Opowieści LUCI MODNEJ

Druga polowa września, za moment kalendarzowa jesień czas więc zobaczyć, co włoska moda proponuje nam na te porę roku.

Nie wszędzie jeszcze nastąpiła zmiana wystaw, ale w większości tak.

Panów od razu przepraszam, że dzisiaj nie mam dla nich Dodatku ( mimo, że obiecałam), ale tam jeszcze nic ciekawego się nie dzieje.

W ulubionych butikach trochę jesieni jest.

Oczywiście Luisa S.

Jesiennie i beżowo. Nawet rękawiczki są z mankietem dzianinowym.

Klasyczne zestawienia żakietów z bluzkami. Białe bluzki jak zwykle nie wychodzą z mody. Są i samodziały i frędzelki.

Oglądamy dalej.

Jedyny kolorowy akcent, to ta kurtka nie licząc sukienki w jesiennych kolorach. Talia wróciła na swoje miejsce, ale hitem są bluzki. Wiązane na kokardę pod szyją.

O powrocie talii na swoje miejsce pisałam i jeszcze widać lamówki, stebnowania i obciągane guziki. I jak zwykle damskie eleganckie garnitury.

U sąsiadów natomiast mój ulubiony zielony kolor w zestawieniu z klasyczną pepitką. I nawet jesienne szorty. Dokładnie możecie prześledzić wszystkie detale.

Ale beż króluje, nie jest to mój ulubiony kolor, ale wiem, że są jego wielbicielki.

Ładnie, ciepło i wygodnie. Szale naturalnie jak zawsze.

Jest też trend czarno- biały.

Oczywiście białe bluzki.

A teraz trochę dziwności. To moim zdaniem absolutnie chybiony zestaw.

Kojarzy mi się z piżamą z kusą górą i szlafrokiem.

Za to te dwie propozycje do rozważenia.

Szczególnie kamizela ciekawa mimo, a może właśnie dlatego , prostoty.

W zasięgu oka dojrzałam jeszcze cieple okrycia

I stale modne marynarskie zestawy. Wszak Italię oblewają morza. Ja też je lubię. I morza i takie zestawy.

Bardzo ładna biała bluzka. zwróćcie uwagę na rękawy i zwyczajna sukienka na wrześniowe ciepłe a nawet bardzo ciepłe dni. W październiku szczególnie w pierwszej dekadzie też się nada. Jedyną ozdobą jest pasek zawiązany na kokardę.

Teraz dodatek z San Benedetto. Musiałam. 😀 Awangardowo. A o cenach raczej nie myślmy. Nie ma ich nawet na wystawach. Ale pooglądać można.

Oprócz właściwie letnich propozycji jest i ciepła propozycja. Kurtka mi się podoba.

A pod nią wszelakiego dobra moc.

Ta natomiast bluzka skradła mi serce. Nawet nie chce myśleć o cenie. 😀

W butiku są też torebki.

I to na początek jesieni wszystko.

Ledwie zrobiłam zdjęcia, a następnego dnia Luisa zmieniła wystawy. Muszę więc znowu tę zmianę podejrzeć. I chyba zacznę już wychodzić mocno po zachodzie słońca, bo inaczej zdjęcia są jakie są. Mimo moich starań.

Czekam jak zwykle na komentarze.

Do zobaczenia.

Sobotnie zapiski

Będzie o wszystkim, bez jakiejś tam wiodącej nuty. Rano obsobaczyłam V. Oczywiście za jego wieczne lamenty jaki to on jest nieszczęśliwy i jest mu źle. Wczoraj odpuściłam, bo co gadać z facetem, który wlał w siebie 3 litry wina. Z racji tej nieszczęśliwości naturalnie.

Do kawy usłyszał:

-A jakie ty masz problemy, że jesteś taki nieszczęśliwy. Żadnych problemów finansowych. Stać cię na wszystko. Zero obowiązków. W domu nie robisz nic, bo jesteś do wyższych celów stworzonych. Wszystko łącznie z twoimi dokumentami ogarniam ja. Dzieci masz zdrowe i na dodatek cała trójka pracuje, a Gracja ułożyła sobie życie dobrze. Masz gdzie mieszkać i co jeść. Zdrowie ci się posypało na własne życzenie. A, że się starzejesz, to się z tym pogódź, bo nie tylko ty. Ja też i coraz mniej mam cierpliwości do ciebie. Amen.

Może dotarło, może nie.

I poszłam na zakupy. W Ascoli na placach rozgardiasz. Wrócił po letniej przerwie targ antykwaryczny i na piazza del Popolo już rozkładano stragany.

Jak widać już dzieciątko Jezus do szopki jest.

Na piazza Arringo targ normalny. Popołudniu rozłożą się inne stragany ” pchlego targu”. Pewnie się wybiorę. Ale i tu widzę, że zbliża się Boże Narodzenie: D

Dodatkowo sporą część placu zajęła scena. Co na niej będzie jeszcze nie wiem, bo zgodnie z tradycją żadnego ogłoszenia nie widziałam. Może później coś znajdę w ogłoszeniach parafialnych czyli magistratu.

Kiedy wróciłam do domu niestety V. zdążył pozbawić się reszty normalności. Ale to nic nowego i trzeba do tego podejść ze stoickim spokojem. Ja zdecydowanie nie mam czasu na depresyjne nastroje, chociaż zwykła chandra mnie dopada.

