Obiecanki niecacanki

I takim tytułem chciałam rozpocząć kącik artystyczny.

A tymczasem zanim zabrałam się za bloga czytałam sobie, do momentu, kiedy fizjologia zareagowała. Przeszłam przed duży pokój , przedpokój do łazienki. A tam pełno wody. Rzuciłam ścierkę i słyszę ” kap, kap”. Z oprawki lampki sufitowej leje się woda. Sąsiedzi. Postawiłam wiaderko

Postawiłam co mogłam, bo kapało na sporej powierzchni. W kuchni szczęście na szafkach sucho, ale weszłam na drabinę i podstawiłam długą podstawkę do kwiatków. Potem zadzwoniłam do Admistracji.

Rzeczywiście zareagowała bez opieszałości. Skontaktowali się z sąsiadem i ten po pół godzinie przyjechał wraz z ekipą techniczny.

Okazało się, że dzisiaj ( pewnie około południa, bo wcześniej nic się nie działo) napełniali kaloryfery i u sąsiada padł ten wihajster od regulowania temperatury. Chyba w łazience, bo mówił, że w łazience miał pełno wody, pół przedpokoju i trochę spływało do dużego pokoju. Przed chwilą był i powiedział, że już wszystko powycierał. U mnie też już kapie coraz mniej. Musi zlecieć to wszystko, co jest pomiędzy naszymi mieszkaniami.

Jednak adrenalina mi się podniosłam. Sąsiad wziął na siebie załatwianie wszystkiego w Spółdzielni, bo jesteśmy ubezpieczeni.

A teraz obiecany Kącik Artystyczny. Piękne szydełkowe rękodzieło Marii 2/

Zapraszam do podziwiania.

Do jutra.

Zgodnie z własnym biorytmem

Ranek taki sobie. Ale jak mus, to mus. Wczoraj rozłożyłam w pokoju suszarkę na tę wypraną narzutę i strasznie mnie denerwowała.

Wyschła na szczęście ( narzuta, nie suszarka ) i dzięki temu moja kanapo- otomana jest już gotowa nawet na czas przedogrzewczy.

A propos ogrzewania . Dostałam rozliczenie za ciepło w domu. Na szczęście wciąż jest duża nadpłata mimo, że bez tej nadpłaty byłabym 190,- na minusie.

Ale wzrośnie chyba znów czynsz. Skoro łóżko gotowe, to ruszyła pralka z kocem. Za oknem świeci słońce. Tak wyglądają kwiaty w kolorze żółtym drugiego powojnika. Inne zdjęcia w naturalnych kolorach ciężko zrobić.

I skoro dzień jest słoneczny, to mój biorytm postanowił zrobić coś dla siebie.

Poszłam podciąć grzywkę i końce włosów do Ewy. Dodatkowo nałożyłam odżywkę na włosy.

Jeszcze zrobiłam większe zakupy i w ramach chęci biorytmu kupiłam sobie gladiole zwane też mieczykami. Jeszcze w tym roku nie kupowałam.

Jutro do 12 – tej mam szlaban domowy. Złożylyśmy reklamację w Ikei, bo na rogu blatu odchodzi taśma wykończeniowa.

Jutro ktoś ma przybyć i ocenić zasadność reklamacji.😃

Trudno świetnie.

Mam.kilka pomysłów na szybkie wydanie ” czternastki ” i nawet koszyk na allegro jest pełen.

Jutro pokażę Wam w kąciku artystycznym łapacze snów, oryginalne szydełkowe ciuchy i nawet siatki na zakupy, które podbiły moje serce. Oczywiście Maria2 .

Będzie, co oglądać.

Do jutra.

