W poniedziałkowym kołowrotku

Miałam inne plany. Skoro jednak obudziłam się prawie w doskonałej formie, to musiałam to wykorzystać.

Moją myślę, że dobrą cechą jest, że jeżeli czegoś nie lubię, to staram się tego nie odkładać, a załatwić jak najprędzej. Nie lubię myć włosów. Sama. Własnoręcznie. Dlatego skoro byłam w dobrej formie, to zabrałam się za mycie głowy. Skoro, po umyciu nic mi się nie pogorszyło, a myję nachylona nad brodzikiem kabiny prysznicowej przerzuciwszy włosy do przodu, to postanowiłam iść za ciosem.

Zmieniłam pościel, co też jest solidną pracą przy łóżku włoskim matrymonialnym. Nastawiłam pralkę i dalej czułam się w formie.

Myślę:

-Jak tak dobrze, to przynajmniej część prania wyprasuję.

Prasowałam ponad dwie godziny i wypracowałam wszystko.

Potem poszłam z V. podpierając się dla niego busikiem po skierowanie na badania krwi również dla mnie. V. wymyślił, że skoro on już je robi, to i ja powinnam zrobić też.

A, co mi tam. Mogę zrobić. 😀

Wróciliśmy do domu. Wchodząc w naszą uliczkę z nagrzanego piazza Arringo pomyślałam, że w naszych staromiejskich uliczkach działa klimatyzacja. Od razu czuje się różnicę temperatury. W domu jak dla mnie super. Ledwo jednak zmieniłam sukienkę na domową, to zorientowałam się, że nie mam chleba. No cóż ubrałam klapki i jakieś spodenki krótkie i kolejny raz wyszłam w miasto przy temperaturze… No właśnie. Szkoda, że nie wzięłam nic poza 1 euro na chleb, bo na aptece termometr pokazywał 40 stopni.

I chyba właśnie ta wysoka temperatura sprawia, że czuję się dobrze i jest mi dobrze. Tak mam od zawsze.

Czeka mnie jeszcze dzisiaj pomalowanie paznokci u nóg skoro rozstałam się z tenisówkami.

Skończyłam ” Zaginioną siostrę” Lucindy Ridley. Zmartwiłam się, bo to jeszcze nie koniec. Wszystkie zagadki mają być wyjaśnione w kolejnym ósmym tomie jak napisała autorka w posłowiu. Wiem, że zmarła. Zajrzałam jednak do jej wykazu powieści i widziałam, że tom ósmy ” Atlas” jest wydany po angielsku. Czyli trzeba czekać na polskie tłumaczenie. Zawsze jakaś pociecha.

Kupiłam nową książkę Przemysława Piotrowskiego „Krew z krwi”

w promocji zresztą, a Agatka uszczęśliwiła mnie kolejnymi dwoma książkami. Tak, że co przeczytam jedną, to przybywa kilka nowych 😀

Sama zaczęłam czytać Maxa Czornyj pierwszy tom ” Ślepiec ” z dwutomowego cyklu Liza Langer i Orest Rembert.

Jutro postaram się zaprosić na blog Lucię Modną.

I już DODATEK INTERNETOWY

FOTOGRAFIE

Palcem po świecie

Z kwiatkiem

Świat kaktusów

Z ptaszkiem

Architektonicznie

GALERIA ŚLĄSKA

GALERIA KRAKOWSKA

Historie ciekawe

https://histmag.org/Jak-zwracano-sie-do-siebie-w-czasach-staropolskich-Tajemnica-staropolskiej-tytulatury-15794?fbclid=IwAR1firTbu4K-1XxclGFo7iuyA-_Ifif9Ed4pBKoF_ryG1LoAIehCvL0nxVI

Histmag.org

17 czerwca 1844 r. odbył się skromny pogrzeb Konstancji z Cichockich Żwanowej – córki Stanisława Augusta Poniatowskiego.

„Księżniczka” wychowywana przez rodzinę kupiecką, nieszczęśliwa żona awanturnika, przez lata walcząca o przynależność do rodu Sapiehów, zmarła w małej wiosce na Wołyniu… Dzieje Konstancji z Cichockich Żwanowej, córki króla Stanisława Augusta Poniatowskiego i Magdaleny Agnieszki Sapieżyny są swego rodzaju odwróceniem historii Kopciuszka – od bogactwa i zaszczytów do całkowitej nędzy i zapomnienia.

https://histmag.org/ksiezniczka-konstancja-zwanowa-czyli-smutny-zywot-corki-krola-stasia-13223?fbclid=IwAR3lWcDu92eOzuBEHZ17Y8sGqkBVhNiCueO6-YRGwYh1i1wRsV8hCEhyJd0

https://www.se.pl/wiadomosci/gwiazdy/ignacy-gogolewski-konczy-90-lat-aa-jJa2-SBXg-yWVy.html?fbclid=IwAR1My4GW9laSsJNQ-Gb7BqjeC7iiauUEiyWHNyEqnWF6zNXtmqZ9Br1KUZc

Poradnik praktycznej Pani Domu

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Do zobaczenia jutro.

I zapomniałam napisać, że jesteśmy w Marche w strefie białej. Maseczki nadal obowiązują w pomieszczeniach i transporcie publicznym i tam gdzie nie można zachować dystansu.

Do widzenia, do jutra.

Damskim okiem o piłce kopanej

Od razu napiszę, że jestem kibicem sporadycznym. Co prawda zasady piłki nożnej są mi dość dobrze znane więc nie pytam, co się stało na boisku, ale też maniakalnie nie śledzę meczy. Zwłaszcza w Italii kraju piłki kopanej mam tego po dziurki w nosie.

Dobrze, że V. woli patrzeć na wyścigi kolarskie, a piłkę ogląda w ramach rozrywki, a nie wydarzeń epokowych. Jednak jak większość Włochów na piłce się zna i potrafi być obiektywnym nawet w stosunku do własnej kadry.

Nie miałam ochoty ogladać wczorajszego meczu. Na piazza del Popolu byl o dwudziestej pierwszej organizowany koncert muzyczny. Pierwszy po pandemii i miałam ochotę pójść. Stąd okrojony o jeden plac ” pchli targ” w Ascoli.

Po kolacji jednak V. nie miał ochoty wyjść a i mnie jakoś przeszła ochota. I tak zostałam wkręcona w mecz Polka: Hiszpania.

I o mało na zawal nie zeszłam pewnie jak spora część oglądających kibiców.

O grze nie będę się wypowiadać. Jednak ile razy V. spokojnie mówił uwagi krytyczne, za moment było źle.

Ja zwróciłam uwagę na coś innego.

Według mnie sędzia był stronniczy. pewnie by mi to nie przeszkadzało, gdyby był tak stronniczy w naszą stronę.

Druga sprawa, która mnie irytowała, to sprawozdawcy włoscy. Jak komentuje się tej rangi mecz, to wypada prawidłowo nauczyć się nazwisk polskich zawodników. Tym bardziej, że nasi grają też w klubach włoskich i to dobrze grają. A ja Polka skąd inąd dopóki nie udało mi się przeczytać nazwiska na koszulce nie wiedziałam, czy gra Siderski, Szyderski . A to był po prostu Świderski.

Oczywiście doszło do rozmowy na ten temat z V. który stwierdził:

-Pronucia ( wymowa) wasza.

-To ty możesz mieć problem z wymową jak na przykład nie przeskoczenie nazwiska bramkarza Juventusu Szczęsnego, który jest naszym reprezentacyjnym bramkarzem, ale już komentator, który nie potrafi się tego nauczyć, to wstyd.

