Myślę, że kolejny raz życie narzuciło nam temat. Oczywiście chodzi o akcję terrorystyczną w Krakowie.
Ja, od wczoraj nie potrafię myśleć o niczym innym. O wspaniałej postawie policji, o chamstwie i bezczelności telewizji prawicowej i jej … Sakowicza, który na szczęście został podsumowany przez obecnego na krakowskim Rynku zwykłego obywatela.
Myślę o naszym bezpieczeństwa. Dzień wcześniej był w Krakowie mój wnuk. I tak myślę, że przecież to była sobota i wiele osób pomyślało:
-Taka ładna pogoda, może pojedziemy gdzieś . Na przykład do Krakowa.
I jak podczas każdej takiej wycieczki lądujemy na Rynku. I może kawa w ogródku. Piękne sobotnie popołudnie. I nagle …. to,z czym już spotkały się inne kraje. A my tego nie dopuszczaliśmy nawet w myśli.
O tym, że kupiłam szpic na choinkę z łabędziem, to była siła wyższa. Ale od przedwczoraj ten duch zwany Duchem Bożego Narodzenia z pełnym szacunkiem z dużej litery jakimś cudem – jak na ducha przystało dmuchnął na mnie. Bo w Netto zobaczyłam takie ptaszki dekoracyjne. Czerwone i zielone.
Oplus_16908322Oplus_16908322
I już oczami duszy zobaczyłam, że zastąpią albo dołączą do gwiazd betlejemskich, którymi podpinałam firanki świąteczne. A, że musiałam iść odebrać łabędziowy szpic plus jabłka ( szara reneta ) to nawet z chęcią wyszłam z domu. Już po porannej mgle przez którą przebijało słońce zapowiadał się piękny dzień.
Nawet myślałam, żeby wybrać się na spacer.
Nie pokazałam fotek że spaceru z przedwczoraj. A taka jesień w Chorzowie.
oplus_34oplus_34oplus_34oplus_34
A tak było dzisiaj na skwerku niedaleko paczkomatu.
oplus_34oplus_34oplus_34
Ale najważniejszy był dzisiaj łabędziowy szpic. Oto on. Uhonorowany na fotelu i poduszce 😀.
oplus_34oplus_34
W towarzystwie świątecznych ptaszków.
Teraz mój pomysł na prezent dla dzieci z okazji tej 36 rocznicy ślubu. Bardzo bym chciała, żeby we wtorek przyszedł ten drobiazg a właściwie dwa, które zamówiłam. O kciuki poproszę . Bo inaczej dostaną zapowiadającą fotkę.
Ponieważ wyczytałam, że 36 rocznica ślubu nosi nazwę Agatowych Godow, to kupiłam im dwa jednakowe agatowe słoniki.
Oplus_16908288
W Italii taki drobiazg nosi nazwę ” porta fortuna ” czyli przynoszący szczęście. Ja mam takiego ” porta fortuna ” w postaci łabądka 😀, którego dostałam od Magdy i noszę w torebce. W ogóle w mojej torebce jest zestaw talizmanów.
Oplus_16908322Oplus_16908322Oplus_16908322
Czerwony rożek chroniący przed ” male occhio” czyli złym okiem. W torebce w portmonetce łabądek i naturalnie łuska z karpia wigilijnego.
Dodatkowo. Mój osobisty turkus, bo turkusy chronią przed złem. Karneol symbolizujący ogień w którym odszedł Vincenzo i symbol jego ognistego charakteru i znalezione na plaży przez niego i podarowane mi serduszko.
Trudno bez świetnie 😀 taka jestem i nie mam zamiaru tego ukrywać.
A, już tak dobrze szło czyli się sprawdzała. Dziś miało być słonecznie. A tymczasem mgła nie ustąpiła i o słońcu nie ma, co marzyć. Poza tym piątek czyli ta tabletka, po zażyciu której muszę być spionowana pół godziny. Gdyby to było lato pewnie poszłabym po przysłowiowe bułki.😀 Ostatnio miałam obiady rodzinne więc rano przygotowywałam, co tam mogłam.
Sama byłam zdziwiona ile przez te pół godziny można zrobić. A dziś obiadu nie ma, bo Piotrek się integruje w swojej korporacji. Idą do jakiejś knajpki, a potem.na jakiś spektakl w kinie ” Kijów „. Przypominam, że mój wnuk pracuje w Krakowie.