Zamknęłam sezon letni

U mnie dziś jesienne

Jest żeby było jasne prawie pierwsza. Czyli czas ciepła. A pogodynka zapowiada nadejście gorących czytaj ciepłych dni. 😃Nie uwierzyłam i zobaczymy. Dlatego w ramach zakończenia sezonu zlikwidowałam letnie łóżko. Zmieniłam włoską pościel, te prześcieradła górne i dolne i ponieważ to pościel matrymonialna od razu złożyłam do prania też koc, pod którym spałam. Wróciłam do kołdry i klasycznej poszwy. I rozpoczęłam wielkie pranie. Narzuta z kanapy, ten ogromny koc i kosz prania z pościelą i firankami. Reszta okien czeka na pogodę.

Pierwsza pralka się pierze. Na szczęście narzuta weszła. Ta moja nowa pralka choć mniejsza jest pojemniejsza. Tamta miała cztery kilogramy. Ta jest pięciokilowa.

Gorzej będzie z suszeniem, bo mży deszcz i jak widać temperatura niska.

Przypomniał mi się ” Kabaret Starszych Panów” z odcinkiem ” Niespodziewany koniec lata””.

Spektakl kończy się sceną, kiedy zmarznięci uczestnicy cieszą się z powrotu ciepła i mówią:

” Lato, lato wróciło”.

I słyszą:

” To nie lato wróciło, to nadeszła jesień”.

I u mnie tak właśnie będzie.

A oto klasyka.

Do jutra.

Komunikacją miejską

Nie raz i nie dwa pisałam, że mój Śląsk jako ogromna aglomeracja miejska jest doskonale skomunikowany. A ja w ogóle mieszkam w takim miejscu, w którym krzyżują się i to dosłownie drogi we wszystkie kierunki. Mam tramwaje z przystankiem prawie pod domem, autobusy jedne z przystanku pod domem i inne z przystankami pod niedalekim dworcem kolejowym. Z linii kolejowych też korzystamy.

Tak, że dziś miałam w użyciu autobus i tramwaj. Pod administrację podjechałam autobusem. Załatwiłam, co miałam załatwić i kolejnym autobusem pojechałam do Rynku w Chorzowie. Szłam do Playa zerwać jedną umowę skoro reklamacji nie uwzględnili. Nawet z karą za zerwanie jestem do przodu 150 złotych. Będzie na e-booki.

Przechodziłam koło kaletnika. Torebkę z łabędziami miałam do odbioru na jutro. Ale wstąpiłam. I była. Tak, że jutro nie muszę tam jechać. Z Playa tramwajem podjechałam do domu i już nie planuję wyjścia.

Poranek spędziłam na upojnym słuchaniu komunikatu tak plus minus pół godziny ” jesteś pierwszy w kolejce”. Zgłosiłam chęć pójścia do laryngologa i czekam na smsa z terminem i przychodnią w Chorzowie.

Jutro rano mam zamiar zarejestrować się do Ady, bo wróciła z urlopu.

Moje kwiatki po przesadzeniu czują się dobrze. Skrzydłokwiat ma nawet pąka. Drugi ma kwiaty jak anturium.

A na pieniążka i pnącze musiałam zorganizować mini kwietnik. Ta dolna szafka jest najrzadziej otwierana

Zawsze pokazuję kwiaty na balkonie i w dużym pokoju

To dziś mój pokój, poza zaokienną parapetową grządką

A teraz czas na lawendową poduszkę.

Do jutra.

Dzień Bloga Otwartego

Czy lubimy swoje miasto, wieś , okolicę i za co , co nas denerwuje, co byśmy poprawili ?”

Taki temat zaproponowała dzisiaj Onyks. Bardzo ciekawy temat. O takim lokalnym patriotyzmie, o ile oczywiście on jest i nie mieszkamy w miejscu, którego nie lubimy.

Ja w moim sercu mam trzy miasta. Kraków, w którym się wychowałam. Potem wrosłam w Śląsk, na którym zamieszkałam w roku 1968 i mieszkam do dzisiaj. Dużo się zmieniło i na lepsze, bo jest czyściej, ale i na gorsze jak na przykład brak tego lokalnego patriotyzmu, który odszedł z grupą najważniejszą, górnikami. A to oni mówiąc górnolotne są ” solą tego regionu „. Najbardziej boli mnie, kiedy przyjezdni stare rodziny śląskie często utożsamiają z narodowością niemiecką w tej złej opinii. A to bardzo bolesna i skomplikowana historia.