Uczciwie jednak muszę przyznać, że kiedy padła decyzja o karnym, a ja chciałam wyjść powiedział:

-Siedź spokojnie, różnie bywa.

I miał na szczęście rację.

A potem tylko śledziłam zegar na ekranie. I zastanawiałam się dlaczego sędzia doliczył do regulaminowego czasu aż 5 minut. Przecież żadnych przerw w grze nie było.

Ale spektakl był pełen emocji. I liczy się wynik.

Dwóch bohaterów wczorajszego meczu:

A przy okazji znaleziony na you tube filmik z tą nieszczęsną wymową nazwiska Szczęsny 😀

Teraz pozostaje mi oglądać kolejny mecz naszej drużyny.

A na deser zdjęcia z targów antycznych w Ascoli. Dziś drugi dzień. Może jeszcze coś ciekawego znajdę.

A teraz DODATEK INTERNETOWY

FOTOGRAFIE

Palcem po świecie

Kaktusowy świat

Z ptaszkiem

Natura

Dzieło ogrodników

GALERIA ŚLĄSKA

Zmora 🧟‍♀️

Zmora był to demon, który nocą dusił ludzi, głównie kobiety, a szczególnie te w ciąży. Mówiono, że gniecie piersi w czasie snu, duszności, widać było czasem siniaki na klatce piersiowej. Godano, że to “tako baba, co w nocy loto po świecie i gniecie tych, co śpi”. Dawniej wierzono, że osoby, które zmieniają się w zmorę to 5 lub 7 córka w rodzinie, dziecko niesione główną nawą do chrztu lub jeśli matka weźmie dziecko od piersi, a potem zaś przystawi (“ma ono wtedy dwa duchy”). Kobieta jest ta nieświadoma bycia zmorą. Ducha wchodzi i wychodzi przez usta np. w postaci myszy. Aby pozbyć się zmory mówiono: “przyjdź rano, dam Ci chleba z masłem”. Kiedy następnego dnia pojawiała się kobieta pod domem, wiedziano już kto jest zmorą w okolicy. Trzeba było poczęstować ją sznitą. Atakowała zazwyczaj między północą, a pierwszą.

Kartka na geburstag ( urodziny)

GALERIA KRAKOWSKA

Ciekawe historie o miłości i nie tylko

Viva.pl Uroda Życia

Królowa scen polskich. Ikona PRL. Hipnotyzująca i bezkompromisowa. Była ucieleśnieniem życia na własnych zasadach. Nina Andrycz, genialna aktorka, zmarła w wieku 101 lat. Trzy razy w życiu dokonała aborcji, bo, jak mawiała, „prawdziwa aktorka rodzi przede wszystkim role, nie dzieci”. Była żoną najdłużej urzędującego premiera PRL Józefa Cyrankiewicza. Przez miłość do teatru omal nie doprowadziła do kryzysu dyplomatycznego, gdy zamiast kolacji z Józefem Stalinem wybrała spektakl! Taka właśnie była Nina Andrycz…

Viva.pl Uroda Życia

Ona zmarła, jadąc do niego do szpitala – Kopiczyński chorował wtedy na Alzheimera. W drodze źle się poczuła, wysiadła z auta, straciła przytomność. To był rozległy wylew. Jej mąż nie wiedział, że jego żona zmarła… Odszedł kilka miesięcy po niej. Byli ze sobą blisko 40 lat. Na przekór wszystkim pokazali, że czekali właśnie na siebie.

Poradnik Perfekcyjnej Pani Domu

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Monolog dla Ireny Kwiatkowskiej

Moje wyspy

– Nie jest dobrze, kochana, nie jest dobrze, znów kolejny mecz o wszystko, dasz wiarę?

Pandemię jakoś przeżyłam, bo się regularnie odkażałam, a tu już odkażanie nie pomoże! Tu trzeba centralnie, bez certolenia, z gwinta! Tylko co?! Toż jak mecz otwarcia grali, to ja już byłam pewna, że się przekręcę. Ty wiesz, że ja z nerwów vega herbatę zaczęłam pić?! …Czego vega, czego vega…no bo mnie żule skrzynkę zhakowali!… Jak to jaką? Skrzynkę wina! Moją własną, prywatną skrzynkę, zabezpieczoną, ukrytą poufnie, wzięli żule jakieś ruskie i zhakowali, no dasz wiarę? Wszystko wyciekło w obce gęby, psia jego mać! A dzisiaj mecz o wszystko, a ja chcę jeszcze pożyć, dożyć do meczu o honor chcę, bo w końcu honor ważna rzecz… Że co? Że mam wodę pić? A czego wodę? …. Bo Ronaldo twierdzi, że zdrowsza od coli?! Matko jedyna, a on całkiem ocipiał, czy co? Toż przecież właśnie w wodzie od cholery coli jest. Sąsiadka jak się kiedyś wody opiła, to z kibla przez dwa dni zejść nie mogła, bo się z wodą tych coli nałykała.. A dajcie ludzie spokój, kto to widział w ogóle, wodę pić! Jest mecz o wszystko i ja potrzebuję czegoś na przetrwanie!…Że co? Że obejrzeć filmik motywacyjny prezydenta? Znowu? Hmmm…no nie wiem… wiesz, ja to poważnie podejrzewam, że ten trener, to właśnie kazał naszym oglądać ten filmik przed meczem otwarcia… Co? …Dlaczego, dlaczego… toż nasi stali się tacy silni, że strzelali za obie drużyny, nie widziałaś? Jak obejrzą dzisiaj, przed meczem o wszystko, to ja się boję, że oni zaczną strzelać za wszystkich! I jak tu się nie przekręcić???! No na trzeźwo się nie da… .

Do zobaczenia jutro.

Dzień dla mnie ważny i inne aktualności weekendowe

Jak dzień ważny, to należy od niego zacząć. Dziś urodziny mojej córki. Kolejny Bliźniak zodiakalny w nielicznej rodzinie, aczkolwiek niewiele brakowało, a byłaby Rakiem.

Oczywiście w ” Życiorysie PRL em malowanym” musiałam o tym napisać.

Urodziny mojej córki.

Kiedy moje dzieci były bardzo nieletnie musiałam uważać, żeby liczba cukierków była identyczna i liczba kurzych serduszek w zupie ogórkowej też. Bo starsze dziecko policzyło. Dlatego skoro opowiedziałam o urodzinach mojego syna, kolej na opowieść, jak urodziła się moja córka. Bo właśnie dziś ma urodziny. Jako kobiecie nie będę jej liczyć ile to już lat minęło od tamtej chwili.

A było to tak. Wiosna była chłodna i ja „zwierzę zawsze ciepłolubne ” trzęsłam się z zimna, Kiedy wiec pod sam koniec ciąży nastały upały i przyszły tatuś umierał z gorąca leżąc bez życia w fotelu, a przygodni ludzie, którzy mnie nie znali, ze współczuciem patrzyli na mnie, ja nabrałam dopiero chęci do życia. Odwaliłam sprzątanie, przygotowałam, co trzeba i nareszcie poczułam się dobrze. Termin miałam wyznaczony na 1, 2 czerwiec, ale zgodnie z różnymi przepowiedniami, jeżeli miałaby to być dziewczynka ( nikt wtedy nie wiedział, kto się urodzi) to może się urodzić i dwa tygodnie wcześniej, bo „dziewczynki lubią się śpieszyć „. Od 15 maja panowało w domu lekkie pogotowie. Wyszło na to, że Witkowi przybędzie braciszek, bo minął 1, 2 czerwiec i nic. Kiedy minął 15 czerwca a moje dziecko dalej nie miało chęci powitać ten piękny świat, zostałam ” ciupasem ” odstawiona do szpitala w Chorzowie, bo mama już z Krakowa przeniosła się do Krynicy Górskiej i miała u siebie w ramach pomocy moje dziecię starsze.