Wczoraj powróciłam do ” Lucyfera”. Dziś czeka mnie 14 odcinek trzeciego sezonu. I mam oczywiście piątą część Rydera C. do skończenia.

Oczywiście znalazłam zdjęcie a nawet kilka, których szukałam .:D

Album sukienki, która odeszła a nadeszły kilogramy.

Tyle na dzisiaj, a teraz:

DODATEK INTERNETOWY

GALERIA ŚLĄSKA

Katowice pięknieją

Franek DambońŚląsk jest śliczny!

Katowice, województwo śląskie, Polska  · 

Ul. Dworcowa została częściowo otwarta dla pieszych — w Katowice Ul. Dworcowa.

GALERIA KRAKOWSKA

Kraków – ciekawostki, tajemnice, stare zdjęcia

Rodzina na plaży nad Wisłą u podnóża Opactwa Benedyktynów w Tyńcu. Fotografia wykonana w okresie II Wojny Światowej.

GALERIA LWOWSKA

Lwów na słodko i półwytrawnie

Gastronomiczna mapa przedwojennej Polski – wiecie, jakie lwowskie i wschodniomałopolskie smakołyki zachwalano? Otóż, uważano, że Lwów słynie z doskonałych konserw mięsnych, barszczu, świetnych ciastek i cukierków. Zaleszczyki zaś wspominano jako krainę słynną z winogron i wszelkich owoców.

#przedwojennylwow #przedwojenneknajpy #kresy

W Kąciku Mola Książkowego

Poradnik Perfekcyjnej Pani Domu

Historie ciekawe i romantyczne

Piękne wspomnienie

Anna Maria Czarzasta

Zupa jabłkowa.

Jabłka z sadu od cioci Eli a z nich zupę, taką, jaką lubię, ugotowała mi dziś mama. Mnie taka nie wychodzi, choć gotuję ją czasem dla siebie i swojej córki. Przykrywka od starych garnków, miska z duraleksu i wiem, że to rodzinny dom. Z perspektywy czasu, to co kiedyś mnie młodą denerwowało – jest teraz powodem do zatrzymania się i docenienia, że jest takie, jakie jest, że ludzie są tacy, jacy są i że są.

Celebracja życia nad zupą jabłkową mojej mamy, prowadzi do własnych, dawno zagubionych we mnie korzeni. Widzę ręce mojego młodszego brata, które są męską wersją moich, widzę jak w wielu sprawach jesteśmy podobni, jak oboje czujemy się częścią natury, jak mamy zbliżone poglądy na wiele spraw. Geny po matce i ojcu są tu tak widoczne, podobieństwo fizyczne do ciotek i kuzynek również. Tutaj nie jestem „z Mazur”, tutaj jestem swoja, stąd. I choć nawet ludzie na ulicy nie rozpoznają mnie, pomimo, że a ja ich poznaję- nie ma to żadnego znaczenia. Niczym się nie różnię, może jedynie determinacją i siłą, ale te cechy wykształciło we mnie moje życie, które rzucało mną nie raz jak szmacianą lalką, które stawiało przeszkody, zdawałoby się początkowo nie na moje barki.

Perspektywa, która pozwala mi spojrzeć na moje życie gdzieś tam, daleko stąd, w innym niemal wymiarze – staje się jedynym, na czym mogę w tej chwili oprzeć się. Mam tylko ją- obraz tego, co stworzyłam od podstaw, wychodząc z gniazda w 22 roku życia, mając tylko siebie, swoją głowę, dwie ręce i wizję tego co chcę robić i jak żyć.

Więcej nie mieszkam w tym domu, niż mieszkałam i już zapomniałam jak to jest, gdy tak po prostu mama ugotuje Ci garnek zupy jabłkowej. Bo lubisz. Bo jesteś jej dzieckiem.”

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

„Zróbmy co tylko możliwe, by uniknąć pandemii niezaszczepionych” Do pracy tylko z paszportem covidowym – tak już za miesiąc będzie we Włoszech. To wyjątkowo surowe restrykcje dla wszystkich 23 milionów pracujących tam ludzi. We Francji z kolei pojawiają pierwsze kary za nieprzestrzeganie nowego obowiązku szczepień. (https://tvn24.pl)

Na Platformie Politycznej

ŚMIESZKI i nie …

O tej mądrości powinnyśmy pamiętać:

Do jutra.

Dwie twarze Italii

Późno dzisiaj zabieram się za zapiski w pamiętniku.

Tak wyszło. I o tym też będzie.

W zeszły piątek jadąc w samochodzie do San Benedetto słuchałam informacji o kolejnym kobietobójstwie. To, co się dzieje w Italii jest przerażające.

Jak zwykle świetnie do tego odniosła się Sabina Trzęsiok-Pinna więc pozwalam sobie udostępnić jej tekst.

Przystanek Italia

Wrzesień we Włoszech jest tragicznym miesiącem. Tylko w ciągu ostatnich dziesięciu dni zostało zabitych siedem kobiet. Od początku roku ofiar kobietobójstwa jest już 83. Aż 83 i końca tego koszmaru nie widać. To przerażające.