Mój pobyt na Śląsku miał przerwę 22- letnią. I wtedy jak wszyscy czytający od dawna mój blog wiedzą zakochałam się nie tylko w ostatniej mojej miłości, ale i w mieście. To oczywiscie Ascoli Piceno. Dlaczego? Bo nie tylko pokazał mi je Vincenzo, ale stanowiło pigułkę mojej krakowskiej młodości. Renesans, elity z dziada pradziada, lokalny patriotyzm z tradycjami i klimatem. Ale los przygotował dla mnie inny scenariusz. Powrót na Śląsk. Nie ukrywam, bałam się tego powrotu. Jednak ten szorstki i nie ukrywam trudny dla obcych region przyjął mnie z otwartymi ramionami, a Ascoli stanęło w znaku równości z Krakowem. Bardzo bliskie sercu, jednak już tylko we wspomnieniach. I obydwa w razie tęsknoty na wyciągnięcie ręki.

Czy chciałabym coś zmienić, czy coś mnie denerwuje? Z pewnością. Ale to dotyczy całej naszej Polski, bo to bolączki ogólnokrajowe.

Ale też widzę wiele dobrego. A to ogromna aglomeracja nie tylko jedno średnie miasto w Polsce.

I tu są wszyscy moi najbliżsi i dlatego tu jest mój dom.

W kręgu codziennych spraw i nie tylko

Pogoda dzisiaj zdecydowanie na równi pochyłej. Mam nadzieję, że jeszcze powróci na letni pomost.

A ja po wczorajszym spotkaniu z Piotrkiem mam ogarnięte konto pacjenta w dodatkowym ubezpieczeniu. Wczoraj zamówiliśmy pierwszą wizytę jako wyjściówkę do dzisiejszej teleporady. Bo skierowanie do specjalisty otrzymuje się po rozmowie z internistą. Od rana bombardowały mnie SMSy. Pierwszy informował, że za czterdzieści minut będzie łączenie. Drugi prosił o czekanie na telefon za 10 minut. Minęło 10 minut i nic. Nadszedł SMS z przeproszeniem za opóźnienie . Kolejny ( czwarty ) z konkretną godziną 8.54.

Telefon się odezwał i po rozmowie mam skierowanie do laryngologa i wystawione również recepty. Skierowanie już pobrałam i chociaż mogę dzisiaj, to w poniedziałek ogarnę termin w Chorzowie w przychodni, która ma umowę z ubezpieczycielem.

Potem sobie pooglądałam sobotni program ” Cztery strony mediów Kutyny „. I zerknęłam na komentarze.

Przybyl nowy materiał porównawczy. 😀 Ragacca okazała się befaną. A na „dobrą znajomą”, która znów się nudzi, albo potrzebuje nowej kuracji wskazuje imię Vincenzo w adresie mailowym.

I tak mnie to w sumie rozśmieszyło, bo czas kiedy mnie to irytowało mam za sobą. Do wszystkiego można się przyzwyczaić.

Bo jak inaczej kiedy wierności jest w tym przypadku nadzwyczajna. Od 2009 roku przez wszystkie platformy gdzie pisałam bloga. I jaka wierna czytelniczka. Zawsze z ręką na pulsie mojego życia.

Wracam do książki. Tym razem nowa Ania Klejzerowicz ” Puste ramy „. Trzeci tom kolejnego cyklu. Zapowiada się ciekawie. Jaki temat na jutro, bo naturalnie złośliwy temat z komentarza nie wchodzi w grę w naszym towarzystwie

Do jutra.

Metoda prób

Próbuję znaleźć sposób na złe spanie, bez podpierania się tabletkami. Nie lubię, bo budzę się z lekka otumaniona. A źle śpię.

