A emocje buzują

Za sprawa mojej eks przyjaciółki. Byłą stała się już dość dawno, kiedy zorientowałam się, że to nie tylko głupota kieruje nią i jej językiem. Zresztą nie ja jedna zerwałam z nią kontakty. Jednak za sprawą i namową V. który z jakiś względów twierdzi, że ” wiesz jaka jest” nasze kontakty weszły w fazę umiarkowanej z mojej strony uprzejmości.

I zupełnie niepotrzebnie, Bo wczoraj namacalnie przekonałam się o jej dłuuugim języku.

Nie będę się rozpisywać o szczegółach, ale odkryłam w sobie ochotę do odpłacenia pięknym za nadobne. Pewnie jednak skończy się przy spotkaniu na kilku ” ciepłych” słowach z mojej strony.

A wczoraj był naprawdę ciepły dzień a nawet wieczór. O godzinie osiemnastej temperatura 12 stopni. W plusie naturalnie. Zrobiłam z V, spacer.

Coś tam przyszykowałam dla LM a nawet udało mi się zajrzeć za jedną zwykle zamkniętą bramę kamienicy ascolańskiej. Jest tam prawdziwa perełka. Renesansowe ” podwórko”. Dziedziniec pełną gębą.

I gdyby nie spotkanie, które pokazało prawdziwą twarz owej pani uznałabym spacer za udany.

A ta przykrość spotkała mnie nie od niej bezpośrednio, ale za jej powiedzmy towarzysza, żeby nie nazwać dosadniej. Włocha zresztą o którym mam nie najlepsze zdanie. Zresztą.

A teraz kolejne polskie jedzenie. Wczoraj pisałam, że zrobiłam prawdziwe sznycle krakowskie zwane kotletami mielonymi lub karminadlami na Śląsku. Do kompletu na talerzu brakuje ziemniaków, ale jako, że są uważane za jarzynę byłaby to przesada. na kolację.

I mam kolejną kolację z głowy, bo dwa sznycle i reszta kapusty poszła do zamrażalnika.

” Iluzje ” skończę dzisiaj. A w ogóle to chyba wyjdę na targ i o ile spotkam moja eks koleżankę będzie to wyjście efektowne.

Z życzeniami miłego weekendu.

Wasza z lekka nerwowa Lucia

DODATEK INTERNETOWY 19/2021

FOTOGRAFIE

Cieszmy się jeszcze zimą na zdjęciach też

Pojawiają się marzenia o wiośnie i nawet jej nieśmiałe objawy.

Nigdy nie widziałam kwiatu aloesu.

Jak wiadomo łabędzie moja miłość.

Piękne zdjęcie.

W GALERII ŚLĄSKIEJ

Zima w Parku śląskim i ul. św. Jana w Katowicach . Też zimą

.

Zima w GALERII KRAKOWSKIEJ

Kulinaria

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Dzień Babci i Dzień dziadka

I pozostałe memy.

I cytat na sobotę.

To jeszcze raz do widzenia.

Z rytmem tygodnia

Ano mamy znów piątek. Prawie koniec stycznia czyli rok nowy wszedł na pełne obroty. Powoli najważniejszymi tematami staje się oprócz wirusa w Italii na przykład czy odbędzie się Festiwal w Sanremo. Nowy prezydent USA zaczął urzędowanie a Włosi pokazują migawki z miejscowości na Sycylii gdzie ma swoje korzenie Pierwsza Dama Ameryki.

Ja dzisiaj rano zgodnie z postanowieniem odmroziłam zamrażalnik w lodowce. W ramach forsowania polskiej kuchni udało mi się wprowadzić rolady schabowe z różnym nadzieniem. Kiedyś zrobiłam z włoską surową kiełbasę i serem a wczoraj z surową szynka, serem i cebulą. Zamroziłam i mam albo dwie kolacje albo jeden gościnny obiad.

W każdym razie polski obiad to mogą być wyłącznie kluski śląskie ale z sugo albo pierogi. Taki jak ostatnio to może być ale na kolację. Bo kolacja musi być solidna i już. Już w sumie do tego przywykłam tylko wiecznie mam dylemat, co na tę kolację. Wczoraj zrobiłam młodą, bo to teraz jest młoda kapustę włoską. Smaki połączyłam polsko włoskie i był dodatek jarzynowy do mięsa na kolację. Mam jeszcze trochę, to dziś będą kotlety mielone zwane w Krakowie sznyclami. I tu bywa różnie. Raz mu smakują a raz wydziwia.

Wczoraj i dziś w południe temperatura zgodnie z prognozą skoczyła do 11 i dziś w słońcu 16 stopni. Ale mówi się o ochłodzeniu. Natomiast na własne oczy widziałam z samochodu w ogrodzie ascolańskim kwitnące narcyzy a na skwerku mlecze i ślazy. Gdyby ta temperatura się utrzymała ogłoszę przedwiośnie. Sama zamieniłam grubą czapę i komin na czapkę lżejszą i szal. I kurtkę na model krótszy a nawet spódnicę sztruksową zamiast spodni. Czapkę zresztą w pewnym momencie zdjęłam a kurtkę rozpięłam. Żeby jednak nie było tak różowo po powrocie do domu natychmiast się doubierałam. Pod kocem i w długim welurowym szlafroku mogę żyć.

Czytam ” Iluzję” i mimo, że temat kryminalny straszny ( gatunek krwisty i makabryczny) podoba mi się. Mam nadzieję dziś, jutro skończyć.

Chcę zobaczyć kolejny odcinek ” Na dobre i złe” jak V, pójdzie na spotkanie z Morfeuszem, bo inaczej co chwilę będzie mi przeszkadzał. Wcześniej jednak czekają mnie gary poobiednie. Nie mogę myć od razu, bo mu szczęk naczyń przeszkadza w oglądaniu tv. A musi w kuchni. To co się będę denerwować. Niech stoją. Pojdzie spać, to bez nerwów umyje.

I tyle zapisków z życia Polki w Italii.

DODATEK INTERNETOWY 18/2021

FOTOGRAFIE

GALERIA ŚLĄSKA

GALERIA KRAKOWSKA

GALERIAMEMÓW I AKTUALNOŚCI

I na do widzenia ulubiona przeze mnie Polska Kronika Filmowa.

Dzień Babci I Dzień Dziadka

Jako żem babcia już rano przyjęłam życzenia od swojego jedynego wnuka. I moje myśli pobiegły w kierunku własnej babci, która to często pojawia się we wspomnieniach na moim blogu. Dziadka nie znałam i poza fotografiami i szczątkowymi opowieściami rodzinnymi nic nie mam do wspominania.

