A dziś

Właściwie mogłabym napisać jako tytuł ” ale ciało mdłe”

Po wczorajszym zalaniu wydawało mi się, że wszystko ogarnęłam. Ogarnęłam, ale dopiero dziś widać szkody.

Duży pokój, przedpokój i najbardziej łazienka. Piotrek już wie. No cóż, raczej się nie ucieszył, ale mówił, że jak syn wróci na przerwę w pracy zastanowią się jak to najlepiej ogarnąć. Na razie otwarty balkon i drzwi do łazienki i niech schnie.

A ja to wczorajsze zajście odczułam dzisiaj. To schylanie, wycieranie i latanie po schodach do sąsiadów. Tak, że dziś nawet łóżka nie zlikwidowałam i postanowiłam w nim odpoczywać. Nie na kanapo- otomanie, ale w łóżku.

Oczywiście nie cały dzień. Wstałam, włączyłam kolejną pralkę pełną ręczników, które w przystępie rozpaczy rzuciłam w pierwszym momencie na podłogi. Już się suszy to pranie na balkonie. Dobrze, że pogoda dopisała.

Zaczęłam czytać cykl Joanny Szarańskiej ” Na Miodowej”. Dobrze się czyta. Poza tym robię porządki na blogu i likwiduję fotki LM i różne memy. Wszystko po to, żeby odzyskać trochę miejsca na nowe zdjęcia. Własnych albumów włoskich nie ruszam. W ogóle żadnych zdjęć nie likwiduję poza tymi o których napisałam.

A teraz moja fobia na „opitolenie” włosów w pewnym wieku.

Internet wypluł mi taką stronkę z poradami.

Mam 78 lat i od wielu dziesięcioleci noszę krótkie fryzury w kolorze blond. Ciekawa jestem,jak wyglądałabym w innych fryzurach i może kolorach. Bardzo Państwa proszę o jakieś propozycje. „

A oto propozycje

i co Wy o tym sądzicie.

Do jutra.

Obiecanki niecacanki

I takim tytułem chciałam rozpocząć kącik artystyczny.

A tymczasem zanim zabrałam się za bloga czytałam sobie, do momentu, kiedy fizjologia zareagowała. Przeszłam przed duży pokój , przedpokój do łazienki. A tam pełno wody. Rzuciłam ścierkę i słyszę ” kap, kap”. Z oprawki lampki sufitowej leje się woda. Sąsiedzi. Postawiłam wiaderko

Postawiłam co mogłam, bo kapało na sporej powierzchni. W kuchni szczęście na szafkach sucho, ale weszłam na drabinę i podstawiłam długą podstawkę do kwiatków. Potem zadzwoniłam do Admistracji.

Rzeczywiście zareagowała bez opieszałości. Skontaktowali się z sąsiadem i ten po pół godzinie przyjechał wraz z ekipą techniczny.

Okazało się, że dzisiaj ( pewnie około południa, bo wcześniej nic się nie działo) napełniali kaloryfery i u sąsiada padł ten wihajster od regulowania temperatury. Chyba w łazience, bo mówił, że w łazience miał pełno wody, pół przedpokoju i trochę spływało do dużego pokoju. Przed chwilą był i powiedział, że już wszystko powycierał. U mnie też już kapie coraz mniej. Musi zlecieć to wszystko, co jest pomiędzy naszymi mieszkaniami.

Jednak adrenalina mi się podniosłam. Sąsiad wziął na siebie załatwianie wszystkiego w Spółdzielni, bo jesteśmy ubezpieczeni.

A teraz obiecany Kącik Artystyczny. Piękne szydełkowe rękodzieło Marii 2/

Zapraszam do podziwiania.

Do jutra.

Zgodnie z własnym biorytmem

Ranek taki sobie. Ale jak mus, to mus. Wczoraj rozłożyłam w pokoju suszarkę na tę wypraną narzutę i strasznie mnie denerwowała.