W szpitalu, jak to w szpitalu. Pobadali, pomierzyli i 19 czerwca podłączyli mi kroplówkę. A dzień był szczególny, bo rok był mundialowy i cały szpital oglądał mecz Polski z jakimś egzotycznym chyba krajem, bo pamiętam, że wynik był dwucyfrowy. Leżałam sobie spokojnie, nic się działo, dobiegały mnie echa ze stadionu. Położna zaglądnęła i chyba znudzona, że nic się nie dzieje, podkręciła kroplówkę. Chyba za bardzo, bo akcja zaczęła się błyskawicznie. Rozdarłam się na cale gardło:

  – Siostro… Rodzę.

  – Niemożliwe. Odkrzyknęła siostra. Przecież badałam panią przed chwilą i nic się nie działo.

  – Siostro, rodzę. Darłam się w niebogłosy. Przecież to nie pierwszy raz, jeszcze pamiętam.

Wpadła, popatrzyła i krzyknęła:

  – Niech pani poczeka, lecę po lekarza.

Wpadł pan doktor. Zamknął kroplówkę. Widząc, że jestem z lekka wystraszona, coś tam uspakajanego mruknął, przekłuł pęcherz, żeby wody odeszły i w momencie na świat przyszło dziecko. Minęła dobra chwila. Już nie zapytałam, czy łyse, ale:

  – Czy ja się dowiem w końcu, co mam syna czy córkę?

  – A co pani ma w domu? Zapytał lekarz.

  – Syna.

  – No to, ma siostrzyczkę a pani córeczkę.

I tak moja córka, której nie śpieszyła się początkowo na świat, urodziła się w tempie ekspresowym, kiedy już zdecydowano, że powinna się urodzić. Polska mecz wygrała. Moja córka miała czarne włosy, ktore później zjaśniały. Razem z nią na świat przyszło małe Cyganiątko. I kiedy przywożono dzieci do karmienia, wszystkie łebki były łyse a tylko dwa czarne w białych zawiniątkach. Jednym z tych łebków to była moja Aga. Wyszłam na własne żądanie po trzech dniach a po dwóch tygodniach pojechałam z maleńkim dzieckiem do Krynicy. Zrobiłam przerwę na karmienie u cioci ” z wakacji pachnących kometka „, bo nie karmiłam i gdzieś to mleko musiałam ugotować. Czyli podróżowało się i wtedy z małym niemowlakiem, mimo, że było to sporo lat temu. W Krynicy czekał na siostrę Witek. Specjalnie nie wzbudziła w nim szału radości w porównaniu z Fiatem na baterie, który przezornie mu przywieźliśmy, żeby osłodzić moment, w którym przestał być jedynakiem.

I tak tradycyjnie moje dzieci dostały po jednym urodzinowym wpisie.

Najlepsze życzenia Córciu. Bo wiem, że tu zaglądasz.

A teraz o zakątkach w Ascoli. Otóż wczoraj odkryłam kolejny. Niby przechodziłam tamtędy wiele razy, ale za bramę gdzie znajdował się kompleks domów pięknie jak się okazało odrestaurowany nie wchodziłam. Poszłam tam wczoraj z V., bo jest tam biuro adwokata, któremu sprawę spadkową zlecił jego brat. Wczesnej zobaczyłam obficie kwitnące za siatką i wysokim murze kapary.

Piękne są ich kwiaty. Sam kompleks kilku domów w kwitnącym zaułku nad szumiącym w dole Castellano. Z prywatnym urokliwym tarasem na który patrzyłam z gory. A w środku odrestaurowane sklepienia i mury przydające charakteru kancelarii adwokackiej. Wrócę tam jeszcze, żeby spokojnie wszystko obejrzeć.

Po tylu latach, a Ascoli wciąż mnie zaskakuje.

A popołudniem wyprowadziłam V. na niedaleki spacer w ramach wentylacji. A, ze spacerować, to on za wiele nie może to przysiedliśmy prawie pod domem na dziedzińcu magistratu, gdzie lata moment rozkwitnie magnolia wielkokwiatowa, która jest potężnym drzewem.

Rozkwitają oleandry. Szpalery, które widziałam na Monticelli po zeszłorocznym silnym przycięciu kwitną wspaniale. Jeszcze pokażę kwitnące oleandry, bo w centrum za wiele ich nie ma. Za duże krzewy.

A na kolację wymyśliłam cukinię inaczej. Niestety nie znalazła uznania z racji bekonu, którym owinęłam dwa grillowane płaty cukinii z serem w środku. Nie, to nie. Mnie smakowała.

Dziwoląg i już.

A dzisiaj na piazza Arringo niewielkie targi antykwaryczne. Jak znajdę jakieś cudeńka, to naturalnie jutro pokażę.

Już jesteśmy po porannym wyjściu z domu. Temperatura w cieniu o dziesiątej rano 32 stopnie. I zapowiadają jeszcze więcej.

Cienka batystowa sukienka załatwia sprawę ubrania. A w domu wreszcie jest przyjemnie.

A teraz weekendowy DODATEK INTERNETOWY

FOTOGRAFIE

Palcem po świecie

Tym, co nie wierzą w bociana.

Marzenie dziewczynek z dawnych czasów

GALERIA KRAKOWSKA

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Fundacja Olgi Tokarczuk 

W ten upalny piątek cieszymy się gorącymi newsami z Sycylii! Bo właśnie tam Olga Tokarczuk otrzymała nagrodę The 2021 Taobuk Award for Literary Excellence.

➝ Spotkanie z Olgą Tokarczuk odbyło się 17 czerwca na scenie Teatru Starożytnego w Taorminie i skupiało się na literackim „nomadyzmie” Noblistki.

Wcześniej ta nagroda zo stała przyznana m.in. Elizabeth Strout, Swietłanie Aleksijewicz, Amosowi Ozowi, Isabel Allen

 de, Mariowi Vargasowi Llosie, Ianowi McEwanowi.

Dodatek piłkarski

Z twórczości okolicznościowej

Moje wyspy

· 

Głośno piszczy dziś fujarka

Bo są urodziny Jarka

Życzym konusowi tego

By rozluźnił w końcu ego

I na przyszłe urodziny

Zjadł kolację u sędziny

Czy to Jula czy to Krycha

Byle była pełna micha

I hulanki i swawole

Taki sznyt, że ja pie*dole

Może wtedy Jarku drogi

Zejdziesz nam, Polakom, z drogi

Spojrzysz czule ku niewieście

I w jej łonie znikniesz wreszcie

Tego życzym, karakanie

Niech ci choć raz w życiu stanie

Jakiś babsztyl na przeszkodzie

Boś kobiety nie jest godzien

I na przyszłe urodziny

Zamiast hołdu dla rodziny

Przywal łbem o pustą ścianę

Bohaterem nie zostaniesz

Gra fujarka,

wielki cis!

***** Jarka!

***** pis!

I zamiast cytatu bajeczka.

„- Proszę, pomóż mi!- łkała Królewna – musisz! Wszystko Ci dam, wszystko zrobię, tylko wróć mi Go! Nie ma dla mnie życia bez niego, utopię się, zabiję, jak te tam.. świtezianki…

Wiedźma patrzyła na łkającą dziewczynę sceptycznie.

