Z cyklu ” Gry i zabawy ludu włoskiego”

Włosi naród ogólnie uważany przez wszystkich, a zwłaszcza przez siebie za na wskroś katolicki. Swoich świętych przeróżnych czczą po włosku. Z lekkim przymrużeniem oka i szerokim uśmiechem. Wszak to są imieniny świętego, a nie jego pogrzeb.

Jutro przypada takie wesołe święto czyli imieniny świętego Antoniego Abate patrona zwierząt gospodarczych. I dlatego żartobliwie nazywa sie to święto ” świętem świnki”. Na zakończonym już ” pchlim targu” sporo było figurek świnek.

A obchody imieninowe zaczęły sie w Ascoli już wczoraj popołudniu, kiedy to na pryncypalnym miejscu czyli schodach palazzo dei Capitani ustawiła się grupa folklorystyczna

poprzedzona modlitwą i błogosławieństwem rozdawanego wróć nie chleba, ale rozdawanych bułek z mortadelą oraz wina w tym wina cotto.

Potem rozpoczęły się śpiewy do świętego Antoniego.

Pierwsza pieśń taka raczej jak dla mnie lament,

nawet całości nie nagrałam, ale później było coraz weselej.

Szczegolnie wesoło się zrobiło, kiedy pojawił się kolejny święty Antoni.

Na artystów z racji zimna czekała rozgrzewka

Były i tańce.

A nawet z lekka frywolne przyśpiewki często w dialekcie.

W szczytowym momencie na piazza del Popolo było czterech świętych Antonich :D. Dwóch nie nagrałam, bo zrobiło się już ciemno za to w muzycznym dodatku będą piosenki, które śpiewały inne grupy muzyczne, ale zawsze w towarzystwie Świętego.

Szczegolnie jutro będzie ciekawie, bo w procesji pójdą właściciele ze swoimi pupilami. I wszystkim święty Antoni udzieli błogosławieństwa. Postaram się to zobaczyć.

Wczoraj załapaliśmy się na te bułki z mortadelą, wino , a potem pod tratoria ” Migliori” na oliwki i porchetta. Bo grupy te są wędrującymi po mieście i często są częstowane przez właścicieli barów i restauracyjek.

Mam jeszcze trochę fotek z „pchlego targu” , ale to jutro lub pojutrze.

Dziś tylko trochę Rozmaitości :

Poradnik PPD

Kącik LM

i przerwa na folklor włoski

Do jutra.

Zimno i do domu daleko

Tak mówi powiedzenie jak najbardziej adekwatne do sytuacji. Jedenasta godzina a zaledwie 7 stopni. Oczywiście już chodzimy, ale wcale mnie to nie rozgrzewa.

Miałam paskudną noc na skutek własnej wyobraźni, która po nieszczęściu moich przyjaciół szaleje. Otóż moja córka była telefonicznie niedostępna z komunikatem, że jest niedostępna. Oczywiście jej rodzony brat jak to mężczyzna mnie wyśmiał, ale ja noc miałam z głowy.

Kiedy rano sytuacja nie uległa zmianie zaczęłam działać. Wczoraj wysłałam maila do niej i nic. Znalazłam na FB naszych sąsiadów, ale nie zareagowali. Być może moja prośba nie doszła, bo nie jesteśmy powiązani platformami społecznościowymi.

Rano poprosiłam przyjaciółkę z podobną wyobraźnią do mojej i pojechała do Agi.

Na szczęście alarm był fałszywy. Jakieś kłopoty z kartą SIM, która wysunęła się z telefonu. A jej telefon do szczęścia nie jest potrzebny. A na maile nie patrzy jak nie oczekuje.

A tu już szykowała się kolejna grupa ratunkowa z osobach mojej synowej i wnuka.

No nic nie poradzę, że nerwy mam w strzępach. Wszystko jednak dobre, co sie dobrze kończy. Co prawda z V. znowu było burzliwie, ale dzięki temu nabyłam na pchlim targu dwa łabądki. Bez marudzenia. Bo po szlam sama. I tak moja kolekcja ma znowu z jednym dużym zostawionym na rozmnożenie cztery sztuki. Jeden porcelanowy, a jeden z kryształu.

Oczywiście nie liczę tych w magazynku. Kiedyś muszę po nie pojechać.

Pchli targ taki sobie . Najciekawiej wczoraj prezentowały się stare fotografie Ascoli, które sobie sfotografowałam na pamiątkę. I taki oto mamy album antykwaryczny.