Wczoraj Italią wstrząsnęło kolejne morderstwo. Tym razem życie straciła 21-letnia kobieta, którą zastrzelił jej kochanek, a potem popełnił samobójstwo. Dziewczyna osierociła dwuletnią córkę, bo znowu mężczyzna zadecydował o jej losie. Takie historie słyszę ostatnio niemal codziennie i ciągle zadaję sobie pytanie, gdzie jest w tym wszystkim państwo włoskie?

O zjawisku kobietobójstwa mówi się, i owszem, ale za mało i przede wszystkim za mało się w tej kwestii robi. Rokrocznie statystyki nie maleją, co jest bardzo niepokojące, a prawo, które powinno być zmienione, stoi w miejscu. Nie może być tak, że facet, który zamordował kobietę, odsiedzi kilka lat i wyjdzie za dobre sprawowanie, lub wcale nie pójdzie do więzienia, tylko zostaje objęty aresztem domowym. Nie może być tak, że sędzia, który ogłasza wyrok oświadcza, że 40 ciosów nożem to nie jest morderstwo ze szczególnym okrucieństwem. Nie może być tak, że sąd wypuszcza z więzienia niebezpiecznego stalkera, ponieważ uznaje, że nie stanowi on zagrożenia, po czym okazuje się, iż pierwszą rzeczą, jaką ten osobnik po wyjściu na wolność robi, jest zabicie eks narzeczonej. Aplikowane jest prawo, a kobiety ciągle giną. Dlaczego?

Najgorsze jest to, że opinia publiczna we Włoszech przyzwyczaiła się do takich wiadomości. W internecie wyraża się oburzenie z powodu zbrodni, pisze się o tym, że to musi się skończyć, ale nie ma debat, jak zapobiec kobietobójstwu, nie ma konkretnych projektów dotyczących zmian prawa, nie ma nic. Są za to mężczyźni, którzy stają się mordercami i ich ofiary, które w żaden sposób nie mogą się uchronić przed śmiercią. Bo to jest nierówna, przegrana z góry walka. Za mało się o tym mówi, za mało pisze i jeszcze mniej robi. Ofiary przemocy w Italii są samotne, gdyż państwo minimalizuje zjawisko femminicidia.

Czytam właśnie wywiad z ojcem mordercy i samobójcy w jednym i przewraca mi się w żołądku, gdy po raz enty widzę słowa, że to był „bravo ragazzo” (dobry chłopak), że zachowywał się normalnie i nikt nie spodziewał się po nim takiego czynu. Czytam też o tym, jak niektórzy internauci są bezlitośni dla 21-letniej ofiary. „Dostała co chciała, bo miała kochanka”, „Zdradzała męża, więc się jej należało”, „Zamiast w domu z dzieckiem siedzieć, chodziła na balety, to ma”. Dziewczyna została zamordowana z zimną krwią, a wielu komentujących uważa, że dobrze się stało? Różnie się w życiu układa, skoki na bok się zdarzają, tak bywa, lecz czy ktokolwiek z tego powodu zasługuje na taki koniec? Okrutny był nie tylko jej zabójca, ale tacy są również ci, którzy ją osądzają. Dziewczyny nie ma już z nami, jej córka już nigdy nie zobaczy matki, a w Internecie wylewa się pomyje na ofiarę. Broni się zabójcę, klasycznego „dobrego chłopca”, który przez przypadek pociągnął za spust, bo oszalał z miłości. A miłości, drodzy, do tego nie mieszajmy. Kto kocha, nie zabija. Nie zapowiada się na to, by z plagą kobietobójstwa Włochy kiedykolwiek sobie poradziły.”

Jednak już dziś te dane są nieaktualne. Bo ojciec zabił swoją córkę w dniu jej urodzin.

Kto ma fejsbuka podaje link do bloga „Przystanek Italia”. Warto przeczytać komentarze.

https://www.facebook.com/przystanekitalia

Ale tego na co dzień nie widać. Italia jest pięknym radosnym krajem, któremu w dobrym humorze nawet wirus nie przeszkadza.

Wczoraj tym razem w Ascoli na piazza del Popolo znów antyczne samochody. I jakie cudowne. Musiałam je uwiecznić.

I oczywiście dzisiaj pojechaliśmy zjeść z córcią obiad. Tym razem bez jej chłopaka. Tatuś szczęśliwy. San Benedetto dziś targowe. Przypominam największy targ w okolicy Ascoli. Przysiedliśmy koło fontanny, bo upal się zrobił, ale taki wilgotny. Duszny. Oleandry zaczęły powtórnie kwitnąć i znów jest na Lungomare kolorowo.

A tu znalazłam moje ulubione niebieskie ” floksy”, które wspięły się na palmę.

Posiedzieliśmy w takim miejskim kąciku. To zrobiłam fotkę doniczkowym ozdobnym karłowatym oliwkom.

Po piętnastej niebo się zaciągnęło i plażowiczów zgonił deszcz. My też zabraliśmy się do powrotu. Odwieźliśmy Barbarę po przerwie jeszcze do domu, bo wraca do pracy na siedemnastą.

A taką plakietkę noszą wszyscy pracownicy supermarketu, gdzie pracuje.

Napis informuje, że jest zaszczepiona.