– Tyle lat już żyję, a wszystkieście głupie jak jedna! Czy to królewna czy prosta dziewka – sarknęła – a co on ma takiego, czego niby innym brak? – widząc, że Królewna nabrała tchu gotowa wymieniać zalety ukochanego, machnęła ręką jak na uprzykrzoną muchę – już! Niejednego widziałam i niejedną tu gościłam, świata mi nie odkryjesz. Czego Ty chcesz dziewczyno?

– niech wróóóćiiii, niech mnie kooochaa jak daaaawnieeej – zanosiła się od płaczu Królewna.

– nie ma rady na brak miłości – orzekła Wiedźma- chcesz wydmuszkę? Na co Ci bezwolna skorupa, bez życia i ognia w oczach i w lędźwiach! Ognia nie wskrzesisz czarami, ułudę jeno.. zaraz znów tu przybiegniesz, jojczyć będziesz – zerknęła ze wstrętem na gościa – na innego spójrz łaskawszym okiem, powiadają, że najlepsze lekarstwo na złamane serce to nowa miłość..

– ale ja nie umieeeeemmm bez niego, co mnie inni obchodzą, nie ma innych, nie widzę! tęsknota mnie zabijeee… nie umiem zapomnieć, już ofiary składałam Bogoooom i …

– ha! Na to mam lekarstwo!- poderwała się Wiedźma, zakrzątnęła wśród szpargałów i kociołków szukając czegoś i mamrocząc.

Królewna pociągnęła nosem

– masz? Naprawdę??

– Mam! Niezawodny sposób! W mig zapomnisz!– Wiedźma obróciła się w jej stronę wznosząc triumfalnie niewielki bukłaczek. Znalazła kubek, wypełniła go, aż po brzegi i podała Królewnie.

– no już! – ponagliła- pij! Pij!

Królewna dzielnie wychyliła zawartość, poczerwieniała, rozkaszlała się nie mogąc złapać tchu..

– O Bogowie! – wyjęczała – cóż to było???

– Samogon-odpowiedziała nieuważnie Wiedźma, napełniając kubek ponownie – musisz wypić trzy razy i trzy razy powiedzieć zaklęcie!

– zaklęcie?? Dobrze… jak brzmi?

– Chuj z nim.”

I to by dziś, było na tyle.

Do jutra.

Dostałam za swoje

Wczorajsze popołudnie dało mi się we znaki. V. zdecydowanie czuł się źle i mimo, że dał się wyciągnąć na spacer posiłkując się busikiem, to widziałam, że naprawdę nie czuje się dobrze. Posiedzieliśmy pod lipami na wzgórzu fortecznym

jednak do domu ledwie doszedł…

I się zaczęło. Co ja zrobię, jak on umrze, bo to dokumenty, a ja cudzoziemka. Córcia ani zięć telefonu nie odbierają, bo już ojciec swoje zrobił i miłość minęła.

A jakby poszedł do szpitala. to ja nie mam prawa jazdy i kto mu coś przyniesie… Mówię i tłumaczę:

-Nie martw się szpitalem, bo ja do autobusów jestem przyzwyczajona a do szpitala jest ich mnóstwo. Nie zostaniesz tam sam, bez mojej opieki. Groch o ścianę.

I tak mnie w sumie zdenerwował, że w nocy dopadł mnie atak wątroby. Nawet dwie NO-SPA nie pomogły.

O szóstej rano zaparzyłam mocnej herbaty i wypiłam gorzką i trochę puściło. Nawet udało mi się zasnąć. Teraz czuję jakbym miała i mam z 10 centymetrów w pasie więcej.

Za oknem pierwsza burza. Ale tylko solidnie grzmi i pada deszcz. Jeszcze tego roku nie było. Przynajmniej się odświeży.

Cóż dzisiejszy dzień wezmę na luz. Wczoraj poczytałam zaledwie trochę w łóżku zanim wątroba powiedziała ” stop”. To dziś nadgonię. Prasowanie niech ” szczeka”. Nie mam siły.

A teraz niewielki „DODATEK INTERNETOWY”

FOTOGRAFIE

Palcem po świecie

Z kwiatkiem

Fotografie rodzinne

Poradnik Perfekcyjnej Pani Domu.

https://www.najprzepis.pl/przepis/niesmiertelne-ciasto-z-kremem-z-wegier-r6341?fbclid=IwAR2gt71qOK-ihttps://www.facebook.com/grazyna.witkowskihVHCkG1YPbXaIsJfu1aYmEqSyZSUUc64yuVtsIeV7Y1msuU

Sukienka od LM ktora przygotowuje sie do odwiedzin. 😀

GALERIA KRAKOWSKA

https://lovekrakow.pl/aktualnosci/kopiec-kosciuszki-otwarty-dluzej-wyjatkowa-okazja_41573.html?fbclid=IwAR3zVu-nnEwXRBUqOKMTlzl5fYHzUHzwnzSPYlHMrLy-wEXWacqyB5_g-HY

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Dzisiaj piątek. Zaczyna się czerwcowy weekend kończący tę dziwna wiosnę. U mnie po burzy 22 stopnie. I podwójnie pachną lipy.

Do jutra.

Nastał czas kapelusza

Ale zanim o tym napiszę wyzłoszczę się na rodzinnego . Wczoraj w związku z tymi perturbacjami internetowymi nie zdążyłam. . Mężczyźni jak wiadomo z damskiego doświadczenia są niestety hipochondrykami.

Wczoraj V. miał zaniżoną saturację ( 92) a pan doktor powiedział :

-O jak Covid.

Podobno covidowcy tak mają. I na tym zakończył poza zleceniem analiz i tomografii z racji bólów nóg i pleców. A osobisty wieczorem autorytatywnie stwierdził:

-Miałem Covid. Taki osłabiony jestem i ta saturacja.

A moja diagnoza jest jednoznaczna:

Za dużo papierosów.

Za dużo wina.

Za dużo lat.

Ale nie mogę tego powiedzieć. Bo nie daje mi dojść do słowa.

Dzisiaj rano jednak zmobilizował się i pojechaliśmy do szpitala zamówić termin tej tomografii. Będzie 22 czerwca popołudniu. Do tego czasu powinien zrobić te analizy. Może w poniedziałek.

Oczywiście mieliśmy nic nie kupować, ale objazd po sklepach był i trochę zasobów przybyło. Bo jak nie kupić w ofercie jednego z najlepszej marki makaronu. Z Camerino. Tam gdzie jeden z najstarszych uniwersytetów. Powstał w 1335 roku. Oczywiście w Marche.

Jutro czeka mnie prasowanie. Nazbierałam tego jak nigdy. A tu kolejne zaraz powieszę.

Wróciliśmy do domu około jedenastej stwierdzając, że nadciągają upały. Nie mam zamiaru narzekać. 😀

Coś tam przygotowałam do obiadu, którego V. znowu nie jadł, bo nie może. Ale z patelni makaron podjadł i coś tam poskubał. Tak, że najwyżej ciut schudnie, co jest wskazane. 98 kilogramów.

I tuż przed klasycznym południem wyszłam na szybkie zakupy na Starówce. Oczywiście poszłam do piekarni. Ale wychodząc już założyłam kapelusz, żeby mi się zwoje mózgowe nie przegrzały. 😀

Na mijanym termometrze…

Tak, że kapelusz konieczny.

V. coś nawija o wspólnym wyjeździe na San Marco z Brunem na piknik i wentylację pluć. Jestem za.

Pranie powiesiłam i o dziwo prawie nie mam w tym temacie zaległości.

Czas na popołudniowy relaks z książką. Wciąż ” Zaginiona siostra”.