I dla tych, co lubią oglądać zdjęcia z targu antykwarycznego z wczoraj

W obrazkach ascolańskich nasze kwitnące zimowe krzewinki

i rzeźba na gmachu prokuratury przy piazza Simonetti – przypominam patrioty, jak głosi tabliczka z nazwą placu. 😀

V. kompletnie zwariował z tym rachunkiem za prąd. Wszystkim pokazuje i naraża się na śmieszność, ale wytłumaczyć sobie nie da. O jego fobii oszczędnościowej może jutro. Bo dziwy się dzieją.

A teraz czas Rozmaitości.

„Tygiel z Internetem”

https://luciadruga.blogspot.com/2023/01/tygiel-z-internetem-423.html

Kącik LM

Poradnik PPD

https://buzz.gazeta.pl/buzz/7,156947,29325000,zostaw-szklanke-napoju-i-zamocz-w-niej-srebro-blyskawicznie.html

Kuchennie

I w dalszym ciągu ” Hrabina Marica”

Do jutra.

Dziś personalnie

Najpierw moje najserdeczniejsze podziękowania za kciuki w które wierzę. Pomogły jak zawsze.

A teraz zamiast komentarza wpis dzisiejszy do Kini. Bo odpowiedz byłaby za długa na komentarz. 😀

Droga Kiniu.
Naprawdę nie czuj się zobligowana do dzielenia się swoim życiem szczególnie na forum. Ja po prostu prowadzę taką formę bloga i też nie o wszystkim piszę i dlatego pojawiają się u mnie takie czasem komentarze wysnute z kilku zdań. Masz rację, że mamy zupełnie inne podejście do życia.
Ja jestem bardzo silną osobowością. Absolutnie nie podatną na uzależnienia. Żadne. Ani papierosy, ani inne używki mnie nie uzależniły, mimo, że za młodych moich lat alkohol był wszechobecny. Ja też od niego nie stroniłam, do momentu, aż stwierdziłam, że swoje w życiu już wypiłam i teraz traktuję go jako sporadyczną przyjemność towarzyską.
Tak było i z mężczyznami mojego życia. Z tymi ważnymi, bo inni to były przygody do wspominania przy kominku. A mam, co wspominać. 😀
A jednak zawsze byłam lojalna do partnerów. Z ojcem moich dzieci rozstałam się po 16 latach i aż do jego śmierci byłam w w przyjacielskich stosunkach. Miłość przeminęła, została przyjaźń.
To on był uzależniony ode mnie. Powiedział kiedyś.

-Nigdy nie znajdę takiej jak ty
Eks też do momentu uzależnienia, o co w służbach mundurowych tamtych czasów nie było trudno też był innym człowiekiem. A jednak nie pociągnął mnie za sobą w nałóg. I do dzisiejszego dnia pisze i mówi, że mnie kocha, choc ja za taką miłość podziękowałam.


V. jako jedyny dostał drugą szansę po moim odejściu, które trwało ponad rok. A potem,potem nadeszło trzęsienie ziemi i sporo przeszliśmy. I tego nie można zapomnieć.
A podczas kiedy odeszłam V. próbował związku z inną panią. I ona do mnie napisała tak:

-Zrób coś z V ( ja 😄), bo to nie jest normalne, żeby facet był z kimś tak psychicznie związany i uzależniony jak on od ciebie.

I dlatego dostał tę drugą szansę. Bo jest Włochem, a oni są inni i to nie ulega wątpliwości. Choc troche czasu mi zajęło rozgryzienie tego zjawiska.
I dlatego od razu mówię, że nie przeczytam książki, bo szkoda mi czasu. Nie lubię takich książek. I tak nic z niej do mnie nie dotrze, bo ja z innej bajki jestem.
Ale serdecznie dziękuję, bo wiem, i czuję że, to szczerze napisałaś.
I tak urodził się dzisiejszy wpis,

Popołudniu pójdziemy na ” pchli targ”. Fotki pewnie będą jutro.

Z ploteczek ascolańskich:

W mieście zniknęły dekoracje, ale w kościałach tam, gdzie szopki sa na stopniach ołtarzu jak u świętego Franciszka wciąż możemy je podziwiać.

A, co do zimy, to dookoła zima, a w środku Ascoli,

Z mniej przyjemnych zaszłości. przyszedł rachunek za prąd w wysokości 223 euro. za dwa miesiące.

Jak, to wpłynęło na oszczędą duszę V. nie musze mówić.

A teraz Rozmaitości blogowe:

Kącik LM:

Poradnik PPD

Kuchennie

A w Karnawale będą moje ulubione arie operetkowe.

Zaczynam od „Hrabiny Maricy” z moją ulubioną parą:

Do jutra.

I jeszcze szybko dodaję. Oto komentarz, który znalazłam pod swoim blogiem na fb.