W Ascoli nie spadła ani kropelka deszczu. Jednak w domu czekała mnie niemiła niespodzianka. Podobno był taki silny podmuch wiatru, ze z okna z parapetu zwiało mi doniczkę. Oczywiście zniszczyło kwiatka, a drugiemu też się dostało. Stracił piękną odnogę. Zaraz posprzątałam i z tego, co ocalało zaszczepiłam dwie mniejsze doniczki.

Trudno, świetnie. Dziś siedemnasty więc mój pechowy dzień.

Mam nadzieje, że moje kwiatki odrosną.

Wracam do zajęć domowych kiedy tylko blog znajdzie się na miejscu.

DODATEK INTERNETOWY

GALERIA ŚLĄSKA

Róża GwizdonŚląsk jest śliczny!

W świętochłowickiej dzielnicy Lipiny coś drgnęło. Prywatny inwestor rozpoczął remont drugiego już w tej dzielnicy obiektu , perełki architektonicznej, byłego Domu urzędniczego .Huty Guidotto – spuścizny słynnego rodu Donnersmarcków.

Na pierwszym zdjęciu wyremontowany już budynek.

Mikołów urokliwe miasteczko blisko Katowic i Chorzowa

GALERIA KRAKOWSKA

GALERIA LWOWSKA

Lwów na słodko i półwytrawnie

Książka „Słodko-gorzka czekolada – Höflingerowie” to nie tylko opowieść o znanej firmie „Jan Höflinger” produkującej czekolady i inne słodycze, jej założycielu i przodkach ale i rodzinie długoletniego właściciela – Tadeusza. A jako że w rodzinie „panienek było szereg”, nie mogło zabraknąć historii z nimi związanych.

„W świetle jupiterów, w cieniu wokandy – Krystyna”

„A jednak miłość” (również o Krystynie)

„A panna to mnie już nie dogoni – Zofia”

„Zawsze tęsknię za krajem – Irena”

„Już jesteśmy daleko od cywilizacji – Hanna”

„Koniec snów”

Na zdjęciu od lewej: Irena, Hanna, Zofia, Krystyna (fot. ze zbiorów rodziny)

#lwownaslodko #slodkogorzkaczekolada #przedwojennylwow #hoflinger Opowieści przy kawie

Miłośnik kotów zbudował mu w mieszkaniu pałac.

Z serii ” Mural”

Poradnik Perfekcyjnej Pani Domu

Historie ciekawe i romantyczne

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

https://www.eska.pl/news/atak-zimy-w-polsce-wrzesien-2021-nieunikniony-to-bedzie-bomba-arktycznego-chlodu-aa-3JMe-cxXh-VwCj.html?fbclid=IwAR3lSkW2EU3A_6UChwtn-UY2Z-X1aJw4uMNRLzBFgnhLkL1Z0EhNO6xnrJw

ŚMIESZKI i nie

A to bardzo podbudowująca mądrość na dziś.

Do jutra i miłego weekendu.

Rozważania domowe dzisiaj

Rzeczywiście wróciłam do formy, bo przedpołudnie mnie wciągnęło w kołowrotek domowy. Odłożyłam prasowanie, bo V. chciał wyjść z domu i przez co pokrzyżował mi pierogowe plany. Ponieważ zaraz rano zrobiłam ziemniaczany farsz, to postanowiłam iść na skróty i usmażyć naleśniki z tym właśnie farszem. Plus troche szynki gotowanej dodatkowo. Według gustu osobistego, bo on nieziemniaczany.

Zanim się jednak wykokosił zdążyłam zrobić kontrolę szafy z ciuchami wiszącymi i posegregowałam na wieszakach sukienki i bluzki, które zabezpieczę workami. Takie na ramiączkach, szeleczkach i z gatunku fru fru. Reszta to już takie, które jeszcze ubiorę i takie powiedzmy okazjonalne.

Kilka bluzek wzięłam do poprawki. Jedna sukienka kończy w pojemniku na rzeczy do Caritasu. Niestety nie wierzę, że ją jeszcze założę Jest z epoki przedtrzęsieniowej kiedy to miałam 58 kilogramów. Zostało moje zdjęcie w tej sukience i niech tak zostanie. Jak znajdę, to pokażę.

I kiedy tak zebrałam te kilka szmatek pod igłę pomyślałam o tym, że coraz częściej się spotykam z twierdzenie, kiedy mówię, że muszę coś tam naprawić czy przeszyć:

-Że też ci się chce. Ja tam nic nie naprawiam.

I tak sobie pomyślałam, że akurat mnie wychowywano mimo, że byłam jedynaczką w poszanowaniu rzeczy. Jeżeli coś tylko się rozpruło lub niewielka rzecz do poprawki, to dlaczego wyrzucać. Obrastamy przez to w dobra konsumpcyjne i nakręcamy koniunkturę.

Nauczono mnie jako wychowywanej też w cnotach niewieścich ( to te czasy) 😀 szyć, haftować, szydełkować i naprawiać. A poza tym czasy były powojenne i zgrzebne. Trzeba było nieraz zrobić coś z niczego. I tak mi zostało.

A jeszcze w domu zawsze coś trzeba było uszyć. A to firanki, a to obrus, a nawet pościel. Bo materiały były i kupowało się na metry.