W ogóle babcię znałam tylko jedną i jeszcze miałam ciocie babcię.

Ale święto zobowiązuje i dlatego wspomnienie o mojej babci i dziadku z „Życiorysu PRL em napisanego”.

Jak Babcię kocham

Urodziła się, pod koniec dziewiętnastego wieku. Miała na imię Apolonia. Nienawidziła swojego imienia i dlatego wszyscy nazywali ją Polą. Była zwyczajnie ładną. Fotografii mojej babci, w albumach rodzinnych, jest dużo, ale u mnie w mieszkaniu, wisi jej portret. Rodzinna burza włosów, śmiejącą się twarzyczka i taaaaki dekolt. Lubiła dekolty całe życie. Była śmieszką. Pierwszą w życiu dwóję, dostała na pensji, z języka francuskiego. Zamiast” coeur” powiedziała „ser”, bo, tak się jej bardziej podobało. Już, będąc mężatką, poznała w towarzystwie, przystojnego oficera, który na jej widok, wykrzyknął:

   – To ja, za pani warkocze, 3 dni „kozy” w szkole dostałem.

A było to tak. Lekcje w tym dniu zaczynały się później i moja babcia szła z koleżanką do szkoły, główną ulicą Tarnowa, Krakowską. Do długich warkoczy przypięte były białe kokardy. Za dziewczętami szło dwóch uczniów gimnazjum, jak wtedy mówiono „studentów” (naukę w gimnazjum kończyła matura).Jeden z nich przez całą drogę, odpinał babci owe kokardy. Dzisiaj dziewczyna powiedziałaby, co o tym myśli, ale nie wtedy. Babcia czerwieniła się i milczała. Chłopak, miał pecha, bo nie poszedł do szkoły, a doróżką jechał dyrektor gimnazjum i całe zajście widział. Kiedy delikwent, pojawił się w szkole, został wezwany, przed oblicze dyrektora.

  – Iksiński, dlaczego nie byłeś w szkole?

  – Nie miałem kamaszek panie dyrektorze ( kamaszki-buty, były obowiązkowym elementem mundurka szkolnego).

  -Aaaa… nie miałeś kamaszek? Ale pannom na Krakowskiej, wstążki od warkoczy odpinać, to były kamaszki? Trzy dni „kozy” ( czyli 3 dni zostania w szkole, po lekcjach, za karę).

Babcia po zamążpójściu, miała jak mówiła dwoje gotowych dzieci. Siostrzeńców mojego dziadka, których rodzice zmarli na „hiszpankę” ( grypę, która pochłonęła wiele ofiar), Dzieci, miały, 4 i 8 lat. Mieszkając na wsi, nudziła się i dlatego z młodzieżą wiejską organizowana przedstawienia teatralne. Kiedy byłam mała, zamiast bajek, często recytowała mi całe sztuki teatralne. Tytuły, niektórych pamiętam do dziś, Taka np: ” W płonącej Moskwie” o ułanach Księcia Józefa.

Była bardzo cnotliwa i kiedy miała zastrzeżenia, co do mojego prowadzenia się, mówiła ze smutkiem:

  – Tobie dziecko, już nie jest, nic dziwne, a ja 3 miesiące po ślubie, jeszcze panną byłam” ( czytaj ” dziewicą”). Biedny dziadek.

Ale, jakoś to małżeństwo zostało skonsumowane, bo na świecie pojawiła się moja mama, a dwa lata później, jej brat. Kiedy pytano mojego dziadka, jak to robi, że ma tylko dwoje dzieci( środki antykoncepcyjne- zapomnij) dowcipnie odpowiadał, że:

  – Jadę do Krakowa, ale w Płaszowie wysiadam. Płaszów, to stacja przed Krakowem.

Wychowała mnie właściwie babcia i dlatego była dla mnie kimś wyjątkowym. Nauczyła mnie mnóstwa rzeczy. Do dziś, kiedy, jest mi źle, mówię:   – Babciu ratuj. I ratuje.”

A teraz wracam na moment do wczorajszego wpisu. Żeby zakończyć temat zimna w Italii. Nie jestem sama w swoich odczuciach. Oto glos z … Sycylii. Specjalnie skopiowałam komentarz mojej koleżanki pod wczorajszym blogiem.

Czyli nie jestem starą wariatką, której zimno, bo moja koleżanka mogłaby spokojnie być moją córką.

Dziś tak pamiętnikowo niewiele.

DODATEK INTERNETOWY 17/2021

Co z ta bestia ze wschodu?

https://natemat.pl/335003,pogoda-bestia-ze-wschodu-dotrze-do-polski-na-przelomie-stycznia-i-lutego?fbclid=IwAR1L7VaT-6MVCObvxPqPhdKuvJhCppM9cNSbuBCQqIySiIDv0CjwryizX_k

To propozycja dla mnie i pewnie nie tylko od Luci Modnej.

A mądrość ludowa mówi tak:

W kwestii kolejowej. 😀

https://www.rynek-kolejowy.pl/wiadomosci/wielkopolska-kolejny-sezon-rozkladowych-pociagow-parowych-100528.html?fbclid=IwAR0cJdNMYIAHMypWjiodCKcM1BIkmmJoeb7iDYadQzOQDGddNtsB8vSGiAY

FOTOGRAFIE

Póki zima trwa

ZIMA

A tu nie ma zimy.

Zdjęcie pierwsze.

Banyan drzewo (Fikus Bengalensis), Lahaina, wyspa Maui, Hawaje, USA Największa roślina w Stanach Zjednoczonych. Rosła na wysokość około 60 stóp (18 m) i zakorzeniła się w 16 kłódkach, oprócz głównego kłody, z rozłożoną grzywą na powierzchni około 0,66 akrów (0,27 ha)

„GALERIA SLĄSKA”

fantastyczne zdjęcie naszej żyrafy przy wejściu do ZOO. Z widokiem na osiedle 1000 lecia.

Jeszcze Zabrze.

GALERIA KRAKOWSKA

Na pierwszy rzut oka myślałam, że to piazza del Popolo w Ascoli. Tak samo powiedział V. 😀 Renesansowa kolumnada….

Skoro zimno to na rozgrzewkę.

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Pozostał jeszcze cytat.

Zobaczymy się jak zawsze. Jutro.