Z kinem ” Kijów” mam wspomnienie. Otóż było to pierwsze kino nie tylko panoramiczne, ale i stereofoniczne. To była kinowa rewolucja na owe czasy. Naturalnie zaraz poszłam do kina, które należało zaliczyć . Pamiętam, że była to 2 część radzieckiej ” Wojny i Pokoju „. Zresztą doskonała. Ale tu była stereofonia. Jadą sobie bohaterowie jakąś chyba dwukółką , ale po tylu latach głowy nie dam. Jadą tyle ile im autor kazał czyli powiedzmy 20 wiorst 😀My sobie siedzimy w kinie i jedziemy z nimi, bo długo jechali😀, a dokoła szumią liście, ptaszki śpiewają, jednym słowem jesteśmy w środku akcji.
I tyle zapamiętałam z pierwszych chwil kina ” Kijów „.
Trochę danych encyklopedycznych.
Radziecka wersja Wojny i pokoju (tytuł ros. Война и мир) to monumentalny, czteroczęściowy epicki dramat filmowy z lat 1965–1967 w reżyserii Siergieja Bondarczuka, będący wierną adaptacją słynnej powieści Lwa Tołstoja. [
Najważniejsze informacje o produkcji:
Reżyseria i scenariusz: Siergiej Bondarczuk (we współpracy z Wasilijem Sołowjowem).
Czas trwania: Ok. 8 godzin i 31 minut (rozbite na 4 części kinowe).
Wytwórnia: Mosfilm.
W obsadzie: Siergiej Bondarczuk (jako Pierre Bezuchow), Wiaczesław Tichonow (Andrzej Bołkoński), Ludmiła Sawieljewa (Natasza Rostowa).
Rozmach: W produkcję zaangażowano ogromne środki państwowe, tysiące statystów oraz autentyczne formacje wojskowe do odtworzenia bitew z epoki napoleońskiej (w tym bitwy pod Borodino).
Nagrody: Film zdobył Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego oraz Złoty Glob.
Kto nie widział gorąco polecam.
Skoro nie miałam wyjść na spacer uporałam się z prasowaniem i tym samym większość stałych prac domowych mam z głowy.
Odwiedził mnie syn, ale na krótko, bo został wydzwoniony i pognał załatwiać jakąś pilną sprawę.
W świąteczną środę będzie rodzinny obiad w wersji eleganckiej. Nawet serwis, który przeżył z moimi teściami wojnę i dopiero ich synowa ( czyli ja ) nadszarpnęła jego stan zostanie wyciągnięty. Był to serwis obiadowo- kawowy. Z kawowego zostało kilka talerzyków pod filiżanki. Obiadowy prawie cały tylko bez talerzyków deserowych. Chyba ostał się jeden.
Menu ustalono.
Cielęcina czyli karczek cielęcy.
Kasza typu pęczak na życzenie syna z grzybami na gęsto że śmietaną .
Dla wnuka ryż i nieśmiertelna tarta marchewka z cytryną i oliwą.
Aga sama kasza z grzybami.
Menu uzgodnione indywidualne.
.Na przystawkę bakłażan grillowany z pomidorem.
Oczywiście spumante i wino obiadowe.
Na deser szarlotka mojej babci.
A obiad oprócz tego, że świąteczny ma jeszcze drugą okazję. Moje dzieci czyli rodzice Piotrka mają 36 rocznicę ślubu 10 listopada. Doskonale się więc składa.
I, co by nie powiedzieć, mój organizm od razu zareagował chęcią do życia. Spałam w miarę dobrze, jak na mnie 😀. Obudziłam się kolejny raz, już na dobre przed ósmą. Wypiłam espresso, posłuchałam Graffiti i wiadomości i zaczęłam bez problemu organizować sobie dzień. Złożyłam pranie, przygotowałam rzeczy do prasowania. Na jutro. I zabrałam się za suszone ziółka. Sprawdziła się suszarka. Uzbierał się taki słoik wielorakiej mięty, z niewielkim dodatkiem bazylii. Świeża mięta rośnie dalej w skrzynce przeniesionej z balkonu. W towarzystwie rozmarynu.
oplus_34oplus_34
Słońce wyciągnie mnie z domu. Raz, że muszę iść do paczkomatu, dwa, mini zakupy. Ale wcześniej kto wie czy nie zrobię jakiegoś jesiennego spaceru w kierunku Parku Róż. Głównie Aleją BOoWiD. A wracając zabiorę paczki i zrobię te zakupy.