Przepraszam Panią Milenę, ale nic z tego nie zrozumiałam.

Milena Ziętek

Blog wymaga potwierdzenia informacji , o których piszemy…To jest taka forma ,, spowiedzi ” .Rozmowy z samą sobą. Każda z nas ma taką potrzebę, ale nie do końca wie jak ją przekazać…Jeden wpis i koniec. Co to oznacza ? Problem. Nic nie da wspieranie typu – dasz radę, trzymaj się….Osoba woła o pomoc . O pomoc u specjalisty. Jestem Psychologiem więc wiem . Ratujmy się póki możemy. Nie zawsze pieniądze są odzwierciedleniem naszej psychiki. Wrzućmy na luz tak jak nacje południowe. Włosi, Grecy, Hiszpanie czy Portugalczycy….etc. A przede wszystkim Szwedzi. Jeśli nie to koniec . Mózg bez odpoczynku zaczyna zanikać…

Dużo zdrowia życzę wszystkim.”

Oto dlaczego nie lubię poradników zwłaszcza psychologicznych. 😀

Zapis dnia

Dochodzi siódma rano. Nie śpię przynajmniej od godziny. Naładowana jestem jak bomba. Cóż trzeba ten dzień przeżyć.

A więc wstałam. Zrobiłam sobie kawę. Dla V. podgrzeję w mikrofalówce. Cisza. Za oknem jeszcze ciemno.

Italia wokoło mnie śpi. Pierwszy samochód usłyszę około 7.30. To ten, co zwykle mnie budzi. W sumie w nocy spałam chociaż tak sobie. Nawet kotów nie słyszałam, które teraz zaczynają amory i to znak, że zima włoska dobiega końca.

Nie chcę hałasować i budzić V. Poczytam sobie Siembiedę . Wczoraj zaczęłam ” Katharsis”.

Dołączył do ulubionego Leszka Hermana.

W nocy zastanowiłam się czy rzeczywiście mój przyjazd do Polski na kilka dni jest potrzebny? O ile wszystko dziś naturalnie pójdzie dobrze. 300 euro piechotą nie chodzi, a może uda mi się namówić później V. na wspólny wyjazd .

Przemyslę to, bo jak wiadomo, „co nagle, to po diable”.

I tyle pierwszych zapisków.

Zbliża się dziewiątą rano. Wstał włoski dzień

Wstał V. Wypił kawę. Drugą wypije po wyjściu. Za moment wyjdziemy w zimny jeszcze włoski poranek. Dom doprowadzony do porządku. Czyli sypialnia. Jakoś muszę przeżyć to przedpołudnie. Bardzo trudno.

A żeby nie było mi dziś za dobrze, to wkur… mnie totalnie Ana. Zaczęłam odpowiadać na jej komentarz, ale zrezygnowałam. Ma talent, do ferowania wyroków nie mając zielonego pojęcia o czym pisze .

Z jednego wczorajszego zdania o tym, że moja córka mieszkała z babcią wysnuła teorię spiskową.

Otóż droga Ano moja córka rzeczywiście mieszkała jakiś czas jako dziecko ze swoją babcią a nawet i prababcia, które opiekowały się nią tak jak mną w jej wieku. Babcia i prababcia były pełnosprawne a ja na każde zawołanie. Po prostu w tym momencie było, to dla niej zdrowsze i psychicznie i fizycznie kiedy ja po pierwszym rozwodzie przeorganizowywałam dom. Mnie też wychowały i nie mam z tego powodu traumy. To raz, a dwa, że mieszkała później z moim eksem, nie było wyjścia, bo wskutek lekkomyślności straciła mieszkanie, które zostawiła jej babcia, po swojej śmierci. A ja wtedy nic nie mogłam zaradzić. Wrociła więc do rodzinnego domu i mieszka w nim dalej i będzie mieszkać.

I koniec tematu.

Może Ana ma taki kontakt z dziećmi, że organizuje ” szczere rozmowy”, ja jestem obecna w życiu moich dzieci i one w moim i żadne dodatkowe rozmowy nie są nam potrzebne. Jesteśmy na bieżąco.

I koniec tematu „przepraszania i szczerej rozmowy” z moją córką. Ja nie wnikam w układy rodzinne Any, a sądząc z komentarzy nie chciałabym snuć teorii spiskowych. A też mogłabym.

Wracam do zapisków. Wyszliśmy z domu i najpierw do apteki. Recepty na lekarstwa i mierzenie ciśnienia V. Sam z siebie chciał iść do ZA, bo coś go zaniepokoiło. Już wczoraj sygnalizował i dzisiaj okazało się, że trzeba te symptomy skonsultować z … neurologiem. I sprawa się rypła. Najwcześniej 31 maj, ale może uda się szybciej. Duzo rzeczy, to wyjaśnia.