Wyschła na szczęście ( narzuta, nie suszarka ) i dzięki temu moja kanapo- otomana jest już gotowa nawet na czas przedogrzewczy.

A propos ogrzewania . Dostałam rozliczenie za ciepło w domu. Na szczęście wciąż jest duża nadpłata mimo, że bez tej nadpłaty byłabym 190,- na minusie.

Ale wzrośnie chyba znów czynsz. Skoro łóżko gotowe, to ruszyła pralka z kocem. Za oknem świeci słońce. Tak wyglądają kwiaty w kolorze żółtym drugiego powojnika. Inne zdjęcia w naturalnych kolorach ciężko zrobić.

I skoro dzień jest słoneczny, to mój biorytm postanowił zrobić coś dla siebie.

Poszłam podciąć grzywkę i końce włosów do Ewy. Dodatkowo nałożyłam odżywkę na włosy.

Jeszcze zrobiłam większe zakupy i w ramach chęci biorytmu kupiłam sobie gladiole zwane też mieczykami. Jeszcze w tym roku nie kupowałam.

Jutro do 12 – tej mam szlaban domowy. Złożylyśmy reklamację w Ikei, bo na rogu blatu odchodzi taśma wykończeniowa.

Jutro ktoś ma przybyć i ocenić zasadność reklamacji.😃

Trudno świetnie.

Mam.kilka pomysłów na szybkie wydanie ” czternastki ” i nawet koszyk na allegro jest pełen.

Jutro pokażę Wam w kąciku artystycznym łapacze snów, oryginalne szydełkowe ciuchy i nawet siatki na zakupy, które podbiły moje serce. Oczywiście Maria2 .

Będzie, co oglądać.

Do jutra.

Zamknęłam sezon letni

U mnie dziś jesienne

Jest żeby było jasne prawie pierwsza. Czyli czas ciepła. A pogodynka zapowiada nadejście gorących czytaj ciepłych dni. 😃Nie uwierzyłam i zobaczymy. Dlatego w ramach zakończenia sezonu zlikwidowałam letnie łóżko. Zmieniłam włoską pościel, te prześcieradła górne i dolne i ponieważ to pościel matrymonialna od razu złożyłam do prania też koc, pod którym spałam. Wróciłam do kołdry i klasycznej poszwy. I rozpoczęłam wielkie pranie. Narzuta z kanapy, ten ogromny koc i kosz prania z pościelą i firankami. Reszta okien czeka na pogodę.

Pierwsza pralka się pierze. Na szczęście narzuta weszła. Ta moja nowa pralka choć mniejsza jest pojemniejsza. Tamta miała cztery kilogramy. Ta jest pięciokilowa.

Gorzej będzie z suszeniem, bo mży deszcz i jak widać temperatura niska.

Przypomniał mi się ” Kabaret Starszych Panów” z odcinkiem ” Niespodziewany koniec lata””.

Spektakl kończy się sceną, kiedy zmarznięci uczestnicy cieszą się z powrotu ciepła i mówią:

” Lato, lato wróciło”.

I słyszą:

” To nie lato wróciło, to nadeszła jesień”.

I u mnie tak właśnie będzie.

A oto klasyka.

Do jutra.

Komunikacją miejską

Nie raz i nie dwa pisałam, że mój Śląsk jako ogromna aglomeracja miejska jest doskonale skomunikowany. A ja w ogóle mieszkam w takim miejscu, w którym krzyżują się i to dosłownie drogi we wszystkie kierunki. Mam tramwaje z przystankiem prawie pod domem, autobusy jedne z przystanku pod domem i inne z przystankami pod niedalekim dworcem kolejowym. Z linii kolejowych też korzystamy.