O blogowaniu, Italii i cudzie kuchennym

Nie zawsze piszę według jakiegoś konspektu, ale w tym wpisie nakreśliłam kilka punktów. Ponieważ spotykam się ostatnio z miłymi słowami pod adresem bloga wypada mi napisać jak traktuję ten pamiętnik. Jak w kategorii. Jest kategoria blogów” dziennik osobisty” lub ” pamiętnik osobisty” i mój blog takim właśnie jest. Ostatnio stał niezwykle regularny. Piszę codziennie. I o sprawach takich zwykłych codziennych. Czasami coś mnie irytuje, czasami przeżywam chandrę z kategorii maks. Czasami Italii mam serdecznie dość. Jednym słowem jest to autentyczny pamiętnik. I kiedy nad czymś się zastanawiam wystarczy wrócić do danego plus minus okresu i na pewno będę wiedziała nawet z datą kiedy to, czy tamto miało miejsce. W żadnym przypadku nie jest to blog tematyczny i nawet nie jest to blog o Italii, chociaż ta towarzyszy mi podczas pisania w większości wpisów. Cieszę się kiedy słupki szybują w górę, bo nieprawdą jest, że blog piszemy tylko dla siebie. Piszemy dla przyjaciół czasem rodziny a czasem dla tych, co kiedyś kiedy nas nie będzie poczytają. Bo wierzę, że tak będzie.

Nie mam zamiaru zmieniać konwencji bloga jakkolwiek doszedł z racji takich czasów a nie innych „Dodatek Internetowy”. Zresztą polubiłam go, bo on stanowi świadectwo czasów w szerokim zakresie a nie tylko z mojego osobistego podwórka.

A co z tą Italią. O tu znów będzie o tym samym czyli zimnie. Co chwilę czytam zachwyty nad Italią i marzenia, żeby w niej zamieszkać. Z zachwytami się zgadzam, co do reszty, to opadają mnie zwłaszcza teraz uczucia mieszane. Najchętniej zaproponowałabym tym osobom pobyt w Italii w takim konserwatywnym domu jak nasz z racji V. A zapewniam, że jest takich domów w naszym przedziale wiekowym większość. Kwestii ogrzewania nie przeskoczysz. Na noc się u nas je wyłącza i już. Dla informacji środkowe Włochy. Jak na północy nie wiem.

Dziś obudziło mnie zimno. W głowę. W sypialni hulał wiatr. Nie ma podwójnych okien, na co zresztą narzeka i osobisty. Na Lisa mamy. I niech nikt mi nie mówi, że tak się lepiej śpi. Pewnie, ale jak w pozostałej części domu jest normalna temperatura a nie taka sama jak w sypialni. Wstań człowieku w nocy do łazienki. I nie traf od razu w kapcie a dotknij lodowatych płytek. Nawet dywanik się nie sprawdza, bo jest wilgotny.

Człowiek rankiem wstaje i nakłada na siebie ile się da. Włącza ogrzewanie ale zanim się nagrzeje wychodzi się z domu i zamyka ogrzewanie. Nie zdąży się ogrzać travertino przy temperaturze na dworze w dzień 4-6 stopni. O nocy nie chcę myśleć. I pewnie gdybym o tym wiedziała zastanowiłabym się nad mieszkaniem w urokliwych Włoszech. Marzeniu wakacyjnym. Oczywiście gdybym miała stosowne fundusze nie byłoby problemu. Ale nie mam a V. chociaż ma jest nauczony, że tak ma być. Czasami jednak i jego dopada zimno i coraz częściej ogrzewanie domu jest w strefie zwyżkowej. Czyli hartowanie zamiast modnego morsowania. O właśnie zapraszam pomieszkać w Italii zimą a o morsowaniu nie będzie mowy. 😀

Na szczęście jednak wiosna nadchodzi wcześniej a jesień trwa długo i wtedy Italia staje się tym jednym z najpiękniejszych krajów. A przy okazji niebezpiecznym o czym przekonałam się na własnej skórze.

Wczoraj przez cały dzień tv pokazywała spektakl jaki zafundowała Etna. Wyobrażam sobie co czuli mieszkańcy Katanii, która tak mi się spodobała. Niestety jeszcze nie znalazłam w sieci aktualnego materiału. Tak, że pamiętajmy. Jest pięknie ale i niebezpiecznie.

A co z tym kuchennym cudem. Szczerze się przyznam, że mam dość makaronu i jego pochodnych na obiad. Marzył mi się obiad polski. I nastąpił cud. Wczoraj V. zaakceptował pomysł polskiego obiadu. Czyli kotlet po polsku, ziemniaczki gotowane i ćwikła z chrzanem.

Ugotowałam. Ćwikła raczej nie znalazła uznania, ale widząc, że ja pałaszuję nabrał odrobine na talerz i zjadł i nie umarł. A nawet padło zdanie, że może na taki obiad zaprosić córcię i przyjaciela. Tak, że ja pozbyłam się pypcia na języku czyli zachcianki. Oczywiście musiałam ten historyczny moment uwiecznić.

A teraz DODATEK INTERNETOWY 16/2021

FOTOGRAFIE

ZIMA obowiązkowo, bo wczoraj był Międzynarodowy Dzień Śniegu 😀

Niesamowite zdjęcie. Czasem mam wątpliwości czy to rzeczywistość sfotografowana.

W „GALERII ŚLĄSKIEJ”

W „GALERII KRAKOWSKIEJ”|

Kościół na Salwatorze

oraz

Dziś przeuroczy mebelek

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Cytat dnia.

I teraz już do widzenia. Jutro.

A we wtorek styczniowy

Cóż napisać. Zimno jest. Jednak trudno stale siedzieć w domu. Dlatego wyszliśmy w celach prozaicznych. Na pocztę zapłacić za wodę. A tam z racji strefy pomarańczowej kolejka przed wejściem na salę. I nawet na dworze. Jedna osoba wychodzi, druga wchodzi. Okienek czynnych chyba trzy. Co było jednak robić. Postaliśmy i zapłaciliśmy.

Jeszcze takie drobne zakupu na straganie jarzynowym, który na piazza Roma jest tylko we wtorki. Maja świeżą jarzynę i owoce i dlatego mnóstwo ascolańczyków robi u nich zakupy. I tyle. Za zimno na chodzenie po Starówce. W domu tez zimno. Pozostaje zestaw zimowy.

Kominka niestety nie mam. A przydałby się ale reszta dostępna. I tak popołudniu ruszę tyłek do sklepu. Kupię sobie mleko do tej czekolady albo kakao. Taką mam zachciankę. Wczoraj smażyłam racuchy z jabłkami. To wszystko z tego zimna.

Stosik e bookowy mam. Skończyłam ” Martwy sad” i zabrałam się za drugi tom cyklu ” Iluzja”

Potem trzeci i chyba przerwa w kryminałach. Coś damskiego poczytam.