I ciekawa jestem czy kiedy jest niewielka sprawa, to naprawiacie czy odkładacie, albo o zgrozo wyrzucacie.

Mam jeszcze inną teorię. Zanosicie do babci bądź mamy. Nawet teściowej. 😀

I tak mi się dzisiaj na te sprawy gospodarcze wzięło.

” Lucyfera” mam w całości. Wszystkie 5 sezonów. Czytam a nawet kończę trzecią część Rydera C. Na kolację wątróbka drobiowa. 😀

Jaki będzie mieć wpływ na V., to się okaże.

Tymczasem w Ascoli turystów nie brakuje. Wolą jednak zwiedzać na nogach. „D

A moja koleżanka uświadomiła mi, że:

Kolejny rok zbliża się do końca. Trzeba chyba czas dać do zegarmistrza, bo się spieszy.

DODATEK INTERNETOWY

GALERIA ŚLĄSKA

GALERIA KRAKOWSKA

GALERIA LWOWSKA

Z cyklu MURALE

PORADNIK PERFEKCYJNEJ PANI DOMU

pulpety z bakłażana

sałatka z cukinii

Historie ciekawe i romantyczne

https://histmag.org/5-szturmow-warszawskiej-Pragi-1794-1944-10242?fbclid=IwAR2Vwvy35tjAjmgZY48NGIETQIUs3p6qwc2Zd_bvlOFkYp2Z7VtvvFaCCS8

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Na Platformie Politycznej

ŚMIESZKI i nie

Mądrość na dziś:

Do jutra.

Na półmetku września

Nadal ciepło.

To podgląd na temperaturę wczorajszą.

O tym, że mamy włoską jesień świadczą cyklameny, które wiosna i jesienią zdobią klomby, balkony i okna w Ascoli. Zawsze o tej porze pojawiają się na straganach.

Osobisty dzisiaj zaliczył jak na niego spory spacer przed południem. Ascoli wzbogaciło się o miły zakątek przy popiersiu zasłużonego duchownego. Postawiono ciekawą ławkę i posadzono w donicach kwiaty.

Oto fotki. Na zdjęciu pani szukająca spokoju podczas rozmowy telefonicznej. Obok jest przystanek naszego ascolańskiego busika linii 2 więc można przysiąść.

Podczas tego spaceru dołączyłam do kolekcji kolejną bramę, za którą nie widziałam podwórka. Brama jest z gatunku ” na przestrzał” czyli ma wejście z równoległej ulicy.

Mimo tylu lat wciąż nie wiem, co za niektórymi bramami jest. Wykorzystuję więc moment ich otwarcia.

A to taki ascolański obrazek i autko, które podczas oglądania starych samochodów gdzieś mi się zapodziało. Bardzo pasuje do Ascoli.

Wczoraj udało mi się trafić w jedzeniowy gust V. Na obiad zjadł oczywiście makaron typu pipe regati z sugo z zielonym groszkiem. Inny makaron się nie liczy, bo groszek powinien wpadać do ślimaczków. To już opanowałam. 😀

A na kolację do fasolki szparagowej w wersji włoskiej czyli z czosnkiem, oliwą i cytryną kupiłam po drodze kiedy wyszłam do apteki carpaccio. Cieniutkie plastry wołowiny, którą je się na surowo też z oliwą, cytryną i pieprzem. Ja osobiście bardzo lubię. Tak jak i naszego tatara.

Odespałam nieudaną poprzednią noc i nawet ściągnęłam kolejne dwa odcinki „Lucyfera| z sezonu 5. Jeszcze 6 i będzie komplet.

Zaczęłam trzeci tom z serii „Ryder Creed”

I to wszystko.

Acha na jutro zaplanowałam pierogi z ziemniakami i cebulą. Mam nadzieję, że je zrobię. To znak, że wracam do sił.

DODATEK INTERNETOWY

GALERIA KRAKOWSKA

GALERIA LWOWSKA

Poradnik Perfekcyjnej Pani Domu

https://www.claudia.pl/artykul/nalewka-z-pigwy?fbclid=IwAR3Bbi6BOyOct4iI9G5VAlmZY_hLewNwnQRv733Igr6sP4R418d_4tZER9A

Przepis na makaron z sosem.

Historie ciekawe i romantyczne

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Na Platformie Politycznej

ŚMIESZKI i nie

Jeszcze mądrość na dziś

Do widzenia. Do jutra.

Kolejka tygodniowa – wagon wtorek

Dzisiejszy dzień mam niby intensywny, ale nie mam specjalnie o czym pisać. Już rano załatwiałam swoje wyłącznie sprawy i pewnie za jakiś czas o nich napiszę. W sumie właśnie przy tych sprawach plus domowe czynności zeszło mi do obiadu. Łącznie z obraniem fasolki szparagowej na kolację. Wczorajszą kolację zjadłam sama, bo V. znowu wydziwiał. Dowiedziałam się, że ( oczywiście, to bzdura), że w Italii nie je się ryby z ziemniakami, A zrobiłam wczoraj smażone na patelni, do tego nieszczęsnego merluzzo czyli dorsza.