I tak mój wyjazd do Polski poszedł się bujać, bo nie mogę go w tym momencie zostawić samego.

A on zamiast powiedzieć, że źle się czuje, to cyrk urządza

” Iście po męsku”, jakby powiedziała panna Kornelia z ” Wymarzonego domu Ani” Shirley z domu naturalnie.

Eks wyjechał o pierwszej. Powiem szczerze, mam mieszane uczucia. Nigdy nikogo nie oddawałam do DOS.

Ale może rzeczywiście będzie miał tam lepsze warunki. Podobno teraz jest rygor odwiedzin z racji covida i grypy. Poza tym załatwiliśmy w końcu Międzynarodową Kartę Inwalidy dla V. Przyjdzie pocztą.

Na placu budują się namioty wezyra, bo od jutra „pchli targ”. Pójdę się odstresować, bo w tej chwili jestem spięta jak agrafka.

Do jutra

Życie potrafi przewartościować i postawić do pionu

Wciąż czuję się jak balonik z którego uszło powietrze, ale wobec tragedii jaka spotkała moich przyjaciół, którzy z dnia na dzień stracili córkę zaledwie czterdziestoletnią, to wszystko przez, co przechodzę wydaje się problemami, które można o kant d… rozbić bez straty. Śliczna i mądra i nigdy nie chorująca na serce w jednym zatrzymanym momencie tego serca odeszła. Nie ma słów, które w takiej sytuacji powinno się napisać.

U mnie zawieszenie spraw włoskich. Faktem jest, że czekam relacji z dnia jutrzejszego. Ale jeszcze opowiem Wam historię rodzinną. W temacie kobiet silnych i niezależnych. Może ta historia, też uzmysłowi szczególnie młodszym osobom, że siła siłą, a życie swoje scenariusze pisze.

Ci, którzy znają mnie od lat wiedzą, że moi rodzice rozeszli się kiedy miałam 7 lat. Moja mama była nie tylko ładna, była uznaną pięknością. I dodatkowo piekielnie zdolna i inteligentna z jakimś wysokim IQ. Ojciec kiedy wystąpiła o rozwód z jego winy i ten rozwód dostała, a lata były pięćdziesiąte, a ojciec szychą w tamtejszym ustroju… bez pomocy adwokata co świadczy o jej poziomie, mówił, kiedy przepraszał:

-Kamień by się wzruszył, a ona nie.

Odbudowała dom dla mnie i dla babci i od ojca, kiedy po 15 latach przypomniał sobie, że ma córkę czyli mnie nie wzięła grosza z przesyłanych nagle alimentów. To było moje kieszonkowe. Nigdy już potem nie miałam tyle kasy dla siebie, bo drugie kieszonkowe dostawałam w domu i inne obrywki, ale to nie należy do tematu.

Po rozwodzie mama związała się z J., który do mojej pełnoletności pełnił funkcję ojca. Ale nie mieszkali razem, i mama odmawiała zalegalizowania związku, mówiąc, że nie po to ludzie się rozwodzą, żeby popsuć szczęście jakie ich spotkało. J, był towarzyszem dochodzącym. Oczywiście wyjeżdżali wspólnie na wycieczki, urlopy, ale u nas nie nocował. Moja babcia była jak mówiła ” starej daty”. A on codziennie po dyżurze w szpitalu pokonywał trasę od krakowskiego wojskowego szpitala do Nowej Huty, bez samochodu, bo po Powstaniu Warszawskim miał problem z nogą. Dzień prawie po dniu bez względu na pogodę. nawet po dyżurze nocnym. Wtedy drzemał na wersalce, a mama czytała książkę. Wydawało się, że jego uczucia nic nie zmieni. Mama weszła w okres klimakterium stała się niemiła, znosił, bo jako ginekolog wiedział, co jest grane. Aż pewnego dnia po solidnej sprzeczce nie przyszedł. Nie wiem czy jeszcze się spotkali, ale chyba nie.

Mama początkowo była pewna, że wróci. Bardzo pewna. Nie wrócił. I tak powiedzenie, że nie wyszła za niego za mąż, bo nie potrzebuje drugiego męża, bo nie potrzebuje kasjera do swoich pieniędzy, że chce być sama i nie ma zamiaru gaci prac, co o tyle było śmieszne, że nigdy tego nie robiła nawet jako mężatka, bo dom ogarniała babcia przy pomocy służących. straciło sens.