Tak, że dziś miałam w użyciu autobus i tramwaj. Pod administrację podjechałam autobusem. Załatwiłam, co miałam załatwić i kolejnym autobusem pojechałam do Rynku w Chorzowie. Szłam do Playa zerwać jedną umowę skoro reklamacji nie uwzględnili. Nawet z karą za zerwanie jestem do przodu 150 złotych. Będzie na e-booki.

Przechodziłam koło kaletnika. Torebkę z łabędziami miałam do odbioru na jutro. Ale wstąpiłam. I była. Tak, że jutro nie muszę tam jechać. Z Playa tramwajem podjechałam do domu i już nie planuję wyjścia.

Poranek spędziłam na upojnym słuchaniu komunikatu tak plus minus pół godziny ” jesteś pierwszy w kolejce”. Zgłosiłam chęć pójścia do laryngologa i czekam na smsa z terminem i przychodnią w Chorzowie.

Jutro rano mam zamiar zarejestrować się do Ady, bo wróciła z urlopu.

Moje kwiatki po przesadzeniu czują się dobrze. Skrzydłokwiat ma nawet pąka. Drugi ma kwiaty jak anturium.

A na pieniążka i pnącze musiałam zorganizować mini kwietnik. Ta dolna szafka jest najrzadziej otwierana

Zawsze pokazuję kwiaty na balkonie i w dużym pokoju

To dziś mój pokój, poza zaokienną parapetową grządką

A teraz czas na lawendową poduszkę.

Do jutra.

Dzień Bloga Otwartego

Czy lubimy swoje miasto, wieś , okolicę i za co , co nas denerwuje, co byśmy poprawili ?”

Taki temat zaproponowała dzisiaj Onyks. Bardzo ciekawy temat. O takim lokalnym patriotyzmie, o ile oczywiście on jest i nie mieszkamy w miejscu, którego nie lubimy.

Ja w moim sercu mam trzy miasta. Kraków, w którym się wychowałam. Potem wrosłam w Śląsk, na którym zamieszkałam w roku 1968 i mieszkam do dzisiaj. Dużo się zmieniło i na lepsze, bo jest czyściej, ale i na gorsze jak na przykład brak tego lokalnego patriotyzmu, który odszedł z grupą najważniejszą, górnikami. A to oni mówiąc górnolotne są ” solą tego regionu „. Najbardziej boli mnie, kiedy przyjezdni stare rodziny śląskie często utożsamiają z narodowością niemiecką w tej złej opinii. A to bardzo bolesna i skomplikowana historia.

Mój pobyt na Śląsku miał przerwę 22- letnią. I wtedy jak wszyscy czytający od dawna mój blog wiedzą zakochałam się nie tylko w ostatniej mojej miłości, ale i w mieście. To oczywiscie Ascoli Piceno. Dlaczego? Bo nie tylko pokazał mi je Vincenzo, ale stanowiło pigułkę mojej krakowskiej młodości. Renesans, elity z dziada pradziada, lokalny patriotyzm z tradycjami i klimatem. Ale los przygotował dla mnie inny scenariusz. Powrót na Śląsk. Nie ukrywam, bałam się tego powrotu. Jednak ten szorstki i nie ukrywam trudny dla obcych region przyjął mnie z otwartymi ramionami, a Ascoli stanęło w znaku równości z Krakowem. Bardzo bliskie sercu, jednak już tylko we wspomnieniach. I obydwa w razie tęsknoty na wyciągnięcie ręki.

Czy chciałabym coś zmienić, czy coś mnie denerwuje? Z pewnością. Ale to dotyczy całej naszej Polski, bo to bolączki ogólnokrajowe.

Ale też widzę wiele dobrego. A to ogromna aglomeracja nie tylko jedno średnie miasto w Polsce.

I tu są wszyscy moi najbliżsi i dlatego tu jest mój dom.

W kręgu codziennych spraw i nie tylko

Pogoda dzisiaj zdecydowanie na równi pochyłej. Mam nadzieję, że jeszcze powróci na letni pomost.