A, że w kraju biało to na koniec zapisków własnych stosowna piosenka:

DODATEK INTERNETOWY 15/2021

Wczoraj był Międzynarodowy Dzień Kubusia Puchatka więc z tej okazji :

Bywają i smutne wiadomości. Odeszła Maria Koterbska.

Pozostały piosenki.

Jak zwykle wysyp FOTOGRAFII a szczególnie w cyklu ZIMA

Zamarznięte jezioro Nambino ze spektakularnym tyłem dolomitów Brenta

Podróże ” Palcem po zdjęciach”

Inne zdjęcia

„GALERIA ŚLĄSKA”

:GALERIA KRAKOWSKA

Ciekawy przepis.

https://www.kalejdoskoprenaty.com/2016/01/strauben-czyli-tyrolskie-nalesniki.html?fbclid=IwAR0iqPoHND1ldRtQ-SdgW3c1X2jlh5j9gUTeKrVH5cYBp6QR3fwSwkZgCnQ

Instrumenty

„GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI’

Jeszcze tylko cytat dnia i do widzenia, do jutra.

Czas domowy

Od poniedziałku zrobiłam czas dla domowych spraw. Mogę z czystym sumieniem napisać, że czas bożonarodzeniowy zamknęłam w szufladach. Wyprasowałam dziś resztkę obrusów świątecznych i serwet. Bo najpierw musiałam je odplamić, potem wyprać a potem wysuszyć a to przy panującej wilgoci i zimnie nie takie proste.

Aż wreszcie dziś dołączyły te fatałaszki świąteczne do bieżącego prasowania i na długi czas będą sobie leżeć zabezpieczone przed kurzem.

A tu kolejna pralka się szykuje. Ostatnio musiałam wyprać dwie nasze kurtki zimowe. Moją, bo jasna a V. bo włożył tę najcieplejszą. To poszły do prania. Bo to i wirus niemiłościwie nam panujący i trzeba je było odświeżyć. Faktem jest, że teraz pralka szybko się zapełnia, bo ubrania mają swoją objętość. Same piżamy to kawał prania.

Ale to na szczęście zmartwienie pralki nie moje. Chociaż naturalnie V. gada, że za często piorę. Puszczam to mimo uszu, bo zawsze tak miał.

Mimo pomarańczowej strefy wczoraj w Ascoli był ” pchli targ”. Kompletny dom wariatów. Nie wychodziłam z domu, na to zimno i wilgoć, to widziałam tylko w tv. Specjalnie wielu wystawiających nie było. Kto by na taką pogodę sterczał na placu. Ale sam fakt dziwny. Albo mamy tę izolację dla wszystkich albo nie.

Mnie ostatnio denerwuje maska z racji tego, że staje się wilgotna. Trzeba poczekać na zapowiadane ocieplenie.

Zgodnie z postanowieniem zaczęłam wczoraj czytać Mieczysława Gorzka pierwszy tom ” Martwy sad”. Mogę lubiącym kryminały polecić już.

Prognoza pogody z ludowej mądrości nie zapowiada szybkiej wiosny.

A ja dodatkowo nie mogę jak co roku rozstać się z czołówką bloga czyli Befaną. Potowarzyszy mi do wiosny włoskiej kiedy to poszukam jakiejś wiosennej czarownicy.

Dziś za to czarownice bieżące.

Mogłyby posłużyć za cytaty dnia.

I czas na powrót do świata realnego. Chociaż czytanie to znowu ucieczka od niego. Zapraszam na :

DODATEK INTERNETOWY 14/2021

Niestety nie udało mi się otworzyć tego artykułu, który mnie zbulwersował.

ZIMA której zdjęcia w tym roku są przepiękne.

Zimowe rozrywki

A, że dziś królują Czarownice to domek Baby Jagi.

Nawet pojazd przed domkiem zaparkowany. 😀

GALERIA ŚLĄSKA

GALERIA KRAKOWSKA

Dziwny pomysł z cyklu MIESZKANIE

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Właściwy cytat dnia

I to by było na tyle.

Do widzenia jutro.

Z życzeniami udanego tygodnia.

W ramach autoreklamy trochę wspomnień

Jak na dworze zimno i na dodatek pomarańczowo, to opadają człowieka wspomnienia. Właśnie w styczniu reklamowałam w naszej śląskiej telewizji książkę, która z moich wspomnień lubię najbardziej.

ŻYCIORYS PRL EM MALOWANY

Często myślę o wydaniu drugim poprawionym i uzupełnionym. Ale, że to się wiąże z przebijaniem się przez wieloletnie zapiski, to schodzi. Muszę zaskoczyć. Najlepiej byłoby pojechać do Polski z planem zajęć. A tu z racji przeróżnych perturbacji nijak tego w tym momencie nie widzę.

V. w ramach odchudzania nie zjadł co prawda makaronu ale po ciambellone został jedynie ślad na talerzu.

Ja się załapałam na niewielka porcję.

Z książki wybrałam taki oto fragment, bo jakoś wszystkich na fb ciągnie do wspomnień z dzieciństwa.

Małoletniej Luci gry i zabawy podwórkowe … i nie tylko.

  – Babciu, mogę iść na pole? Tak zaczynałam, kiedy chciałam pobawić się na dworze.

Bo w Krakowie wychodzi się ” na pole ” a nie na dwór, z czego śmiał się moj warszawski ojciec. Odgryzałam się, już nieco starsza, że w Warszawie mówią ” na dworzu „. Co jest prawdą. Mimo, że jedynaczką byłam, po dworze biegałam i przypomniały mi się liczne podwórkowe gry i zabawy pewnie współczesnym dzieciom nieznane.

Najpierw były planty dietlowskie i osławiona ” krakowianka, “ o której jeszcze będzie. I pierwsze ” klasy” rysowane patyczkiem na ziemnych alejkach plant. Trzeba było mieć plaski kamyczek, bo od niego wiele zależało. Jak znudziła nam się ” krakowianka biedna ” to tańczyłyśmy w kółeczku w ” mam chusteczkę haftowaną ” . Ale to pierwsze 6 i 7 letnie zabawy. Jeszcze skakanka, to było obowiązkowe. Skakankę kupowało się na Kleparzu i ważny był kolor raczek skakanki.

Kiedy byłam starsza i planty zamieniłam na osiedlowe uliczki bez aut na szczęście i pełne skwerków i trawników, doszła do głosu piłka i jakieś straszliwie skomplikowane odbijania od ścian: ” szkoła” ” matura”, gra w ” wojnę ” gdzie dzieliło się kawałek alejki na swoje terytorium i później rzucało czymś za siebie, jak to coś wpadło na teren innego państwa była ” wojna „.

