I, co by nie powiedzieć, mój organizm od razu zareagował chęcią do życia. Spałam w miarę dobrze, jak na mnie 😀. Obudziłam się kolejny raz, już na dobre przed ósmą. Wypiłam espresso, posłuchałam Graffiti i wiadomości i zaczęłam bez problemu organizować sobie dzień. Złożyłam pranie, przygotowałam rzeczy do prasowania. Na jutro. I zabrałam się za suszone ziółka. Sprawdziła się suszarka. Uzbierał się taki słoik wielorakiej mięty, z niewielkim dodatkiem bazylii. Świeża mięta rośnie dalej w skrzynce przeniesionej z balkonu. W towarzystwie rozmarynu.


Słońce wyciągnie mnie z domu. Raz, że muszę iść do paczkomatu, dwa, mini zakupy. Ale wcześniej kto wie czy nie zrobię jakiegoś jesiennego spaceru w kierunku Parku Róż. Głównie Aleją BOoWiD. A wracając zabiorę paczki i zrobię te zakupy.
Potrzebna mi szara reneta na szarlotkę mojej babci. Oczywiście, to nie jest popularna odmiana w Netto i dlatego od razu poszłam na Allegro. Kupiłam 3 kilogramy i pojutrze mam mieć dostawę. Chwała zakupom internetowym. Jak potrzeba, to tylko tam.
I przy okazji wpadłam w tryb świąteczny. W zeszłym roku przy zmianie choinki stwierdziłam, że ogromna świecąca gwiazda betlejemska jest do nowej stanowczo za ciężka i masywna. Ona ma dwa zastosowanie. Jako szpic i jako samoistna dekoracja. I w tym roku będzie ” separata”.😀. Jeszcze nie wiem w którym miejscu, ale wymyślę. I tak powstała luka. Brak szpica na choinkę. Naturalnie szklanego.
Oto cacko, jak mówiono w moim rodzinnym domu, któremu się nie oparłam.

Siła wyższa. Kończę czwarty tom ” Chaty pod starym świerkiem. Dziś chyba zaliczę i tom piąty”.
I tyle wiadomości słoneczny.
Do jutra.






