A ja po wczorajszym spotkaniu z Piotrkiem mam ogarnięte konto pacjenta w dodatkowym ubezpieczeniu. Wczoraj zamówiliśmy pierwszą wizytę jako wyjściówkę do dzisiejszej teleporady. Bo skierowanie do specjalisty otrzymuje się po rozmowie z internistą. Od rana bombardowały mnie SMSy. Pierwszy informował, że za czterdzieści minut będzie łączenie. Drugi prosił o czekanie na telefon za 10 minut. Minęło 10 minut i nic. Nadszedł SMS z przeproszeniem za opóźnienie . Kolejny ( czwarty ) z konkretną godziną 8.54.

Telefon się odezwał i po rozmowie mam skierowanie do laryngologa i wystawione również recepty. Skierowanie już pobrałam i chociaż mogę dzisiaj, to w poniedziałek ogarnę termin w Chorzowie w przychodni, która ma umowę z ubezpieczycielem.

Potem sobie pooglądałam sobotni program ” Cztery strony mediów Kutyny „. I zerknęłam na komentarze.

Przybyl nowy materiał porównawczy. 😀 Ragacca okazała się befaną. A na „dobrą znajomą”, która znów się nudzi, albo potrzebuje nowej kuracji wskazuje imię Vincenzo w adresie mailowym.

I tak mnie to w sumie rozśmieszyło, bo czas kiedy mnie to irytowało mam za sobą. Do wszystkiego można się przyzwyczaić.

Bo jak inaczej kiedy wierności jest w tym przypadku nadzwyczajna. Od 2009 roku przez wszystkie platformy gdzie pisałam bloga. I jaka wierna czytelniczka. Zawsze z ręką na pulsie mojego życia.

Wracam do książki. Tym razem nowa Ania Klejzerowicz ” Puste ramy „. Trzeci tom kolejnego cyklu. Zapowiada się ciekawie. Jaki temat na jutro, bo naturalnie złośliwy temat z komentarza nie wchodzi w grę w naszym towarzystwie

Do jutra.

Metoda prób

Próbuję znaleźć sposób na złe spanie, bez podpierania się tabletkami. Nie lubię, bo budzę się z lekka otumaniona. A źle śpię.

Tej nocy, kiedy obudziłam się drugi raz o wpół do czwartej wzięłam Kindle i poczytałam chyba do piątej. Potem zasnęłam i obudziłam się później niż zwykle. O wpół do dziesiątej. Ale w miarę wyspana. Może to jest jakiś sposoby.

Mogłam spokojnie wyjść na zakupy. Wczoraj na obiad zapowiedział się Piotrek. I to dobrze, bo dawno razem nie jedliśmy. Z powodu jego diety, którą musi trzymać . Tak, że obiad jest skomponowany tak, żeby mógł spokojnie zjeść. Ziemniaki (makaronu nie może), kotlety schabowe sauté z patelni grillowej może z jajkiem sadzonym. I tarta marchewka z oliwą.

Trudno świetnie.

Pjotrek chce mi pokazać jak ogarniać to moje ubezpieczenie korporacyjne. Jak się rejestrować do specjalisty.

A mam w planie laryngologa 😄😄😄.

Z racji tego chorego języka i dziury w przegrodzie nosowej.😄

Zakupy zrobiłam. Wszystko do obiadu przygotowałam. Czekam na hasło:

-Babciu, jadę.

I wtedy postawię na gazie ziemniaki.

Korzystając z luzu domowego nadrobiłam blog Ani. I nawet udało mi się zamieścić komentarz pod własnym nickiem, a nie jako ” anonim”.

Dla Hani sfociłam firankę w kuchni z domowych zapasów.

Do kompletu moja niebieska firanka z mojego pokoju.

Jako, że jest ogólnoblogowe mycie okien informuję, że robię przerwę do przyszłego tygodnia.

A potem może przyspieszę prace w Pracowni Renowacji Poduszek .

