Zaraz weekend

Dla nas emerytów, to właściwie bez różnicy, czy to „piątek czy to światek”. Rejestruję go raczej w konwencji upływu czasu. Bo ten czas tak goni, że nadziwić się nie mogę. Dopiero życzyłam miłego i atrakcyjnego weekendu, aż tu znowu należy się spodziewać kolejnego.

Zrobiłam sobie luz od kołowrotka w sensie fizycznym. Za to dopadła mnie igła z nitką i szydełko. Zainstalowałam się przy oknie, żeby mieć dobre światło, bo wzrok dobry nigdy nie był moją mocną stroną i kilka rzeczy już naprawiłam. A nawet mi całkowicie odbiło i taką wielką a właściwie długaśną ścierkę kuchenną, co to mnie denerwowała, bo po cholerę taka długa przecięłam na pół i wykończyłam brzeg przecięcia elegancką pikotką szydełkową. Raczej nie z racji estetycznej, no może trochę, ale dla sprawdzenia czy moje palce jeszcze szydełkowo sprawne.

Informuję, że sprawne. 😀

Został mi jeszcze drugi kawałek. Poza tym ta bluzka do zahaftowania plamek i z dwóch podobnych w kolorze sukienek powstanie jedna dłuższa o falbanę i tunika letnia.

Nawet sobie do tego okna przyniosłam krzesło. I chyba ono już tam zostanie. Właśnie do takich czynności. O tej porze dopiero do mojego pokoju dzielonego z księdzem zagląda słonce. Jeszcze zza kamienic świeci do okna, ale już niedługo, bo jest coraz niżej. Ale pogoda piękna w granicach 30 stopni i wieczorem właściwie wystarczy coś z rękawkami a nie bez.

Kusi mnie Lucia Modna, bo LS coś tam na wystawach kombinuje.

A i do tej pralni z kołdrą muszę się wybrać. Może popołudniu… jeszcze nie zdecydowałam.

Czytam sobie powolutku ” Stylistki” i całkiem dowcipnie napisana. Relacje damsko męskie bez względu na epokę pozostają podobne.

Z dziką radością kupiłam ebook książki, którą chcę przeczytać. O życiu kobiet osiedlających się tuż po wojnie na ziemiach odzyskanych.

Starsze pokolenie pamięta na pewno świetną komedię ” Rzeczpospolita babska”. Ciekawe jak to się ma do filmu.

To teraz coś do poczytania z Internetu.

https://schwile.blogspot.com/2020/09/15-niedrogich-kosmetykow-z-apteki-ktore.html?fbclid=IwAR1_s3pCzuh17WpZo1gV7m6Pag6oy05LODewoZdPwuqbs-do6gYCK0QnaGY

Bardzo dobry blog o tym, co we Włoszech piszczy. Rzetelna prasówka.

I jak już tak muzycznie zaczęłam, to jeszcze coś w kontekście tego zdjęcia.

Zamiast osławionej ” Felicita:

I mam oczywiście stare Katowice

Stary Kraków.

I nową ” Galerie Memów”

A teraz się pochwalę. Moja autorska strona na Facebooku ma już 3.500 polubień.

Cieszę się bardzo.

Teraz idę ściągnąć sobie ze zwierzątka wczorajszy odcinek ” Na dobre i na złe”.

Do jutra.

Kołowrotek kręci się dalej

A myślałam, że dziś go zatrzymam, bo noc miałam bezsenną. Dlaczego? A nie wiem. Pewnie nerwy, bo osobisty mnie zdenerwował. Ale przecież nie pierwszy i nie ostatni raz. Jednak miałam po spaniu. Łaziłam, czytałam, piłam mleko, zjadłam gotowane jabłko, co je sama ugotowałam wieczorem… I nic.]

Gdzieś tam nad ranem przysnęłam, żeby wstać o ósmej. Miałam w planie mycie okna w kuchni i byłam pewna, że nic z tego nie będzie. Jednak po kawie dostałam jak to mówią u nas Śląsku szwungu do roboty. I nie tylko umyłam okno w kuchni i jak zwykle szafki na górach i nie tylko , bo zawsze to jest związane z myciem okna w kuchni. Umyłam kuchenny zegar, zmieniłam jakąś serwetkę, firanki i dalej miałam szwung.

Padło na łazienkę. łazienkowe okno i lustro, firanki .

I dopiero wtedy mi przeszło. Jak rozwaliłam jedną szklankę z łazienki. Żadna strata, ale doszłam do wniosku, że to znak, że mam sobie dać spokój.