DODATEK INTERNETOWY

FOTOGRAFIE

Palcem po świecie

Z kwiatkiem

Portrecik

Natura

GALERIA ŚLĄSKA

GALERIA KRAKOWSKA

Rocznica

58 lat temu, 16 czerwca 1963 roku, na pokładzie statku kosmicznego Wostok 6 na orbitę okołoziemską wystrzelona została pierwsza kobieta – pochodząca z Jarosławia nad Wołgą 26-letnia Walentyna Tierieszkowa.

Poradnik Praktycznej Pani Domu

https://www.najprzepis.pl/przepis/fantastyczny-tort-milka-przepis-ze-zdjeciami-r6272?fbclid=IwAR3SlxYOAum31TXGSk_Li7tjbECzsQVvZmvyOQfoORXj8wBPhkGEaWmAtO8

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Moje wyspy

– Rozumiem, że nie zna pani Biblii, ale chyba wie, kto był pierwszym mężczyzną?
– Mój mąż myśli, że on.

Moje pierwsze miejsce.

Dzisiejszy cytat:

Do zobaczenia jutro.

Dzisiejszy DODATEK INTERNETOWY

Jak ja nie lubię zaległości.

A dziś w DODATKU INTERNETOWYM

FOTOGRAFIE

Palcem po świecie

Z kwiatkiem

Owocowo

Z ptaszkiem

Nowe pokolenie

Natura

W Kąciku Mola Książkowego

#wtorekdzieńtargowy #wyszperane

Sam hrabia Ossoliński posiadał około 30 tys. książek różnego gatunku (!) Wyobrażacie sobie? Gdzie to trzymać? Jego zbiory zostały połączone ze zbiorami księcia Lubomirskiego, w których skład wchodziły również obrazy i nie tylko. W książce „200 lat Ossolineum” znajdujemy fragmenty listów, które w tamtym czasie do siebie pisali ludzie, zaangażowani w całe przedsięwzięcie. Powiem Wam, że jest ich sporo. Nawet Józef Bem przyłożył do tego rękę. Tego pana, jak sądzę pamiętamy z historii Sam zaś cesarz Austro-Węgier wyrażając zgodę na założenie biblioteki narodowej zwracał się w swoim liście do Ossolińskiego: „Kochany hrabio (…)”

Choć pierwszy dyrektor tej biblioteki skarżył się do Rościszewskiego, (23 marca 1828) że biblioteki narodową zwać nie wolno, bo Polacy nie mają ojczyzny, nie są narodem, nie wolno im nawet języka polskiego nazywać ojczystym. To tę bibliotekę i tak narodową nazywano. Tyle tylko, że oficjalnie w pismach urzędowych tej nazwy jej odmawiano.

200 lat. Jakiż to szmat czasu. Iluż ludzi przyłożyło rękę do jej przetrwania, ileż zawieruch historycznych przeszło przez nasze ziemie. Myślicie czasem w ten sposób? Mnie takie refleksje nachodzą zwłaszcza, co do starych drzew. Ileż one widziały. Mamy u nas na podwórku lipę, którą posadzili moi pradziadkowie. Przycinana była wielokrotnie, a koronę ma rozłożysta i dającą szeroki cień. Moi pradziadkowie zginęli pod koniec II wojny, dziadkowie nie żyją od lat, już nawet moja mama zmarła, a lipa ciągle szumi. Ciągle trwa. Konie jej korę ogryzają, huba ją dręczy, a ona żyje, rośnie i ma się doskonale.

Podobnie z książkami. Ileż „widziały”, ileż „słuchały”, gdybyż tylko potrafiły mówić. Dlatego tez lubię książki z antykwariatów. Lubię je, bo noszą na sobie i w sobie obecność innych ludzi. Ich troski i ich ból, które towarzyszyły im podczas ich czytania. Ale również i ich szczęście i powodzenie, bo przecież ludzkie życie nie składa się z samych bolesnych sytuacji. Może ktoś usłyszał wyznanie miłosne, albo że wygrał z chorobą, może nad tymi kartkami wpadł na świetny pomysł na własną firmę, albo pojął jaki jest cel jego życia. To wszystko w sobie noszą książki. Nie tylko treści i myśli autora, a cały bagaż związany z ludzkim życiem.

Macie podobne skojarzenia?

#piszeagnieszkaczachor

GALERIA ŚLĄSKA

Familoki

Na Górnym Śląsku obchodzimy urodziny (gyburstag), w przeciwieństwie do większości Polski, gdzie świętuję się imieniny. Na początku gości częstuję się kołoczem, maszketami i bonkawom, a dopiero później potrawami mięsnymi, sałatkami i innymi daniami. To kolejna różnica w uroczystościach rodzinnych w porównaniu do innych regionów, gdzie najpierw się je kolację, a potem coś słodkiego. Na cześć solenizanta wznosi się toasty popijając przeróżne nalewki, koniak, wódkę, czy wino

http://chorzowianin.pl/2021/06/15/druga-edycja-festiwalu-pierogow-swiata/?fbclid=IwAR2mNPXfZQOib1c2eyJzOtv5Kxw5RjG_5b0buEqXnesGuM9cX600tp7x3aM

A teraz dla absolwentów Politechniki Śląskiej. Może ktoś się rozpozna .

Gliwicka Mapa Tajemnic

Politechnika Śląska ujęta w latach 60. na zdjęciach przez Zofie Rydet. Fotografka udokumentowała studentów, profesorów i naukowców w czasie ich pracy. W latach 60. uczyła ona fotografii na gliwickiej uczelni.

GALERIA KRAKOWSKA

Artystycznie

Rzeźby z drutu

Opowieść o miłości

Ona mieszkała we Francji i była gwiazdą światowego kina. A on? Obywatel Związku Radzieckiego, poeta, aktor, mający zakaz wyjazdu z kraju. Kiedy pierwszy raz zobaczył Marinę na ekranie, powiedział, że będzie jego. Kilka lat później ona zobaczyła go w Moskwie na scenie i już po spektaklu byli w sobie zakochani na śmierć i życie.

Wspomnienie kolejne. Tę panią dobrze pamietam.

https://weekend.gazeta.pl/weekend/7,177333,25523944,zeby-leciec-do-usa-na-wybory-miss-universe-58-napisala-do.html?fbclid=IwAR0HpDebT25gWWkXiV5Fd4BccDysoubrQPQWvnv6kELad7gCoFzaiT4hgpM

Poradnik Perfekcyjnej Pani Domu

https://www.najprzepis.pl/przepis/doskonaly-smietankowy-strudel-twarogowy-i-jablkowy-r5915?fbclid=IwAR1JOKI3ODTZuylp0hnV28uH1UFWzkaauWpTmiN_JF3G00vvbQlM2nx3eVA

Trening czyni mistrza

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Dodatek piłkarski

Stowarzyszenie 2Piny

Piłka nie jest najważniejsza – pamiętajcie o tym!!!

Nazywa się Simon Kjaer. Gra w reprezentacji Danii i AC Milan.

Nie jest gwiazdą, nie ma złotych butów i ogromnych osobistych wyróżnień, nie należy też do najdroższych piłkarzy.

Dzięki temu co zrobił stał się współczesnym superbohaterem.

Najpierw uratował swojego kolegę z drużyny Chrisa Eriksena, który stracił przytomność na boisku, udzielając mu pierwszej pomocy w kluczowych pierwszych sekundach.

Następnie poprosił kolegów z drużyny o stworzenie ′′ tarczy ′′ do ochrony wokół nieprzytomnego kolegi z drużyny, aby chronić go przed fleszami i wstrząsającymi zdjęciami.