 Był też trzepak ze skomplikowanymi fikołkami. Co bardziej odważni robili te akrobacje na wyższej poręczy. Ja raz się odważyłam, niestety a może stety babcia mnie zobaczyła i musiałam przyrzec ( pod groźbą zakazu wychodzenia), że na górze, juz nigdy. Słowa dotrzymałam.

Ale w pewnym momencie opanowała nas inna pasja. Chodzenie po ogrodzeniu. Było niedaleko przedszkole ogrodzone metalowymi kratami przedzielonymi betonowymi słupkami. Kratka miała na górze tak gdzieś 3, 4 cm i świetnie się nadawała do chodzenia jak po linie. Wchodziło się na słupek i potem stawiając ostrożnie stopa za stopą szło się z rękami rozłożonymi do następnego słupka. I tak od bramy do bramy a było tego sporo dookoła. Kiedy traciło się równowagę zeskakiwało się po prostu na trawnik. Do dziś umiem chodzić po krawężnikach bez problemu. Wygrywała ta dziewczynka, która obeszła całe przedszkole bez zeskoku, ale zabawa nam się znudziła, kiedy wszystkie umiałyśmy obejść trasę bez zeskoku.

Później, kiedy grupy stały się koedukacyjne, graliśmy w ” dwa ognie, “ czyli ” ubijanego „.

No i nadeszły czasy hoola hoop. Miałam oczywiście takie kółko, ciężkie, powleczone plastikiem ( a marzyłam o lekkim) i kręciłyśmy na podwórku zawzięcie ( trenując po cichu w domu), o zwykłej „ciuciubabce” już nie wspomnę i o grze w chowanego. To był standard.

Zima. Zawsze w pobliżu był jakiś pagórek, z którego można było zjeżdżać na sankach, nawet o zmroku, bo latarnie święciły, wracało się z rumianymi policzkami na kolacje o 18- tej i zjadało bez grymasów. Były też długie wyślizgane ” ślizgawki „. Kiedy wracałam ze szkoły rozpędzałam się i przejeżdżałam na butach taką ” dróżkę lodową ” i nie tylko ja ale nawet czasem dorośli panowie. Pań nie widziałam. Prawdziwe ślizgawki też były. Boiska szkolne polewano wodą i jeździliśmy namiętnie na łyżwach.

No, ale czasem padał deszcz, ( a „ w czasie deszczu dzieci się nudzą”), wtedy grało sił w kilka osób w ” państwa miasta „. Rysowało się tabelkę i wpisywało: państwo, miasto, rzeka, góry, rzecz, zwierzę i jedna osoba mówiła po cichu alfabet, druga mówiła „stop” i na tę literę wypełniało się tabelkę. Kto pierwszy wypełnił, wygrywał i jak to uczyło geografii.

A gra w ” okręty „. W ” okryte ” grało się na lekcjach z sąsiadką lub sąsiadem, bo z chłopakami też siedziałam. I jeszcze ” inteligentka”… Tworzenie nowych wyrazów z jednego ( najwięcej ułożyłam z wyrazu ” serwantka „). Później opanowała mnie miłość do kart. Do pasjansów i kiedy nie miałam koleżanek pod ręką układałam pasjanse. Dziś moja córka też układa, ale w komputerze.

O zapomniałam. Chłopcy w Krakowie grali w ” zośkę ” i cymbergaja i jeszcze w ” noża „.Do tego noża czasem nas łaskawie dopuszczali. My pozwalałyśmy im zagrać w ” człowieka ” – coś, jak klasy, ale skakało się inaczej.

Czy dzieciństwo, o którym opowiadam może się równać ze współczesnym dzieciństwem? Oto jest pytanie.”

Reklama i wywiad telewizyjny ze mną na końcu, bo Gutenberg nie lubi w tekście filmików z you tube. I wciąż nie umiem tego ogarnąć.

A gdyby ktoś chciał sobie powspominać to tutaj mam wszystkie linki do księgarń. Są tam i ebooki i papierowe edycje.

Może zamiast wakacji w Italii cykl moich włoskich wspomnień. „Dziennik badante czyli Italia pod podszewką”.https://zaczytani.pl/…/dziennik_badante_czyli_italia…” Opowieści ascolańskie i inna włoszczyzna”https://www.wyczerpane.pl/opowiesci-ascolanskie-i-inna…” W zapachu wloskiej kuchni czyli badante ze Wzgórza Czterech Wiatrów”https://www.wyczerpane.pl/w-zapachu-wloskiej-kuchni-czyli…Dwa pierwsze tomy cyklu ” Okiem cudzoziemki” dostępne też w formie elektronicznej .https://lubimyczytac.pl/…/opowiesci-ascolanskie-i-inna…https://lubimyczytac.pl/…/dziennik-badante-czyli-italia…A dla lubiących wspomnienia” „Życiorys PRL em napisany”https://www.wyczerpane.pl/zyciorys-prl-em-malowany.htmlI jego wersja elektroniczna :https://lubimyczytac.pl/…/255685/zyciorys-prl-em-malowany

To tyle na dziś.

DODATEK INTERNETOWY 14/2021

Do poczynania same miłe czytanki.

https://www.claudia.pl/artykul/pachnacy-horoskop-jaki-zapach-najlepiej-pasuje-do-twojego-znaku-zodiaku?fbclid=IwAR0pwOCvlGzNsd2bBdtYYy_uPRYgKsTYJXnyDB6uYXSeC0rc_tyYiKt5BHk

https://kolezanka.com/psychologia/5609-10-cech-charakteru-kazdego-ze-znakow-zodiaku?fbclid=IwAR11HLkctg4DdMNoNLP3W1bVzHCjz-FpaDAWr2zxBK49RalrV3r35M6Era0

FOTOGRAFIE

ZIMA NA ŚWIECIE

Inne zdjęcia

Zima w GALERII SLĄSKIEJ

GALERIA KRAKOWSKA

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

U mnie dwa pierwsze miejsca .

Jeszcze cytat dzisiejszy.

I na do widzenia archiwalny już filmik pamiątkowy.

Czas na blog

Dziś taki sobie dzień. V. w wersji nie do przyjęcia, ale, że to nic nowego, to ja sobie znalazłam inne zajęcie. Upiekłam babkę, która Włosi nazywają ciambellone. Babka jak babka. Moją wzbogaciłam kleksami marmolady pomarańczowej i rodzynkami.

Głównie chodzi o kształt. Oto forma do ciambellone.

A teraz zdjęcie z Internetu ( z lewej) i mój osobisty wypiek.