Do zakończenia jesiennych porządków zostały mi okna w pokojach. A one szczególnie w sypialni to wyzwanie, bo to najwyżej położone okna. W ogóle jak to na Starówce, każde okno jest umieszczone na innej wysokości. Najniżej w kuchni, potem w kolejce łazienka, potem pokój księdza i w końcu sypialnia. Łatwo to sprawdzić, bo wchodzę na drabinę coraz to wyżej. W kuchni jeden szczebelek, w łazience już drugi a nawet trzeci a w sypialni mimo, ze staję na podeście do karnisza mam problem dostać. Szybę umyję, ale zasłony to już problem. Firanki nie, bo są na samych szybach.

Wczoraj dotarł do mnie list priorytetowy z Polski z Sądu z Chorzowa. Myślałam, że wzywają mnie na rozprawę w sprawie mieszkania, ale okazało się, że byli uprzejmi odpowiedzieć na mojego maila z 22 czerwca, w którym pytałam, co z moim pozwem złożonym w 2017 roku. Nic nowego nie napisali, bo kiedy byłam w Polsce dokładnie się poinformowałam , co i jak i pozew złożyłam powtórnie. Zresztą opowiadałam o tym.

Aż tu jest po dwóch miesiącach z dużym hakiem odpowiedz. Jednozdaniowa, że pozew został odesłany formalnie. Dobrze, że wiem z jakiego powodu, bo w załączonym piśmie nic na ten temat nie ma. 😀

Ale ponieważ kolejny pozew opatrzyłam wszystkimi adresami i numerami telefonów a nawet adresem mailowym tudzież upoważnieniem Agi do odbioru ” sądówek ” na poczcie liczę, że teraz korespondencja z Wysokim Sądem odbędzie się bez przeszkód. W końcu odpisali na adres włoski. 🙂

Wczoraj skończyłam oglądać drugi sezon „Lucyfera” Dziś rozpocznę sezon trzeci.

Poza tym odstresowuję się przy wiktoriańskich romansach z serii ” Stylistki:. O modzie i miłości. Czasami lubię. Czyta się dobrze, kto lubi polecam w ramach rozrywki.

Lekko, łatwo i przyjemnie. I zabawnie i erotycznie. I o modzie z tamtych lat.

I już czas na zdjęcia.

Dziś dwa razy Katowice.

Dworzec w Katowicach. Rok 1918 i współcześnie.

Piękne zdjęcie BB i Pablo Picasso

W temacie kołowrotka domowego.

Pościel sprzed lat

i…

A teraz solidna porcja memów.

” Galeria Memów” otwarta.

Do jutra.

Kołowrotek gospodarczy

Moja słynna na moim blogu babcia mówiła dosadniej: ” kierat domowy”.

Ale ona, jak wiadomo, była klasyczną międzywojenną panią domu. Co prawda wtedy miała do pomocy kilka dziewczyn jak to się kiedyś określało, ale zawsze mówiła:

-Wiesz Luciu, czasem wolałabym, to sama zrobić, a nie ciągle doglądać, pamiętać, organizować i w ogóle cały dzień mieć na wszystko oko.

Jak tak pomyślę, to rzeczywiście nie było to tak różowo. Duże mieszkanie a nawet dom na wsi, goście, różne domowe uroczystości. Zapasy na zimę, czyli rozmaitości w ilościach hurtowych.

Kiedyś znalazłam zdjęcie sporej ilości osób upozowanych na dużej werandzie. Pytam:

-Babciu, a to to co? Jakieś imieniny, czy inna impreza.

Babcia spojrzała na zdjęcie i powiedziała:

-A to, to dziecko przyjechało na podwieczorek kilka osób z sąsiedztwa.

Pomyślałam wtedy w tamtych czasach zgrzebnego socjalizmu zresztą:

Jakby tak do mnie niespodziewanie tyle osób przyjechało, to zastanawiałabym się, czy mi herbaty wystarczy. 😀

Tak, że nie było tak lekko, mimo, że sama ciężkich prac nie robiła. Ale zarządzała.

I tego samego starała się nauczyć mnie, plus namacalnie wszystko inne, mówiąc.

-Sama musisz wszystko umieć zrobić, żeby pokazać i wymagać.

A przecież byłam nie tylko jedynaczką, ale też tzw. ” panienką z dobrego domu” z telefonem i parkietem, jak wtedy się żartowało. I żadnej taryfy ulgowej.

Koniec wspomnień.

W moim kołowrotku domowym też jest lista tego, co należy zrobić.

Dzisiaj odfajkowałam prasowanie, ale wskoczyło mycie okien i zmiana firanek.

Dodatkowo urosła kupka do różnych naprawek. Ponieważ pochlapałam ulubią trykotkę w kolorze pomarańczy wybielaczem, to wczoraj kupiłam pomarańczową mulinę i na białych kropkach wyhaftuję małe kwiatki. mój stary sposób na ratowanie ulubionych ciuchów.

To są priorytety a jak wiadomo w domu zawsze jest bieżąca praca.