Znalazł też czas, aby dodać otuchy żonie Eriksena, która była w szoku, widząc męża i ojca jej dwojga dzieci walczącego ze śmiercią. Ze względu na wyjątkową sytuację pozwolono jej zejść na murawę z trybun.

Drodzy Rodzice, od dziś nie proście Boga, aby uczynił z syna nowego Messiego lub Ronaldo czy Lewandowskiego. Wychowujcie ich aby stali się człowiekiem takim jak Simon Kjaer.

I wspaniały cytat”

Dobrze, że w Italii sjesta poobiednia. dzięki temu Internet zwiększył moc. 😀 I Dodatek Internetowy wskoczył na miejsce.

Do jutra.

Telefonicznie

Otóż od wczoraj mam kłopoty z Internetem. O ile wczoraj udało mi się zredagować wpis i wkleić Dodatek Internetowy, to dziś nie ma szans. Strony w laptopie się otwierają wolno a już WotdPress nie chce współpracować. Udało mi się otworzyć stronę w telefonie, żeby tych kilka słów napisać.

Dziś dzień prezentowy. Dotarła niespodzianka, bo moje przyjaciółki oprócz sukienki na którą czekam i która wciąż nie doszła zamówiły też na prezent urodzinowy torebkę. Jest śliczna i elegancka. Tylko jakaś okazja musi się trafić.

To była najmilsza informacja. Druga to poszłam z V. do lekarza. Miał zaniżoną saturację i dostał skierowania na analizy krwi i tomografię

Teraz tylko żeby to zrobił. Bo to wcale nie takie pewne.

Pogoda wcale nieupalna. 24 stopnie. Popołudniu przespaceruje się doładować Internet i wpadnę do Acqua Sapone. Jeżeli za chwilę uda mi się z Internetem, to wpis będzie normalny z ciekawostkami.

A jak nie, to spróbuję z telefonu wysłać tę okrojoną wersję.

Czytam ” Zaginioną siostrę”. Dobrze się czyta. Idę testować sieć.

Nie ma szans. Internet rzęzi.

Może potem uda się wkleić sam DODATEK INTERNETOWY.

A w Ascoli kwitną lipy i w każdym zakątku czuć ich zapach.

Do zobaczenia.

Trochę poważnie, a trochę nie

Świat kręci się w dalszym ciągu. I jak to na świecie wszędzie coś się dzieje. Od rana dopadły mnie różne newsy, którymi się muszę podzielić.

W Italii przepiękna pogoda. Wreszcie słonecznie i więcej jak ciepło. I znowu w tym słońcu zalega cień. Doszło do kolejnej tragedii a nawet kilku.

Ponieważ już jest tekst Sabiny Trzęsiok- Pinna w grupie „Rozmowy o Włoszech” nie będę sama o tym pisać. Skopiowałam razem z pierwszymi komentarzami.

Weekend we Włoszech upłynął pod znakiem dramatycznych wydarzeń w Ardei, miasteczku w pobliżu Rzymu, gdzie pewien 34-letni mężczyzna zastrzelił z zimną krwią trzy osoby- dwoje dzieci (braci w wieku pięciu i ośmiu lat) oraz 84-latka, który własnym ciałem próbował ochronić chłopców. Niestety nadaremnie.

Zabójca miał problemy psychiczne i niedawno wyszedł z psychiatryka, a w okolicy stwarzał problemy i ludzie się go bali. Groził nawet własnej matce, lecz nikt nie przypuszczał, że może dojść do takiej tragedii. Chłopcy, których zabił, bawili się w pobliżu domu, gdy morderca wyszedł z auta i zaczął do nich strzelić. Przypadkowo przechodzący mężczyzna chciał ich ocalić, ale również zginął, a jego postawę należy uznać za bohaterską. Po tym, co się stało, zabójca wrócił do domu i się zastrzelił, a obaj chłopcy umarli na rękach zrozpaczonego ojca. Aż serce się kraje, gdy o tym piszę.

Wszystko wskazuje na to, że ofiary nie były przypadkowe i dwaj bracia zostali zabici z powodów osobistych. Ojciec chłopców jest w areszcie domowym za handel narkotykami i być może to było przyczyną tego morderstwa. Pozostaje pytanie, skąd miał broń i dlaczego mógł się swobodnie poruszać? Przyznam, że ta zbrodnia mną wstrząsnęła, bo zabicie dzieci jest dla mnie czymś nie do ogarnięcia. Chłopcy mieli przed sobą całe życie, a jakiś psychol zakończył je w trzy sekundy. I takie rzeczy dzieją się we Włoszech, naprawdę brak mi słów. RIP aniołki 😢

P.S. Zazwyczaj wrzucam zdjęcia, lecz w tym wypadku poprzestanę na słowach.

Elzbieta Raczkowska

Następna tragedia w Ventimiglii: mężczyzna zabił swoją partnerkę i sam popełni samobójstwo.

Sabina Trzęsiok-Pinna

Administrator

Tak, czytałam, a najgorsze jest to, że groził jej na Facebooku, pisał niebezpieczne rzeczy i jak zwykle nic w tej kwestii nie zrobiono. Instytucje zawalają na całego i dopóki będą takie groźby minimalizować, dopóty femminicidio się nie skończy. A co osobiście wkurzyło, to wypominanie ofierze tego, że facet był o 30 lat starszy. Jakie to ma znaczenie?

Elzbieta Raczkowska

Sabina Trzęsiok-Pinna, żadnego. Ciągle się mówi o tym, by nie minimalizować i niewiele się robi.

1Sabina Trzęsiok-Pinna

Administrator

Tak, nie wiem czy pamiętasz, miesiąc temu na Sardynii doszło do zbrodni- facet zabił syna swojej byłej. Syn próbował obronić matkę i stracił życie, a morderca miał zakaz zbliżania się do niej. I co, czy taki zakaz ich ogranicza? Ani na jotę, tutaj potrzebne są bardziej radykalne kroki. Chyba żaden kraj europejski nie ma takiego odsetka morderstw kobiet jak Włochy.”

To jest właśnie ta Italia, której nie lubię i której się boję. Bo słynne ” piano, piano” ma zastosowanie do wszystkiego. Do poprawy prawa i rzetelnego zaradzania sytuacjom takim, jak opisane.

W naszej polityce też. nieciekawie.

https://biznes.radiozet.pl/News/Polski-Lad-obnizy-emerytury-4-poszkodowane-grupy-seniorow?fbclid=IwAR0_vEWBCiAMCyNRgO4LLA3AXixprPLN-UQ8JmN9DO8X_F3mT9zyMcqnTmQ

Może teraz jak niektórych emerytów uderzy po kieszeni dotrze do nich sytuacja w kraju.

A jeszcze mamy Covid. Nasza koleżanka Adatoniewypada bardzo poważnie o tym napisała.

Ada Rozewicz

Czuję się zmęczona lecz staram się pozytywnie spoglądać w przyszłość. Chciałabym napisać, że pandemia dobiega końca, niestety byłoby to przedwczesne.

Niemniej z każdym nadchodzącym dniem, tygodniem mam nadzieję miesiącem zbliżamy się do zakończenia półtorarocznego horroru.