Jak widać musiałam sprawdzić co z ciambellone wyszło 😀

Chciałam zrobić sugo z zielonym groszkiem. I bęc awantura bo nie miałam odpowiedniego makaronu. Bo musi być taki a nie inny.

Chodzi o to, żeby do środka wchodził groszek. A ja wzięłam mezzo manice

I takie oto zrobiłam świętokradztwo.

A żeby było po ichniemu, to jako jarzyna do kolacji liście bietola

Liście buraczane ugotowane na parze i przesmażone z czosnkiem i oliwą. Żadne mecyje. Zjeść się da.

Tyle, że dla mojego polskiego podniebienia nie jest to wszystko specjalnie atrakcyjne.

A w Italii ogólnie rzecz można ” dom wariatów”. W tv Marche w strefie pomarańczowej przez dwa tygodnie a w Ascoli do północy strefa żółta i targ.

Doskonale sytuacje obrazuje moja koleżanka Sabina Trzęsiok- Pinna w swoim blogu „ Przystanek Italia”. To spojrzenie z Lombardii.

„Przystanek Italia

Niedawno dwa dni byliśmy w żółtej strefie, po czym zostaliśmy pomarańczowi, a od jutra Lombardia wraz z Sycylią i Bolzano jako jedyne regiony we Włoszech ponownie wchodzą w strefę czerwoną. I to jest właśnie nowa normalność- zastanawianie się, jaki kolor dostaniemy dzisiaj zamiast tego, gdzie by tu się wybrać i jaki region w Italii odwiedzić. Jeśli więc myślicie, że Włochy wychodzą z pandemii, albo są tego bliskie, to jesteście w błędzie. Ciągle w tym tkwimy i nie wygląda na to, aby przyszłe miesiące miały coś zmienić. Lekko nie będzie.

Jednakowoż ludzie mają dość i wcale im się nie dziwię. Jest coraz więcej protestów, ponieważ Włosi nie mają za co żyć. Ci, którzy prowadzą bary, restauracje czy sklepy, zmuszeni są do podjęcia kroków, bo pandemia odbiera im wszystko. Kiedy w marcu ubiegłego roku zaczynała się w Italii kwarantanna, byliśmy przekonani, że te dwa miesiące wystarczą i wszystko wróci do normy. Dwa miesiące poświęceń to nie jest mało, ale wtedy prywatni właściciele dali sobie radę. Dzisiaj niestety spadają na dno, stąd coraz częściej wychodzą na ulicę. Na doraźną pomoc rządu nie ma co liczyć, a opłacić rachunki trzeba. Ludzie chcą wrócić do pracy i ponownie zarabiać, aby utrzymać rodzinę i to jest jak najbardziej zrozumiałe.

Nie jest natomiast zrozumiałe to, iż zawsze znajdzie się jakaś grupa Włochów, która urządza nielegalne imprezy, jakby sprawy nie było. To nie pomoże uporać nam się z wirusem ani też nie spowoduje szybszego powrotu do normalności. Zgadzam się z tym, że każdemu brakuje „powietrza”, ale do jasnej ciasnej, jeśli dorośli ludzie uważają, że mogą się bawić w gronie kilkudziesięciu osób bez żadnych konsekwencji, to są w dużym błędzie. Takie postępowanie rzutuje na nas wszystkich i jest skrajnie nieodpowiedzialne. Sama mam ochotę wsiąść do auta i znowu zacząć kontemplować Italię, lecz siedzę w domu i wychodzę tylko wtedy, gdy jest to konieczne.

Najbardziej żal mi dzieci, które przeżywają dzieciństwo zupełnie odbiegające od normalności. W szkołach używają masek, zachowują bezpieczną odległość, zaś po szkole nie mogą nawet zaprosić do domu swych kolegów. Ale wiecie co? To z dzieci powinniśmy brać przykład, bo nie dość, że nie tracą pogody ducha, to dostosowują się do reguł i nie marudzą, w przeciwieństwie do nas, dorosłych. Inaczej mają nastolatkowie, dla których mury szkół nadal są zamknięte. Im również pandemia dała ostro w kość i coraz więcej uczniów szkół średnich zaczyna protestować przed szkołami, aby w końcu do nich wrócić.

I w tym wszystkim wybuchł kryzys we włoskim rządzie, jakby był teraz najbardziej potrzebny. A ja na koniec chciałabym się skupić na słowach premiera Conte, zwracającego się do narodu, aby miał cierpliwość, ponieważ nadal musimy się poświęcać. Nie, panie premierze, to błędne sformułowanie. Pan i pana świta nie musicie się poświęcać. To włoskie społeczeństwo jest zmuszone do tych poświęceń -„sacrifici”, a Wy nie robicie nic, by polepszyć funkcjonowanie w trakcie pandemii. Nie mówcie więc „musimy”, bo nie stoicie po tej samej stronie wirusowej barykady…”

Dziś pewnie skończę cykl ” Białe Miasto” i zabiorę się za polecanego Mieczysława Gorzka – zrzut z mojego e bookowego rejestru.

Wczoraj wróciłam z zadowoleniem do kolejnego po przerwie odcinka ” Na dobre i na złe”. W tematach rozrywkowych jestem na bieżąco.

I kiedy tak patrzę na V. jak się miota z nudów, to nijak tego nie umiem pojąć. Wczoraj jego osobista córka powiedziała, na stwierdzenie:

-Co ja mam po kolacji robić. Tylko iść spać.

-Czytaj.- Powiedziała Gracja.

-Następna. – Skwitował V.

Kiedyś przynajmniej rozwiązywał krzyżówki. czytał wydawnictwa albumowe, teraz nic. A ja mam stanąć na wysokości zadania i zapewnić mu rozrywkę lub zajęcie.

I tyle wynurzeń osobistych. Czas na
DODATEK INTERNETOWY 13/2021

Do poczytania. Az niewiarygodne. Jednak znając Polonię amerykańską skłonna jestem uwierzyć.

Dariusz Wisniewski

Polonijne radio w Chicago: Nigdy nie opuścimy Trumpa

Audycja jest wciągająca. Prowadzący – niewinni i autentyczni. Żadnych wyzwisk czy wulgaryzmów. Konspiracyjne teorie snują się przez cały program, ale bez okrzyków zdziwienia, raczej jak spokojna zapowiedź pogody, którą i tak widać za oknem. Przy czym jest pełna zgoda ze słuchaczami. Jedna rodzina. Nie ma kłótni. Wszystko jest czarno-białe. Nie ma miejsca na dyskusję. Oczywista oczywistość.