Do jutra.

No i jest już dobrze

Wczoraj nie pisałam, że poza zmęczeniem po tych ” wojażach miejskich ” źle się poczułam. Zmęczenie, to zmęczenie. Normalne po zaliczeniu trzeciego piętra, ale jakieś takie gwiazdki mi przed oczami latały. Nawet sobie ciśnienie zmierzyłam. Wzorcowe. 😀

To sobie wytłumaczyłam, że to zwykła histeria i nic mi nie jest. Noc jednak miałam kiepską, a rano też byłam taka byle jaka. W końcu się wkurzyłam i wzięłam pyralginę i jak ręką odjął.

Okno umyte, firanka zmieniona i pranie na balkonie powieszone. Mam nadzieję , że wyschnie przed prognozowaną około dziewiętnastej burzą i opadami deszczu.

Muszę jutro jeszcze raz pójść do Administracji Spółdzielni załatwić jedną sprawę. Planowałam dzisiaj, po umyciu okna, ale zrezygnowałam. Jutro robię przerwę w myciu okien, to będę mieć motywację do wyjścia.

Teraz praktycznie wszystko ogarnęłam. Rano z lotniska dzwonił syn. Pogadałam z dzieckiem. Wraca z początkiem września.

Na czytniku mam nową książkę Diany Brzezińskiej ” Lśnij’. Lubię jej kryminały używając staroświeckiego określenia.

Do jutra.

Czasami trzeba wyjść z domu

Wyjść z domu w konkretnym celu. Nazbierało mi się kilka spraw do załatwienia w centrum Chorzowa. A ponieważ temperatura szybko szła do góry, aktualnie za oknem mam 26°, odłożyłam mycie okna w kuchni na jutro i wyszłam jak do się mówi ” do miasta „.

Najpierw zwyciężyła ciekawość, skoro już byłam na Rynku w Chorzowie. Nie tak dawno był tu wielki pożar budynku w samym centrum. Spalił się apartamentowiec z jakimiś loftami do wynajęcia. Prace rekonstrukcyjne trwają. Na spalonym dachu widziałam pracownika. Są rusztowania itp. Na szczęście był pusty więc teraz martwi się deweloper.

Ciekawość zaspokoiłam i poszłam szukać kaletnika, którego adres znalazłam. Muszę zmienić uszy w ukochanej torebce z łabędziami. Kaletnika znalazłam. Zarazem szewca. Torebkę zostawiłam – będzie gotowa we wtorek. Szkoda, że nie granatowe jak w oryginale, a czarne te uszy będą.

I dodatkowo pomyślałam sobie w temacie szczucia na Ukraińców. Bo fachman był Ukraińcem. Przybyło rzemieślników. Jak ich by zabrakło usługi w Polsce leżą.

Zaraz za rokiem miałam pasmanterię,która wciąż trwa na swoim miejscu. Dokupiłem nici do poduszek i wreszcie mogłam załatwić najważniejszą sprawę, operatora Play. Zrobił się tam na moim koncie bałagan z winy pani, która już nie pracuje. I to niejedna jej pomyłka. Mam nadzieję, że uda się wszystko wyprostować.

Miałam jeszcze w planie zegarmistrza. Niestety ten, którego widziałam z tramwaju zamknięty na głucho.

Jest jeszcze jeden i mogłam od razu tam iść, a nie kombinować.

Trudo świetnie.

Zrobiłam jeszcze zakupy i odczułam brak wózka. I energii wystarczyło mi na dojście do domu, rozpakowanie zakupów, nalanie wody do butelek do kwiatków na jutro i podlanie moich na oknie. Balkon podlewa Aga przed pracą. Powojniki w pąkach, co mnie cieszy. A teraz zacznę porządek w czytniku z książkami, które ukryły się pod symbolami.

Rosamunde Pilcher mam zaliczoną. Kolejny raz napiszę, że polecam.

Do jutra.