Tak pachniał mój dzisiejszy poranek. W nocy zgodnie z prognozą pogody temperatura zleciała na łeb, na szyję. O 15 stopni. Potem zaświeciło słońce i troszeczkę się ociepliło. Zgodnie z planem poszłam na zakupy i właśnie wtedy po nocnym deszczu czułam namacalnie jesień w powietrzu. Tak pachną mokre jesienią liście, których już sporo leży na trawnikach.
Odwiedziłam butelkomat i mimo, że czasami zwracał butelkę Bóg wie dlaczego, udało mi się wsadzić otworowi do gardła wszystkie. Tylko czy ten butelkomat musi być taki czarny? Zakupy zrobiłam pod kątem jutrzejszego obiadu z synem i synową. Kupiłam do wazonu astry ciut przywiędłe, ale może dojdą do siebie. Kocham astry i to dopiero pierwsze które były w sprzedaży w okolicy.
Miałam jeszcze do odebrania w aptece zamówione lekarstwo od laryngologa i to z kuracji przeciw osteoporozie.
W domu coś tam zrobiłam i czekałam na syna, który miał mnie wesprzeć podczas oględzin rzeczoznawcy od szkód. Syn przy okazji powiesił moje lustro nad komodą. Bo ta wnęka po telewizorze nie podobała mi się strasznie.

Przyniósł też prezent od synowej kupiony dla mnie na pchlim targu, na którym była z koleżankami. Miseczka z Włocławka. Od razu Witek ją powiesił.

Znalazła się w towarzystwie innych z tej gamy kolorystycznej. Przeciwległa ściana jest zarezerwowana dla Włocławka niebieskiego.
Pan rzeczoznawca przyjechał punktualnie. Porządnie wszystko zmierzył i opisał i powiedział nam, czego mam się spodziewać. Bardzo sympatyczny jegomość.
A co będzie dalej, zobaczymy, bo jest kilka sposobów załatwiania sprawy przez ubezpieczyciela.
Pozamykałam większość okien i uruchomiłam kocyk. Odpoczywam, bo noc miałam kiepską. Muszę na jutro od rana być w formie. Nawet kolejne ciasto ze śliwkami zaplanowałam. Jak szaleć, to szaleć.
I tyle wiadomości dobrych i zarazem zwyczajnych
Do jutra.

























