Tej nocy, kiedy obudziłam się drugi raz o wpół do czwartej wzięłam Kindle i poczytałam chyba do piątej. Potem zasnęłam i obudziłam się później niż zwykle. O wpół do dziesiątej. Ale w miarę wyspana. Może to jest jakiś sposoby.

Mogłam spokojnie wyjść na zakupy. Wczoraj na obiad zapowiedział się Piotrek. I to dobrze, bo dawno razem nie jedliśmy. Z powodu jego diety, którą musi trzymać . Tak, że obiad jest skomponowany tak, żeby mógł spokojnie zjeść. Ziemniaki (makaronu nie może), kotlety schabowe sauté z patelni grillowej może z jajkiem sadzonym. I tarta marchewka z oliwą.

Trudno świetnie.

Pjotrek chce mi pokazać jak ogarniać to moje ubezpieczenie korporacyjne. Jak się rejestrować do specjalisty.

A mam w planie laryngologa 😄😄😄.

Z racji tego chorego języka i dziury w przegrodzie nosowej.😄

Zakupy zrobiłam. Wszystko do obiadu przygotowałam. Czekam na hasło:

-Babciu, jadę.

I wtedy postawię na gazie ziemniaki.

Korzystając z luzu domowego nadrobiłam blog Ani. I nawet udało mi się zamieścić komentarz pod własnym nickiem, a nie jako ” anonim”.

Dla Hani sfociłam firankę w kuchni z domowych zapasów.

Do kompletu moja niebieska firanka z mojego pokoju.

Jako, że jest ogólnoblogowe mycie okien informuję, że robię przerwę do przyszłego tygodnia.

A potem może przyspieszę prace w Pracowni Renowacji Poduszek .

Do jutra.

No i jest już dobrze

Wczoraj nie pisałam, że poza zmęczeniem po tych ” wojażach miejskich ” źle się poczułam. Zmęczenie, to zmęczenie. Normalne po zaliczeniu trzeciego piętra, ale jakieś takie gwiazdki mi przed oczami latały. Nawet sobie ciśnienie zmierzyłam. Wzorcowe. 😀

To sobie wytłumaczyłam, że to zwykła histeria i nic mi nie jest. Noc jednak miałam kiepską, a rano też byłam taka byle jaka. W końcu się wkurzyłam i wzięłam pyralginę i jak ręką odjął.

Okno umyte, firanka zmieniona i pranie na balkonie powieszone. Mam nadzieję , że wyschnie przed prognozowaną około dziewiętnastej burzą i opadami deszczu.

Muszę jutro jeszcze raz pójść do Administracji Spółdzielni załatwić jedną sprawę. Planowałam dzisiaj, po umyciu okna, ale zrezygnowałam. Jutro robię przerwę w myciu okien, to będę mieć motywację do wyjścia.

Teraz praktycznie wszystko ogarnęłam. Rano z lotniska dzwonił syn. Pogadałam z dzieckiem. Wraca z początkiem września.

Na czytniku mam nową książkę Diany Brzezińskiej ” Lśnij’. Lubię jej kryminały używając staroświeckiego określenia.

Do jutra.

Czasami trzeba wyjść z domu

Wyjść z domu w konkretnym celu. Nazbierało mi się kilka spraw do załatwienia w centrum Chorzowa. A ponieważ temperatura szybko szła do góry, aktualnie za oknem mam 26°, odłożyłam mycie okna w kuchni na jutro i wyszłam jak do się mówi ” do miasta „.

Najpierw zwyciężyła ciekawość, skoro już byłam na Rynku w Chorzowie. Nie tak dawno był tu wielki pożar budynku w samym centrum. Spalił się apartamentowiec z jakimiś loftami do wynajęcia. Prace rekonstrukcyjne trwają. Na spalonym dachu widziałam pracownika. Są rusztowania itp. Na szczęście był pusty więc teraz martwi się deweloper.