A jak deska do prasowania, to i przemyślenia.

Tym razem myślałam o zdjęciu i komentarzach z festiwalu opolskiego. Jakaś pożal się Boże piosenkarka wystąpiła bez bielizny inaczej mówiąc majtek i w rozcięciu prezentowała anatomię damską.

Nie zgorszyło mnie to, raczej rozśmieszyło, bo żaden skandal nie wybuchł( a pewnie o to chodziło) żadne pięć minut dla owej pani. Internet skwitował to, jak skwitował. I tyle. Może to i dobrze, że przestajemy zwracać uwagę na takie przypadki.

Z drugiej strony pomyślałam, co można jeszcze szokującego wymyślić, żeby zaistnieć. W biznesie rozrywkowym.

I zaczynamy zdjęciami dodatek z sieci.

Do Krakowa dołączyły zdjęcia starych Katowic.

Kraków też mam. 😀

Jeszcze w kolory gramy.

I skoro blog domowy to takie cudeńko. I wcale nie takie trudne dla mistrzyń robótek ręcznych. A efekt wspaniały.

„Galeria memów”

I żegnam się.

„Do widzenia, do jutra”.

Poniedziałek tydzień wróży

Zgodnie z zamówionym terminem odstawiliśmy samochód do blacharza. Czyli znów jesteśmy spieszeni. Jak długo nie wiem, bo to jest Italia i zobaczymy.

Blacharz jest spory kawałek poza centrum przy jednostce wojskowej, które to też zwykle w centrum nie mają swojej siedziby. Już ostatnim razem zerkałam na przystanki autobusowe, bo czymś trzeba wrócić a jak wiadomo taksówki w Ascoli i nie tylko to fantasma.

Tak, że zakodowałam najbliższy przystanek. I kiedy zostawiliśmy auto podeszliśmy do punktu komunikacji miejskiej. Tamtędy jeździ tylko jedna linia więc czekaliśmy około pół godziny. Bilety też miałam, bo mam zawsze ( a propos muszę kupić, bo to były dwa ostatnie), bo lubię mieć na wszelki wypadek. Żyjąc z Włochem nieprzystosowanym do poruszania się inaczej niż samochodem trzeba mieć wszystko. Wiedzę o przystanku i bilety.

A teraz na marginesie . Nie wiem jak w innych prowincjach, ale u nas a także w Abruzzo wszystkie przystanki są na żądanie. O ile ktoś nie wysiada a ty człowieku nie pomachasz, to zobaczysz tył swojego autobusu, bo nie zatrzyma się.

Stąd autobusy włoskie stosują rozkład jazdy z dużą tolerancją. Albo się spóźniają albo jadą przed czasem. Tak, że bywa różnie. Trzeba raczej być wcześniej, bo albo pojedzie ten spóźniony albo ten właściwy, ale przed czasem. 😀

Można się przyzwyczaić o ile się z nich korzysta regularnie.

Nasz przyjechał trzy minuty przed czasem.

Wróciliśmy do domu. O prasowaniu nie ma mowy, bo ja tylko rankiem, potem góry zostawiam na swoim miejscu.

Za to po południu muszę zrobić zakupy w Acqua Sapone więc mam spacer zapewniony. A kolano znów mnie boli.

Zgodnie z zapowiedzią zrobiłam fotki moim bucianym nabytkom z racji chandry i obniżek wciąż trwających.

Pogoda przepiękna. Jednak mimo gorąca czuć, że to ciepło ma inny rodzaj. Jesienny. Słońce też już dużo niżej i gdyby nie okno w łazience na wschód, to nie wiedziałabym o której słońce wstaje. Do naszych wąskich uliczek zagląda po dziewiątej.

A i zmrok zaczyna czaić się około ósmej wieczorem. Na wystawach wciąż saldi. Nic ciekawego. Co prawda LS kilka wystaw ma nowych, ale poczekam aż znikną przeceny i zaproszę Lucię Modną.

A teraz dodatek internetowy.

Do poczytania

https://polskatimes.pl/dr-pawel-grzesiowski-poprzednia-ekipa-bagatelizowala-koronawirusa-wielu-ludzi-uwierzylo-ze-epidemia-sie-skonczyla/ar/c14-15164804?fbclid=IwAR0GripBGWaaO0uy5qWvZBYYdWTtb91jOMGoz_YozAQopiTxj-o2e6AcypY

Taką koszulkę też przygarnę. I z Lucyferem naturalnie. 😀

Zdjęcie ze starego Krakowa.

I dzisiejsza „Galeria Memów”

U mnie na pierwszym miejscu ten oto mem.