Drugi impiczment Trumpa. Pandemia szaleje. Szczepionki niby są, ale jakoś się ślamazarnie rozchodzą. U niektórych pozostawiają powikłania. W Polsce lokale, kluby i stoki narciarskie otwierają się pomimo zakazów. Ludzie są zdesperowani. Narasta chaos i niepewność. Za chwilę inauguracja Bidena, a już wiadomo, że będą rozróby. Pojawił się mutant wirusa. I już przeskoczył do Ameryki. Kto to wszystko ogarnie i powiąże w zrozumiałą całość?

Spoko. Proszę włączyć moje radio.

Konspiry mają swoją siłę. Hipnotyzują i głaszczą.

Słucham tak, jak kiedyś słuchało się Wolnej Europy. Z przejęciem i nadzieją. Wszystko się tam ładnie zazębia i układa. Jak wielobarwne puzzle. Pandemia, młyn na Kapitolu, biali ekstremiści, kryzys gospodarczy, impiczment Trumpa, sfałszowane wybory w USA, zaostrzenia w prowadzeniu działalności gospodarczej, zamykanie kont na Twitterze i Fejsie. Radio wyjaśnia te zagadki, ale w taki sposób, że od razu czuję ogromną ulgę. Dlaczego nie?

Może rzeczywiście świat nie jest taki skomplikowany? Może wszystko jest jasne i proste, tylko ja tego nie mogę dostrzec?

Streszczam ostatnią edycję. Szykuje się wielki reset. RESET. Nowy Świat. Nowe rozdanie. Nowi władcy i nowe reguły. Zostają tylko wielkie firmy. Teraz toczy się gra, aby wszystkich małych i średnich wykończyć. Błyskawiczna wycinka lasu pod budowę fundamentów światowego globalizmu. I potem podział terytorium. Pandemia ma oczyścić teren. Oczywiście, nie ma żadnej pandemii. Jest wymyślona przez globalistów po to, aby sparaliżować aktywność człowieka i ograniczyć jego wolność. Górniak miała rację, dlatego się z niej śmieją. Na Kapitolu to była zwykła ustawka, aby skompromitować Trumpa. Ludzie wkrótce staną się niewolnikami. Będą zasuwać za miskę fasolówki i cieszyć się, że żyją, i że mogą zobaczyć w telewizorze Lewandowskiego.

Wielki Reset.

I Trump to przejrzał. I stał się od razu niewygodny. On jeden dostrzegł niebezpieczeństwo dla świata. Ale jest sam. Globaliści, Nancy Pelosi, Biden i inni, osaczyli go i chcą go teraz zniszczyć. Robią z niego dyktatora, a on chciał uratować Amerykę. On sam jest za słaby. A oni go specjalnie izolują. Zabrali mu media, zrobili złodziejem i kretynem. A tak naprawdę to on jest naszym bohaterem. Przyjaciel Polaków.

Polonia nigdy go nie opuści.

Dariusz Wiśniewski

Do sprzedania.

https://dzienniklodzki.pl/lodz-lotnisko-lublinek-na-sprzedaz-wladze-lodzi-podjely-decyzje-o-sprzedazy-lotniska-kto-kupi-lotnisko-co-dalej-z-lublinkiem/ar/c1-15389557?fbclid

FOTOGRAFIE

ZIMA

A to okaz przyrodniczy.

PALCEM PO ZDJECIACH

Letnie wspomnienia w Maldze Geisler, u podnóża grupy Odle w Dolinie Funes

Niemiecki zamek jak z bajki. Castello di Neuschwanstein

GALERIA ŚLĄSKA

Była już opowieść o ryczce. Dziś kolej na szolke. Kiedy przyjechalam na Śląsk ucyli mnie takiego wierszyka”

„W antryju na byfyju, stoi szolka teju” czyli ” W przedpokoju na bufecie stoi szklanka herbaty”. Może być i kubek.

A teraz zdjęcia.

W GALERII KRAKOWSKIEJ

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Na cytat dnia zasłużył ten oto.

Miłego popołudnia i wieczoru. Za mnie tez.

Do widzenia jutro.

Na półmetku stycznia


Właściwie to chciałam zamieścić tytuł ” Na ryby” i podeprzeć się niezawodnymi Starszymi Panami.

Bo jako, że dziś piątek a pod tym względem Włosi są ortodoksyjni, co trudno się dziwić skoro oblani są dookoła morzami, pojechaliśmy do San Benedetto na rybę. Oczywiście zabraliśmy po drodze córkę V. a potem zgodnie z przerwą w pracy dotarł jej mąż czyli zięć V.

Nad morzem wcale nie cieplej a nawet wiatr od morza specjalnie mnie nie ucieszył. tak że przespacerowaliśmy się po piątkowym targu, bo mamy kolor żółty. Jutro już znowu pomarańczowy więc ma szanse targu w Ascoli nie być.

Już mi się wszystkie te kolory mieszają. Ale dopóki nie mamy strefy czerwonej jakoś to znoszę. Najbardziej teraz przeszkadza mi maska. Od oddechu na zimnym powietrzu robi się nieprzyjemnie wilgotna.

Pewnie nie jestem w tym odczuciu osamotniona. W lecie gorąco w zimie nieprzyjemnie. Tak myślę, żeby na przyłbice może przejść, ale obawiam się dla odmiany zaparowywania.

Dzisiaj wybitnie nieprzyjemnie więc nigdzie nie mam zamiaru się ruszać. Internet doładowałam dla komputera, czytać co mam i o ile V. będzie spokojny przeżyję ten półmetek. 😀

Za to w dzisiejszym „Dodatku Internetowym” 12/2021 sporo ciekawostek. Tak mi się przynajmniej wydaje.

Oto pierwsza czytanka.

A teorii spiskowych nigdy dosyć. Ludzie cos tam usłyszą, coś tam zobaczą i afera… Ten tekst tę sensację dementuje.

https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2021-01-14/w-hiszpanii-spadl-sztuczny-snieg-podczas-proby-roztopienia-go-zapalniczka-palil-sie-jak-plastik/?fbclid=IwAR0ALGPFIWrfxPDnJnndyGS967F2756CUewup6kGz1j-5gAcwvmSFk_JNmQ

I o ciekawym sposobie uczenia dzieci.

Podczas gdy u nas szkoła wyposaża się w wózki inwalidzkie Azzolina na świecie, zdarza się tak:

NAJNOWSZY SYSTEM EDUKACYJNY W JAPONII

To jest tak rewolucyjne, że formuje dzieci jako ′′ Obywatele Świata „, a nie jako Japończycy.