Uroda przeminęła, choć sama słyszałam, jak jeden z lekarzy kiedy była po operacji powiedział:

-Ależ, to musiała być piękna kobieta.

Zdrowie się posypało. I to poważnie. Pracowała ponad pięćdziesiąt lat, a potem zabrałam ją do Chorzowa. Zamieniłyśmy mieszkanie, żebym była w pobliżu, bo po śmierci babci mieszkała sama, a ja od zmysłów odchodziłam kiedy nie odbierała telefonu. Miała koty i książki i moją córkę, która jakiś czas mieszkała z nią. I mnie posypało się życie. I ja musiałam temu życiu stawić czoła.

Mama zmarła mając 79 lat, ja mam prawie 76. Ile jeszcze życia przede mną? Czy chciałabym żyć sama nawet z córką? Nie wiem. Zawsze mam w pamięci moment kiedy po śmierci mamy porządkowałam jej rzeczy i w torebce znalazłam zdjęcie J. Włożyłam jej to zdjęcie do trumny.

Wiedziała, że J. się ożenił i miał syna. Może o to mu chodziło? Zmarł przed moją mamą. Wiedziała o tym.

A ja nie wiem czy chciałabym końcówkę życia mieć taką jak ona. Zastanawiając się, czy to była słuszna decyzja bycia samodzielną i zawsze samą. Nawet z dzieckiem. Bo ja poszłam w swoją stronę chociaż zawsze byłam w pobliżu. Bo tak byłam wychowana. Moja mama zawsze była z babcią. I zawsze musiała być tą osobą odpowiedzialną za innych.

W czasie wojny zmarł mój dziadek i mama wtedy wzięła na siebie opiekę nad bratem i swoją mamą, która nie była przystosowana do takiego życia. Miała wtedy osiemnaście lat. Potem odbudowywała dom dla niej i dla mnie. A potem została sama w układach damsko- męskich.

Chyba nie była, to najlepsza decyzja.

I tyle dzisiaj.

I jeszcze, że prosiłam moją córkę, żeby pokazała eksowi miejsce do którego dostał skierowanie.

Nie wygląda, to żle.

Siły i cierpliwości

Wdech, wydech, wdech. I blog. Nie tak dawno miałam paskudny sen. Nie pisałam, bo niby nie wierzę, ale zawsze lubi się sprawdzić i nadejdą kłopoty.

I zaczęło się od rana. Odebrałam telefon od zdenerwowanej na maksa córki. Otóż eks dostał telefon Z DOS, że jest miejsce i w piątek go zabiorą. A on odpowiedział, ze nie ma zamiaru tam jechać. telefon dostała Agnieszka i zadzwoniła do mnie, co ma robić. Zdenerwowanie przeszło na mnie. Zadzwoniłam do eksa i obsobaczyłam mówiąc:

-A ty, co myślisz, że my mamy obowiązek się tobą zajmować. Agnieszka stwierdziła, że się wyprowadza, a ja nie przyjadę. I zostaniesz sam, bez lekarstw i podstawowej opieki, bo twoja rodzina się wypięła. – Usłyszałam:

-To zostawcie mnie niech zdechnę. -Emocjonalny szantaż.

– O nie. Jeżeli nie pojedziesz dobrowolnie, to masz jak w banku, że wystąpię do sądu o umieszczenie cię w domu opieki. I tam też zostaniesz sam. W innym przypadku będziemy się z tobą kontaktować i pomagać jak dotąd.

-Ponieważ eks wie, że ja nie rzucam słów na wiatr, to usłyszałam:

-To ja to przemyślę.

-O nie, zaraz dzwonisz i wyrażasz zgodę. Bo ja nie po to załatwiałam ten DOS, na który ludzie czekają latami, żebyś ty teraz odprawiali komedie. I zadzwonił.

Aga rozmawiała z panią z tego domu i są umówieni na piątek.

I wydawałoby się, że wszystko się ułożyło. O nie. Bo V. urządził cyrk, kiedy dowiedział się, że w przyszłym tygodniu jadę do Polski, uładzić resztę spraw.

Dostałam ultimatum:

– Jak pojedziesz, to możesz nie wracać.

Kolejny terror emocjonalny.

Czekam na telefon od Agi w piątek, że dom jest pusty i zamawiam na środę przewoźnika. Jeżeli będzie miał miejsce jadę.

Powiedziałam:

-Twoja decyzja. Mój dom jest dla ciebie otwarty.

I tyle dzisiaj. O kciuki poproszę, bo bardzo potrzebne.

Wyrzuciłam, to z siebie czyli blog dziś tylko terapeutyczny.

Do jutra.