I do zobaczenia jutro. 🙂

Co denerwuje Polkę, czyli konkretnie mnie, mieszkającą w Italii

Czas dzisiaj na narzekanie. Musze zacząć zaznaczać w kalendarzu kiedy uzupełniałam wodę w tym piecyku gazowym, bo inaczej nie ma ciepłej wody. Dopiero co mechanik go wyregulował, usunął usterkę i dopełnił wodę, która nie powinna przekraczać 1,5. Ile to było dni? Może z dziesięć. Nie chce mi się szukać na blogu.

A dziś na szczęście podczas mycia naczyń po śniadaniu zorientowałam się, że woda się nie grzeje. Dobrze, że znowu nie podczas mycia. Schodzę. Na liczniku zero. Uzupełniłam. I myślę. Dlaczego oni mają takie piecyki? No niby one służą i do ogrzewania zimą kaloryferów, ale dla mnie to dziwolągi.

Kolejny dziwoląg, to ich gniazdka elektryczne. Trzeba mieć milion rozdzielników z różnymi dziurkami na wtyczki, bo inaczej człowiek się nie podłączy do prądu. Do żelazka, do komputera, do miksera, do mikrofalówki, do lodówki, pralki. Każde gniazdko wzbogacone o tę ” złodziejkę”, jak mówiono za moich czasów.

Wszystko inaczej, A przecież to oni są w świecie najlepsi i pierwsi we wszystkim. Jak narzekałam na Internet, że u nas śmiga aż milo, to V. się na mnie obraził.

Bo jakże to, ktoś śmie być w czymś innym lepszy niż Italia. Zaraz znalazł wytłumaczenie:

-Polska to kraj równinny a Italia górzysty. I trudno temu Internetowi śmigać przez góry. Ale nad morzem nie ma gór a ledwie ciągnie.

Osobisty miał wczoraj swoje manewry wobec tego zainstalowałam się w pokoju księdza. Oglądnęłam pierwszy odcinek po przerwie ulubionego serialu ” Na dobre i na złe” jedynego, który oglądam od początku. W Italii za niezawodnym zwierzątkiem.

Również i kolejny odcinek „Lucyfera”. 14 z drugiego sezonu. Jeszcze trochę potrwa zanim dojdę do piątego sezonu. 😀

Kupiłam nową książkę Ewy Formella ” Kołysanka dla Łani” a właściwie dwie, bo i jeszcze wydaną poprzednią pozycję pod nowym tytułem ” Dziewczyny z ogrodu rozkoszy”. Jak są ebooki trzeba te pozycje mieć. Lubimy się z Ewą. Wiele nas łączy.

Dziś też zapowiada się dzień z książką. Jutro planuję dzień gospodarczy. Chyba pójdę wyprać kołdrę, do pralni samoobsługowej, bo do mojej pralki nie wejdzie.

A może i prasowanie zrobię, bo dosycha druga suszarka.

Nad morzem podobno tłumy. Raczej tam się nie wybierzemy. Zresztą jutro auto idzie wreszcie do blacharza i przestanie wyglądać jak ze śmietnika.

I tyle moich zapisków.

Czas na wiadomości z Internetu.

Koński album…

i dwa przepiękne zdjęcia z Krakowa.

„Zaczarowany dorożkarz” z moich czasów

I drugie zdjęcie , Czas się w tym miejscu zatrzymał.

A teraz całkiem liczna „Galeria Memów”

Jeszcze trochę weekendowych godzin do miłego wykorzystania.

Do jutra. 🙂

Za moich czasów

Tymi słowami zaczynała nieraz ” kazanie” moja babcia. Mama nigdy i zawsze się z tego śmiała, że każde pokolenie musi tak mówić.

I to prawda, bo ja też dziś tak zaczęłam. Chodzi mi konkretnie o grafików, którzy opracowują okładki do książek.

Za moich czasów 😀 to były przepiękne okładki, dopracowane, przemyślane i z pewnością grafik zapoznał się z tekstem. Teraz króluje pocztówka z dziewczyną na tle …. wpisać co komu w duszy gra.

Niby sugeruje płomienny romans i inne romansowe przygody. Ewentualnie nieszczęśliwe perypetie.

Gdyby nie blog Iwony Banach i jej podpowiedz.

https://iwonabanach.blogspot.com/2020/08/dwor-w-zaleszycach.html

pewnie bym ominęła kolejnaą sagę z kolorowymi cukierkowymi okładkami.

Jeszcze nie czytałam, jeszcze nie mam trzeciego tomu, bo dopiero się ukaże, ale wierzę Iwonie, że ta okładka to kamuflaż.

Ale westchnęłam nad nimi:

-Za moich czasów… „

A teraz co do moich wyczynów kulinarnych. Zapiekanka nad którą spędziłam sporo czasu oczywiście z racji ziemniaków nie znalazła uznania w oczach osobistego. Co prawda zjadł, ale co się nagadał, że:

-Ja nie wiem, czy to jest danie pierwsze, czy drugie. Chyba ” contorno” coś jak jarzyna czy dodatek warzywny. U nas czyli w Italii, tak się nie je.

