

Telefonicznie

Nawet nie mam siły otworzyć laptopa. Ale czuję się w obowiazku napisać co i jak.

Spotkanie braci na szczęście nie bylo spotkaniem braterskim. Do porozumienia nie doszli. Wobec powyższego spotkanie z podpisaniem kontraktu umówione jest na jutro. O 19.30 i wtedy dopiero będę pewna, że przeprowadzka będzie po mojej myśli. Kaszel mnie męczy ale do jutra muszę stanąć na silnych nogach.

I o kciuki wciąż proszę.

Jutro też wiadomości telefoniczne będą i oby wreszcie pomyślne .

Do widzenia się z Państwem.