Zwykły wtorek

W tym tygodniu Italia zaczyna zwykły nowy rok. Dzieci wczoraj wróciły do szkoły, a w Ascoli zaczęło się wielkie doprowadzanie do zwyklej miejskiej codzienności. Mimo deszczu wczoraj rzeczywiście w niesamowitym tempie wrócił do codzienności piazza del Popolo. Zdemontowano wszystko. Światełka, odjechały renifery i plac jest znów eleganckim salonem Ascoli.

Dłużej potrwa demontaż wszystkiego na piazza Arringo. Bo żeby zdemontować iluminację trzeba najpierw zdemontować kiermasz świąteczny czyli drewniane domki. Już w niedzielę wieczór kupcy spakowali swoje towary, a od wczoraj trwa rozbieranie na elementy drewnianych domków ze stoiskami. Pierwsza zniknęła choinka. Od wczoraj rozbierana jest też ślizgawka. Myślę, że jutro a najpóźniej pojutrze po świętach nie będzie śladu. Najdłużej zachowają się ślady w uliczkach. Bo tam tych elementów świetlnych jest sporo. Jak i uliczek.

Pogoda nas nie rozpieszcza, a jednak roże postanowiły rozpocząć wegetacje. Moja zaokienna też powypuszczała nowe pędy i listki, ale tej dzisiejszej nie przebije. Ta postanowiła nawet zakwitnąć.

Dzień miałam domowo pracowity. Od prawie oczywiście dziewiątej rano. Czyli opuszczenia domu. Potem co prawda ponieważ zaczęło kropić do domu nastąpił powrót, ale w domu zaczęłam gotować sugo. I kiedy powtórnie wyszliśmy i zobaczyliśmy, że nasz staromiejski busik już kursuje przez plac, to oczywiście V. musiał się nim przejechać do Eurospinu. Tam kupiliśmy kości na sugo i tak miałam do obiadu co robić czyli obierać je na ragu. Oprócz dzisiejszego sugo ragu na obiad zawekowałam cztery małe słoiczki. I w końcu zrobiłam te serniczki z ostatniego przepisu. Pomyłam gary i odmówiłam wyjścia z domu. Powieszę pranie, posprzątam kuchnię i zobaczę czy dam się namówić na kolejne wyjście.

Taki zwykły wtorek przerywany drobnymi pomrukami burzowymi, bo przecież powód zawsze sie znajdzie. jak choćby włączenie pralki. 😀

Mam, co czytać. Polecam Macieja Siembiedę.

To do jutra.

A teraz Rozmaitości:

„Tygiel z Internetem” zachęcam.

https://luciadruga.blogspot.com/2023/01/tygiel-z-internetem-323.html

W Kąciku LM ulica… i płaszcze.

I taka migawka z saldi.

Poradnik PPD

I kuchennie

Karnawałowy Johann Strauss:

Do jutra.

Dziś o niczym

Żaden temat wiodący poza pogodą. Jak prognoza wczoraj doniosła, że będzie lalo, tak od godziny dziewiątej do południa może nie lalo, ale dobrze padało. I oczywiście skoro zapanowała zgoda w narodzie, to trzeba było wyjść z domu, bo V. miał na celu doprowadzić swój telefon do używalności. Oczywiście mnie nie wierzył, żeby byle czego nie otwierał i nie klikał w byle co. I narobił sobie takiego galimatiasu, że wpuścił wirusa. Telefon, co chwilę wołał o czyszczenie, jakieś paczki miał odebrać i też nawet po doprowadzeniu do normalności u znajomego operatora, poleciał na pocztę. Bo, to, że się dowiedział, że poczta żadnych smsów nie wysyła i to oszustwo, to poczta ma to załatwić. On takich smsów sobie nie życzy.

No „mo Pan Bóczek czelodkę Kaczmarkową”.

W końcu pojechaliśmy na zakupy, bo co zrobić z takim pięknym dniem. Po tej wczorajszej telewizyjnej aferze obczytywaliśmy wszystko dokładnie, a jak nie było napisane skąd nie braliśmy. Tylko produkt 100% Italia. Nawet kurczak tylko z Macerata( rejon Marche). Najgorzej będzie z pieprzem czarnym, bo jest tylko, gdzie go konfekcjonowano, ale skąd ten pieprz już nie.

A ceny wciąż rosną. Nawet karty do gry neapolitańskie, których V. używa 20% do góry. I musiałam wysłuchać, że 10%, to by było zrozumiale, ale 20%, to już granda i dlaczego tego nikt nie kontroluje.

Deszcz przestał padać więc popołudniowe wyjście mam jak w banku.