I naturalnie miałam po zewie kulinarnym. Ciasto też skrytykował, bo za duże kawałki śliwek. A ja chciałam placek ze śliwkami taki, żebym wiedziała, że tam są śliwki.

Jak widzicie gotowanie dla V. to nie jest ” bułka z masłem”.

A teraz, co do dżemu winogronowego.

Kolejny raz nacięłam się na przepisie z sieci.

Nie wiem z jakich winogron miał powstać ten dżem, bo z moich kiedy zgodnie z przepisem zaczęłam przecierać winogrona poleciał pyszny skądinąd sok a o jakiejś masie na dżem nie było mowy,

Tak, że przetarłam i zagotowałam i mam dwie butelki soku z winogron.

Odpady jeszcze raz zagotowałam, dodałam cukru i cytryny i powstał kompot o którym na wszelki wypadek mówię ” bevanda”.

Za to kupiłam sobie czerwone klapki z tej złości. Takie jak chciałam. Jutro je pokażę razem z czerwonymi espadrylami.

A wczoraj na ulicy stał pełnosprawny taki samochodzik. Już go chyba pokazywałam, ale tym razem osobisty chciał mnie przy nim uwiecznić.

Taki o którym mogę powiedzieć:

-Za moich czasów, to były samochody.

I wiadomość dla tych, co nie lubią Gutenberga. Można się przyzwyczaić, a nawet dostrzec dobre strony.

Dziś jedno piękne zdjęcie.

I niewielka ” Galeria Memów”.

Widzimy się jutro.

Mam nadzieję, że przy pięknej jak u mnie pogodzie.

Zew kuchenny

Zew kuchenny ( nie mylić ze zlewem kuchennym ) mnie dopadł dzisiaj. A wcale się na to nie zapowiadało.

Jakoś ostatnio ten zew do mnie nie docierał, bo gotowanie dla V. to jest mordęga. On ma swoje „widzi mi się”… polskiej kuchni nie lubi poza małymi wyjątkami. I na wszystko kręci nosem. Dlatego staram się tego zewu nie słyszeć.

Dotarł jednak do mnie za sprawą sporej ilości winogron, które nazbieraliśmy po drodze do groty. Winnica była opuszczona, zachwaszczona, ale trochę winogron było. To taki gatunek na wino. Są smaczne ale male.

Przywieźliśmy sporą torbę, Chcieliśmy się podzielić, ale przyjaciel V. nie je winogron, a moja znajoma jasnych nie lubi tylko ciemne.

To mówiąc brzydko: „kij im w oko”. A, że nie lubię jak się coś marnuje, to po raz pierwszy w życiu postanowiłam zrobić dżem z winogron. We wszystkich przepisach jest mowa o pozbyciu się skórki i pestek. I żeby przetrzeć przez sito.

I tu w sukurs przyszło mi włoskie ustrojstwo to przecierania pomidorów. Można pomidory można i winogrona. Oczywiście mam taki przecierak.

Jeszcze się za tę robotę nie zabrałam, bo pojechaliśmy w miasto i padliśmy ofiarą manipulacji. Otóż zgodnie z ogłoszeniem w sklepie przy zakupach za 30 euro dostajemy rabat 10 euro.

To oczywiście coś dla V. Załadowaliśmy wózek za 38 euro i owszem dostaliśmy kupon na 10 euro, ale można go zrealizować poczynając zakupy od 7 września na kwotę… 50 euro. 😀

I tak nie doczytaliśmy tego, bo oczywiście było zakamuflowane i nie czytaliśmy wszystkiego.

Wobec tego czekają nas jeszcze raz spore zakupy.

I wtedy własnie poczułam ten zew kuchenny w większym wymiarze. Pomyślałam:

-Zrobię kruchy placek ze śliwkami.

Śliwki mamy, ale twarde jak cholera. I już mnie denerwują

W tych poczynionych zakupach był też kilogram pieczarek.

Po powrocie do domu razem z V. pieczarki obraliśmy i pokroili a nawet V. już je udusił po włosku z czosnkiem. Pójdą do słoików.

I potem został wyproszony z kuchni, bo ja nie mogę mieć go za plecami jak coś robię.

Jak to mowię: „dwie gwiazdy w kuchni wojny gwiezdne nieuniknione:, 😀

Te twarde śliwki pocięłam i chwile poddusiłam na patelni.

I z rozpędu zrobiłam na kolację zapiekankę ze wszystkiego. Zgrilowałam i bakłażana i cukinię a ziemniaki zblanszowałam .