To od nas zależy jaka będzie jesień, zima czy przyszły rok. Szczepimy się, w weekend kwalifikowałam do szczepień dużo młodzieży. Przychodzili ze swoimi rodzicami, z ciekawości pytałam czyja to decyzja. Czasami odpowiadali wspólna, niekiedy rodziców, a dzieci nie miały nic przeciwko temu, lecz nierzadko młode osoby odpowiadały -moja. Mówiłam wtedy rodzicom, gratulacje macie mądrego syna, córkę. Zwłaszcza zapamiętałam dwunastolatka który z dumą chwalił się, że rodzice pozwolili mu zdecydować i że będzie pierwszy zaszczepiony wśród kolegów i koleżanek w klasie. Ten młody człowiek wykazał się większą mądrością i empatią niż wiele dorosłych osób. Mądrością bo zna możliwe skutki przechorowania covid19, empatią bo szczepiąc się chroni innych. Nie jest egoistą, jak wielu którzy myślą – ” inni się zaszczepią, ja nie muszę pandemia się skończy”.

Uważają, że nie muszą się szczepić, są młodzi zaraza im nie straszna, nic bardziej mylnego ! Jest wiele osób młodych, kórzy do tej pory nie potrafią wrócić do zdrowia, po przechorowaniu, nie mało jest też dzieci które trafiły do szpitala z powodu zespołów „pocovidowych”. Nie myślą, że nawet jeśli sami nie zachorują, przejdą bezobjawowo, to nieświadomie zarażą innych, którzy mogą przejść chorobę ciężej lub umrzeć.

Decyzja by szczepić się jest testem dla naszej empatii, zarówno na poziomie osobistym, całego społeczeństwa jak również w wymiarze ogólnoludzkim.

Prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden ogłosił, że Stany Zjednoczone przekażą pół miliarda szczepionek krajom biedniejszym. Mam nadzieję, że za tą decyzją podążą inne państwa.

Z czystej ludzkiej dobroci, nie wolno nam zapominać o tych którzy urodzili się w krajach biedniejszych czy tzw. upadłych. Jesteśmy ludźmi, naszą przyzwoitością jest pomagać innym – to powód moralny, nie wolno bezczynnie patrzeć na czyjeś nieszczęście czy śmierć.

Z powodów praktycznych bogate społeczeństwa muszą zaszczepić innych, by pandemia nie nawracała. Każdy niezaszczepiony miliard ludzi, to miliard szans albo i więcej na „skuteczną” mutację wirusa. Wirus mutuje, „szuka” dostępu do nas, „próbuje” oszukać szczepionki – takie są prawa biologii.

Jeśli nie chcemy tkwić w zarazie, marzymy o powrocie do świata przed zarazy, ten świat już nigdy nie wróci, to dobrze że nie wróci, lecz ma szansę być szczęśliwy, nie rozwijam tego wątku.

Jeśli nie chcemy tkwić w zarazie, marzymy o powrocie do świata „normalności” musimy zaszczepić ludzi na wszystkich kontynentach, we wszystkich państwach. To globalnie.

A osobiste powody ? O empatii już wspomniałam, dodam jeszcze że szczepiąc się, szczepiąc młodzież, mam nadzieję, że w przyszłości również dzieci chronimy siebie, bliskie nam osoby oraz innych.

Proszę nie zapominajmy o innych.

Wspominałam wcześniej o powikłaniach pocovidowych, po półtora roku zarazy, wiecie czym covid19 może się skończyć.

Nie liczcie też, że jeśli większość się zaszczepi to ja nie muszę.

Nic bardziej mylnego !

Prędzej czy później, najprawdopodobniej na jesień, niewykluczone że latem, wirus typu delta jest o 60% więcej zakaźny niż wersja brytyjską, która na wiosnę zabrała wielu bliskich, przyjaciół, znajomych, wirus powróci. Wydaje Wam się, że macie pojęcie, jak będzie przebiegała czwarta fala, przecież trzecią macie za sobą, kolejnej się nie obawiacie.

Nic bardziej mylnego !

Dzięki szczepieniem miliony z nas, którzy zdecydowali się zaszczepić będzie odpornych. Szpitale nie będą aż tak bardzo przeciążone jak wiosną, dzieci będą chodzić do szkoły, kina, teatry czy galerie handlowe pozostaną otwarte. Wirus będzie mógł swobodnie się przemieszczać, najbardziej narażone na niego są osoby niezaszczepione.

Biologia i statystyka jest nieubłagana, nie pomoże jakiekolwiek zaklinanie rzeczywistości. Wielu z niezaszczepionych zachoruje, część umrze.

Gdy dojdzie do tragedii, spoglądanie w przeszłość już nie pomoże – „przecież mogłem, mogłam się zaszczepić”.

Dr n med. Ada Rozewicz

A u mnie na szczęście codzienność. Ani dobrze ani bardzo źle. V. zdecydowanie nie czuje się dobrze. Powinien pojeść na solidne badania. Ale na gadaniu się kończy. I humorach. A ja powinnam omijać go jak szpinak na ścieżce. Inaczej znów jestem wszystkiemu winna . A moim zdaniem, to wszystko z nudów.

No, ale to nic nowego i ja się z tym oswoiłam. Nie przyzwyczaiłam, a oswoiłam.

Zobaczymy, co będzie z tą wycieczką 4 lipca. Może to go zmobilizuje do pionu. Starzejący się mężczyzna, to coś okropnego.

Skończyłam wczoraj cykl o komisarzu Deryle. Wygląda na to, że powstanie kolejny tom. I bardzo dobrze.

Otworzyłam w czytniku ” Zaginioną siostrę”, ale jeszcze nie zaczęłam. Popołudnie z książką. I pójściem na zakupy.

A teraz solidna porcja DODATKU INTERNETOWEGO

FOTOGRAFIE

Palcem po świecie

Świat jest piękny – magiczne miejsca

Niezwykłe miasteczko w Hiszpanii. Wiele tutejszych budynków jest wciśniętych pod ściany stromego wąwozu, miejsca na domy zostały wydrążone przed setkami lat, a z czasem je przebudowywano. Do dziś niektórzy mieszkańcy Setenil de las Bodegas śpią z ważącymi miliony ton skałami nad głową.

Z kwiatkiem

Chochlik kulturalny

Kolejka do szklarni Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego jak w stanie wojennym (chociaż wtedy akurat nie do szklarni były kolejki…), ale skoro Amorphophallus titanum zwany Dziwidłem olbrzymim kwitnie tylko kilkanaście godzin, to zobaczyć go trzeba. Cudo!

Z ptaszkiem czyli czapla jako bocian 😀

GALERIA ŚLĄSKA

Murale w Chorzowie na Żabich Dołach

GALERIA KRAKOWSKA

Lajkonik na Wiśle

Opowieść o miłości

Kompas Anny Saranieckiej

 „Jest taka opowieść, jak jesienią 1939 roku trzech przyjaciół ruszyło z okupowanej Warszawy do Wilna. Poszli po swoje miłości. Jan Ekier po narzeczoną Danutę Szaflarską, hrabia Michał Tyszkiewicz po żonę Hankę Ordonównę i Jerzy Waldorff po ukochanego, tancerza Mieczysława Jankowskiego. Nie wiadomo, ile jest w tej opowieści prawdy, a ile anegdoty. Ale faktem jest, że Waldorff przedarł się do Wilna (wtedy już Sowieckiego), odnalazł swojego wybranka i razem, ukrywając się w rowach przed nalotami, dotarli na koniec roku do Warszawy. Nie wiedzieli wtedy, że spędzą ze sobą niemal 61 lat, całe życie do śmierci Jerzego w 1999 roku”.

Poradnik Perfekcyjnej Pani Pomu

https://www.najprzepis.pl/przepis/ciasto-hrabiny-z-jablkami-i-wiorkami-kokosowymi-r6017?fbclid=IwAR2bV8zyT3KJyoNvljwV51kOznVx0QVXmaYnGyUQwgmK7QowgdVOWC65o0c

Błyskawiczne i pyszne ciasto owocowe – dla leniwych kucharek. Przygotuj w 10 minut i do piekarnika.

