Nic tak nie cementuje rodziny jak wspólne posiłki. Tak robiła moja babcia, dla której wspólna Wigilia czy nawet bez powodu spotkanie przy kolacji czy obiedzie było ważne.
Kiedy sama jestem w wieku mojej babci doceniam to, że zaszczepiła we mnie taki sposób pojmowania rodziny. Pobyt w Italii nie pozbawił mnie tego, a wręcz spotęgował. Bo tam takie rodzinne biesiady to norma.
Dlatego jak tylko mogę karmię moich bliskich i przyjmuję zamówienia na to, co sobie wymyślą.
Wczorajszy obiad zakończył się wielkim sukcesem. Był to obiad w stylu codziennego obiadu włoskiego. Ta deska na stole, to pod garnek z zamówionym przez syna daniem ” pasta con polpettine”. Żadne wazy czy salaterki. W swoim włoskim domu miałam wielowymiarowe wysokie patelnie w których w zależności od ilości osób przygotowywałam sugo . I potem do tego sugo wkładałam pastę czy spaghetti. I po wymieszaniu stawiałam na tej desce na stole.
Moja patelnia i rondle uważałam za niewystarczające, żeby dobrze wszystko połączyć. Stąd stanął na niej garnek z pokrywką. Kiedy robiłam fotkę pasta jeszcze się gotowała, a potem zapomniałam zrobić zdjęcie.
I większość jest domowo. Tak jak na włoskim codziennym obiedzie. Nie żadnym uroczystym. Stąd parmezan w słoiku, bo ja nie posypuję ani pasty, ani spaghetti i nie wiedziałam czy moje dzieci mają to po mnie czy nie.
Salata też czekała w kuchni na doprawienie i podanie po zjedzeniu dania głównego.


Na stole jest jeszcze taki mały pakiecik. To kromeczki chleba na małym talerzyku zabezpieczone przed wyschnięciem. Bo na koniec obowiązkowa ” scarpetta” czyli wytarcie chlebem pozostałego na talerzu sugo.
To obowiązkowa tradycja włoska i stąd zawsze na stole znajduje się chleb.
W Ancarano już przy stole Raniero jako pan domu kroił chleb i dawał każdemu kromkę. Kiedy nakrywając do stołu zapomniałam o chlebie, zaraz słyszała głos Vincenzo:
-Lucia, manca pane.( brakuje chleba ).
To teraz nie zapomniałam 😃
A teraz, skąd mój syn, znał tę potrawę czyli ” pasta con polpettine „. Zapytałam i dowiedziałam się, że nigdy nie jadł, ale w czytanych książkach o mafii włoskiej przewijała się ta potrawa.
I tak ” pasta con polpettine ” w moim domu dostała nazwę” danie mafijne ” 😃
Dziś na obiedzie był Piotrek. Babcia ugotowałam kolejny raz ryż na sypko z koperkiem i masłem, a do tego steki cielęce z patelni grillowej. Piotrek tarta marchewka z cytryny, a ja z renglodami kupionymi na targu. Lubię do mięsa owoce. Mandarynki do wątróbki, brzoskwinie z puszki do schabu lub a la Vincenzo z krążkami jabłka.
Wnuk nakarmiony. Posiedział, skusił się na ciasto ze śliwkami. Wypił kawę, którą mimo, że potrafi woli, żeby zaparzyła mu jego la nonna. I tak oprócz ” cocco di mamma” powstało powiedzenie ” cocco di nonna”. A dziś kiedy szłam na targ urzekł mnie taki jesienny obrazek koło domu.


Jutro nasze pogaduchy. Jaki temat? Może jak cementujemy naszą rodzinę. Czy jest to dla nas ważne. Czy mamy jakieś swoje zwyczaje.
Do jutra.









