Wsadziłam jeszcze pomidora i odrobinę kiełbasy włoskiej, coś jak nasza biała surowa. I starty ser scomorza wędzona.

I tak: ziemniaki i kiełbasa, bakłażan, ser, pomidor, cukinia, kiełbasa i ser a na górze ziemniaki. Dwa rozbełtane jajka do polania i do pieca.

Zapiekanka się piekła a ja zrobiłam kruche ciasto, nałożyłam śliwki, posypałam taką kruszonką z białek i kokosu i też do pieca. Za jednym włączeniem piekarnika miałam dwa w jednym.

Ciekawa jestem czy osobisty zje bez grymasów.

I dziś to wszystko.

Zapraszam teraz na codzienny dodatek rozrywkowy.

Najpierw śląski test.

https://dziennikzachodni.pl/quiz/9945,gorol_posyla_dziecko_do_szkoly_na_slasku_ekstremalny_test_godki_i_slaskiego_programu_nauczania,q,t.html?fbclid=IwAR1aVufznvuLcIThuA5q1ht5OJMENJuHXEktT1Q63atLPzLNaYeYnms4Osc

Architektura

Mem włoski

Kiedy umrę, nie chcę iść do raju. Chcę być duchem robiącym na złość tym którzy zniszczyli moje życie”. Plus minus tak to brzmi.

Dla miłośników ” Lucyfera”

https://www.wprost.pl/amp/quizy/10358895/quiz-z-1-sezonu-serialu-lucyfer-jak-dobrze-go-pamietasz.html?fbclid=IwAR3oK0I4nFQpdlbUchshD3JUkfwuLq01Eb64pwFAcQ1mGNWKX2LGSradSNE

Teraz pełnia nad Krakowem

I Nowa Huta z moich czasów. Prawie, bo zamieszkałyśmy w 1955 roku.

Pozostała jeszcze ” Galeria Memów”

Zapraszam do uśmiechu.

Z życzeniami miłego weekendu żegnam się.

Do jutra.

Wędrówki po okolicy

Wczorajszy dzień miał dwa oblicza. To przedpołudniowe normalne targowe i miejskie ( a propos kupiłam sobie czerwone espadryle, bo jeszcze w nich pochodzę a obniżka ogromna ) i popołudniowe.

Kiedy około południa wracaliśmy do domu V. nagle stwierdził, że on nie chce wracać i idziemy do samochodu. A, że mijaliśmy nasz dom, to wpadłam złapałam torbę piknikową, dopakowałam coś na ząb i pojechaliśmy zahaczając jeszcze o sklep i robiąc zakupy.

Żadnego planu nie było dokąd pojechać. Pogoda była taka ” na dwoje babka wróżyła”. Na niebie zaciągały się ciemne deszczowe chmury.

Jak widać pojechaliśmy w kierunku przeciwnym od naszej Góry Wniebowstąpienia. I jak widać nie my jedni. Kolarzy mijaliśmy sporo. To po piłce nożnej drugi ulubiony sport Włochów.

Droga była urokliwa już ciut jesienna.

Na moment pomyśleliśmy na rozstajnych drogach. Kierunek na Teramo.

Przejechaliśmy przez niewielkie miasteczko. Wpadło mi w oko kilka ciekawostek, ale osobisty się nie zatrzymał .

Zatrzymał się natomiast tutaj gdzie w sumie poza traktorem i pomnikiem ofiar faszyzmu nic nie było.

Natomiast tu gdzie kwitnie passiflora musiałam wysiąść, żeby namówić kotka inwalidę ( bez ogona) na zejście z drogi. Takie fotki z tego miejsca. Potrzaskane drzewo i zamknięty po trzęsieniu ziemi kościółek.

Wróciliśmy na główną drogę. Po lewej stronie pojawiła się Civitella

o której już nie jeden i nie dwa opowiadałam. A jak Civitella to i Ripe.

Oboje z V. lubimy zwiedzać groty. Mamy na stanie te najsłynniejsze. W Ripe jest Grota S’Angelo i nigdy nie byliśmy w środku. Pierwszy raz była zamknięta z powodu trzęsienia ziemi. Natomiast pamiętaliśmy, że jest tam wygodne miejsce do piknikowania, Spotkaliśmy kilku turystów.

Zjedliśmy obiad i postanowiliśmy się wybrać do Groty aczkolwiek była zamknięta. Trzeba zamówić podobno przewodnika i umówić termin.

Nie była to najłatwiejsza trasa. Na drogowskazie piszą,

że tylko 10 minut. Nam zajęło z 20 minut w jedną stronę. I nie tylko nam. Ale warto. Najpierw drogą w dół a potem wąską kamienistą ścieżką pod górę.

Kiedy doszliśmy do Groty zamkniętej naturalnie musieliśmy trochę odpocząć. Zrobić zdjęcia a jakże i dopiero potem wracać.