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Dziś Dodatek Sportowy

Pozostałe uśmiechy

I dzisiejszy cytat:

Do jutra.

Zaczynamy nowy tydzień

Ale, żeby zacząć trzeba skończyć. Dlatego będzie ” przeżyjmy, to jeszcze raz” czyli albumy z wesela.

Oto impreza w obiektywie Hani.

A to album ” tam, gdzie nas nie było”

Teraz na specjalne zamówienie rozkładam menu na czynniki pierwsze.

Aperitif na powitanie i przystawki do niego

Menu obiadowe

Przystawki włoskie czyli sery i wędlina

Dwa dania pierwsze

Lasagne alla Norcina ( Norcia to miejscowość słynąca z wyrobów wędliniarskich i trufli)

Makaron z sosem czyli sos pomidorowy z ragu

Dwa dania drugie

Pieczeń wieprzowa ( porchetta) z pieczonymi ziemniaczkami

Oliwki ascolańskie i cremini czyli fritti misto ( cremini to kostki kremowe budyniowe panierowane i smażone)

Zielona sałata

Tort weselny a nawet dwa

sałatka owocowa ” macedonia”

Kawa na pożegnanie

Wszystko uzupełnione winem białym i czerwonym oraz spumante

I tym wyjaśnieniem uważam temat ślubny za zakończony.

Wczoraj odpoczywałam i czytałam. Czytam ostatni tom ósmy o komisarzu Deryle.

Po ” Bestii”

, ” Krew”

Bardzo mnie zmartwiła wiadomość o śmierci Lucindy Riley. Bardzo lubię jej książki i właśnie czeka na mnie ostatni tom cyklu ” 7 sióstr”.

A jak jesteśmy przy książkach dostałam taką oto fotkę, która bardzo mnie ucieszyła.

Poza tym chcialam podziekować za wczorajszą oglądalność bloga. Imponująca liczba

W Italii piękna słoneczna pogoda.

I oczywiście dzisiaj już jak zawsze DODATEK INTERNETOWY

FOTOGRAFIE

Palcem po świecie

Z kwiatkiem

Cuda natury

Filozofia Pozytywna

General Sherman jest największym drzewem na świecie 🌱💚
Ma 84 metry wysokości i waży 1200 ton.

Szacowany wiek: 2500 – 3000 lat.

Z ptaszkiem

Z cyklu ” Kapliczki”

GALERIA ŚLĄSKA

GALERIA KRAKOWSKA

Kraków – ciekawostki, tajemnice, stare zdjęcia

Ulica Fryderyka Szopena (obecnie Chopina) w latach 60. XX wieku w obiektywie Henryka Hermanowicza.

https://lovekrakow.pl/aktualnosci/weekend-w-pigulce-11-13-czerwca-noc-tanca-festiwal-zaczarowanej-piosenki-kiermasz-ksiazki_41505.html?fbclid=IwAR2p_DaBbnYSey4Sq5PrkqqZxFf8PNC89BxqrxRXVAc-8QUMwDhg30hZQFo

Poradnik Perfekcyjnej Pani Domu

https://www.najprzepis.pl/przepis/legendarny-jablecznik-naszych-babc-r5877?fbclid=IwAR0n6BKbrTBSNzT4yeNHkArcMKXIl23kG20zGGqga0vbZGGMKjobaVqNXPo

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Moje wyspy

– Fajna jesteś, jak wypijesz.

– Ty też jesteś fajny, jak wypiję.

I jeszcze cytat:

Do zobaczenia jutro.

Opowieść ślubna czyli ” a w sercu ciągle maj „

Opowieść tę dedykuję Małgosi i Mario wczorajszym nowożeńcom.

Postaram się o rzetelną relację kronikarską z wczorajszego specjalnego dnia.

Otóż początek jak dla mnie nie był najciekawszy. Po wszystkich zaakceptowanych przygotowaniach V. w piątkowy wieczór stwierdził, że na wesele nie pojedzie. Bolą go nogi i źle się czuje. Gdyby chodziło tylko o mnie jakoś z tym bym próbowała się pogodzić i zaradzić, ale miała z nami jechać nasza przyjaciółka. Szybko uruchomiłam przyjaciela B. i zapewniłam Hani dotarcie na czas na miejsce obchodów radosnych.

Ja miałam, albo pojechać z nimi albo po namowie dojechać z V.

I tak dzień rozpoczęłam od tak zwanych na Śląsku ” hertzklekotow”.

Sytuacja została opanowana. Odebrałam kwiaty dla młodej pary. I tu moja dygresja. Żadnych uśmieszków, bo ” młoda para” nie ma nic wspólnego z wiekiem i jest nazwą młodego związku małżeńskiego. Zawsze mnie dziwi brak kwiatów na włoskich ślubach. Goście kwiatów nie przynoszą.

Ale panna młoda jest Polką i kwiaty dostała, bo u nas tak jest.

Hania pojechała z B. a ja jednak namówiłam V. i też wyruszyliśmy na przyjęcie.

Wczesnej pokażę wam moje buty. A co w nich osobliwego? Nic poza tym, że od wieków nie wkładałam takich obcasów, a buty te stanowią kolejny element opowieści. Zaznaczam: buty były nowe, nawet kartonik przyczepiony do nich odcinałam.

Pojechaliśmy i z drobnymi perturbacjami, bo V. się zagapił i minął właściwy zjazd. Przy temperaturze na mijanej aptece 31 stopni dojechaliśmy do restauracji ” Vecchia salaria”. ( Stara Salaria). Salaria, to wciąż używana droga na Rzym ciągnąca się od Adriatyku i przed wiekami używana do transportu soli. Na miejscu zastaliśmy naszych przyjaciół plus jeszcze jedną sympatyczną parę. Polsko- włoską. Szczególnie partner G. okazał się barwną postacią. Nie tylko z racji fryzury 😀

Sergio okazał się również artystą pracującym w drzewie i zgodnie z włoskim zwyczajem obdarowywania gości prezentami przygotował dla wszystkich własnoręcznie zrobione podstawki pod… telefon komórkowy.

Poza tym całkiem dobrze śpiewał, a już szczególnie nabił u mnie punktów, kiedy wzniósł taki toast:

” Italia ma w Europie tylko jedną siostrę. Jest nią La Polonia”. Wzruszyłam się.

Ale wracamy do relacji. Doczekaliśmy się przyjazdu nowożeńców.

Przyjechały dwa samochody. W kolorach naszych narodowych. Jak mi opowiadano do magistratu panna młoda przyjechała czerwonym, a pan młody białym. Ciekawostką jest, że obydwa auta biorą udział w rajdzie samochodowym organizowanym w Ascoli co roku na San Marco. Wśród gości była spora grupa rajdowców, bo Mario jest z nimi spokrewniony.

Poleciałam robić zdjęcia. Na tych obcasach. Załamanie nieznanego terenu i katastrofa. Nieużywane buty po prostu się rozkleiły. Szewc zaradzi.

I tak od początku imprezy występowałam w kolorystycznie dobranych balerinkach, które przezornie zabrałam.

Początek zdjęć i ja już w nich jestem. W tych balerinkach. 😀

A teraz będzie album pamiątkowy dla tych, co lubią ogladać imprezowe zdjęcia.

Pogrupowałam je.

Pierwsze zdjęcia z młodą parą.

Już jesteśmy pod namiotami na tarasie. A, że nie tylko życzeniami goście żyją oto menu ” :

Po toastach klasycznie. Pierwszy taniec pary młodej.

A teraz z cyklu ” goście weselni”.