Ale jakoś, to będzie zważywszy, że jestem spokojna jak nigdy. Co prawda, ta zmiana pogody przyprawiła mnie zamiast nerwobólu o ból kręgosłupa, ale czego sie spodziewać, jak wilgoć i idzie zmiana pogody. Ma być zimno.

Z tego, co widzę na grafice, to to zimno dotyczy głównie chyba godzin nocnych. W końcu jest styczeń.

W górach posypie i tym samym u nas też będzie chłodno. Ale bliżej jak dalej. Normalnie, to ja pamiętam, że w lutym zaczynało się włoskie przedwiośnie, ale teraz klimat i tu zwariował wiec nie mam się, co cieszyć na zapas.

Skończyłam bożonarodzeniowa czytankę. Pogodna i z przeslaniem, ale z radością zabrałam się za ostatni tom z cyklu „Jakub Kania” Macieja Siembiedy. Kryminalno- historyczne zagadki. Lubię autora jak Leszka Hermana. Mam jeszcze jego ostatnią książkę „Katharsis. A potem czeka w kolejce Paulina Świst.

Może sobie padać.

I takie oto zapiski praktycznie o niczym zrobiłam.

A co w Rozmaitościach?

Kącik LM

Poradnik PPD

Kuchennie:

Sylwia Rumsicka1000 pomysłów na obiad i nie tylko

Serniczki z patelni. Palce lizać.

Przepis;

Składniki;

Kostka sera białego 250 g.

1 jajko

1 łyżka cukru

Pół łyżeczki proszku do pieczenia

Cukier waniliowy opakowanie

4 łyżki płaskie kaszy manny ( jeśli ktoś nie lubi może być mąka 2 łyżki)

Olej do smażenia

Mąka do obtoczenia

W miseczce rozdrabniamy ser biały widelcem do tego dodajemy resztę składników. Mieszamy. Formujemy placuszki obtaczamy w mące i smażymy na rozgrzanym oleju aż sie zarumienią z obydwu stron. Dobre na gorąco , jeszcze lepsze na zimno. Polecam.

I karnawałowy Johann Strauss

Do jutra.

I temat sam się pojawił

A to za sprawą dzisiejszego programu telewizyjnego. Co prawda nie oglądam, ale czasem coś do mnie dociera.

Otóż została opublikowana ” czarna lista” produktów spożywczych sprowadzanych z innych państw do Włoch.

Nazwano te produkty” niebezpiecznym jedzeniem”.

I na pierwszym miejscu mięso z kurczaka z Polski z uwagi na ryzyko salmonelli. Trochę się zdenerwowałam, bo mój patriotyzm dostał solidnego kopa.

Tuż za Polską Turcja z papryką, Egipt z owocami, Brazylia z czarnym pieprzem. Były też Indie z ziarnem sezamu, orzeszki arachidowe z USA i więcej nie zapamiętałam, bo lista już się w programie na ekranie nie pokazała. Pokazano tylko produkty z krajem.

Miło mi nie było.

Tymczasem żmija w końcu minęła nasz dom. Wczoraj wieczór nastąpiła zmiana frontu. Jak długo, to potrwa? Do następnego początku kwadry pełniowej? Nie mam pojęcia. Oczywiście o żadnych przeprosinach nie ma mowy, po prostu zaczynamy rozmawiać i wyszliśmy na spacer, ale o prawie jedenastej.

Jest dokładnie tak jak pisałam. To siedzenie o tej porze roku już zaowocowało bólem nogi V. Wyraźnie utyka. Włosi z tym siedzeniem na kamieniu są niereformowalni.

To się bierze z upałów. Kamienie są nagrzane nawet w cieniu i sama lubię na nich usiąść w lecie. Ale nie teraz.

Drugi przykład. Jeden z emerytów, którzy okupują place ja nazywam ich Kołem Emerytów jest też inwalidą. Tęgi, ma problemy z chodzeniem. Mieszka w pobliżu placu. Regularnie od godziny dziewiątej rano siedzi teraz w ogródku nieczynnej pizzerii. I tam zawzięcie plotkuje z innymi. V. to denerwuje i nawet teraz się nie zatrzymuje przy nich. Ten pan siedzi tam do południa potem wraca do domu, żeby wrócić o piętnastej i siedzieć do osiemnastej a nawet dłużej. Bez względu na pogodę. W Wigilię z gorączką wylądował na tydzień w szpitalu. Wrócił i zamiast wyciągnąć wnioski znów siedzi. Może trochę krócej.