W efekcie zjadłam podwójną porcję ziemniaków i oprócz nerwów, to też miało wpływ na prawie bezsenną noc. Z tego wszystkiego ściągnęłam sobie 7 odcinków ” Lucyfera” z sezonu 5. Jest ich aż 16 więc jeszcze trochę mi brakuje. Niestety jednak ” Stulecia Winnych” nie udało mi się znaleźć czyli nie pooglądam. Czeka mnie wyjście do apteki po krople do oczu na ciśnienie, bo właśnie się skończyły i nawet na wieczór chyba ich nie wykapię w ilości dwóch kropli. Rano w aptece nie było, zamówiłam.

I jeszcze masło mi się skończyło, to też nabędę. Maslo jem tylko ja i jak V. nie widzi dodaje czasem do mięsa.

Chyba w kapciach pójdę do nieba.

Skończyłam tom pierwszy Rydera C. Alex Kawa i czytam a nawet zbliżam się do końca tomu drugiego.

Bardzo niemiłą niespodziankę nam zafundowano. Czeka nas spora podwyżka opłat za gaz, co przed sezonem grzewczym przyprawiło mnie o dreszcze. Już z zimna. Włosi i tak oszczędzali, a teraz, to już chyba w ogóle ogrzewanie w domach będzie śladowe. Trzeba z kraju ściągnąć jakiś serdak góralski nie mówiąc o kapciach. Na szczęście na dworze wciąż bardzo ciepło, ale tak od godziny dziewiątej rano. Wcześniej coś tam na sobie trzeba mieć. Jakąś kurteczkę.

Zapiski zakończone. Kolejne w kolejnym wagoniku tygodniowym.

DODATEK INTERNETOWY

GALERIA ŚLĄSKA

RUDA Śląska

Górnik – Olimpijczyk, czyli rzeźba autorstwa Piotra Latoski, wykonana ok. 1962 roku przez górników KWK „Wawel” już odnowiona. Renowacja kosztowała prawie 63 tys. zł., z czego blisko 55.5 tys. pochodziło z Programu Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku pn. „Rzeźba w przestrzeni publicznej dla Niepodległej – 2021”. Obiekt mieści się na skwerze im. Żwirki i Wigury w dzielnicy Ruda.

GALERIA LWOWSKA

Lwowskie reklamy.

Figura Najświętszej Marii Panny – centrum miasta, PLAC MARIACKI, czyli obecny Plac Mickiewicza.Foto, Тетяна Львівська.

Z Poradnika perfekcyjnej Pani Domu

Przydatne triki

Historie ciekawe i romantyczne

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Na Platformie Politycznej

ŚMIESZKI i nie

Mądrością dzisiejszą się zachwyciłam. 😀

Pod rozwagę wszystkim mężom i nie tylko.

Do jutra.

Poniedziałek jak w lecie

Szkoda, że o tym, że jest wrzesień i to prawie jego połowa przypomina coraz krótszy dzień. Bo temperatura znowu wyższa. Zapowiadają dziś ponad 30 stopni. Na mapie pogody najcieplej we Florencji. Tam w cieniu 32 stopnie. U nas 31 😀

Hannamaria przypomniała mi o „Lucyferze”. Brakuje mi sezonu 5 i dlatego, mimo, że do tej pory jestem w połowie sezonu trzeciego postanowiłam serial uzupełnić. Lubię „Lucyfera” tylko nie mam ostatnio czasu, żeby go zobaczyć.

Z plotek aktualnych osobistych zamieściłam wczoraj na fb taki post.

Mam nadzieję, że trochę przystopuję amatorów sama nie wiem czego.

A tak w ogóle, to mam spadek formy. Co wcale mnie nie cieszy, bo prasowanie „szczeka” i inne domowe roboty pchają mi się przed oczy. Pocieszam się, że to może chwilowe i jutro obudzę się w pełni sił gotowa wziąć się za to, na co dziś nie mogę patrzeć.

Przeszłam się po mieście z V. Popołudniu mam jedną sprawę do załatwienia i mini sprawunki czyli znów sobie wyjdę z domu. A może mi zazdrość, bo dwie moje koleżanki jadą do Polski. Ja wciąż czekam na ewentualne wezwanie w sprawie mieszkania. Wysoki Sąd jeszcze nie rozruszał się po wakacjach.

Będzie wezwanie, będzie wyjazd do kraju. Inaczej bez sensu planować. Na jazdy tam i z powrotem nie mam siły. Wszystko dziś kojarzy mi się ze słówkiem „nie” czyli czas zakończyć zapiski i wrócić do czytania.

W dalszym ciągu cykl Alex Kava o Ryderze C.

DODATEK INTERNETOWY

GALERIA ŚLĄSKA

GALERIA LWOWSKA

Lwów na słodko i półwytrawnie

Wiecie, co oznacza termin „zakacedowany”? Kto nie zna, niech zaglądnie koniecznie do „Polskiego słownika pijackiego” Juliana Tuwima! A wiecie, gdzie we Lwowie znajdowała się knajpa nazywana „K.C.D”? Henryk Zbierzchowski pisał o niej, iż „posiada imponującą ilość członków i sympatyków. Tam walczy się z moskalami (w chwilach kociokwiku), tam znajdzie się zawsze „jeńca”, gdy pragnienie jest większe od kieszeni. (Jeńcem nazwy się ten, który coś postawi).”