Ciekawość zaspokoiłam i poszłam szukać kaletnika, którego adres znalazłam. Muszę zmienić uszy w ukochanej torebce z łabędziami. Kaletnika znalazłam. Zarazem szewca. Torebkę zostawiłam – będzie gotowa we wtorek. Szkoda, że nie granatowe jak w oryginale, a czarne te uszy będą.

I dodatkowo pomyślałam sobie w temacie szczucia na Ukraińców. Bo fachman był Ukraińcem. Przybyło rzemieślników. Jak ich by zabrakło usługi w Polsce leżą.

Zaraz za rokiem miałam pasmanterię,która wciąż trwa na swoim miejscu. Dokupiłem nici do poduszek i wreszcie mogłam załatwić najważniejszą sprawę, operatora Play. Zrobił się tam na moim koncie bałagan z winy pani, która już nie pracuje. I to niejedna jej pomyłka. Mam nadzieję, że uda się wszystko wyprostować.

Miałam jeszcze w planie zegarmistrza. Niestety ten, którego widziałam z tramwaju zamknięty na głucho.

Jest jeszcze jeden i mogłam od razu tam iść, a nie kombinować.

Trudo świetnie.

Zrobiłam jeszcze zakupy i odczułam brak wózka. I energii wystarczyło mi na dojście do domu, rozpakowanie zakupów, nalanie wody do butelek do kwiatków na jutro i podlanie moich na oknie. Balkon podlewa Aga przed pracą. Powojniki w pąkach, co mnie cieszy. A teraz zacznę porządek w czytniku z książkami, które ukryły się pod symbolami.

Rosamunde Pilcher mam zaliczoną. Kolejny raz napiszę, że polecam.

Do jutra.

Czas zawsze ma fory

Przeleciał poniedziałek i kawałek wtorku. Wczorajszy ranek i południe były jeszcze bardzo ciepłe. Pojechałam do Parku Pamięci. Zapaliłam płomyki i zaniosłam śliczną doniczkę małych bordowych chryzantem. Potem w domu patrzyłam między jakaś krzątaniną na ciemniejsze niebo. Raz nawet zagrzmiało. Potem minęło i u nas w Batorym w mojej okolicy, bo Chorzów Batory jako dzielnica jest spory grad był maleńki . I nie padało długo. Z mediów dowiedziałam się i widziałam zdjęcia, co się działo w innych dzielnicach i ościennych miastach. W nocy źle spałam. Bolały mnie nogi, aż wstałam i wzięłam pyralginę. Ponieważ wczoraj wracając z Parku Pamięci zrobiłam spore zakupy, to dziś nie wychodziłam z domu. Ale okno w moim pokoju umyłam i zmieniłam firankę. Duży pokój poczeka, bo mam wizję nowych firanek.

Zakupy muszą jednak poczekać do następnego miesiąca. Czyli następna w kolejce będzie kuchnia. Może jutro. ?

Podziwiam nasze powojnik.

Ten drugi też ma śliczne żółte kielichy, ale liście skutecznie je zasłaniają

Jednak jest jeden pąk, który rozwinie się w miejscu widocznym i wtedy go pokażę.

Lawendowa poduszka minęła półmetek. Może jak skończę ostatnią książkę Rosamunde Pilcher, którą czytałam, tak dawno, że wielu fragmentów nie pamiętam czyli ” Dziki tymianek” zaskoczę w zabawę poduszkową na dłuższy czas.

Obrałam fasolkę szparagową na kolację. Dla Agi tradycyjnie z masłem i bułką tartą. A dla mnie z czosnkiem, cytryną i oliwą.

Za oknem znów wygląda , że zbliża się deszcz. Deszcz jako deszcz potrzebny, byle bez gradu.

Dziś jak dla mnie dzień wczesnojesienny. Mój wnuk, który wczoraj zadzwonił na pogaduchy powiedział, że chyba jestem zadowolona, bo lato było gorące, a prognozy zapowiadający długą i ciepłą jesień.

Jakoś odlot bocianów nastrlil.mnie refleksyjnie.

Ale czas znów mi ucieka więc wracam do czyta