Powtórka z rozrywki. Podejście na parking dało nam w kość.

Trochę dzisiaj bolą mnie nogi, ale myślałam, że będzie gorzej.

To teraz czas na album osobisty. W kolorze zielonym.

Dobrze, że na wędrówki po mieście tez wkładam wygodne buty, bo z V. nigdy nic nie wiadomo, o czym przekonałam się na pierwszej randce wchodząc w niebotycznych szpilkach do katedry w Offidzie :D;

Wracaliśmy w deszczu. W Ascoli nie padało. 😀

Czas na mini ‚Galerię Memów:

Oto jaki wiersz znalazłam.

A do tego mema

muszę napisać komentarz. Moja koleżanka nauczycielka napisała mi, że są katechetki, które uczą, że zażywanie tabletek antykoncepcyjnych wpływa na to, że dzieci urodzone potem są albo gejami albo lesbijkami. Średniowiecze jawi mi się jako epoka oświaty.

I jeszcze kilka uśmiechów.

Widzimy się jutro. 🙂

Czy ten pan, to z ” łapanki|

Rzadko poruszam tematy polityczne czy z polityką związane, ale tym razem muszę się gdzieś wywnętrzyć. I od tego mam przecież bloga.

Wczoraj natrafiłam na taki oto mem. Popatrzyłam i pomyślałam:

-Co za głupoty już ludzie wymyślają.

I zostawiłam.

Potem natrafiłam na teksty już nie memy i otworzyłam oczy szeroko ze zdumienia i poleciałam szukać tego mema, co go uznałam za idiotyczny.

Jak wiecie mam już tyle lat na karku, że z czystym sumieniem mogę napisać:

-Ho ho mnie to już nic nie jest w stanie zadziwić.

A jednak. Czy ja śnię, czy to się dzieje naprawdę.

https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,26257060,rzecznik-praw-dziecka-edukatorzy-seksualni-podaja-dzieciom.html?fbclid=IwAR3h2Na9QrlCH2tWBvIlyNKe5RQ09qs4BSENo4l61kYDWfKBv8vPySBmByY#s=BoxOpImg

Patrzę na tego kolesia w garniturku młodszego od moich dzieci i myślę, że przecież ktoś czuwał nad jego wychowaniem. Chodził do szkoły, gdzieś musiał zaistnieć skoro powierzono mu stanowisko Rzecznika Praw Dziecka.

Biedni Ci jego rodzice, jak to mówiła pani Dulska:

” Nic tylko się wyprowadzić, po takim skandalu”.

Ktoś w komentarzu przyrównał te sytuację do słynnej w moich czasach ” czarnej Wołgi”. Nikt jej nie widział, ale straszakiem była.

Jednak jednego jestem pewna, że osiągnęliśmy szczyt nonsensów. Na doskonałym blogu https://ceramik.home.blog/

Ceramik rozważa teraz sposoby manipulacji.

Ta moim zdaniem osiągnęła skutek wręcz przeciwny.

Przecież to przeczy zdrowemu rozsądkowi. Tylko jaki to skutek będzie miału u osób , że tak powiem ” inteligentnych inaczej”, których niestety dostrzegam coraz więcej.

No, to mi się ulało.

A teraz czas na stałą rubrykę internetową.

Rewelacyjne zdjęcie,

Na temat sytuacji powyższej Alek Rogoziński autor komedii kryminalnych, którego czytam.

Alek Rogoziński16 godz. · 

Wysłuchałem dzisiaj Rzecznika Praw Dziecka. Jeśli to przegapiliście, to szybko streszczę wam jego wywody. Stwierdził on mianowicie, że po miastach i wsiach grasują edukatorzy seksualni, którzy wyłapują rozchwiane dzieci, żeby podawać im tabletki powodujące zmianę płci. Więc jako człek znany z tego, że ma duszę małego dzieciaka, a poza tym jest rozchwiany emocjonalnie do granic możliwości (żeby nie sięgać zbyt daleko – wczoraj spędziłem w sklepie spożywczym dziesięć minut stojąc przy stoisku z pomidorami i zastanawiając się, czy wolę malinowe czy bawole serca, zanim dotarło do mnie, że i tak nic nie kupię, bo zapomniałem portfela), natychmiast odwołałem wszystkie swoje spotkania na mieście oraz na wszelki wypadek zamknąłem drzwi do mieszkania na dodatkowy zamek. Nie chcę, żeby mnie dopadł jakiś edukator. Nawet nieczystości zamierzam wywalać od jutra przez okno jak to robiono w średniowieczu, do którego najwyraźniej mentalnie dążymy. Przecież teraz to już naprawdę strach będzie wyjść na zewnątrz. Już i tak byłem dotąd cały zlękniony, czy mnie w drodze do Żabki nie dorwie ideologia, a teraz jeszcze te tabletki… Z drugiej strony, jak mi ewentualnie zmienią płeć, to będę mógł się przebranżowić i konkurować z Blanką Lipińską o tytuł królowej polskiej literatury obyczajowej. Chyba że ją też dopadną. Najgorzej jak dorwą Remigiusza, bo kobiecie z taką brodą to zostaje już tylko wygrana na Eurowizji. A swoją drogą to tego rzecznika też chyba ktoś kiedyś dorwał i zmienił mu mózg. Bo tylko tym można wytłumaczyć fakt, że wygaduje takie kocopalstwa.