A co do terminu – K.C.D. oznaczało w I Brygadzie Legionów „każ coś dać”, tj. postaw, zafunduj (przeważnie wódkę), stąd „zakacedowany” = pijany.

Poradnik Perfekcyjnej Pani Domu

ciasteczka

bakłażan

ciekawostka

HISTORIE ciekawe i romantyczne

https://histmag.org/Bitwa-pod-Wiedniem-12-wrzesnia-1683-roku-9971?fbclid=IwAR0WCHwC5CKJGwrRS0G1EWD_Ot8_f_0rxZJE7M-JfEfpwYv3dOEEXSBYpR0

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

W polityce jakaś cisza. Oby nie przed burzą.

ŚMIESZKI i nie

Niestety ta mądrość coraz częściej dotyczy i mnie.

Do jutra.

Co z tym kalendarzem

Przecież dopiero był pierwszy wrzesień, dziś prawie polowa miesiąca. Nie sądzicie, że coś się w tym kalendarzu popsuło. Przecież w takim tempie za chwile będzie nie jesień, a zima.

Sama nie wiem, co mam o tym myśleć. Chyba wyłączę te funkcję.

W tym właśnie momencie przerwałam pisanie bloga. Zapadła decyzja, że jemy obiad ” fuori” czyli na zewnątrz. Za oknem najpiękniejszy z ostatnich dni. Wręcz upalnie, bo kiedy wyjechaliśmy około jedenastej, żeby zrobić jeszcze włoski spacer na termometrach w słońcu było 31 stopni.

Zrobiliśmy kółko przez prawdziwą Castel di Lama, która jest na wzgórzu a właściwie rozlokowana tarasowo. Jedna fotka z samochodu. Takie niebo .

„Salaria”, która biegnie do San Benedetto i przecina miejscowość zwaną potocznie Castel di Lama, przecina naprawdę Villa S’Antonio. Castel di Lama jest odrębną miejscowością z własna administracją. Villa S’Antonio podlega pod Ascoli.

Zjeżdżając ponownie na szlak solny na skrzyżowaniu przepuściliśmy rajd skuterowy. Rajd skuterów marki „Vespa” . Podaję za V. Cudem udało mi się zrobić jedno zdjęcie.

Potem już pojechaliśmy na ten niedzielny obiad. I stanowczo zjadłam za dużo. Musze przystopować, bo zaczynam te 3 kilogramy na plusie odczuwać w spodniach.

Normalnie jemy w południe posiłek jednodaniowy plus owoce.

A ja ostatnio jem znowu na śniadanie chleb z masłem i dżemem pomarańczowym. I to dwie kromki. Czas zejść do jednej.

A na obiad zjadłam:

2 oliwki „asolana”

2 cremini

1 a la krokiet z kapustą

timbalo

żeberka w sosie z fasolą na osto

i na dodatek dwa plastry pieczeni ze schabu.

Popilam dwoma szklaneczkami czerwonego wina i jedną wody mineralnej.

Czuję się najedzona. Po dziurki w nosie.

Zjadłam więcej od V. :D, bo on pieczeni nie jadł.

Zrobiliśmy kolejny włoski spacer. W samochodzie w radiu nadawano transmisję z Budapesztu ze mszy z udziałem Ojca Świetnego. i naglę słyszę jak V. mówi:

-A kiedy jedzenie.

-Jakie jedzenie.- Pytam zdziwiona, bo przecież dopiero, co zjedliśmy.

-Kiedy papież będzie jadł obiad.

Roześmiałam się serdecznie. Tylko Włoch może pomyśleć o papieskim obiedzie. Przecież minęła już trzynasta, a uroczystości trwają.

Na szczęście zaraz transmisja się skończyła i z pewnością na papieża Franciszka czekał porządny węgierski obiad. Może gulasz z papryką?

Wracaliśmy do Ascoli. Na termometrach mijanych po drodze było 35 stopni .I to mnie cieszy. Dziś w prognozie perturbacje pogodowe, na północy i południu Italii. Centrum, czyli u nas pięknie.

Skończyłam ” Zaginioną „. No krwisto było. Wróciłam do Alex Cava. Po serii o agentce Maggie O’Dell ( 11 tomów :D) zaczęłam cykl, który jak wiem zazębia się z przygodami Maggie . To przygody tresera psów do zadań specjalnych Rydera Creed i jego wspaniałego pieska Grace. Wczoraj dokupiłam nowy szósty tom.

I zaraz czytam dalej, bo już zaczęłam. Tom pierwszy:

DODATEK INTERNETOWY

GALERIA ŚLĄSKA

GALERIA KRAKOWSKA

GALERIA LWOWSKA

Poradnik Perfekcyjnej Pani Domu

dynia po włosku

triki domowe

HISTORIE ciekawe i romantyczne

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

https://www.popularne.pl/prokurator-chodzil-nago-ulicami-swidnicy-zgarnela-go-policja/?fbclid=IwAR1_JlxCk3GJFwesLmGqCsnZE6rO3NzV5WzGu-K7cZpCRBON8-_zTZbgQ7k

Na Platformie Politycznej

SMIESZKI i nie

Listy do Pana Boga.

Zamiast klasycznej mądrości :

Do jutra.

