Dzisiaj, nadal chłodno, chociaż nie wiało, kiedy wyszłam na zewnątrz. Miałam coś dla siebie, czyli zamówiony pedicure. Pożegnałam korowe paznokcie u stóp. Niech odpoczywają od hybrydy w pełnym obuwiu. Umówiłam się na poniedziałek na uregulowanie brwi i hennę. Jakoś tę jesień muszę sobie pocieszyć.
A jak już byłam w okolicy mojego gabinetu kosmetycznego, to zaplanowałam pójście na targ. Stąd zabrałam ze sobą mój wehikuł zakupowy.
Aga chciała gruszki, a ja kupiłam też zieloną fasolkę szparagową, jedne, pewnie z ostatnich ogórków na małosolne, bo dawno nie miałam i mi tęskno. 😀
Dołożyłam cztery dorodne kanie na nasz dzisiejszy obiad.
Niestety dalej muszę podpierać się nimesilem, bo uaktywnił się też mój osobisty nerwoból.
Ale już się zbieram do dalszego dnia.
A wczoraj przyszła kupiona przeze mnie lampka na komodę.
Zakochałam się w niej. Idealnie wpasowała się do wazonu w kształcie łabędzia. Naturalnie lampka też jest prześlicznym łabędziem.




Podobno nadchodzi ” złota polska jesień’
I wtedy już na pewno zakończę porządki czyli okna. Nowe firanki czekają.
A, żeby rozpoczęcie sezonu jesiennego było pełne kaloryfery grzeją.
Wracam do Poradnika prawdziwej damy …. tom trzeci.
Do jutra.




















































