Potrzebna mi szara reneta na szarlotkę mojej babci. Oczywiście, to nie jest popularna odmiana w Netto i dlatego od razu poszłam na Allegro. Kupiłam 3 kilogramy i pojutrze mam mieć dostawę. Chwała zakupom internetowym. Jak potrzeba, to tylko tam.
I przy okazji wpadłam w tryb świąteczny. W zeszłym roku przy zmianie choinki stwierdziłam, że ogromna świecąca gwiazda betlejemska jest do nowej stanowczo za ciężka i masywna. Ona ma dwa zastosowanie. Jako szpic i jako samoistna dekoracja. I w tym roku będzie ” separata”.😀. Jeszcze nie wiem w którym miejscu, ale wymyślę. I tak powstała luka. Brak szpica na choinkę. Naturalnie szklanego.
Oto cacko, jak mówiono w moim rodzinnym domu, któremu się nie oparłam.
Oplus_16908288
Siła wyższa. Kończę czwarty tom ” Chaty pod starym świerkiem. Dziś chyba zaliczę i tom piąty”.
Ela, napisała, że skąd ja biorę energię. A tymczasem ja dziś dołączyłam do tych, którym się nic nie chce i do wszystkiego muszą się ciągnąć za uszy
Znowu miałam białą noc. Nie pomogła tabletka na sen, pyralgina, bo bolały mnie nogi. Masakra. Wstałam przed szóstą i wypiłam kawę i tak się pętałam po domu. Trochę czytałam, trochę na siłę coś zrobiłam. Włączyłam pralkę i powiesiłam pranie.
To już był taki wyczyn, że padłam. I nawet zasnęłam.
A teraz dalej mam jesienną depresję. Bez słońca zamieram. Jutro do paczkomatu przyjdzie mój włoski ryży dr.Scotti i tabletki duoflex więc zwlokę się na zewnątrz
Wczoraj, już miałam iść do szkoły, kiedy chowając do torebki telefon zauważyłam wiadomość. I dobrze, że zajrzałam, bo to było odwołanie zajęć językowych. Ostałam się jedyną więc dobrze, że odebrałam. I powiem tak. Wyjątkowo mi się nie chciało wychodzić z domu po tym sprzątaniu. Tak, że z dużą przyjemnością zaległam na kanapie przed telewizorem oglądając serial ” Akcja pod Trybunałem „.
I bardzo się cieszę, że jest możliwość blokowania różnych trolli i ich widoku IP, bo od razu wpadają do kosza.
A dziś nic mnie uratuje i muszę iść na zakupy.
A w Ascoli zaczął się remont naszego domu na Lisa. Grazia przysłała mi fotki
i prośbę o zdjęcia wnętrza, bo chce pogadać z zaprzyjaźnionym projektantem.
Jak bardzo cieszyłby się Vincenzo i ja z nim kiedy pojawiłaby się możliwość powrotu do domu.
Casa nostra. Cóż teraz dom mam tu, a tamten został na szczęście na wielu zdjęciach. Wczoraj wędrowałam po nim. Niektóre drobiazgi i czy choćby zasłony z sypialni są tu ze mną. I to jest ta ciągłość naszego wspólnego życia z Vincenzo.
Chyba zabiorę się za jakieś pracę domowe i wezmę oddech mobilizujący do wyjścia do Netto. Mój wehikuł pełen butelek do zwrotu.
Chyba w Święto Niepodległości urządzę rodzinny obiad. 😀 Syn jest, Piotrek i synowa i Aga jako ci pracujący będą mieć dzień wolny, to mogę zadziałać. Cielęcina z grzybami, kaszą i szarlotka mojej babci.
A na Kindle pierwszy tom sagi ” Chaty pod starym świerkiem „. 5 tomów więc jest, co czytać.
Wczoraj przesiedziałam w domu, porządkując trochę ogród zimowy. I naturalnie tkwiąc w polityce. Na cmentarze poszła Agnieszka. Ja z Piotrkiem pojechałam na trzy cmentarze w sobotę.