Podczas weekendu

Weekend jest. Ciepła sobota. Poszłam rano do piekarni. Przeszłam się po sobotnim targu. W ramach wyprzedaży nabyłam satynową letnią koszulkę nocną na ramiączkach. Na przyszłe upalne lato. Koszulka jak koszulka, ale za to czerwona. 😀

Mam nadzieję, że mówiąc jak moja babcia „doczekam” do tego lata.

Straszny pogodowy jest ten rok. Długo było zimno. Potem nadeszły upały nawet jak na Italię. Susza. Wczoraj co prawda spadł wieczorem deszcz. ale padało krótko. A tu rankiem wiadomość o trąbie powietrznej jaka przeszła przez jedną z wysp włoskich. Straszne zniszczenia i są ofiary w ludziach.

W poniedziałek dzieci i młodzież wracają do szkół. Oby na stałe, bo sytuacja convid-owa jak podają media jest stabilna.

Długo w noc czytałam ostatni tom „Warszawianki”. Aż skończyłam.

Zaraz zacznę cos nowego. Chyba rozpocznę od :

„„Zaginiona” to dynamiczny, brutalny i trzymający w napięciu kryminał, pełen dramatycznych zwrotów akcji prowadzących do zaskakującego finału”

Mam nadzieje na spokojne popołudnie.

DODATEK INTERNETOWY

GALERIA SLĄSKA

GALERIA KRAKOWSKA

GALERIA LWOWSKA

W Kąciku Mola Książkowego

W Poradniku Perfekcyjnej Pani Domu

Na pożegnanie lata . Tort lodowy

Triki domowe

Tarta jesienna. Ze śliwkami.

https://www.claudia.pl/artykul/6-nietypowych-zastosowan-pianki-do-golenia?fbclid=IwAR1cPQ1fN9WxBe0Ugoj4QBojFyFFJK8obl186neYCAjWekNmbZgFp0EbGnQ

HISTORIE ciekawe i romantyczne

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Nie można tego zapomnieć. 20 lat temu. Zostały tylko fotografie.

Na Platformie Politycznej.

ŚMIESZKI i nie

A oto mądrość:

Do jutra.

Jesienny dzień z niespodziankami

Zgodnie z planem mimo nienajlepszej atmosfery domowej pojechaliśmy na ten obiad piknikowy z córunią tatusia do San Benedetto.

W samochodzie humor zepsuła mi wiadomość o kolejnym zabójstwie kobiety przez jej partnera. Straszna jest Italia w tym względzie. Przez moment brzydko pomyślałam, że trzeba by zabrać dzieci Włoszkom i dać je na wychowanie innym nacjom, bo stale powtarzam, że za to ponoszą odpowiedzialność matki Włoszki. I nikt mnie nie przekona, że jest inaczej. Trzeba pokoleń zmian w mentalności Włochów, żeby nastąpiła zmiana.

Pogoda piękna. . Jak zwykle ostatnio słońce przygrzewało. Temperatura w dzień nie schodzi poniżej 27 stopni.

Wczorajsze lody udane chociaż stanowczo było to krótkie spotkanie.

Słońce w san Benedetto

Tym razem obiad kupiliśmy do pojemników i umówiliśmy się na godzinę czternastą z Barbara i jej narzeczonym.

Korzystając z czasu pojechaliśmy do portu rybackiego, który wolę od eleganckiego Lungomare.

Te fotki, które widzicie, to efekt odzyskania ich, bo znowu je usunęłam. Za nerwowa jestem ostatnio. Na szczęście już wiem jak sobie z tym poradzić.

A oto dzisiejszy piknik.

I kilka fotek okolicy piknikowej.

I tak prawie cały dzień spędziliśmy w klimacie morskim.

Nie powiem, żebym nie była zmęczona.

Czeka na mnie trzeci tom „Warszawianki”. bardzo mnie wciągnęła.

A, że już weekend, to mam nadzieje, że będzie dla wszystkich słoneczny.

DODATEK INTERNETOWY

GALERIA SLĄSKA

GALERIA LWOWSKA

Suknia dożynkowa wykonana ze zboża

Poradnik Perfekcyjnej Pani Domu

zapiekanka

sernik z ricotta

GALERIA MEMÓW I AKTUALNOŚCI

Zacznę niestety od smutnej wiadomości.

Odszedł kolejny wielki aktor.

Dla mnie absolutnym arcydziełem jest wykony przez Niego

Niewielu wielkich artystów moich czasów nam zostało. Z tej fotografii ?

Anegdoty teatralne, filmowe i muzyczne

MAREK KONDRAT: – Próby „Hamleta” w Teatrze Dramatycznym, na scenie Piotr Fronczewski ( na zdjęciu) szlifuje „być albo nie być”, a w grobie dwaj Grabarze – Wiesław Gołas i Czesław Lasota – znudzeni oczekiwaniem na swoją kolej i już lekko podchmieleni – zaczęli rozpraszać Hamleta wychylaniem się z grobu, wołaniem „a kuku”, pokazywaniem mu głupich min itp. Na to z widowni zagrzmiał reżyser, czyli Gustaw Holoubek :

– Gołas, Lasota, wypierdalać z grobu!!!

Tymczasem padł inny rekord.

Na Platformie Politycznej

ŚMIESZKI i nie …

Dzisiejsza mądrość.

Do zobaczenia jutro.