Zaczynają spływać moje piątkowe zakupy na Allegro. Dziś mail poinformował, że przyjedzie dwa razy kurier. Raz z lustrem do dużego pokoju, a drugi z bielizną z Triumpha. Trochę się bałam, że ugrzęznę w domu, ale już rano po ósmej rozległ się domofon. Ledwo rozpakowałam lustro i stwierdziłam, że takie jak chciałam ( ale pokażę jak zawieszę), dzwonek zabrzmiał po raz drugi.
I tu już tak dobrze nie było. Dałabym sobie rękę z telefonem uciąć, że zamawiałam rozmiar ” L ” tymczasem dostałam ” XL” i to taki ogromny rozmiar, że nawet ja szerokobiodrzasta z pewnością nie będę ich nosić. Reklamacja więc.
Czekam na wózek na zakupy i firankę. Dziś jeszcze chyba wybiorę się na zakupy do księgarni, bo oprócz serii „Poradnik damy” znalazłam nową Żmijewską z tajemnicą historyczną z czasów księcia Pepi, który to jest jednym z moich ulubionych bohaterów historycznych.
Dostałam zgodę ze Spółdzielni na posadzenie róż. Postanowiłam jednak zasadzić je wiosną, co by się ukorzeniły przed kolejną zimą. Nie będę się martwić, że wymarzną. Za to kupię krokusy i może przebiśniegi i te wsadzę do ziemi. Krokusów na allegro zawrót głowy. I tu sobie zrobiłam przerwę, bo przyjechał ” cocco di mama ” czyli mój syn. Dobrze, że miałam jeszcze te cielęce bitki z grzybami. Nawet dla synowej starczyło. Zapakowałam w ostatni pojemnik przykazując oddanie wraz z innymi. U nich chyba wiele nie ma, ale u wnuka sporo. Syn przyjedzie w tym tygodniu zawiesić lustro.
I oto mój syn ma kulinarną zachciankę. Poprosił o pastę di polpettini. Nie ma sprawy. Będzie na obiad w piątek, bo tak pasuje po pracy mojemu trzeciemu dziecku. Czyli jutro część zakupów, a po mięso pojadę w czwartek na targ. I może kupię baraninę i zamarynuję. Ostatnio była.
Niedziela była w kolorze lawendowym. Złapałam jak to się mówi szwung i skończyłam trzecią w kolorze lawendowym poduszkę.





W kolejce czeka poduszka w kolorze pomarańczowym, a potem złocistym albo żółtym jak, kto woli.
Z przyjemnością oglądnęłam wczoraj pierwszy wieczór ” Tańca z gwiazdami” tym bardziej, że tańczono do melodii włoskich, a cały wieczór nosił tytuł ” Ciao Italia”.
I tyle nowotygodniowych zapisków.
Do jutra.



























