Wczoraj i dziś był porządkowany dom, bo pościnałam zioła i suszą się w suszarce elektrycznej. Nawet nie myślałam, że takiego bałaganu narobię. Wczoraj jeszcze przysiadłem nad zadaniem domowym, bo dzisiaj zaraz będę się zbierać na lekcję. Było tego trochę. A dziś będziemy maksimum w trójkę, bo jednego uczestnika nie będzie.
Ale zrobiłam i po początku, który dokładnie mi się mieszał, zaskoczyłam i końcówkę już miałam dobrą. Naturalnie mam pomoc. Wspaniałą książkę z czasownikami nieregularnymi i zasadami koniugacji tych regularnych. Tak, że bardzo mi się to przydało.
Rano przyjechał na swoim kołowym wehikule syn, bo wczoraj wrócił, po rundzie w pracy.
A ja po jego wyjściu skończyłam sprzątać z odkurzaniem włącznie i mój zimowy ogród jest zainstalowany na zimowe miesiące.
oplus_34oplus_34oplus_34oplus_34oplus_34
A za oknem wciąż w dekoracyjnej formie powojniki.
oplus_34oplus_34oplus_34
U Agi w pokoju zimują jej ukochane pelargonie. Też na parapacie.
I nie fizycznie. Dzisiaj przyjechał Piotrek i po śniadaniu zrobiliśmy rundkę po cmentarzach pałac płomyczki dla bliskich.
Nawet nie było tak źle z korkami. Potem wróciliśmy do domu . Zjedliśmy obiad i Aga z Piotrkiem zlikwidowali kwiaty na balkonie. Już część jest zagospodarowana. Piotrek pociął płytę izolacyjną na podstawki pod te donice, co zimują na balkonie. Dla mnie czekają jeszcze niektóre zioła do obcięcia i suszenia. Bardzo dużo nam pomógł. Wyniósł do piwnicy również półkę balkonową żeby zima jej nie zniszczyła.
Jutro jestem w domu i będę ogarniać resztę ogrodu zimowego.
A zmęczona jestem psychiczna. Długo w nocy śledziłam to, bo się działo pod Trybunałem. Dalej słucham i jestem tym wszystkim i zniesmaczona i przerażona poziomem nie tylko narodu, ale i polityków prawicy.
Dlatego tyle zapisków dzisiejszych.
A jutro temat mamy uzgodniony. Ulubione miejsca w naszych miejscach zamieszkania.
Bo już patrzeć nie mogłam na okna w dużym pokoju. A tu w najbliższych dniach będzie akcja ” ogród zimowy’. Czyli zabieranie do domu z balkonu trzech dużych drzewek szczęścia i jeszcze innych z pelargoniami Agi. Nie powtórzymy pomysłu z klatką schodową bo zmarniały i są odnowione. Potrzebne parapety w całym domu poza kuchnią i miejsce przed balkonem. I te okna prosiły się o umycie. Nawet specjalnie nowe firanki kupiłam takie, żeby wygodnie było podlewać.
A, że potrzeba matką wynalazków wymyśliłam rewelacyjny patent. Wzięłam do mycia moją małą parownicę .
Oplus_16908322
Butelka pokazuje jej wielkość. Przywiozłam ją sobie z Italii. I dobrze zrobiłam, że ją wzięłam. 😃 To był strzał w dziesiątkę. Ja od lat szyby i lustra myję samą wodą i specjalnymi ściereczkami. Teraz użyłam pary. I potem przetarłam . I już inaczej nie będę. Ramy też się myją. Super patent.
Potem już musiałam upiąć te nowe firanki i jestem zadowolona.
oplus_34oplus_34oplus_34oplus_48
Obiad dla Piotrka gotowy. Zrobiłam z piersi z kurczaka coś na kształt flaczków. Z majerankiem. Mam też dla niego gotowaną wołowinę z rosołu. I fasolkę szparagową z oliwą i miętą.
Trochę mnie nogi bolą, ale do tego to już się muszę chyba przyzwyczaić. „Rebekę ” skończyłam i zabrałam się za ” Panią da Winter”. Nie czytałam, to jeszcze raz dziękuję za podpowiedź.
Dla Piotrka mam trochę prac domowych. Dziś jednak nic z tego nie będzie, bo ma jakieś seminarium o osiemnastej.