I, co tu mówić o V. Oni wszyscy po jednych pieniądzach. Dziś pogoda między dziewięcioma stopniami do zwyżki w słońcu, które już zdecydowanie wspina się po niebie i lepiej grzeje. Dzień wyraźnie dłuższy. Dziś zobaczę o której nadciąga zmierzch.

A teraz zapraszam do Kącika LM. Ponieważ w sklepach Ascoli trwają saldi raczej nowości nie pokażę, może jedynie to, co jest ciekawego w obniżce. Ale, to jeszcze nie wiem kiedy.

W Poradniku PPD

Kuchennie

Karnawałowo Strauss:

Do jutra.

Do zobaczenia za rok

Co prawda w Italii ten weekend będzie jeszcze świąteczny, ale u mnie już nie ma śladu po tym bożonarodzeniowym klimacie, który nijak nie wpisywał się w domową atmosferę.

Poszło szybko i sprawnie. Przyniosłam pudła, w których dekoracje spędzą kolejne jedenaście miesięcy do 8 grudnia 2023 roku.

Zapakowałam choineczkę i wszystkie ozdoby łącznie ze świąteczną wycieraczką przed drzwiami. I wyniosłam z mieszkania.

Koniec Świąt odtrąbiono. Od przyszłego tygodnia Ascoli zacznie demontaż i ślizgawki i światełek. Teraz będziemy odliczać dni do wiosny. Potem kolejne wiosenne Święta o zupełnie innym charakterze i nastąpi wiosna w pełni. Pełnia niestety też będzie w każdymi miesiącu.

Dziś staram się wyciszyć i zająć takimi bardzo prozaicznymi czynnościami. Może jakieś naprawki. Nie gotuję zostało mi z wczoraj, bo V z moich rąk poza poranną kawą nic nie bierze do ust. Czyżby się bał, że go otruję? Kompletnie brak logiki. Przecież łatwiej byłoby mi, to zrobić właśnie w kawie .

Nie, to jest manifestacja zerwania stosunków dyplomatycznych. Sam przywlókł jakieś łodygi karczochów i je przyrządza. Uważa, że wyrzucanie tych łodyg, to skrajne marnotrawstwo. Ano ma przynajmniej jakieś zajęcie.

Już dziś trzy razy biegał po mieście. Pierwszy raz o dziewiątej. Wrócił i wypadł. Kupił chleb, bo ja wyszłam dopiero przed jedenastą zobaczyć co w mieście się dzieje. Widziałam, jak siedział sam na kamiennej ławce z telefonem. Potem będzie narzekał na bóle nóg. Już sąsiedzi mówili do mnie, że to nienormalne, że z nikim nie rozmawia i się nie przyjaźni. Słoń Samotnik. Zaprzeczenie Włocha.

Trudno świetnie.

Wczoraj na pociechę kupiłam dwie książki Pauliny Świst ” Fighter”.

Co prawda pani Paulina w swoich książkach jest dość erotyczna, ale, że i fabuła trzyma się kupy i ciekawi, to te erotyczne wstawki mi nie przeszkadzają.

Zgodnie z postanowieniem zanim się za nie zabiorę, przeczytam ” Wieczór cudów”.

Na razie zaczęłam więc nic nie napiszę. Potem zobaczę, co jeszcze mam z tematyki świątecznej i też zakończę ten temat

Na bieżąco oglądam ” Na dobre i na źle”. Każdy ma jakieś serialowe odchyłki. Ja tylko ten jeden serial oglądam od pierwszego odcinka. Bajka o tym jak może być pięknie w temacie choroby i opieki szpitalnej.

” …. bo bajki tak lubię ogromnie”

Ciekawa jestem, czy ktoś znał tę piosenkę? Nie znalazłam całej piosenki. Ale znalazłam drugą zwrotkę.

„A czasem smętne moje dumanie Przerywa nagle cudna dziewczyna,

Usta mi daje na przywitanie, A potem czule szeptać zaczyna

Że nie opuści mnie nigdy w życiu, W szczęścia godzinie ni w doli złej,

Że kocha mocno, tęskni w ukryciu, A ja cichutko tak nucę jej:

„Mów dalej, mów dalej, dziewczyno, Że wiecznie mnie będziesz kochała, Że chwile miłosne nie miną, Żeś moja na zawsze i cała,

Że miłość twa tak jest bezmierną, Mów dalej, że będziesz mi wierną: Ja bajki tak lubię ogromnie!…”

I na dzisiaj wystarczy.

Jest Tygiel z Internetem

https://luciadruga.blogspot.com/2023/01/tygiel-z-internetem-223.html?m=1

i inne Rozmaitości

Kącik LM

Poradnik PPD

Kuchennie

I oczywiście karnawałowo ze Straussem.

Do jutra.