W Japonii trwa rewolucyjny plan pilotażowy pt. ′′ Odważna zmiana ′′ (Futoji no henko) oparty na programach edukacyjnych Erasmus, Grundtvig, Monnet, Ashoka i Comenius.

To zmiana konceptualna. Zrozumieją i zaakceptują różne kultury, a ich horyzonty będą miały charakter globalny, a nie narodowy.

Program 12-letni opiera się na koncepcjach:

– Zero materiałów do wypełniania.

– Żadnych prac domowych.

– I ma tylko 5 przedmiotów, które to:

1. arytmetyka biznesowa.

Podstawowe operacje i wykorzystanie kalkulatorów finansowych.

2. Czytanie.

Zaczynają od czytania dziennej książki, którą każde dziecko wybiera, a kończy się czytaniem jednej książki tygodniowo.

3. Cywizm.

Zrozumienie tego, jak pełne poszanowanie ustaw, wartości cywilnej, etyki, poszanowanie zasad współistnienia, tolerancji, altruizmu i szacunku dla ekologii i środowiska

4. komputerów.

Biuro, internet, media społecznościowe e biznes online.

5. języków.

Minimum 4 lub 5 Alfabety, Kultura, Religie, pomiędzy: Japoński, Łaciński, Angielski, Niemiecki, Chiński, Arabski; z socjalizacją wizyt wymiany w rodzinach w każdym kraju latem.

Jaka będzie konsekwencja tego programu?

Młodzi ludzie, którzy mówią w 4 językach o 18, znają 4 kultur, 4 alfabetów.

– Są ekspertami od używania komputerów i telefonów jako narzędzi roboczych.

– Co roku czytają 52 książek.

– Szanują prawo, ekologię i współistnienie.

– Prowadzą arytmetykę biznesu i finansów przy starcie.

Będą przygotowani na bycie obywatelami świata a nie tylko własnego kraju.

A teraz dla miłośników motocykli.

Napiszcie czy filmiki się otwierają, bo znalazłam taki półśrodek na ich zamieszczanie . Przez link z fb.

Ale teraz pooglądamy zdjęcia.

FOTOGRAFIE

Najpierw ZIMA, bo trwa

Urokliwe zdjęcie.

I zdjęcie już archiwalne.

„Palcem po zdjęciach” zaglądamy do Turcji.

A w GALERII ŚLĄSKIEJ rewelacyjny filmik o przedwojennym Chorzowie. Filmik będzie jak zwykle na końcu. Inaczej się nie da zamieścić. Wrrr.

W GALERII KRAKOWSKIEJ jedno zdjęcie.

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Cytatem dnia dzisiaj będzie:

I na pożegnanie obiecany filmik o Chorzowie.

Do jutra. I taki wierszyk na do widzenia.

Przyjdzie kolej na każdego,

na starego i młodego,

na chorego i zdrowego,

a na końcu i na tego,

co nie widział nic w tym złego.

Przyjdzie kolej w różnym czasie.

Przewidzieć kiedy? – nie da się!

Kogo dotknie lub ominie?

Co za sobą może przynieść

i jaki zostawić znak?

A to wszystko było tak:

Przyjdzie kolej na każdego…

A jutro mamy weekend

To tylko tak tytułem przypomnienia.

Dzisiaj zaczęłam mój blog od „DI” , bo to najwięcej mi czasu zabiera. Wczoraj nie poszłam na ten długi spacer, bo osoba z którą miałam się spotkać odwołała termin.

Nawet lepiej, bo było zimno . Bardzo zimno. A dzisiaj rano świeciło słońce i temperatura poszybowała w górę. Nawet rękawiczki zdjęłam :D. I zrobiliśmy ten spacer we dwójkę.

W mieście sporo ludzi, bo jesteśmy w strefie żółtej. Głównie stojących po słonecznej stronie piazza del Popolo i tamże siedzących w kawiarnianych ogródkach. Ale w sklepach czyli na wystawach nic specjalnego. Nawet jedną szopkę jeszcze zobaczyłam.

I upolowałam taki oto napis nad zamurowana bramą w pobliżu Porta Cappuccina

A kiedy przechodziliśmy uliczką Lisa popatrzyłam na niebo nad nią i nad naszą bramą. Wciąż czekamy na wieści o rozpoczęciu remontu.

W Italii jakby nie było innych problemów jak chociażby pandemia awantury parlamentarne.

A wczorajsza wróżba pogodowa mówiła tak:

Weronika raczej chustką się okryła więc napawa to optymizmem.

Obiad minął i teraz mam czas na powrót do cyklu ” Białe miasto”. Kiedy V. pójdzie odpoczywać uporządkuję kuchnię. Jeszcze czeka mnie wyjście, żeby doładować Internet na kolejny miesiąc. Piec gazowy wczoraj popołudniu zaskoczył i jak na razie współpracuje z ogrzewaniem. Co nie znaczy, że temperatura w domu mnie zadowala. Ale na to niestety nic nie poradzę. czekam na wiosnę.

Tyle zapisków w dzienniku.

„Dodatek Internetowy” 11/2021

W cyklu „ Fotografie” założyłam plik ” Palcem po… fotografii”.

Siedzimy w domu i pewnie jeszcze posiedzimy a świat jest taki ciekawy i niesamowicie piekny i interesujący.

To skoro sama ostatnio z zazdrością na zdjęcia z różnych zakątków świata spoglądam, to postanowiłam je wyeksponować.

” Palcem po zdjęciach”

Sypnęło w Europie a nawet w naszej Polsce. Sypnęło też zimowymi fotografiami. I wciąż zima mnie zachwyca.

I oczywiście mam ” Galerię Śląską”

W „Galerii Krakowskiej”

To teraz o pierogach. Stale szukam najlepszego przepisu.

Trochę do poczytania.

O tym, że na Sycylii naprawdę wiosennie przynajmniej w tym momencie.

Dla tych co lubią się bać.

https://www.twojapogoda.pl/wiadomosc/2021-01-12/syberia-rozpadnie-sie-na-dwie-czesci-wczorajszy-bardzo-silny-wstrzas-jest-tego-zapowiedzia/?fbclid=IwAR2HyHyILjWVW4Z-PCsJs2J9osV5IXReqy0BVHrr9JyjBieiFV6BLPMPZwU

Lucia Modna pokazała modę zimową. 😀

A co powiecie o takiej dekoracji ściennej. Mnie zauroczyła.

I wreszcie „Galeria Memów i Aktualności„.

Oczywiście jeszcze cytat dnia.

Mam też PKF. Uwielbiam stare Polskie Kroniki Filmowe.

Czas się pożegnać. Do zobaczenia.