I zanim otworzę dzisiejszą Galerię Memów, to o czym nie wolno nam zapomniec.

Jeszcze krakowskie zdjęcie bardzo mi bliskie. Po drugiej stronie wiaduktu mieszkalam na ulicy Starowiślnej , która wtedy nazywała się Bohaterów Stalingradu.

I teraz stała ” Galeria Memów”.

Trochę się spóźniłam z blogiem mimo, ze prawie był gotowy przedpołudniem. Jednak nie wróciliśmy do domu po załatwieniu kilku spraw i zrobiliśmy wycieczkę. Aż znaleźliśmy się w Ripe pod Grotte S’Angelo.

I o tym jutro plus naturalnie fotki.

Miłej reszty dnia i wieczoru.

„Dnia 1 września roku pamiętnego…”

Tak mi się skojarzyło z dzisiejszą datą. Bo pokolenie Kolumbów czyli mojej mamy już w niewielkiej grupie a i moje pokolenie tuż powojenne ( 1947 ) raczej ma z górki.

A ” zakazane piosenki” pozostaną o ile oczywiście będziemy je przypominać.

A teraz wracam do osobistych zapisków. Wczoraj pożegnałam włoskie lato. Cały dzień padało

i nagle w letniej domowej sukience zrobiło mi się zimno, ba nawet na stopy założyłam frotowe skarpetki. Zostaliśmy w domu. Plany urzędowe poszły w odstawkę. V. zamknął większość okien i dopiero wtedy w domu poczułam ciepło. I te skarpetki zdjęłam. Mury są na szczęście solidne nagrzane. Ale na łóżko powróciła lekka kołdra i chyba już zostanie, a ja pożegnałam piżamkę na ramiączkach.

Dziś natomiast powitała nas przepiękna włoska jesień. Błękitne niebo z jesienną nutką, bo kiedy weszliśmy do samochodu, który stał w cieniu było w nim 17 stopni. Za chwilę słońce przywróciło temperatury 23 – 26 stopni i to jest własnie ta jesień. Niedługo zazieleni się ponownie wypalona trawa. Wrzesień i październik to moje dwa ulubione jesienne miesiące w Italii.

Pojechaliśmy pozałatwiać te odłożone urzędowe sprawy . Potem z rozpędu odbyliśmy ” spacer po włosku”. Ci co mi towarzyszą od lat wiedzą, że jest to spacer samochodem.

Pojechaliśmy w kierunku nasze Góry Wniebowstąpienia symbolu Ascoli . Nazywam ją zresztą „Ascolaną”.

Jak spacer po włosku, to wiadomo, że zdjęcia wyłącznie z samochodu podczas jazdy.

Dlatego dziś zapraszam na taką samochodową wędrówkę po okolicy Ascoli.

Kilkakrotnie wpakowaliśmy w ślepe drogi i nawet musiałam dwa razy wysiadać, bo V. miał problem z zawróceniem na wąskiej drodze z niebezpiecznym spadem.

Chcieliśmy pojechać do Rotelli, ale droga była w remoncie i zamknięta. Tak, że zrobiliśmy kolo i poprzez Vena Grande wróciliśmy do domu.

A jak wyglądał ten spacer? Zapraszam

Piękne okolice, chociaż ciut niebezpieczne ( te trzęsienia ziemi).

A teraz moje podziękowanie za Wasza obecność w sierpniu.

Stale zastanawiam się nad fenomenem oglądalności mojego bloga. W czasie izolacji ta oglądalność czyli wyświetlenia skoczyły do góry i jest ich naprawdę dużo.

I na Bloxie nie bylo żle, ale tutaj to już ilości idace w tysiące. Dziennie powyżej 1 500 wyswietleń. Od poczatku roku przekroczyłam 300 000 tysięcy.

Bardzo dziękuje.

Być może i ta stała rubryka jaką są aktualności z Internetu przyczyniła się do tego.

Dziś kilka cudownych koni.

Niezapomniany Szancer, wszak rozpoczął się rok szkolny.

A i w” Galerii Memów” znajdzie się humor z zeszytów szkolnych. Plus oczywiście, co nam w politycznej duszy gra. 🙂